Nie mam normalnego kontaktu ze swoim ojcem od kilku lat. Jego kochanki, awantury o nic, przemoc fizyczna i psychiczna wobec nas, alkohol, inne uzależnienia sprawiły, że rodzice w końcu się rozwiedli.
Ale do sedna...
W tamtym czasie chodziłam na imprezy, żeby oderwać się od tego, co dzieje się w domu. Nigdy nie interesowały mnie znajomości z takich miejsc, więc chodziłam tam z paczką przyjaciół. Podczas jednej z imprez namolny natręt usiłował wydębić ode mnie mój nr telefonu i nie dał się szybko spławić, więc podałam mu numer do mojego ojca. I robiłam tak za każdym razem będąc w takiej samej sytuacji.
Ojciec numeru nie zmieni, bo prowadzi interes i od lat ma ten sam, a propozycji umówienia się ma coraz więcej. Szkoda tylko, że od innych mężczyzn liczących na spotkanie z młodą dziewczyną.
Sorry, ''tatusiu''. To wyszło tak przez przypadek.
Relacje moich rodziców są... dosyć specyficzne. Nie są zwolennikami spijania sobie z dzióbków i szeptania uroczych słówek. Raczej wolą sobie dokuczać. Jednak tata to istny romantyk. Ostatnio wręczył mamie bukiet tulipanów – były pomarańczowe i czerwone (tych drugich było o jedną sztukę więcej).
Półżartem zapytałam, czy kolory wręczanych tulipanów, jak w przypadku róż, coś oznaczają. Tata uśmiechnął się i zwrócił do mamy: „Właśnie tak! Pomarańczowe oznaczają, że mnie wkurzasz, a czerwone, że mimo wszystko cię kocham. Jak widzisz, czerwonych jest ciut więcej, co oznacza, że bardziej cię kocham, niż ty mnie wkurzasz!”.
Kocham ich :)
Historia ma już ładnych kilka lat. Pochodzi z czasów, jak miałem ok. 18-19 lat.
Wstyd przyznać, ale dużo wtedy imprezowałem. Piłem jeszcze więcej.
Pewnego razu po ostrym chlaniu, kiedy wróciłem do domu, postanowiłem coś zjeść. Chlebek, szyneczka, ser i do mikrofali... Niby wszystko jasne i proste.
Jakież było zdziwienie mojej mamy, kiedy w środku nocy zastała w kuchni kompletnie rozebranego syna, który porozkładał chleb na blacie, trzy talerze posmarował masłem, jeden włożył do mikrofali, a ser i szynkę położył na gazówce.
Nie umiem współczuć powodzianom. Sam miałem ciężkie życie, musiałem uciec z domu. Straciłem wszystko w ciągu jednego dnia. Utwardziło mnie to. Na co dzień jestem dobrym człowiekiem, pomagam innym. Dziwnym trafem akurat ta katastrofa nie wywołuje u mnie współczucia. Być może dlatego, że ludzie z tamtych rejonów nie byli dla mnie dobrzy. Próbuję przekonać siebie, że np. babcie emerytki z południowej Polski to dobre kobiety i zasługują na litość. Liczę, że pomoc udzielona powodzianom będzie adekwatna do rozmiaru katastrofy, ale sam nie przeznaczam na to pieniędzy, ponieważ jestem biedny.
Gdy byłam małym smrodem, uwielbiałam bajki. Moja biedna matula musiała ciągle wymyślać nowe i nowe historie, bo bez nich nie mogłam zasnąć.
Jako że jest ona farmaceutką, często opowiadała mi o swoich wymyślonych (wtedy byłam przekonana, że prawdziwych) klientach. Jednym z nich była Pani Pieskowa.
Była to suka, kundel, ale wilczur. Miała ona 5 małych piesków, dla których kupowała lekarstwa, lecz one nie chciały jej słuchać i np. wypijały od razu całą butelkę syropu i zmieniały kolory.
Pewnego dnia musiałam zostać u mamy w pracy, bo moja niania wyjechała. Siedziałam zazwyczaj na zapleczu i kolorowałam... jednak nagle zachciałam popatrzeć, jak mama pracuje. Tak że poszłam do przodu i usiadłam sobie na krzesełku. Wtem zobaczyłam, że przed apteką pewna pani przywiązała wilczura w różowej obroży do słupka (drzwi do apteki były szklane). To wydawało się dla mnie oczywiste - toż to Pani Pieskowa, która nie może przez okropne babsko kupić medykamentów dla swych dzieci!
Krzyknęłam do mamy, że idę na dwór, po czym wyskoczyłam i dopadłam do psa. Szybko odczepiłam psa od smyczy i ciągnąc za obrożę wtargałam do apteki z okrzykiem:
- Mamo, ta okropna pani - tu wskazując na panią, którą mama obsługiwała - chciała, żeby dzieci Pani Pieskowej zdechły! Przywiązała ją, o tam, tam, tak mocno! Dzwoń na policję!
