#15qqi

Dzisiaj w centrum miasta znalazłem na ulicy kilka tysięcy złotych. Policjant praktycznie wyśmiał mnie, gdy przyniosłem pieniądze na komendę, a kasę wrzucił pod biurko.
 
Zastanawiam się, czy nie lepiej było tego zanieść do jakiegoś schroniska, jakoś nie chce mi się wierzyć, że zguba trafi do właściciela. :(

#YChQa

Nie wiem co robić. Mam narzeczonego. Narzeczony jest naprawdę świetnym facetem. Ma dziesiątki zalet, ale ma jedną potężną wadę. Jest czepialski. Wiecznie wymyśla nowe zasady w domu, które są jego zdaniem niezbędne do utrzymania czystości w domu. Jest pedantem, choć tylko w kwestii rzeczy, które mam zrobić ja. Jak zamieszkaliśmy razem, bardzo dużo się kłóciliśmy, bo zawsze jak wracał do domu, to czekał mnie wywód, co zrobiłam źle. Źle odłożyłam buty, źle odwiesiłam płaszcz, źle wytarłam wannę po myciu (mam dokładnie wycierać całą wannę, bo kamień się zbiera), zostawiłam smugę, jak myłam okno, ściereczka nie jest odwieszona idealnie pośrodku, pranie nie jest odpowiednio powieszone z uwzględnieniem typu i koloru danej rzeczy. Nie chciałam czuć się zagrożona we własnym domu. Było dużo rozmów, wspólnej pracy. Uspokoił się. Uwagi miały miejsce dużo rzadziej, były bardziej konstruktywne zamiast czepiania się dla zasady itd. 
Mieszkaliśmy w spokoju przez 1,5 roku. Czasem były kłótnie, jasne, ale ogólnie byliśmy zgrani. Sielanka. Zaręczyliśmy się trzy miesiące temu i od tej pory wrócił ten czepialski facet. Znów wysłuchuję całe popołudnie, co jest źle, rano dostaję SMS-y, że coś było zrobione nie tak jak trzeba albo z listą rzeczy, co mam zrobić lub poprawić po pracy. W dodatku powtarza mi, że to ja jestem winna, bo on jakoś nie ma problemu zdążyć rano ze wszystkim. Tylko że on robi rano znacznie mniej niż ja. W dodatku mówi, że on tylko delikatnie zwraca uwagę, a to ja traktuję wszystko jak atak i wywołuję spięcia. 
Boję się, że po prostu po zaręczynach poczuł się pewny siebie i to co robi teraz, to dlatego, że przestał się hamować. Wiem, że z wieloma tymi rzeczami ma rację, ale nie da się wytrzymać takiego ognia krytyki. Chciałabym umieć mieć gdzieś jego humory. Rozmawiałam z nim, starałam się dowiedzieć, skąd jego zachowanie. Mówi, że w sumie nie wie, ale może stres w pracy. Czy zamierza mnie tak traktować zawsze, gdy jest zestresowany? Czy jak będzie niedosypiał, bo pojawi się dziecko, to też tak będzie robił? W dodatku mam 32 lata, nie udało mi się wcześniej stworzyć udanego związku. Wokół mnie już rodzina i znajomi mi docinają, że kolejny facet. Czasem chcę uciec, ale z drugiej strony wiem, że ja zawsze się wycofuję, kiedy nie mam siły walczyć, dyskutować. Ja wiem, że mam złe wzorce z domu, pracowałam nad tym z psychologiem, co pomogło, ale nie tak, jak bym chciała. A poza tą wadą on jest pracowity, opiekuńczy, mądry, zdolny, mamy to samo poczucie humoru i jesteśmy zgrani w naprawdę wielu aspektach. Długo by wymieniać. Jak nie ma humorków, to jest też bardzo czuły, dba o mnie, gotuje, sprząta i wszystko inne.

#B14P5

Wstyd się przyznać, ale chciałabym, żeby mojej matce coś się stało. W sensie żeby zachorowała. Czemu?
Bo jej zachowanie już mnie doprowadza do granic. Moja matka zawsze narzeka, że ona robi najwięcej, że jest jej najciężej, że wiecznie jest taka „chora i biedna”. OK, nie neguję tego, że ciężko pracuje, ale szczerze? Połowę tej pracy sama na siebie niepotrzebnie sprowadza. Np. na działce nasadziła w cholerę niepotrzebnych chwastów, bez których mogłaby się obyć. Przy propozycji ogarnięcia działki za pomocą maszyny czy opryskania chwastu odmówiła i sama chciała wszystko robić ręcznie, bo ona zrobi lepiej. Dodatkowo jestem przekonana, że ona często po prostu te swoje „choroby” wyolbrzymia, żeby... no właśnie nie wiem czemu. Ostatnio chodzi i narzeka, że jest strasznie chora i ma gorączkę, a po zmierzeniu temperatury kilka razy i jak była w normie, to oczywiście „termometr nic nie wart”. Do lekarza nie pójdzie, bo „się nie znają”. Może wyrodna córka ze mnie, ale to jej „chore pierd*lenie” już mnie doprowadza do szału.

