#mMNZd

W moim mieście zdarzył się wypadek. Niestety tak się złożyło, że znalazłam się w złym miejscu o złej porze i stałam się jedną z ofiar. W szpitalu dość szybko okazało się, że doznałam amnezji. Lekarze dają mi dość dużą szansę na odzyskanie pamięci, ale na razie wracają do mnie tylko nic nie znaczące urywki. W każdym razie powiedziano mi, że powinnam oglądać jakieś prywatne zdjęcia, zapiski itp. Siostra podpowiedziała mi, że pisałam pamiętnik. Wskazała mi odpowiedni zeszyt i zostawiła mnie samą. 
Nie pisałam w tamtym pamiętniku zbyt wiele. Głównie pisałam daty, pod którymi wklejałam jakieś rzeczy. Znalazłam np. moje wyniki egzaminów z gimnazjum, plan lekcji z liceum, bilet z koncertu Twenty One Pilots. Dotarłam w końcu do ostatniej daty (sprzed około pół roku). Nic tam nie zostało wklejone, ale za to znalazłam tekst:
„Chciałabym zapomnieć. Obudzić się następnego dnia i po prostu nic nie pamiętać”.
Naprawdę przerażają mnie te słowa. Nie mam pojęcia, co one znaczą.

Przynajmniej spełniło się moje głupie pragnienie.

#G58YY

Mieszkam w domku jednorodzinnym. Dotąd byliśmy tu jedynymi ludźmi w promieniu setek metrów, jednak niedawno koło nas dom postawiła też bardzo miła, wielodzietna rodzinka. Staramy się zrobić na nich jak najlepsze wrażenie, bo to jednak znajomość na całe dekady.
To było trzy dni temu, podczas słonecznego dnia. Poszedłem na rower i wróciłem do domu po 40 minutach cały zalany potem. Od razu zrzuciłem ciuchy i poleciałem pod prysznic. Gorąca woda szybko sprawiła, że cała łazienka zasnuła się gęstą parą, wlazłem więc na stołek i otworzyłem taki malutki lufcik, żeby zapewnić pomieszczeniu wentylację. Nieoczekiwanie przez to właśnie okienko do łazienki wleciał malutki ptaszek. Biedny wpadł w panikę i zaczął dosłownie odbijać się od wszystkich przedmiotów, w tym także i ode mnie. Zasłaniając się rękoma, usiłowałem wyjść z kabiny. Zupełnie nie wziąłem pod uwagę tego, że para wodna skropliła się na kafelkach i teraz podłoga była bardzo śliska.
Poślizgnąłem się. Runąłem z całej siły, waląc głową w kant szafki. Mam wrażenie, że na moment straciłem przytomność. Pozbierałem się jednak, pomacałem twarz. Rozcięty łuk brwiowy. Nie jakoś bardzo głęboko, ale krew leciała mocno, ściekając na wszystkie strony po moim ciele. Tymczasem jeszcze bardziej wystraszony ptaszek tłukł się właśnie w umywalce, do której wpadł po tym, jak mocno pacnął w lustro. Rzuciłem się na niego i już po chwili trzymałem przerażone zwierzątko w zamkniętych dłoniach. Przez lufcik nie dałbym rady go wypuścić, bo za wysoko. Pozostało wyjść na dwór.
Nowi sąsiedzi, do których obecności jeszcze nie zdążyłem się przyzwyczaić, właśnie delektowali się ciepłym dniem. Pan Wiesław wystawił w ogródku wielki grill. Dzieci bawiły się na trampolinie, a pani domu, wystawiwszy na dwór składany stolik, kroiła sobie cukinię na szaszłyczki.
Sielanka letniego dnia zmącona została przez energicznie otworzone drzwi sąsiedniego domu. Rodzinka spojrzała z zaciekawieniem. Z otwartych wrót wyszedł młody mężczyzna, nagusieńki tak, jak go Pan Bóg stworzył. Golas od stóp do głów utytłany był sączącą mu się z głowy krwią. Indywiduum nie przejmowało się za bardzo swoimi obrażeniami i wyszło na środek ogródka, trzymając coś w dłoniach. Następnie w epickim geście uwolniło z nich malutkiego ptaszka, który majestatycznie pofrunął ku niebiosom.

