#3pXKz

Kiedyś zapytałam się mojego taty, w jaki sposób poznał mamę.
„Na dyskotece – odpowiedział. – Ale... coś ci powiem. Tylko nie mów mamie! – powiedział ciszej i wskazał palcem w stronę pomieszczenia, w którym właśnie była mama. – Nigdy nie pamiętałem, jak ona się nazywa i w sumie nawet nie wiedziałem, która to ona, bo specjalnie przychodziłem bez okularów, żeby lepiej wyglądać, no i słabo widziałem. Zawsze koledzy musieli mi mówić jej imię i pokazywać, która to ona, aż w końcu zapamiętałem. Dobrze, że ona o tym nie wie” – zaśmiał się tata. Ja też.

I tylko mamie, która właśnie weszła do pokoju, w którym siedzieliśmy, nie było do śmiechu.

#V93ug

Mój dziadek podczas wojny był małym chłopcem. Pewnego razu Niemcy zatrzymali się we wsi, w której mieszkał i zajęli dom pewnej rodziny, a także ich stodołę, gdzie składowali swój ekwipunek. Jednej nocy dziadek niepostrzeżenie zakradł się do stodoły i ukradł walizkę, wyobrażając sobie, że jest tam amunicja lub coś podobnego i przyczyni się tym do ratowania Ojczyzny.
Schował walizkę tak, żeby nikt jej nie znalazł i przez 2 tygodnie nie wychodził z domu, bo bał się, że Niemcy domyślą się, co zrobił.

Gdy wróg opuścił wieś, postanowił otworzyć walizkę i sprawdzić jej zawartość... Okazało się, że dziadek zabrał Niemcom walizkę z kilkoma prześcieradłami i pościelą, ale i tak jestem z niego dumny :)

#oBxrN

Ostatnio dość długo spóźniał mi się okres, ale machnęłam na to ręką, bo czasem miewam nieregularny cykl. Ale w końcu po prawie miesiącu przyszedł.

Idąc dziś rano do pracy, musiałam zaaplikować sobie tampon. Zabrałam się do dzieła, wszystko pięknie, do czasu aż nie spojrzałam na swoją dłoń. Zobaczyłam na niej małą, jasnoróżową formę. Szybko połączyłam fakty. Parę dni wcześniej nosiłam trochę ciężkich rzeczy w pracy, do tego spóźniony okres, więc wniosek nasunął się sam – byłam w ciąży i właśnie poroniłam. Od razu skoczyło mi ciśnienie, ale przyjrzałam się bliżej temu, co miałam na dłoni... Okazało się, że nie poroniłam, po prostu to był wilgotny i zwinięty papier toaletowy umoczony we krwi, bo chwilę wcześniej korzystałam z toalety i musiałam się podetrzeć.

#vseov

Jestem żołnierzem, odbyłem 5 tur bojowych, tj. 715 patroli w strefie działań wojennych i niezliczoną ilość pościgów za wrogiem. Wyznanie będzie dotyczyło mojego dowódcy –młody, niespełna 30-letni chłopak zaraz po szkole oficerskiej.

Stojąc na płycie lotniska tuż przed wylotem na pierwszą turę, oznajmił naszym rodzinom, że żadnego z nas nie zmuszał do wylotu i że daje im słowo honoru, że jeżeli któremuś z nas ma się coś stać, to dopiero po jego trupie – i słowa dotrzymał. Już 4 tygodnie po aklimatyzacji w bazie i wejściu do czynnej służby mój szef (nazwijmy go Sebastian) jako jedyny wszedł po mnie do budynku, w którym zostałem odcięty. Dostał cały magazynek w kamizelkę, cud, że żadna z kul nie przeszła.
1,5 roku później własnym ciałem zakrył rannego żołnierza z naszego plutonu, nie zważając na ostrzał, po prostu zasłonił go własnym ciałem.
Blisko 2 lata po tych wydarzeniach prowadząc pościg po grotach Dieh e Maneh, kiedy przeciwnik podrzucił nas granatem, Sebastian krzyknął: „Granat, padnij!” i zakrył go własnym ciałem. To był cud, że granat z czasów II WŚ nie wybuchł, po całym zdarzeniu stwierdził tylko, że gdyby któremuś z nas coś się stało, nie mógłby spojrzeć w oczy ani naszym rodzinom, ani sobie.
Odrzucał 9-krotnie odznaczenia za ofiarność na polu walki, do znudzenia powtarzając, że nie dla złomu na klapie munduru służy.

Zmarł rok temu, potrącony przez samochód. Nie mam pojęcia, czy w niebie mają anonimowych, ale służba pod rozkazami Sebastiana do dziś jest dla mnie zaszczytem i mam nadzieję spotkać go jeszcze na wiecznej warcie.

#Ywhmz

Mieszkam u mojego chłopaka za granicą. Wczoraj ze mną zerwał, więc pakuję się i jeszcze dziś wieczorem wracam do Polski.
Przed chwilą powiedział mi, żebyśmy zachowywali się jak dorośli ludzie i poprosił o zrobienie obiadu, ponieważ jest głodny, a nie, że ja tylko chodzę i płaczę.

#Gji6W

Mój dziadek zmarł, kiedy miałam 12 lat. Przez całe życie miałam go za chodzący ideał. Tak też przedstawiała go rodzina. Mojej babci za to nie rozumieli, bo często na niego narzekała, a teraz po jego śmierci nie przychodzi na jego grób.

Po latach babcia wyjawiła mi, że dziadek zdradzał ją na prawo i lewo. Że była nieszczęśliwa w małżeństwie. Na początku wyjeżdżali jeszcze na wspólne wakacje i jakoś się to toczyło, ale później całe życie przesiedziała z nim nieszczęśliwa, zajmując się domem. A w tamtym czasach odejście od męża nie było tak proste jak teraz, szczególnie jeśli pracowało się jako sekretarka i nie miało wysokich dochodów, a oprócz tego dwójkę dzieci.

Jestem w szoku i mój idealny obraz dziadka niestety runął.

#9EL1U

Często wcale nie jest mi przykro na pogrzebach, chyba że umrze ktoś mi bardzo bliski. Cała ta otoczka, łzy ludzi też na mnie nie działają, po prostu jeśli na kimś bardzo mi nie zależało, to jego śmierć jest mi obojętna.
Co gorsza, mam dziwną przypadłość, że często w tej całej powadze chce mi się na nich śmiać. Nie wiem dlaczego, po prostu wiem, że sytuacja wymaga zachowania powagi i smutnej miny, a to wzmaga taki odruch. Nie to, żeby wynikało to z radości z czyjejś śmierci, po prostu często przymus zachowania powagi tak na mnie działa.
Podobnie było np. na ustnych egzaminach na studiach. Kiedyś z koleżanką wpadłyśmy w taką głupawkę śmiechu, że nie wiedziałyśmy, jak się uspokoić przed wejściem.
Na całe szczęście do tej pory skutecznie się od tego powstrzymywałam, ale czy ktoś przypadkiem nie zauważył, jak tłumię uśmiech, nie dam głowy...

#UtsLX

Jak byłem mały i brałem kąpiel, za każdym razem zanurzałem usta w wodzie i udawałem pokemona – Squirtla. W myślach wyobrażałem sobie, jak mój trener wykonuje komendę „Wodny atak, teraz!”  i plułem wodą w wybrane cele – gąbki, butelki z szamponem czy inne obiekty.

W zasadzie robię to do dziś.
Mam 24 lata.
Dodaj anonimowe wyznanie