#o3yuB

Prowadzę mały serwis komputerowy. Ostatnio wujek wysępił od mnie, żebym jego dzieciakowi kompa naprawił. Za darmo, bo wiadomo, rodzina.
Wziąłem sprzęt do siebie, sprawdziłem co i jak. Okazało się, że dysk padł. Nie chciało mi się kombinować, to kupiłem nowy dysk, niech się kuzyn cieszy. Wrzuciłem mu jeszcze od siebie swoją starą kartę graficzną (całkiem niezłą), żeby sprzęt mu fajnie chodził.
Po tygodniu dostałem zjebkę od wujka, że komputer wolno działa i co ja za szmelc mu tam nawciskałem.
On jeszcze o tym nie wie, ale to był ostatni raz, kiedy mu w czymś pomogłem.

#OT13y

Chciałabym w tym miejscu podziękować hotelowi „Iks” i jego profesjonalnemu personelowi za cudowną odmianę w życiu.

Kilka lat temu poznałam wspaniałego mężczyznę i szybko doszłam do wniosku, że to z nim chcę spędzić resztę życia. Pół roku temu oświadczył mi się, a ja, szczęśliwa do szaleństwa, oświadczyny przyjęłam. Oczywiście zaczęliśmy oboje planować wspólnie dalsze kroki, ślub, miesiąc miodowy, cały klasyczny zestaw i nasza uwaga padła na hotel „Iks”. Położony w malowniczym zakątku pięknego regionu Polski, zapewniający wszelkie możliwe udogodnienia, a zarazem nie ceniący się jak szwajcarski kurort dla milionerów. A więc postanowione! Nasz ślub odbędzie się w hotelu „Iks” i tam też zacznie się nasz miesiąc miodowy. 
Mój narzeczony ogromnie zaangażował się w całą sprawę, wisiał na telefonie z hotelem, by wszystko dogadać i dopiąć na ostatni guzik, a nawet więcej niż jeden raz pojechał do hotelu, by wszystko obejrzeć i dopracować organizacyjnie na miejscu. Zarówno on, jak i personel hotelu zaangażowali się w ten proces tak bardzo, że mój narzeczony z młodą panią manager osobiście przetestowali miękkość i sprężystość kilku hotelowych łóżek i odpowiedni poziom dyskrecji okołohotelowych zakamarków przyrody. To, czego nie wiedzieli, że od początku mój wybór tego hotelu był podyktowany tym, że niższe stanowisko administracyjne pełniła w nim moja dawna szkolna koleżanka i mogłam ufać jej opinii i poleceniu hotelu, w jakim pracowała. Mogłam też zaufać jej relacjom, a nawet nagraniom „wizji lokalnych”, jakie mój narzeczony i pani manager z wielkim zaangażowaniem odbywali w hotelu. Dlatego bardzo dziękuję hotelowi „Iks” za odmienienie mojego życia na lepsze, a mojej koleżance za to, że nie zawiodła.

Nie będę tu wymyślała bzdur typu, że uciekłam sprzed ołtarza w ostatniej chwili, a gościom na ślubie zostawiłam kompromitujące narzeczonego nagrania. Po prostu gdy wyjechał po raz kolejny na „wizje lokalne” do hotelu, wyprowadziłam się z wynajmowanego przez nas dotychczas mieszkania, pozostawiając mu tylko kopertę z kartą pamięci zawierającą kopię hotelowych nagrań. Wykazał się przynajmniej taką resztką klasy, że nie próbował ani razu pisać, dzwonić czy inaczej się ze mną kontaktować i po prostu cicho i grzecznie zniknął z mojego życia.

#J34NE

Alkoholu spróbowałem po raz pierwszy w swoim życiu, mając niecałe 17 lat, podczas imienin mojego (bardzo lubującego się w trunkach) wujka. Rodzinka twierdziła, pomimo moich zaprzeczeń, że jest to idealna okazja, abym w końcu skosztował owego oczyszczonego przez bogów napoju. „Lepiej żebyś pierwszy raz ubzdryngolił się przy nas, he, he, zaoszczędzisz sobie wstydu!”
Przepiłem wszystkich, łącznie ze wspomnianym wcześniej wujaszkiem.
Dostałem szlaban na całe wakacje.

#DU2S5

Kiedyś w Krakowie, jadąc tramwajem (nr 4), ujrzałem prześliczną dziewczynę. Od razu wpadła mi w oko. Długie blond włosy, całkiem naturalna i przede wszystkim miała bardzo ładny uśmiech. W pewnym momencie zerknęła w moim kierunku, więc uśmiechnąłem się do niej, po czym szybko to odwzajemniła. Jako że nie należę do osób nieśmiałych, które to wgapiają się w panienkę pół godziny, by później szukać jej na spotted, bojąc się zagadać, prędko ruszyłem w kierunku niewiasty, jak tylko wysiadł z tramwaju starszy pan siedzący u boku mego anioła. Usiadłem przy niej, nasze uśmiechy znowu się ze sobą spotkały i w tym momencie jak nigdy mnie... zatkało. Do tego stopnia, że nie wiedziałem co mam powiedzieć, jak zagadać. Jak debil więc, pełen emocji, wypaliłem do blondwłosej damy, tekstem znanym z internetu: „Hej, też jedziesz tym tramwajem?”.
Dziewczynie momentalnie uśmiech z twarzy przerodził się w minę zażenowania. Uniosła tylko jedną brew nad swym pięknym niebieskim okiem i odrzekła: „Nie, ja jadę piątką...”.
Po czym założyła słuchawki i odwróciła wzrok w stronę okna.

