#7PXbN

Podstawówka, ok. 15 lat temu. W klasie należałam do grupy tzw. loserów, która odwiecznie walczyła z grupą "lepszych i mądrzejszych". Z tym, że ja nie miałam problemów w nauce, jak reszta mojej "kasty". 

Zdarzyło mi się nie być w szkole jeden dzień. Akurat zaczynaliśmy nowy dział na jednym z przedmiotów i akurat podczas mojej nieobecności nauczyciel zapowiedział krótką kartkóweczkę z tej jednej lekcji. "Nadludzie" postanowili wykorzystać ten fakt i wykuć się na blachę, czego ja nie mogłam zrobić, ponieważ o kartkóweczce nie wiedziałam.

Nadszedł dzień następny. Przyszłam do szkoły. Pierwsza lekcja. Słyszę od jednej z celebrytek "Proszę pana, miała być dziś kartkówka". Myślę oszzz kurde, co? Nauczyciel się broni, że on tylko tak powiedział, że mu się nie chce. Ale tamte dawaj, piszemy i już! No to piszemy... Trzy pytania, dwa z lekcji, jedno z pracy domowej. Myślę: "no f*cking way, będzie kosa", a co za tym idzie mała bitwa przegrana z najpiękniejszymi i najmądrzejszymi. Siedzę. Nie piszę, bo nic nie wiem. 

Siedzę w pierwszej ławce, naprzeciwko nauczyciela. I to mnie zbawiło, bo nagle widzę hyc! Przed moim nosem, na biurku nauczyciela ląduje zeszyt jednej lalki z piękniusimi notatkami z lekcji. Cóż mogłam zrobić... Wykorzystałam ten dar niebios, przepisując dokładnie wszystkie potrzebne mi informacje. Ale co z pytaniem z pracy domowej? No nic, kołka nie dostanę, coś tam mam... Znów siedzę bezczynnie, aż tu nagle łup! Nauczyciel przekręca kartkę w zeszycie i moim oczom ukazuje się pięknie odrobiona praca domowa. OK, jest dobrze, przepisałam i to i tym sposobem oddałam kartkę z kompletnymi odpowiedziami na zadane pytania.

Po lekcji słyszę pytanie: "jak ci poszło", odpowiadam, że OK, na co oburzenie: "jak to, przecież nie wiedziałaś o kartkówce?!". Odpowiadam, że nie, ale poradziłam sobie inaczej. Co miałam ukrywać, przecież i tak wyszłoby przy ocenach. Przyznałam się do mojego postępku. 

Następna lekcja felernego przedmiotu. Oddanie kartkówek. Jedna piątka, żadnej czwórki, same tróje i poniżej. Piątka moja :) Słyszę szmery za plecami. Po lekcji delegacja leci jak na skrzydłach do nauczyciela. Na pół korytarza krzyczą, że ściągałam, dostałam 5 za spisanie z zeszytu! Myślę no ładnie, leże i kwiczę, będzie kosa i opier... Może nawet o rodziców zahaczy...

Następna lekcja z tymże nauczycielem. Początek: pogadanka o wynikach kartkówki. Siedzę i szykuję się na "tureckie kazanie", ale zamiast tego słyszę tyradę o tym, że tak się nie robi, nie wolno skarżyć, poza tym same chciały kartkówkę, a nie były przygotowane i później mają pretensje, że ktoś poradził sobie lepiej. Miód na moje skołatane nerwy... A satysfakcja do tej pory!
Dragomir Odpowiedz

Nigdy nie rozumiałem jak dzieciak w szkole może uważać się za lepszego od innych i na jakiej podstawie. Może być lepszym uczniem, zdolniejszym, sprawniejszym ale to wciąż nie powód, by gnębić innych. Wiem że tak było, jest i będzie ale nie rozumiem po co te podziały.

Aswq

Zazdrość jest gupia

wmw Odpowiedz

Pewnie sam już miał dość tych dziewczyn i utarł i nosa. Lubię takich nauczycieli.

Alexiu Odpowiedz

co te wypociny robią na głównej?

KIuska

To w ogóle bylo w poczrkalni? Nie widzialam, komentarzy tez brak.

ciasteczkowaa12

^ "dawno temu"

PaniPanda

Mniie ciekawi to "dawno temu" bez komentarzy, skoro wyznanie kiedyś już było, to powinno mieć komentarze. Prawda?

Dodaj anonimowe wyznanie