#84V8I
Pomoc innym to zajebiste uczucie, więc już okrojonym składem pomyśleliśmy o kolejnym koncercie. Znalazł się cel kolejnej zbiórki, kolejne kapele i kolejni ludzie, którzy zechcieli nas wspierać. Znowu wszystko poszło świetnie, koncert w mega atmosferze, dopisali ludzie i ponownie uzbieraliśmy pokaźną sumę. Umówiliśmy się w klubie z tatą dziewczynki, na którą zbieraliśmy pieniądze, przekazaliśmy im co do grosika. Był nam bardzo wdzięczny, dziękował nam z 20 razy, opowiedział nam dokładnie historię dziewczynki i znowu dziwne uczucie na żołądku i ta zajebista satysfakcja.
Po kilku dniach dostaliśmy wiadomość od znajomego z klubu, że ludzie na nas gadają. Koncert charytatywny, ładnie zarabiają na takim evencie. Zabolało nas to bardzo, bo każdy zespół zrzekł się wynagrodzenia, kluby nie wzięły od nas ani złotówki, a na nagłośnieniowca dopłacaliśmy z własnej kieszeni, i to niemało.
Tym, którzy tak na nas pluli, a może to czytają: dziewczynka, której opłaciliśmy jeden turnus leczenia, zrobiła takie postępy, że uzdolniła się do samodzielnego chodzenia. I to był nasz cel! Wcale nas ta historia nie zniechęciła, gadanie ludzi jest nieważne, koncerty były, są i będą przez nas organizowane!
Prawdziwa czy nie, opisana historia jest realna.
Ludzie pomagają innym ludziom i są za to chwaleni bądź opluwani. No, życie jak życie.
Przerażające jest co innego. W kraju będącym obecnie 20 gospodarką świata trzeba często gęsto zbierać pieniądze aby kogoś leczyć lub rehabilitować, a praktycznie wszyscy uważają to za normalne. Niejako za naturalny porządek rzeczy.
Nie potrafię tego pojąć. To przerasta moje możliwości zrozumienia.
Odmawiam przyjęcia do wiadomości, że jako społeczeństwo jesteśmy tak beznadziejnie durni aby akceptować taki porządek rzeczy, więc mechanizm tego pozostaje dla mnie zagadką.
upadlygzyms
Zgadzam się. Jednak w przeciwieństwie do Ciebie uznaję, że owszem, jesteśmy beznadziejnie durni.
Polacy są niesamowitym narodem. Odważnym aż do szaleństwa, inteligentnym, bardzo kreatywnym i pomocnym. A równocześnie naiwnym tak bardzo, że aż zwyczajnie durnym. Do tego potwornie zakompleksionym i całkowicie spolegliwym. Z nami można zrobić wszystko. Nie ważne jak bardzo rządzący zaciskają nam pętle na szyjach, nas już tylko stać na użalanie się nad sobą oraz ewentualny sprzeciw w postaci gównianych emotek na fejsie. A nasz główny mechanizm obronny to właśnie - odmawiam przyjęcia do wiadomości. Wolimy wsadzić łby w piach niż zobaczyć, że siedzimy w czarnej dupie. Tak jest łatwiej.
Poza tym nas się rozgrywa z palcem w nosie. Wystarczy poszczuć na siebie lewicę z prawicą, i cała energia ludzi idzie na wyzwiska. Żadnego budowania, żadnego porozumienia i szukania rozwiązań - tylko nienawiść czerwonych na gębach i zacietrzewionych jak indory Polaków.
Trzeba być zwykłym durniem, by nie rozumieć, że to zaplanowana inżynieria społeczna.
@Czaroit
Odczuwam niejako dysonans poznawczy.
Z nas dwojga to ja jestem odartym ze złudzeń cynikiem. Twoja rola to pełna wiary w dobro idealistka.
Cóż za nieoczekiwana zmiana miejsc. 😉
@upadlygzyms
Nasz piękny kraj nawet idealistów potrafi zmienić w cyników...
Trzeba ogromnego samozaparcia, by codziennie krzesać w sobie pozytywne / radosne iskierki.
Ale tuszę, że jeszcze ciągle dajemy radę 💕
@Frog:
Obawiam się, że Polska nie jest wyjątkowa pod tym względem, choć w pewnych aspektach jest to po prostu nieco bardziej widoczne. Być może leży to w moim spojrzeniu z zewnątrz.
Tak, masz rację. Róbmy swoje. Może parę drobiazgów się uchowa. Miłość, dobroć, przychylność słowa...
upadlygzyms
No i znowu. Już kiedyś mi o tym pisałeś. :)
Popełniasz zasadniczy błąd myląc wrażliwość z idealizmem. To, że jestem wrażliwa, że dostrzegam wszędzie piękno i dobro, nie zmienia faktu, że RÓWNOCZEŚNIE widzę zło i zgniliznę. Oraz bylejakość i obojętność.
Widzę wszystkie te jakości, bo widzę PEŁNY obraz. Idealiści tego nie potrafią. Zaś złamani idealiści stają się rozczarowanymi cynikami. Nadal jednak żadna z tych grup nie uznaje wszystkiego, co jest. Każda patrzy jedynie kawałek, bo nie ma wewnętrznej zgody na zobaczenie reszty obrazka.
Dam Ci przykład z życia, żeby lepiej to zilustrować. Szłam kiedyś po parku i zobaczyłam kupę śmieci, z jakimiś psimi odchodami na dodatek. Mocno cuchnącą i obrzydliwą. A RÓWNOCZEŚNIE barwy, kolory, faktury tych śmieci układały się w tak cudowny obraz, że aż przystanęłam z podziwu, chłonąc piękno tej sceny. Bo dla mnie tu nie ma sprzeczności.
