Kiedy byłam mała, bardzo chciałam nosić okulary. Mama zawsze mówiła, żeby nie siadać za blisko telewizora, bo nam się wzrok zepsuje, tak więc jak nikt nie widział, siadałam z nosem dosłownie przyklejonym do telewizora.
Teraz trochę tego żałuję, bo muszę nosić te cholerne okulary.
Uwielbiam czytać w autobusach, tramwajach i innych środkach komunikacji publicznej do tego stopnia, że wykupuję sobie bilety miesięczne tylko po to, abym mogła czytać podczas jazdy (w domu za nic nie mogę się skupić).
Zawsze wybieram autobusy, które mają najdłuższą trasę i jadę 2-3 rundki naokoło miasta. Tylko kierowcy czasem dziwnie patrzą :) Ale mimo wszystko uwielbiam moje dziwactwo.
Kiedy byłam małą dziewczynką, miałam majtki w zegary.
Pewnego dnia wyszłam ze starszą siostrą na dwór. Miałam na sobie spódniczkę, a pod nią właśnie te majtki. Nie wiem co mną pokierowało, ale co chwila podnosiłam spódnicę jak najwyżej się dało i darłam się na całe osiedle „GODZINA SIÓÓÓDMA!!!”.
Siostra paliła się ze wstydu, a dla mnie to była wyborna zabawa ;)
Studia, zajęcia z zoologii systematycznej. Prowadzący opowiadał o ssakach i w pewnym momencie zapytał:
- Czy wiedzą państwo, jaki ssak posiada gruczoł jadowy?
Głos z sali:
- Teściowa...
PS Chodziło mu o dziobaka :)
Ehh... w 4 klasie technikum zostałem pozwany przez nauczycielkę za obrazę funkcjonariusza publicznego przed całą szkołą.
Zawsze uczyłem się dobrze, w ostatnim roku sobie odpuściłem, mimo że zdałem egzaminy itd. W mojej szkole jest tradycja, że na koniec roku wychowawcy mówią coś od siebie na temat swojej klasy, która kończy edukację.
Pani X nagle mówi, bym podszedł i rzuca tekst ''Czy ma coś do powiedzenia najgorszy uczeń tego roku i najbardziej niewykorzystany potencjał?''.
Nie wiem dlaczego przyszedł mi tekst z piosenki do głowy... Wziąłem mikrofon, spojrzałem na nią i automatycznie padł tekst ''Nie mam już słów na te twoje skretynienie. Czy to wada genetyczna czy też zwykle spie****lenie?''.
Cała szkoła zamarła, a ja oddałem mikrofon i usiadłem.
Skąd wiem o pozwie? Wezwała moich rodziców na sam koniec roku. Ojciec trzyma moją stronę, ale matka chce mnie zabić. Trzymajcie kciuki.
Historia sprzed jakichś 8 miesięcy.
Otóż gdy siedziałem na lekcji religii, z niewiadomych mi wtedy przyczyn zauważyłem, iż moje dłonie stały się sine, a w okolicach żył jeszcze bardziej. Po zgłoszeniu tego faktu do szkolnej higienistki zostałem wysłany do lekarza. Z jednej strony fajnie, bo nie musiałem siedzieć na lekcjach, ale z drugiej trochę strach, no bo nie wiadomo co jest przyczyną. W czasie wizyty u lekarza i po zrobieniu wszystkich możliwych tam badań oraz pytaniach, czy nie biorę żadnych substancji niedozwolonych zostałem skierowany do szpitala (coraz bardziej przestraszony). Gdy już byłem na miejscu, a moje ręce były już odcieniu niebieskawego, włącznie z paznokciami, podejrzewano odmrożenia lub niedotlenienie nadgarstków. Byłem już przestraszony, bo pierwsze co pomyślałem, to że mi je amputują. Po kolejnych badaniach trzech lekarzy stało i nie wiedziało właściwie co mi jest, bo wszystkie wyniki były w normie, aż do momentu przyjścia pielęgniarki. Pielęgniarka przechodząc, powiedziała tylko:
– Ładne spodnie, nie farbują ci?
Odpowiedziałem:
– Nie, mam je już od roku, niemożliwe... No chyba że bluza, mam ją od wczoraj...
Nastała cisza, ja w międzyczasie podbiegłem do zlewu umyć ręce.
