#qHMn0

Od kilku lat spędzam sylwestra wspólnie z Jedynką lub Polsatem w swoim mieszkaniu, w towarzystwie jedynie szampana i czegoś słodkiego. Ostatnio z kilku powodów zdarzyło mi się tak spędzić i święta. Nie przeszkadza mi to w wystrojeniu się w ładną kieckę, czarne eleganckie rajstopy i szykowne szpile na 10-centymetrowym obcasie.
Niby nic dziwnego, tylko że mam 29 lat i jestem facetem.

#r6xux

Tydzień temu zerwałem dokumentnie kontakt z osobą, która sterowała moim życiem przez bez mała 40 lat. Nie czuję nic. Ale po kolei. 
Gdy miałem 6 lat, zmarła moja biologiczna mama. Nie wiedziałem wtedy, że mój tata już wcześniej zaglądał do kieliszka. Mama zmarła na raka, to nie miało związku, jednak potem ojciec się kompletnie posypał i rozpił. Mną opiekowała się babcia – nadopiekuńcza dla mnie i rządząca całą rodziną (Niemka z pochodzenia).
Gdy miałem 9 lat, w domu pojawiła się obok ojca nowa pani – najpierw kazała do siebie mówić „ciocia”, a potem bardzo szybko „mama”. Pamiętam zdjęcie szczęśliwego chłopca na ślubie taty i nowej mamy. Chyba ostatnie chwile mojego szczęścia.
Niecały rok później w domu pojawiło się malutkie dziecko – moja przyrodnia siostra. Ja zostałem – w ustach macochy – zdegradowany do „debila, tumana, chu.a pierdo..nego” i innych słów, które jako 11-latek poznawałem bardzo szybko. Uczyłem się szkoły przeżycia.
Ojciec pił coraz więcej, coraz częściej były to płyny niegodne określenia alkoholu spożywczego. Macocha z pomocą sobie tylko znanych kumpli ściągała starego z trawników miejskich, choć często wraz z nim przywlekała do domu dość szemraną klientelę kumpli od denaturatu.
Poza jedynym przyjacielem z podstawówki, od liceum nie zapraszałem nikogo do domu – nigdy nie można było mieć gwarancji, co kolega/koleżanka zastanie. Jedyną oazą był mój pokój, 10 m², w którym jednak nigdy nie doprosiłem się zamka od drzwi.

10 lat młodsza ode mnie przyrodnia siostra po przedszkolu przebywała głównie w domu przyrodnich dziadków – ludzi o złotym sercu, którzy jednak nie chcieli znać prawdy o tym, co ich córka, czyli moja macocha, robi ze mną. W ten sposób macocha miała mnie codziennie na kilka godzin. 

W domu na futrynie drzwi do kuchni wisiały dwa paski. Zaczynało się zwykle od wyzwisk – za cokolwiek, bez powodu też. Potem policzkowanie. Potem: „Przynieś pas i spuść majtki, przełóż się”. Codziennie. Skończyło się to dopiero tuż przed moją maturą. Do tego, jak już miałem te 15-16 lat, doszło molestowanie – macocha w sumie jest ode mnie tylko 19 lat starsza.
Nigdy nie chciałem wracać do domu – trzy ucieczki z domu, straszenie wychowawców na obozie próbą samobójczą... to był tylko wierzchołek mojej góry lodowej. Nikt nigdy mi nie pomógł, aby dotrzeć do podstaw.

A jednak w tym wszystkim byłem chyba genialny. W liceum co rusz wygrywałem olimpiady, potem osiągnąłem sukces zawodowy, dochodząc obecnie do kierowniczego stanowiska. Zawodowo jestem spełniony. Ale nie umiałem w ludzi i wciąż nie umiem. Posypało się moje małżeństwo, nie mam koło siebie nikogo. Przyjaciółmi są dla mnie ... książki.

Zablokowałem moją macochę w telefonie i social mediach. Już nigdy mnie nie usłyszy, nie spotkamy się. Czasem trzeba kogoś zrzucić do przepaści. Zero wyrzutów sumienia.

