Impreza u sąsiadów zaczęła się o 22:00. Wytrzymałam do 3:00, ale tak dudniło basem, że poprosiłam policję o interwencję. Sąsiedzi uspokoili się o 3:40, myślę – brawo policja. Niestety byłam w błędzie.
Policja przyjechała o 4:20, zadzwonili do mnie domofonem i usłyszałam przekleństwa. Najpierw myślałam, że to sąsiedzi się mszczą, ale okazało się, że wcześniejsza cisza u sąsiadów nie wynikała z interwencji, tylko zwyczajnie chłopaki zapili. W domofonie słyszę policjanta: „Kur#a, poje#ało cię, nie odbierają, ja pie#dolę, to nie ta klatka, to był inny numer”. Poszli, obudzili sąsiadów, a za ścianą znów włączyli muzykę i znów nie mogę spać :)
Nie polecam dzwonić na policję, jest 5:30, a ja nadal nie mogę usnąć.
Pracowałam w sklepie na kasie. Zawsze jak puszczałam cichacza i zapach był dość intensywny, patrzyłam na osobę, którą aktualnie obsługiwałam z dezaprobatą, tak jakby to ona wydała z siebie ten nieznośny smród. Czasem dodatkowo komentowałam „o fuj”, bo przecież kto nie wyczuje, ten pewnie go wyprodukował ;)
Wyłączyli mi w bloku Internet na kilka dni.
W teorii nic wielkiego, w praktyce moi rodzice prawie domu nie roznieśli. Codziennością stało się: snucie się od kąta w kąt, nerwowość i ogólnie rozdrażnienie, odszukiwanie starych telefonów i sprawdzanie, jakie są na nich zdjęcia/filmy, zwiększone zainteresowanie sąsiadami, przychodzenie do mnie regularnie, aby coś sprawdzić z mojego telefonu (w przeciwieństwie do nich nie zużyłem od razu całego pakietu danych).
W międzyczasie przypomniałem sobie o kilku czekających na przeczytanie książkach. Urzekł mnie fragment książki o post-apokalipsie, gdzie telefony i komputery stały się bezużyteczne, jedynie niektórzy zbierali działające urządzenia, aby oglądać na nich stare zdjęcia sprzed końca świata. O ironio! :D
A podobno to młodzi są uzależnieni od technologii...
Dzisiaj byłam biegać. W pewnym momencie przejechał obok mnie samochód i jakiś chłopaczek wykrzyknął przez okno: „Biegaj, tłuściochu!”... na co jego mama zawróciła, wykopała go z samochodu i kazała mu przebiec razem ze mną przez pół dzielnicy, cały czas jadąc powoli tuż obok. Prawie się potknęłam ze śmiechu.
Jako mała dziewczynka (7-8 lat) dostałam szlaban od rodziców. Obrażona pobiegłam do swojego pokoju i obiecałam sobie, że ucieknę. Ale nie przez drzwi, to nie byłoby w moim stylu. Chciałam wyjść przez okno, żeby rodzice nie zauważyli. Jednak pod moim oknem było zejście do piwnicy, o którym kompletnie zapomniałam... Otworzyłam okno, wdrapałam się na parapet i skoczyłam w dół.
Skończyło się na tym, że miałam złamaną nogę, a opieprz dostałam jeszcze większy niż przedtem.
Mam 21 lat i robię sobie teraz coś pokroju „gap year” na studiach. Żeby jakoś produktywnie sobie zająć ten czas, znalazłam sobie pracę jako sprzątaczka. W sumie, jak się nad tym zastanowię, jest to najlepsza praca, jaką miałam dotychczas (a wierzcie mi, już na niejednym stanowisku pracowałam).
Sprzątam w gabinecie lekarskim porankami, po dwie godziny dziennie. Nikt mi nie zawraca gitary, nikt do mnie nie mówi, mam swoje klucze, więc przychodzę, kiedy mi wygodnie, pieniążki też dostaję za to fajne, a co najlepsze – mogę sobie śpiewać ile dusza zapragnie i nikomu to nie wadzi.
Na koniec dyżuru, kiedy lekarze zaczynają się schodzić, dziękują mi za to, że im przygotowałam gabinet, życzą miłego dnia, pytają, czy w czymś nie pomóc, czy nie będą przeszkadzać, jak wejdą.
Kurczę, tak z pozoru niewdzięczna praca, a ile zalet, o ile mniej stresu!
Bardzo Wam taką pracę polecam! Zwłaszcza introwertykom ;))
Piszę coś pozytywnego po raz pierwszy, żeby się pochwalić.
Po tym, jak jakiś typ chciał mnie pobić pod sklepem, a w mojej obronie stanęły dwie dziewczyny, które może chciały dobrze, ale upodliły mnie tam przed samym sobą i innymi do reszty, zebrałem się w sobie i postanowiłem powalczyć o siebie i zapisałem się na tajski boks. Niedomagałem fizycznie już na rozgrzewce, ale to dopiero pierwsza lekcja, a trener był wyrozumiały. Na szczęście to grupa początkujących i chyba po raz pierwszy w życiu nie czułem się odrzucony, pomimo że jestem tam najmniejszy, a niektórzy to naprawdę konie. Pomimo że nawet nauka samego poruszania się nogami w pozycji walki idzie mi kiepsko i boli mnie wszystko tak mocno, że ledwo chodzę, to nie zamierzam się poddać, bo od czegoś trzeba zacząć. Zapisałem się też do logopedy i wkrótce idę prywatnie do psychologa. Odkładam po 300 zł miesięcznie na laserową korekcję oczu. Muszę wyjść z bycia nikim i znaleźć dziewczynę.
Mam aktualnie 29 lat, chodziłem wtedy do pierwszej klasy liceum. Na wf-ie z kolegami wpadliśmy na pomysł, że wejdziemy do damskiej szatni po szkole (nikogo nie było w środku), w formie żartu, by poprzyklejać na ścianach podpaski pomazane czerwonym markerem (nie mam pojęcia, co mieliśmy wtedy w głowie), które kupiliśmy wcześniej, ale to, co tam zobaczyłem, nigdy nie wyszło mi z głowy... Była tam dziewczyna ze starszej klasy, nie znałem jej, leżała i się wykrwawiała, bo podcięła sobie żyły pobitym szkłem. Od razu zadzwoniliśmy na pogotowie, które wkrótce przyjechało i dziewczyna przeżyła. Nie wyobrażam sobie, co by było nazajutrz, gdyby nas tam nie było.
Jestem przedszkolanką, w mojej grupie jest 25 dzieci. Wracam po ośmiu godzinach pracy do domu i nie mam, no nie mam siły na zabawę ze swoim dzieckiem...
Jestem załamana.
Moja ciocia wyszła niedawno za mąż. Kiedy zamieszkała ze swoim mężem, okazało się, że ich koty się nienawidzą.
Nie dość, że ciągle się biły, to mieszkanie było bardzo obsiusiane.
Ani ciocia, ani jej mąż nie mieli zamiaru swojego kota oddać. Dlatego mieszkają oddzielnie, dopóki któryś z kotów nie umrze.
A są naprawdę zgranym małżeństwem.
Dodaj anonimowe wyznanie