#DA3Dh

Do naszej klasy w połowie roku doszła nowa koleżanka. Od razu zaczęła zadzierać nosa i jakoś dziwnie od niej pachniało, więc między sobą nazywaliśmy ją „Czajka”. Oczywiście szybko to do niej doszło i zażądała wyjaśnień. Powiedzieliśmy, że czajka to taki ptak z charakterystycznym czubkiem, a że ona miała pierwszego dnia taką fryzurę, to nam się skojarzyło. Tak rzeczywiście było, więc nam uwierzyła. 
Strasznie się wściekła, jak po jakimś czasie ktoś ją w końcu uświadomił (była spoza Warszawy), że Czajka to oczyszczalnia ścieków i co tam się wydarzyło kilka lat temu.

#f2UGi

Pracuję w małym barze, w którym sprzedaję spaghetti i różne inne dania.
Pewnego dnia kiedy lokal był pusty wszedł do niego mężczyzna w średnim wieku. Nie wyglądał na bezdomnego, kiedyś nawet jadł nasze danie, kupując je jak normalny klient. Tego dnia było inaczej. Wszedł do baru, spojrzał w śmietnik, wyjął z niego jakieś resztki spaghetti bolońskiego (podajemy je w jednorazowych miseczkach, dlatego bez problemu wyjął) niedojedzonego przez poprzednich klientów.  Podszedł do lady i zaczął je jeść przy mnie ze smakiem, chwaląc przy tym, jakie to u nas jest super spaghetti, ale akurat dzisiaj nie ma ochoty na całe i to co ma mu wystarczy. Jak zjadł, spytał jeszcze tylko, czy to ja gotuję to spaghetti, pochwalił moja bluzkę i wyszedł, jakby nigdy nic...

#RzNiJ

Praca w obsłudze ma to do siebie, że ludzie zazwyczaj traktują ciebie jak gorszego. Jak w każdym miejscu pracy obowiązują pewne wytyczne, zasady i kryteria, które pomagają nam organizować pracę. Szkoda, że niektórzy ludzie o tym zapominają.

Na starcie dorosłego życia zacząłem pracę w popularnej sieciówce sprzedającej sprzęty elektryczne. Kolejny dzień w pracy. Gdzieś około południa wpada „klient”. Klient żąda informacji o kilku produktach. Staram się doradzić, pomóc w wyborze. Rozumiem, że można nie orientować się we wszystkim, ale chyba można dojść do wniosku, że większość sprzętu nie różni się niczym od siebie, a dodawanie jakiś angielskich napisów do rzekomych innowacyjnych funkcji to robienie klienta w konia. Zleciało troszkę czasu, udało mi się ukierunkować interesanta na produkt. Czas finalizować transakcję. W tym miejscu wkraczają już wcześniej wspomniane przeze mnie zasady. Sprawdzam, czy towar jest na magazynie – klient zirytowany, że nie mam w głowie stanu magazynowego tysięcy produktów. Towar na zamówienie. Odbiór jutro. Jak to? On nie będzie po sklepach latać codziennie! Wykrzyczał się, ochłonął, może być. Wystawiamy dokument sprzedaży. Zapraszam pana do kasy. Do kasy? On nie może dla mnie zapłacić, tylko ma stać w kolejce? Phiii… Kolejne minuty upływają, a tłumaczenie nie przynosi skutku. Jaśniepan nie ma czasu, więc zrobi mi łaskę i pójdzie do kasy. Mija 5 minutek, a przybiega, aż siny: „W kasie nie wystawiają faktur, tylko sprzedawca musi! To są jakieś kpiny, dlaczego mi pan wcześniej nie powiedział, tylko muszę się wykłócać w kasie!”. Wystawiam fakturę i pytam o imię i nazwisko. „Doktor habilitowany Jan Kowalski”. Wpisuję „Jan Kowalski”. Kolejny wybuch: „Pan jest głuchy czy głupi? Mówiłem „doktor habilitowany”, więc tak proszę wpisać!”. Wciskam więc gdzieś z przodu „dr hab.”. Kilka kolejnych linijek i faktura gotowa. Oznajmiam, że muszę udać się do kierownika po pieczątkę. „To nie masz jej przy sobie? Co to za sklep! Jakieś żarty...”.  Trzydzieści sekund później wracam z pieczątką na fakturze. Gość wyrywa mi fakturę i obraca się na pięcie. Przypominam mu o podpisie. Doktorek w szale: „Baranie! Ja nie muszę się podpisywać. Moja księgowa, żona czy nawet pies się mogą podpisać pod tym, to już moja sprawa!”, po czym dodaje jeszcze kilka obraźliwych epitetów. Oznajmiam, że ja nie postawię tam podpisu, dopóki jego tam nie zawita. Gostek stawia trzy razy „X” i dalej mnie obraża. Podpisałem się i spokojnie mu powiedziałem: „Mamy wielu klientów, którzy nie skończyli szkół, ale podpisać się umieją. Wstyd, doktorze”.