#LdjiH

Mam martwicę kości w dłoni w młodym wieku. Jest to spowodowane nadmiernym graniem w gry komputerowe przez wiele godzin bez przerw. Mój ortopeda się pyta mnie, w co gram, a ja odpowiadam, że pewnie nie kojarzy tych gier, bo są mało popularne.

W życiu nie przyznam się, że to od grania w MovieStarPlanet.

#SNZrp

Chodzę do jednego z oddziałów popularnej sieci szkół w Polsce. Na reklamach świetne kierunki, drogi sprzęt, innowacyjność i nowoczesne poglądy.
Prawda jest taka, że jest przyzwolenie na bycie naćpanym na lekcjach, prześladowania na tle orientacji lub ze względu na czyjąś niepełnosprawność umysłową.
Raz poszłam do dyrekcji, oczywiście zamieciono sprawę pod dywan. Usłyszałam, że „robię bez sensu problemy” i do tej pory spotykam się z krzywymi spojrzeniami grona pedagogicznego.

#7R7K4

Moja żona jest osobą minimalnego wysiłku.

Chyba bardzo dobrze się to sprawdza w jej pracy, ale w domu to jest dla mnie strasznie trudne. Chcesz zjeść, to musisz powiedzieć co i kiedy, bo nic nie zaproponuje; jest brudno, to musisz powiedzieć dokładnie, co jest do zrobienia. Czyli musiałabym nią sterować głosowo. Efekt jest taki, że wracam z pracy, robię jedzenie i muszę np. poskładać naczynia, poukładać coś. Czyli chcę zrobić kanapkę, to od razu sprzątam kuchnię, bo jest brudny blat albo pełna suszarka.

Proponowałem, że zrobimy listę co jemy na tydzień, to będę wiedział co kupić na zakupach, ale to jej się nie podoba. Proponuję podział co tydzień kto co sprząta, to też tak nie chce. Jak jej mówię o tym, że mi nie pomaga, to przez 3 dni coś robi, a potem znowu wraca do oglądania seriali albo telefonu. Chodziła do psychologa, ale nadal nie mogę się z nią porozumieć. Mówię, że potrzebuję od niej więcej pomocy, ale po tych konsultacjach nic się nie zmieniło, nadal nie zaproponuje pomocy, tylko postawa pasywna. Ewentualnie 3-dniówka. Jedyne co sama robi, to włącza pranie, przekłada do suszarki i składa. Mówię jej, że OK, tylko że coś innego może być potrzebne dla mnie, co by mi coś ułatwiło. Ma też tak, że jak sprzątam, to nagle się zrywa i też coś układa. Jak pytam, dlaczego tak robi, że sama nie zacznie, tylko uspokaja sumienie, to nie wie.
Składam śmieci, a ona nagle zaczyna zamiatać i podkłada mi pod nogi szczotkę. Jak pytam ją, dlaczego tak robi, czy żeby nikt nie chciał jej pomocy, i mówię, żeby pytała albo powiedziała, co chce zrobić, to się obraża.

Mam dużo roboty w pracy, a ona nawet nie zapyta, czy coś ugotować, tylko że burgera może zamówić. Potem patrzę, co robi, to leży i przegląda telefon. Mówię, że w mieszkaniu jest masa roboty i mogłaby coś posprzątać, to nic nie odpowiada. Wcześniej mówiłem co zrobiłem i co jest do zrobienia, to przez 3 dni robi np. jedzenie, a potem znowu je na mieście albo tylko leży i ogląda telefon.

Teraz powiedziałem, że sam będę sobie gotował, bo przez ostatni miesiąc nic nie gotowała, tylko kanapki jadłem albo pierogi mrożone. No i bez problemu gotuję sobie makaron z sosem co dwa dni i jakąś zupę. Sprzątam tylko to, co pobrudzę, np. jak gotuję. Zakupy zrobiłem bez problemu na 4 dni.

Ona kupiła coś i zostawiła, to leży już na szafce czwarty dzień w korytarzu.

A ona czeka, aż się złamię, bo uważa, że to moja wina i moje wymysły.

#tss1u

Sytuacja sprzed dziesięciu minut: Dziadek wchodzi do salonu i zaczyna się przebierać przy mnie i babci.
Babcia: No co ty robisz?
Dziadek: Przebieram się.
Babcia: No widzę! Musisz wnuczce pod nosem?
Dziadek: No ale co? Coś mi wystaje?
Babcia: *po cichutku* Ni ma co wystawać...

Myślałam, że padnę za śmiechu :)

#1Pha1

Wracał ze mną; zapłakaną i obsmarkaną, ze szpitala, kiedy złamałam rękę.
Mimo że nie zawsze mu wychodziło, gotował obiady. Z czasem wprawił się w kotletach i przeróżnych zupach.
Nigdy niczego nie odmawiał. Na plac zabaw po powrocie z pracy? Na rower? Basen? Gry planszowe?
Nigdy nie pokazywał po sobie, że jest załamany, smutny, zły. Nawet wtedy, kiedy na sprawie rozwodowej walczył o to, żebym mogła mieszkać z nim. Nigdy nie dał mi odczuć, że kobieta, która mnie urodziła, woli alkohol od rodziny. Zawsze robił za oboje rodziców. Wyobraźcie sobie, jak trudno samemu wychować dwie córki.
Mistrz dowcipów, chodząca encyklopedia, poliglota, złota rączka, przyjaciel, mój bohater. Mój tata.
Dodaj anonimowe wyznanie