Jako dziecko miałam na wsi kolegę, którego tata jeździł czasem "z nasieniem do krów". Wydawało mi się trochę dziwne, że wozi krowom nasiona, ale były wtedy ciekawsze rzeczy do roboty niż w to wnikać. Przykra świadomość zajęcia taty kolegi przyszła dopiero z wiekiem.
Dodaj anonimowe wyznanie
A co w tej świadomości przykrego?
Praca jak praca.
Ja Ci mogę wypisać, co w tym przemyśle jest przykrego, ale gdzieś mi się kołacze w głowie, że nie o to chodziło
@blairay w przemyśle mięsnym, czy mleczarskim jest cała masa paskudnych rzeczy. tyle, że żadna z nich nie tyczy się tego wyznania.
A autorka pewnie myśli, ze skoro jeździł z nasieniem, to i pobierać musiał.
Tyle, że pod określeniem "jeździł z nasieniem do krów" może kryć się kilka opcji. dwie najbardziej prawdopodobne to, ze po prostu robił za kuriera z materiałem biologicznym (zawoził i nic wiecej), ewentualnie wykonywał inseminację. Samo pobieranie tu już inna bajka - ogólnie jest tak, że hodowle "żyjące" z bydła, nie używają pierwszego lepszego nasienia z sąsiedztwa - tak jak i u ludzi, w przypadku zwierząt są banki nasienia, gdzie nasienie czeka sobie zamrożone i jest wysyłane tam gdzie ktoś zamówi. Tyle, ze tu nie ma losowości - wiadomo co to za samiec, jakie dokładnie ma cechy, jakie potomstw z niego jest itp. itd. samo nasienie zaś jest przebadane, rozcieńczone, odpowiednio przygotowane i zamrożone (z jednego pobrania idzie od kilkudziesieciu, do nawet kilkuset porcji) Zas osoba, która na miejscu dokonuje inseminacji, danego buhaja najczesciej na oczy nie widziala. BA - cenne buhaje nadal zostają ojcami, nawet i kilkanascie lat po tym jak już dawno zostaną zjedzone.
A co w tym przykrego?
Bo a ty byś chciał r*chać krowy? Przepraszam, musiałem :D
Przeczytałam własnie wszystkie wyznania z dzisiejszego dnia i moim zdaniem jedyne godne wyznanie i naprawdę anonimowe to historia opiekunki bliźniaków. Reszty nie da się czytać. Aż żal patrzeć jak ta strona schodzi na dno.
Taki inseminator nawet do kilku tysiaków obecnie może wyciągnąć. Nie żebym był materialistą, ale są gorsze zawody, żeby nazywać akurat inseminację "przykrym zajęciem".
No nie wiem jak się po tym pozbierałaś..
Dobrze że mu nie podkradłeś tych nasion żeby zobaczyć jak smakują albo posiać u mamy w doniczce bo wszyscy by przeżyli szok.
Szczególnie jakby coś w tej doniczce wyrosło...
Było kiedyś wyznanie jak ktoś za dzieciaka zrobił z tym sobie płatki myśląc, że to mleko.
Ah ty tytanie intelektu.