Niedawno po wielu miesiącach smutku, płaczu i nieprzespanych nocy udałam się do psychiatry. Diagnoza: depresja. No cóż, przede mną miesiące leczenia. Przepisano mi leki, przy których muszę ograniczyć spożycie alkoholu, a najlepiej do zera. Dla mnie to nie problem, chcę w końcu wyzdrowieć i cieszyć się życiem. Problemem jest natomiast reakcja rodziny i znajomych. „Ale jak to depresja, przecież wszystko było okej”, „Każdy ma jakieś problemy, nie użalaj się tak nad sobą”, „Kilka piwek ci nie zaszkodzi, he, he...”. Oczywiście nie wszyscy, są i tacy, którzy mnie bardzo wspierają. Natomiast nikt mimo moich tłumaczeń nie jest w stanie zrozumieć, że alkohol mnie nie zabije, ale może pogorszyć mój stan psychiczny, a terapia nie przyniosłaby żadnych rezultatów. Boli mnie to, że nie chcą rozumieć. Co takiego jest w alkoholu, że już bez niego niektórzy nie potrafią sobie wyobrazić spotkania, to nie wiem...
Dodaj anonimowe wyznanie
Zawsze mówiłam, że w naszym kraju kultura picia trzyma się mocno, choć z kulturą ma to niewiele wspólnego. Na szczęście powoli się to zmienia. Trzymaj się tych, którzy Cię wspierają i życzę dużo siły w całym procesie terapii.
Ps. Dodatkowo połączenie niektórych leków z alko obciąża np. wątrobę, (choć przypuszczam, że dla części Twojej rodziny to i tak nie byłby żaden powód, żeby nie wypić "kilku piwek" - trochę tak, jakby mieli Twoje zdrowie głęboko w poważaniu...)
Jest wiele chorób do ktorych lepiej nie tajemniczać ludzi.
Kiedys sie dziwilem, że brat nie chce soe dzielić tym ze ma nowotwór. Parę lat później teściowa zachorowała i ilość "porad" jaka ją zalała byla porażająca. Nie miala sil sie opędzać. Juz rozumiem brata.
Z depresją jest gorzej, bo dochodzi kwestionowanie, ze to nie choroba.
A nie myślałaś żeby najpierw pójść do lekarza żeby ustalić czy z tarczycą i hormonami jest wszystko w porządku, czy nie masz anemii lub niedoborów jakichś mikroelementów? Od razu trzeba się pchać w leki od psychiatry które zamulają i uzależniają w dużym stopniu?
A dlaczego zakładasz, że psychiatra nie kazał jej tego najpierw sprawdzić? Psychiatra to też lekarz.
Nie każdy lek antydepresyjny zamula i uzależnia. Uzależniają np benzodiazepiny stosowane doraźnie (a i one przepisywane są z dużą rozwagą), nie robią tego typowe leki typu SSRI, trójpierścieniowe, MAO, czyli te, które bierze się codziennie. Co do zamulania, to nie każdy zamula.
Ale jestem za zrobieniem gruntowych badań tarczycy (nie samo TSH tylko pełen obraz, ft3, ft4, anty TPO itd). Lekarz na NFZ może tylko samo TSH zlecić, także trzeba prywatnie zrobić. No i badanie na witaminę D to konieczność, równoważne z badaniem tarczycy. Dobry lekarz powie o właściwej normie dla wit D, polecany jest znacznie wyższy wynik.
W ogóle w problemach z nastrojem to i dobrze sobie magnez poprzyjmować, witaminy grupy B..
Depresja często okazuje się objawem i dopiero wyleczenie źródła kończy problem
Nie ma co robić wielkich zapowiedzi rodzinie i znajomym, że uwaga, od teraz ani kropli alkoholu. Wtedy zawsze się znajdzie ktoś, kto wie lepiej.
Łatwiej taką sprawę załatwić dyskretnie. Zawsze znaleźć sobie jakiś powód na aktualną chwilę. Dzisiaj nie, bo prowadzę. Nie, bo akurat jestem na antybiotyku. Nie, bo może pojadę jutro oddać krew.
Najbliższym można powiedzieć prawdę, tym, którzy zrozumieją i będą wspierać. Ale innym się zaraz włącza tryb ratowania przed strasznym losem abstynenta ;)
Na czas choroby trzymaj się bliżej osób, które wspierają, a z wiatrakami nie walcz. Niestety tak jest, że nawet z niektórymi najbliższymi nie da się każdego czasu przejść.
Niżej wstawiłam komentarz o witaminie D, B, pełnym badaniu tarczycy. To naprawdę warto zrobić. Wiem, co mówię, bo po LATACH w końcu depresja zwalczona. Oszczędź sobie zmarnowanego czasu i się przebadaj.