Idealiści ominęliby te śmieci wzrokiem, całą uwagę skupiając na drzewkach i ptaszkach wokół. Gdybyś ich zapytał, czy w parku leżały śmieci, szczerze by się zdziwili taką sugestią: jakie znowu śmieci? Bo oni naprawdę ich nie widzieli.
Cynicy za to zarejestrowaliby tylko brud, rozkład i ohydę, nie czując radości z powodu drzew i ptaszków. Owszem, coś tam ćwierka, coś tam szumi, ale ich to nie obchodzi, oni są skupieni na wyszukiwaniu brzydoty i zła.
I żadna z tych grup nie zobaczyłaby piękna i doskonałości w cuchnących gównem odpadach. Do tego potrzeba chęci i odwagi widzenia wszystkiego naraz.
Bardzo dziękuję, że Państwo pomagają ludziom^^ Proszę się nie martwić strasznymi ludźmi^^
Wybacz, ale nie wierzę w to opowiadanie. Po jednym płatnym turnusie dziewczynka która nie chodziła stanęła na nogi? To mało realne. Potrzeba mnóstwo ćwiczeń żeby ktoś stanął na nogi, i to nie samodzielnie, tylko, pomocą pionizatora, balkoników itp
@3210
"dziewczynka, której opłaciliśmy jeden turnus leczenia, zrobiła takie postępy (...) "
Jak dla mnie, z tych słów nie wynika, że dziewczynka zaczęła chodzić po jednym turnusie.
Mamy tam:
__ Ta dziewczynka (której my, zespół, opłaciliśmy jeden turnus) zrobiła takie postępy (itd) __
Oczywiście zgadzam się z tym, że pionizacja / wtórna nauka chodzenia / to dziesiątki godzin ćwiczeń.
Frog możliwe, ale trochę mi to nie pasuje.
Ładne opowiadanie aczkolwiek mało prawdopodobne, żeby po jednym turnusie postawić kogoś na nogi.
A co do domu dziecka, to już tak, dzieci były by szczęśliwe, natomiast szlag mnie trafia jak słyszę takie historie. Dlaczego? Pisałam już gdzieś o tym.
Wiecie co dostają dzieci we wszystkich domach dziecka, ośrodkach opiekuńczych, szkołach specjalnych? SŁODYCZE! Jest nam źle, poprawny sobie humor, kupmy tym biednym dzieciom słodycze, na pewno się ucieszą!
I tak, oczywiście, ucieszą się. Będą miały tych słodyczy pełne szuflady (nie żartuję, widziałam na własne oczy szufladę w takim ośrodku, 80 cm szerokości, wypełnioną po brzegi słodyczami od różnych sponsorów), nauczą się sięgać po nie kiedy im smutno, no po prostu idealne rozwiązanie.
3210
Zgadzam się w kwestii słodyczy. Też mnie to odrzuciło. Biedne dzieciaki, wiecznie faszerowane przez różnych darczyńców cukrem, który ma być dla nich substytutem miłości. Toksycznym w dodatku, za co wiele z tych dzieci realnie zapłaci zdrowiem. Próchnica, stłuszczenie wątroby, przeróżne stany zapalne, cukrzyca i inne "przyjemności" - w prezencie od hojnych cioć i wujków.
Czaroit dzięki. Zazwyczaj spotykam się z oburzeniem że biednym dzieciom odrobiny słodyczy odmawiam. Niestety, nawet jak są zbiórki organizowane przez różne instytucje, to zawsze zbierają słodycze. Bo to się dobrze kojarzy - osłodzenie dzieciom życia. Tylko że te dzieci wyrabiają sobie nawyki żywieniowe na całe życie, i powinny być one zdrowe.
3210
Niestety, nadal mało kto rozumie, że cukier to taki sam uzależniacz jak alkohol. Ćpanie cukru jest powszechne, zatem wypieramy jego szkodliwość. Bo przecież każdy z nas lubi sobie chapsnąć cukiereczka...
I nie ma w tym nic złego, dopóki jest to sporadyczny cukiereczek. Niestety, obecnie cukier jest już we wszystkim. Wędliny, wypieki, keczupy i sosy wszelkie, napoje - wszędzie tony cukru. Plus jeszcze gorszy syrop glukozowo-fruktozowy. Do tego owoce, które obecnie są kilkukrotnie słodsze, niż jeszcze 20 lat temu. Niektóre stały się tak słodkie, że dla mnie są już zwyczajnie niejadalne.
Cukier, cukier, cukier... I epidemia chorób serca, stanów zapalnych, o "głupiej" otyłości nie wspominając.
I tym gównem futrujemy dzieci w domach dziecka, które i tak już mają bardzo ciężkie życie. Bo minuta przyjemności z jedzenia batonika w magiczny sposób ma im zrekompensować ból samotności, odrzucenia, poczucie krzywdy i brak miłości.
Magiczny batonik dobry na wszystko. Szkoda tylko, że finalnie zjedzenie go już po godzinie pogarsza nastrój, daje poczucie zmęczenia i gorszą koncentrację. A w dłuższym czasie nadmiar cukru prowadzi do depresji.
No ale to drobiazgi w obliczu tego, że dzięki cukierkom szczodre ciocie i wujkowie poprawili sobie humorki i mniemanie o sobie. Walić zdrowie niechcianych pętaków.