Myślałem, że się zapluje xD

#UKDRE

Ludzie to zwierzęta stadne i jak na takie przystało, ustalają w tych swoich stadach hierarchię. Robią to na najprzeróżniejsze sposoby, zależnie od tego, jakie to stado...

W moim przedszkolnym stadzie zyskałam podziw, kiedy któregoś dnia gołą stopą macałam świeżą ludzką kupę, którą przypadkiem znalazłyśmy gdzieś przy drodze.

#MYmyj

Mój mąż zaczyna mnie obrzydzać. 
Jesteśmy razem 10 lat, mamy dwójkę dzieci w przedszkolu.
Pierwszy raz to zauważyłam, gdy zaczął golić się jedynie wtedy, gdy chciał się ze mną kochać. Zarost bardzo mi się nie podoba, o czym on doskonale wie. Drugim punktem było wyjście na spacer w dniu urodzin dziecka. Tak objadł się tortem, że nie był w stanie schylić się i zawiązać sobie butów. Uświadomiłam sobie, że przez te 10 lat mój mąż prawie podwoił swoją wagę. Trzecim punktem był spacer, bez dzieci. Po przejściu 500 metrów był tak zmęczony, że musieliśmy odpoczywać, a szliśmy powolutku. 
Na początku znajomości często urządzaliśmy wycieczki rowerowe. Jakoś z nich rezygnował, ja coraz częściej wchodziłam sama lub z koleżanką. Teraz mówi, że on nie ma czasu na ruch, mimo że zorganizowanie opieki dla dzieci na godzinę dziennie to żaden problem.
Ostatnim punktem było to, gdy obudziłam się w nocy, jak przyszedł do łóżka. Nie obudził mnie przytuleniem albo buziakiem. Obudził mnie smród, bo znów nie chciało mu się umyć. A dni coraz cieplejsze, w zimie brak codziennego prysznica nie był tak wyczuwalny. Powiedziałam o tym mężowi, ale to zbagatelizował. Dla niego to powód do żartów, dla mnie do unikania kontaktu fizycznego. Mąż pracuje zdalnie, praktycznie nie wychodzi. Jest też coraz bardziej marudny, coraz trudniej mi zaangażować go w jakąś aktywność, z dziećmi lub bez nich. Ze znajomymi już się nie spotyka. Nie mam pomysłu, co mam zrobić, aby mój mąż znów o siebie dbał. Żeby znów mi się zaczął podobać.

#rydew

Pewnego późnego wieczora pokłóciłam się z mężem. Postanowiłam wyjść z mieszkania, aby pobyć sama i ochłonąć. Mieszkamy w centrum dużego miasta, więc spacer po nocnych ulicach wydawał się idealnym sposobem na zebranie myśli.
Chociaż mam już ponad trzydzieści lat, na co dzień nie maluję się i noszę młodzieżowe ciuchy, przez co wiele osób bierze mnie za dużo młodszą. Często zwracają się do mnie jak do nastolatki. Tej nocy również wzbudziłam zainteresowanie kilku przechodniów, a ktoś nawet zapytał, czy wszystko w porządku. Mój mąż, starszy ode mnie o kilkanaście lat, był tym bardziej zaniepokojony moją nieobecnością. Zaczął do mnie pisać i dzwonić, prosząc, abym wróciła do domu, ale byłam zbyt zła, by odpowiedzieć. W końcu wyruszył na poszukiwania. Kiedy mnie znalazł, wziął mnie pod ramię i w milczeniu ruszyliśmy w stronę domu. Staliśmy już przy bramie naszego budynku, kiedy nagle pojawił się przed nami potężnie zbudowany mężczyzna, wyglądający na punka. Groźnym tonem zapytał mojego męża: „Gdzie ją prowadzisz!?”. 
Okazało się, że myślał, że jestem nastolatką, a mój partner próbuje mnie uprowadzić. Nie mógł uwierzyć, że to mój mąż. Dopiero gdy pokazałam obrączkę, zmieszał się i przeprosił.

Cała sytuacja mocno mnie wystraszyła, ale z drugiej strony to dobrze, że są jeszcze osoby, które reagują :)

#m176A

Mój mąż jest uzależniony od pornografii. Już dłużej nie mogę tego wytrzymać. Jesteśmy razem kilkanaście lat, od 10 jesteśmy małżeństwem. Jego nałóg sprawił, ze nasze życie intymne nie istnieje. Nigdy nie istniało. Raz wspomniałam o terapii. Wściekł się i nie odzywał do mnie parę dni. Myślałam, że skoro zdał sobie sprawę z tego, że jest uzależniony, sam spróbuje coś z tym zrobić. Nic bardziej mylnego. Żyje sobie w swoim internetowym świecie. A ja? Ja żyję w białym małżeństwie. Nie wiem dlaczego. Nie wiem dlaczego w ogóle się na to godziłam. Każda próba podjęcia współżycia kończy się fiaskiem, a on jest za to zły na mnie. Niestety, nie jestem w stanie zapewnić mu takiej stymulacji jak filmiki. Utknęłam w platonicznym związku i jestem nieszczęśliwa.
Dodaj anonimowe wyznanie