#4ERmD
W naszej wsi była opuszczona stodoła. Należała w zasadzie do nikogo, więc nikt się tą ruiną nie interesował. Poza dziećmi. Pamiętam, że bardzo dużo dzieciaków traktowało ją jako miejsce do zabaw. Jedni szukali tam duchów, inni bawili się w chowanego, jeszcze inni, ci starsi, ukrywali tam papierosy lub alkohol przed rodzicami. I pewnego dnia Marek podpalił właśnie tę stodołę. Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że w środku niej była dwójka dzieci. Ja widziałam tylko moment, gdy brat akurat wzniecił ogień. To było latem, podczas suszy. Wszystko szybko zaczęło płonąć. Ludzie z okolicy natychmiast się zbiegli i wezwano straż. Ku zaskoczeniu wszystkich, nagle z jakiejś dziury na tyłach stodoły cudem wyczołgało się poparzone dziecko, krzycząc o pomoc, bo jego kolega tam został. Niestety nie zdążyli go uratować. Policja prawie natychmiastowo zorientowała się, że to podpalenie. Przesłuchiwano mnóstwo osób, ale nikt nic nie wiedział. Poza mną. Jednak ja milczałam. Sama nie wiem czemu. Bałam się. Mój dziecięcy mózg przybrał postawę obronną i próbował usunąć tę wiedze z pamięci. Nieskutecznie. Gdy byłam już starsza, postanowiłam, że wyjawię prawdę, w końcu zginął człowiek. Powstrzymało mnie to, że mój brat w wieku 22 lat odebrał sobie życie. I tak do dziś trzymam tę informacje dla siebie, bo już sama nie wiem, czy wyjawienie tego, zamiast ulgi, nie przyniesie większej ilości bólu dla osób powiązanych ze sprawą.
Jak się wygadasz, to ci ulży. Może idź z tym do psychologa? Ewentualnie powwiedz rodzicom, bo pewnie nie wiedzą czemu brat odebrał sobie życie. Reszcie bym nie mówiła, nie po tylu latach.
to uslyszy, z eo zmarlych zle sie nie mowi
psychologa polecam
rodzice mogą sobie robić wyrzuty że nic nie zrobili\ nie zauważyli
Tylko nie wiadomo jak rodzice zareagują. Może tak być jak napisała bazienka lub Irvette111 a równie dobrze mogą mieć pretensje do autorki że nic nie powiedziała chcoć wiedziała ( tym samym obwiniać ją że nie pomógł bratu uporać się z winą) lub stwierdzą że wymyślą.
Dziecko pewnie chciało zwrócić na siebie odrobinę uwagi ale tak to jest jak na wsiach robili się dzieci tylko po to żeby mieć ręce do pracy
czy ja wiem? piromania jest realnym zaburzeniem
widzialam jak ludzie godzinami wpatrywali sie w taki stary wygaszacz ekranu w tv- plonace ognisko. do rana potrafili przed tym siedziec
@bazienka nie zmienia to faktu, że rodzice mieli gdzieś, co się dzieje z ich dziećmi. Zawsze mogli zareagować w jakikolwiek sposób.
Już tak nie generalizuj. Też wychowana na wsi i jakoś rodzice moje problemy widzieli, czy w szkole, czy z koleżankami na wsi, cokolwiek.
Bo w MIASTACH to same ideały rodzicow skoro NA WSIACH TAKA ZNIECZULICA wg Ciebie....
Może moja opinia nie będzie zbyt popularna, ale co tam. Bardzo mnie cieszy fakt, że ten mały psychol odebrał sobie życie. Zabił inną istotę, więc nie zasługiwał na to, by żyć. Gdyby nie wilgoć, zamordowałby wiele istnień żyjących na tamtej łące. Zabił małego chłopca, drugiego okaleczył tak naprawdę już na resztę życia. Zadał im wiele cierpienia, więc bardzo dobrze się stało, że go już nie ma na tym świecie. Mam tylko nadzieję, że cierpiał każdego dnia. Darujcie sobie komentarze, że w momencie morderstwa był tylko dzieckiem. Nawet małe dzieci wiedzą, jakie zagrożenie niesie za sobą ogień.
No tak.. Bo Ty panie idealny nigdy głupoty nie zrobiłeś? Myślę, że jakby wiedział że w środku są dzieci to by ich specjalnie nie podpalił. Miał jakieś zaburzenia i nie robił tego, aby kogoś krzywdzić. Myślę, że każdy z nas chociażby się wpakował na ulicę z telefonem w ręku z głupoty, ale to nie znaczy że od razu ma nas przejechać samochód za karę. Weź się puknij w łeb.
mysle, ze lubil patrzec na ogien i nie mial swiadomosci konsekwencji
moze smierc tego dziecka byla jedna z przyczyn samobojstwa?
Pijak, gdy wsiada za kółko po alkoholu, też nie myśli o tym, że może kogoś zabić. On po prostu chce wrócić do domu.
Czy to znaczy, że pijak jest w porządku, bo przecież niespecjalnie w kogoś wjechal?
Dzieci wiedzą, że nieokiełznany ogień niesie śmierć. Nawet nie sprawdził czy te dzieci są w środku. Gdy próbował podpalić łąkę, też nie myślał o tym, że może kogoś zabić.
Dobrze się stało, że się zabił. Przynajmniej już nikogo nie podpali.
Może głupio i może otworzysz stare rany, ale warto by było iść do rodziców tego dzieciaka...
Po co? Co to dla nich zmieni? Będą tylko przeżywać tragedie na nowo.
Warto to by było gdyby ewentualnie jej brat poszedł, za co ona ma przepraszać? Za paskudnych rodziców?
Może to brzmi okropnie ale może lepiej by im się zrobiło, że morderca ich dziecka odebrał sobie życie. Jakieś poczucie sprawiedliwości :/
Ale potem będą mieć żal do autorki że nie wydała go policji a po drugie to tylko jeszcze bardziej rozogni sprawę.
Zastanawiające, że rodzice nie reagowali na Twoje informacje o próbach podpalenia/spalenia czegoś przez brata. Na wsiach zazwyczaj ludzie byli bardzo wrażliwi na tym punkcie, bo kiedyś większość domów, stodół itp było drewnianych i jeden mały pożar a cała wieś mogła spłonąć.
w poczekalni zaczyna się widać kącik zbrodni
Mocne. Właśnie po to stworzono anonimowych...