Po czym ze zdezorientowanym psiskiem próbowałam wepchnąć się na zaplecze, jednak przed tym powstrzymała mnie matula i przepraszając klientkę wyprowadziła razem z psem na zewnątrz, po czym przypięła go z powrotem. Ta "okropna pani" okazała się być całkiem w porządku, nie była zła, a na poprawę mojego humoru kupiła mi lizaka :)
Mój tata bardzo chciał mieć syna. Jego wymarzonym synem miałam być ja. Rodzice do samego końca nie wiedzieli jakiej płci będę. Dzień moich narodzin. Efekt : dziewucha. Mina ojca - jakby ktoś mu dał w twarz. Spokojnie, znalazł sposób, aby mieć syna. Mianowicie obcinał mi włosy, ubierał w najbardziej męskie ciuchy, jakie miałam i mówił do mnie Adrian. Dobrze że potem wkroczyła mama i jej różowe ciuchy :)
Akcja wydarzyła się w zeszłym tygodniu
Od roku jestem policjantem w wydziale ruchu drogowego. Zatrzymaliśmy kierowcę za przekroczenie dozwolonej prędkości. Poprosiliśmy, żeby udał się z nami do radiowozu, kierowca już ma sporo wykroczeń na koncie, 6 punktów do zabrania prawa jazdy. Kierowca twierdzi, że popełnia wykroczenia, żeby wystąpić w TVN Turbo (!). Nóż widelec się uda...
Przyznam, że pierwszy raz się z takim czymś spotkałem. Pytał, czy to jest reżyserowane i czy są jakieś castingi.
Widać dla niektórych sława pirata drogowego jest warta każdych pieniędzy.
Panie Radosławie, jeśli Pan to czyta, to przypominam, że 24 punkty można wymienić na rower. Jeszcze tylko 2 ;)
Jestem trochę aspołeczna i nie znoszę poznawania nowych ludzi. Bardzo przeżywam wszystkie wpadki i głupoty, które czasem przypadkiem komuś powiem. Do tego jest mi przykro, kiedy komuś dzieje się krzywda. Na przykład kiedy z kimś gram i tej osobie nie idzie. Wiem, że wygrywam uczciwie, ale nie mogę się pozbyć tego uczucia.
Czytając anonimowe zobaczyłam wyznanie dziewczyny, która stworzyła swoje alter-ego, żeby to ono brało na siebie wszystkie wpadki. Stojąc przed lustrem i myjąc zęby postanowiłam spróbować. Zaczęłam sobie powtarzać, że dziewczyna w lustrze to nie ja, ale za to to ona jest głupia i niezdarna, a nie ja.
Zrobiło mi się przykro, że tak jej w życiu nie idzie, i nie mogłam wszystkiego na nią zwalić.
Gdy byłam młodsza myślałam, że ludzie, którzy zginęli w wypadkach samochodowych są pochowani tam, gdzie stoją upamiętniające to krzyże.
Wyobrażałam sobie, że na przykład jakaś rodzina z Gdańska 1 listopada musi jechać przez całą Polskę na Śląsk, bo jakiś krewny zginął akurat tam. I że pewnie mają problemy z parkowaniem na środku drogi szybkiego ruchu.
Mam 21 lat i niedawno otworzyłam swój własny biznes. Jestem sama, nie mam chłopaka, nie mam przyjaciół. Dlaczego? Bo odkąd otworzyłam sklep, wszyscy przychodzą do mnie, pytają, czy z nimi wyjdę, czy się umówię, zaczęli zapraszać mnie na imprezy.
Niedawno poszłam na jedną do mojej znajomej z czasów szkoły. Gdy przyniosłam ze sobą półlitrową butelkę alkoholu, na imprezie powiedzieli mi "Masz swój sklep, to nie mogłaś wziąć więcej?". Jedna z moich koleżanek zaczęła ode mnie nałogowo pożyczać pieniądze. I słyszę ciągle komentarze od niej "no nie mów, że nie masz".
A chłopaki? Nagle dostaję multum wiadomości z pytaniem, czy się z nimi umówię, zapraszają mnie na kawę, jeden ostatnio nawet w ciemno zaprosił mnie na wesele.
A do niedawna byłam zwykłą szarą myszką, której nikt nie zauważał nawet. Teraz nagle jestem popularna tylko dlatego, że otworzyłam coś swojego i zarabiam troszeczkę więcej niż inni. I jak tu znaleźć przyjaciół, faceta? Gdzie byli wszyscy, gdy nie miałam sklepu i pracowałam w pizzerii? Wtedy żaden chłopak nie powiedział mi, że jestem ładna, fajna itp.
Nie wiem, czy pieniądze mnie upiększyły czy jak? Jestem tą samą osobą co jeszcze rok temu, ale cholernie samotną, bo ludzie, którzy pojawiają się w moim życiu po odniesieniu sukcesu są nic nie warci. Ot, taka natura ludzka, że jak się komuś lepiej wiedzie, to wie gdzie przytulić cztery litery.
Ach, no i klasyczny tekst, który słyszę od każdego nowego znajomego, gdy jestem w sklepie "Tak dużo? Myślałem/myślałam, że mi taniej policzysz".
Dodaj anonimowe wyznanie