#QmTdV

Robiłam ostatnio zakupy w jednym z butików, kupowałam koszule dla mojego chłopaka. Gdy zapłaciłam, to przystanęłam przy wyjściu (pech chciał, że koło faceta, który wyszedł przede mną i cały czas mi się przyglądał) zapiąć kurtkę, potem zabrałam torbę ruszyłam do domu. Chciałam właśnie skręcić w swoją ulicę, gdy zorientowałam się, że ktoś za mną biegnie. To był ten facet! Nie zastanawiając się dużo, zaczęłam uciekać (bo kto wie, może zaraz miałam stać się ofiarą tego typa). Nagle ktoś złapał mnie za ramię, już chciałam się wyrywać, gdy mężczyzna śmiejąc się powiedział, że pomyliłam torebki i właśnie trzymam jego krawat. No to wymieniliśmy nasze zakupy i poszłam do domu.

#Pwm2B

Jak byłam podrostkiem, byliśmy z ojcem u dziadka, który mieszka na odludziu pod miastem. Ojciec wysłał mnie po musztardę do sklepu.

Wróciłam po 15 min bez musztardy, bo nie wiedziałam, gdzie ten sklep się znajduje. Ojciec wytłumaczył i kazał iść znowu.
Wróciłam po 15 min bez musztardy, bo nie mogłam znaleźć jej na półkach, a zapytać się wstydziłam. Ojciec poirytowany tłumaczy, gdzie powinnam szukać musztardy w sklepie. Poszłam.
Wróciłam za 15 min bez musztardy... Bo jak już ją kupiłam, to biegłam szybko do domu i się wywaliłam, a słoik z musztardą się rozbił. Ojciec już wnerwiony, daje mi następne pieniądze i każe przynieść musztardę.
Wróciłam po 15 min bez musztardy... Zgubiłam po drodze pieniądze! Dostałam ochrzan, a ojciec sam poleciał ją kupić.
Wrócił po 15 min bez musztardy... O 18:00 zamknęli sklep.

Do dziś na widok musztardy przypomina mi się ta historia sprzed 30 lat.

#lwHLm

Kiedy na moim ciele pojawiły się charakterystyczne kręcone, ciemne włosy, dość szybko zaczęłam myśleć nad ich usunięciem. Przeszkadzało mi, że są widoczne zza brzegów bielizny, że osiada na nich brud... Najpierw poszły w ruch nożyczki, ale trudno mi było nimi manewrować w pachwinach. Maszynki do golenia nie było komu podebrać, bo ojciec się nie golił, starszego brata nie mam, a matka uważała depilację za fanaberię. Wpadłam na „genialny” pomysł i zabrałam z kuchni zapalniczkę... Wymyśliłam, że najlepiej będzie te znienawidzone kłaki podpalić.
Było sporo dymu i w powietrzu śmierdziało spalenizną, ale się udało.

#6ogcL

Wolałbym, żeby moi rodzice się rozwiedli...
Najpierw przedstawię kilka faktów, aby łatwiej było pojąć sytuację.

Mój ojciec jest dyrektorem na 1/4 Polski w dużej firmie, ma bardzo dużo obowiązków, ale w roli ojca spisuje się świetnie, zawsze mogę na niego liczyć. Wie, że krzykiem niczego nie załatwi, więc zawsze spokojnie tłumaczy, jak zrobię coś źle.
Mama jest nauczycielką, ma dużo wolnego czasu. Jest wybuchowa, potrafi zrobić aferę z niczego. I właśnie o zachowaniu mamy będzie to wyznanie :/

Mama codziennie robi w domu kłótnie, nawet bez powodu. Potrafi przyjść i przyczepić się do czegokolwiek, nawrzeszczeć na wszystkich tak, że się żyć odechciewa, a potem pojechać gdzieś i wrócić nad ranem. To jest człowiek, który nie potrafi żyć w spokoju. Ale na Fb codziennie udostępnia cytaty, jak to dobro wraca do człowieka i inne w tym stylu. 
Najgorsze jest to, że na ojca też wrzeszczy, wszystko co on powie to dla niej jest złe, codziennie go obgaduje do koleżanek i traktuje go jak bankomat. A on na to pozwala, daje sobą pomiatać, a potem się dziwi, że ona tak go traktuje. Jak coś jest nie po jej myśli, to od razu straszy wyprowadzką, kiedyś to chociaż miała gdzie pojechać, a teraz się z większością koleżanek, które mogą ją przenocować, pokłóciła, więc postraszy, poudaje, że się pakuje, a potem i tak idzie do pokoju...
Ostatnio jak zobaczyła, że ojciec ogląda motocykle w internecie, to znowu zagroziła, że jak sobie kupi moto, to ona tego samego dnia się wyprowadzi. Szczerze, to chciałbym, żeby się wyprowadziła i już nie wracała. Jak jej nie ma w domu, to jest spokojnie, ja i siostra super się dogadujemy z ojcem. On jest całkowitym jej przeciwieństwem. Nawet jak coś odwalę, to nie robi z tego afery, tylko zawsze na spokojnie.