Do teraz nie zapomniałem tych pięknych min po tym, jak się okazało, że dłonie miałem jedynie zabarwione od bluzy :)
Matka mnie zostawiła, jak miałem 3 lata. Stwierdziła, że jednak jest za młoda na dziecko (szkoda, że przyszła jej taka refleksja, jak już byłem na świecie) i po prostu wyjechała. Nigdy nawet do mnie nie napisała ani nie zadzwoniła (nawet na urodziny). Jakby całkiem zapomniała o moim istnieniu. Wychował mnie ojciec i dziadkowie (jego rodzice). Moi drudzy dziadkowie zmarli jeszcze przed moimi narodzinami, więc nigdy ich nie poznałem. Ojciec jest jedynakiem, więc nie mam też żadnych cioć i wujków. Matka ma brata, który ma rodzinę. Mieszkają jakieś 100 km od nas, ale nigdy się ze mną nie skontaktowali, no i ich nie znam. Ojciec zawsze dużo pracował i prawie nie spędzał ze mną czasu. Miałem tylko dziadków. Kiedy zmarli, został mi tylko ojciec. Nie związał się z nikim na stałe, więc nie nam macochy czy rodzeństwa. Tak naprawdę to jestem sam. Z ojcem relacje mam w sumie żadne. Zawsze powtarzał, że tak dużo pracuje, żeby mi niczego nie brakowało. Ja myślę jednak, że to tylko wymówka i uciekał w pracę przed odpowiedzialnością i problemami.
Teraz mam 22 lata i studiuję w innym mieście. Ojciec co jakiś czas pyta, czy nie potrzebuję kasy, i tyle.
Ostatnio skontaktowała się ze mną za to moja matka. Nie mam pojęcia, jak mnie znalazła. Powiedziała, że wróciła do Polski (chyba cały ten czas mieszkała za granicą, w sumie nie wiem) i chce się ze mną spotkać, żeby naprawić naszą relację. Jaką niby relację?! Nie wiem, czy ojciec o tym wie, ale chyba nie, bo nic nie wspominał. Ja też mu o tym nie mówiłem. Co więcej, matka mi powiedziała, że mam siostrę, która ma teraz 15 lat i też by chciała mnie poznać.
Na początku w ogóle nie brałem pod uwagę spotkania. To dla mnie obca kobieta i w ogóle jej nie pamiętam. No ale mam siostrę... W sumie to nawet chyba chciałbym ją poznać. Sam nie wiem. Właściwie nie mam rodziny, oprócz ojca, z którym gadam raz na miesiąc i to w sumie o niczym. A teraz matka i siostra? No chciałbym mieć z nimi jakieś relacje. Chyba. Tylko to wszystko nie takie proste. Nie wiem, jak one zareagują na mój widok. Nie wiem, jak ja zareaguję. Nie wiem, czy w ogóle da się z tego coś zbudować. Nie wiem, czy warto próbować. Boję się rozczarowania.
Mój pradziadek był wysoko postawionym milicjantem i działał czynnie w UB.
Moja prababcia uważa, że był to anioł nie człowiek, wszystko załatwił i z każdym się dogadał. Mówi też, że brakuje takich osób w policji, bo z nikim się nie cackał, tylko „lał i patrzył, czy równo puchnie” i że „on by zrobił ze wszystkim porządek”.
Myślę, że nie jest ona do końca świadoma, jak mąż to wszystko załatwiał.
Generalnie w rodzinie mowa jest o nim jako wspaniałym człowieku i milicjancie.
O jego „przygodzie” z UB dowiedziałam się, wpisując jego imię i nazwisko w wyszukiwarkę (bo skoro taki zasłużony, to może coś o nim będzie). Wyskoczyła lista osób poszukiwanych i on na niej figurował. Pokazałam to mamie, a ona kazała nikomu o tym nie mówić. Potem rozmawiała o tym z ciocią, a ta stwierdziła, że takie były czasy.
Głupio mi o tym pisać, bo czuję się trochę jakbym, nie wiem, zdradzała rodzinę? Ale prawda jest taka, że wstyd mi za pradziadka, bo wcale nie był dobrym człowiekiem.
Gdy stresuję się w pracy, żuję gumę i językiem lepię z niej pierogi. Po prostu robię kulkę, spłaszczam ją, zwijam i przygryzam, żeby zrobić pierogowy wzorek na krawędziach, i tak w kółko. Czasem zmieniam je też w uszka.
Dziękuję za uwagę, pozdrawiam.
PS Na stres pomaga.
Kiedy nauczyciel na lekcji mówi coś, co według niego jest śmieszne, a nikt się z tego nie śmieje, to zawsze zaczynam się śmiać, żeby mu nie było smutno. Taki już jestem...
Dodaj anonimowe wyznanie