Dopiero kiedy tak sobie stałem z fujarką na wierzchu i mrużąc oczy patrzyłem, jak ptaszątko znika mi z pola widzenia, usłyszałem rozpaczliwy płacz dziecka. Najmłodszy syn sąsiadów nie wytrzymał tych emocji. Cała rodzina zamarła i patrzyła na mnie z rozdziawionymi ustami.

Od trzech dni nie wychodzę z domu. Nie mam pojęcia, co muszę zrobić, aby odzyskać ich szacunek i jakoś sensownie się wytłumaczyć. Obawiam się, że w prawdziwą wersję wydarzeń nie uwierzą. Bravo, pomóż.

#n8qiE

Kiedy byłem małym chłopcem i bawiłem się z całą gromadką innych dzieciaków na osiedlu, niemal codziennie mój tata jechał rowerem do pobliskiego sklepu po jakieś artykuły do domu. Za każdym razem kiedy widziałem, że wsiada na rower, krzyczałem: „TATO, GDZIE JEDZIESZ?”, na co on najczęściej odpowiadał: „DO SKLEPU!”, z automatu odkrzykiwałem: „TO KUP MI COŚ!”. I zawsze kupował mi zegarek z pudrowych cukiereczków. Co więcej, nieważne ile dzieciaków się ze mną bawiło, im również kupował te zegarki. Mijały lata, schemat się powtarzał, z tym że po pewnym czasie nie musiałem mówić tacie, żeby mi coś kupował – sam to robił i zawsze był to zegarek z pudrowych cukiereczków.
Nadszedł czas, kiedy napisałem maturę i postanowiłem opuścić dom rodzinny i wyjechać do dużego miasta na drugi koniec Polski. Dzień, w którym miałem odjeżdżać, był dla mnie bardzo smutny, cały czas chodziłem ze łzami w oczach, ale trzymałem się, żeby się nie rozpłakać. Godzinę przed moim wyjazdem tata zniknął i mama powiedziała mi tylko, że skoczył do sklepu. Długo go nie było i martwiłem się, że nie zdążymy się zobaczyć przed moim wyjazdem, ale jednak zjawił się. Gdy podszedł do mnie, by się pożegnać, wręczył mi mały woreczek, w którym był... zegarek z pudrowych cukiereczków. Objechał całe miasteczko w poszukiwaniu owego zegarka. Nie wytrzymałem, rozpłakałem się jak małe dziecko.

Chociaż mój tato tego zapewne nigdy nie przeczyta, chciałbym ogłosić, że kocham go z całego serca!

#47CeC

Jestem głupia, bo raz na ruski rok zdarza mi się coś skomentować albo zamieścić jakiś post gdzieś w necie. Nie obrażam nikogo, nie oceniam, piszę o sytuacjach z mojego życia, o moich doświadczeniach. Niby nic takiego. Ale zawsze, cokolwiek bym napisała, jak bardzo starała się być neutralna, i tak znajdzie się parę osób, które muszą wylać na mnie wiadro pomyj i wyładować na mnie swoje frustracje (tak przynajmniej to odbieram). Niby nie powinnam się takimi pierdołami przejmować, ale jest mi zwyczajnie, po ludzku, cholernie przykro. Tak jak dziś, gdy przeczytałam, że do niczego w życiu nie doszłam, a się wymądrzam, i że moją pracę mogłaby małpa wykonywać. No smutno mi. Ten komentarz niestety „zrobił” mi dzień :/