Nie rozumiem trochę jego postawy. Mógłby kupić jej mieszkanie i wziąć ten rozwód, a on woli się męczyć z matką. Śpią oddzielnie, mają kompletnie inne cele w życiu, nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się przytulali...
Ta sytuacja jest chora. Dorośli, wykształceni ludzie, a zachowują się jak dzieci. Pewnie będą komentarze, że żyją razem ze względu na mnie i siostrę. Jak mam mieć taką rodzinę, to wolałbym mieć rozbitą.

#4wKgX

W 2005 roku moja mama dostała diagnozę raka macicy. Płacz, niedowierzanie. Tata namówił ją na zasięgnięcie drugiej opinii. Potwierdziło się. Lekarze powiedzieli jej, że ma czas do końca roku. Dwie małe córki, dom ledwo kupiony, na kredyt, cały do remontu, życie rozsypane dla wszystkich. Pożegnała się z całą rodziną. 
Gdy pojechała do kontroli, do trzeciego lekarza, dowiedziała się, że to wcale nie rak, a trzecia ciąża. Tak właśnie po kilku kolejnych miesiącach urodziłam się ja. Mama zawsze powtarzała, że z tej prognozy śmierci narodziło się życie, a ona sama do tej pory jest zdrowa, żadnych zarzutów do swojego samopoczucia nie ma.
Skończyłam 18 lat kilka miesięcy temu i podczas kontrolnych badań, które mam ze względu na źle pracujący układ pokarmowy, dostałam diagnozę raka wątroby. Jednak śmierć zbiera swoje plony, nawet kilkanaście lat później. Nikt nie wie do tej pory. Po prostu nie potrafię im powiedzieć, że córka, która powstała „z cudu”, umrze.

#cZj5I

Nie potrafię w pełni uwierzyć w siebie po mobbingu, który spotkał mnie w pracy.
We wcześniejszych firmach byli ze mnie dość zadowoleni. Niestety w ostatniej tak nie było i w końcu sama odeszłam. Zatrudnił mnie szef, który był ze mnie zadowolony – do momentu, kiedy do firmy nie wróciła kobieta, która była moją bezpośrednią przełożoną, a jednocześnie dobrą znajomą szefa.
Od początku mnie nie lubiła. Nie liczyło się, ile rzeczy zrobiłam dobrze. Najmniejszy błąd był wyolbrzymiany i przekazywany szefowi. Jednak nie czepiała się tylko pracy, a mojego stylu bycia, tego, że odżywiam się tak, a nie inaczej, bo jem za dużo sałatek, a za mało mięsa, więc pewnie mam zaburzenia odżywiania (takie plotki rozpuściła w firmie, choć BMI mam w normie, nikt nie zwraca mi uwagi, żebym była zbyt chuda, ona za to ma widoczną nadwagę). Że nie patrzę jej w oczy – na co również jako jedyna osoba w moim życiu zwróciła mi uwagę, więc ciekawe.
Zaczęła kłamać szefowi w żywe oczy, o jakieś co prawda głupoty, ale że to ja, a nie ona coś zrobiła, nie dopilnowała. W końcu stwierdziłam, że odchodzę, ale nawet wtedy, kiedy byłam już na wypowiedzeniu, nadal miała do mnie przytyki, a kiedy o cokolwiek zapytałam, to przewracała oczami.
Teraz mam nową pracę, ale nadal w siebie nie wierzę... Ciągle obawiam się, że sytuacja się powtórzy. Choć podejrzewam, że chciała mnie wyeliminować, bo nie spodobało jej się, że początkowo szef mnie lubił, to jednak mimo wszystko siedzi w podświadomości, że może miała rację.
Dodaj anonimowe wyznanie