#WyIBA

Zawsze miałam problemy z samooceną. Nauczyłam się przez całe moje życie udawać bardziej pewną siebie niż jestem. Całe życie byłam też dość gruba. Obecnie ważę 75 kilo przy wzroście 165. Mam też męża. Wspaniałego męża. Kiedy się poznaliśmy, oboje wyglądaliśmy nieco inaczej. Ja przez tę parę lat przytyłam pięć kilo, on zaniechał treningów i zgubił mięśnie, które tak mi się podobały. Trudno. Wiedziałam, że od początku nie jestem dla niego ideałem piękna, a dla mnie wygląd nie jest najważniejszy. I tak świata poza sobą nie widzimy. Ale zrobiłam sobie krzywdę tym, że zaczęłam wypytywać, jaka byłaby idealna kobieta. I pokazał mi. Zdjęcia kobiet bardzo, bardzo szczupłych. Takich, gdzie widać każdą kość pod skórą. Na oko 30 kilo ode mnie lżejsze. W dodatku inny kolor włosów, inny kolor oczu, inny styl ubierania się. I o ile wcześniej czułam, że nie do końca jestem w jego typie, tak teraz zadręczam się myślami, że ja KOMPLETNIE nie jestem w jego typie. To czemu mnie wybrał? Bo charakter spoko, a reszta to torba na głowę i za ojczyznę? Czuję się jak grube, obrzydliwe monstrum. Wiem, że pewnie pojawią się komentarze, że sama jestem sobie winna, będąc grubasem, ale przecież taką właśnie mnie wybrał. Najchętniej zaczęłabym głodówkę i nie jadła, dopóki nie schudnę, ale wiem, że to głupie. 
I po co mi było głupio dopytywać? Przez własną głupotę zrobiłam sobie krzywdę.

#RC0eh

Czwartek, godzina 14:00, siedzę już trzy godziny w kolejce do lekarza. Nagle wbija Piękna Pani po pięćdziesiątce i zaczyna kłótnię, że ona teraz wchodzi, bo ma na 14:00, i nie obchodzi jej jakaś kolejka. Młoda dziewczyna w ciąży mówi, że ona ma na 12:00 i nadal czeka, a powinna dawno wejść bez kolejki, ktoś inny, że teraz jego kolej, mimo że wizytę ma na 17:00. Krzyki było słychać dwa piętra wyżej, a w końcu interweniowała policja. Taka zwykła wizyta u lekarza na NFZ :)

#xDbSa

Nie jestem i nigdy nie  byłem mistrzem ortografii. 
Na lekcji polskiego w gimnazjum pani poprosiła mnie do tablicy. Moim zadaniem było wypisanie kilku wyrazów, jednym z nich był „chleb”. Napisałem ten wyraz z „p” na końcu. Po tym, jak klasa ryknęła śmiechem, domyśliłem się, że coś jest źle, więc poprawiłem na „hlep”... 
Druga salwa śmiechu była tak wielka, że dosłownie zapadłem się pod ziemię :')

#OlRRg

Mój tata zawsze we mnie wierzył. 
Kiedy miałam 10 lat, pojechaliśmy razem z rodziną w góry.
Już pierwszego dnia ojciec chciał pokazać mi, co to znaczy jazda na nartach, więc wypożyczyliśmy potrzebny sprzęt i wybraliśmy się na pierwszą lepszą górę. Tata pokazał mi podstawy jeżdżenia na nartach i po jakimś czasie stwierdził, że jestem gotowa. Zepchnął mnie z wielkiej góry.
Szkoda tylko, że nie powiedział mi, jak się hamuje...
Na szczęście skończyło się tylko na kilku szwach.

#tD0ky

Udostępnianie zdjęć osób nieletnich o charakterze seksualnym. Temat poważny i nie oszukujmy się – problematyczny. W związku z tym, jak łatwo dziś jest sprzedawać swoje nagie zdjęcia, a osoby nieletnie cóż, nie oszukujmy się, czasami popełniają takie błędy, uznałem, że zacznę zgłaszać podejrzane konta na aplikacji z duszkiem. Czasami nawet udawało mi się na innych stronach znaleźć „reklamę” takiej usługi.
Cóż, pozgłaszałem – część zgłoszeń uznano za zasadne, część nie. Spoko, w końcu to oni decydują, czy ktoś łamie regulamin czy nie.
A dziś się dowiedziałem, że dostałem bana. Właśnie z paragrafu o materiałach z osobami nieletnimi.
NIGDZIE NIE prosiłem o foty tych dziewczyn. Najwyżej co to pytałem o wiek i od razu profil zgłaszałem. Oczywiście część osób przesłała swoje „próbki”.
Ale nie zmienia to faktu, że trochę kpina, że konto o nazwie „zb foty/psc 14” nie dostaje bana na wejściu. A ja za zgłaszanie już tak. Brawo korporacje xD
Dodaj anonimowe wyznanie