Mam 17 lat i naprawdę dobrą sytuację życiową i mimo tego, że we wcześniejszych latach potraciłam mnóstwo znajomych, doznałam odrzucenia, niezrozumienia przez rodziców, to wszystko się unormowało, a obecnie mam zaufanych przyjaciół i ogromne wsparcie rodziny. Moja rodzina na przestrzeni lat podniosła swój status życia. Zaczęliśmy więcej podróżować, jeśli chcę sobie coś kupić, zawsze dostaję na to pieniądze. Nie brakuje mi niczego, jeśli chodzi o potrzeby materialne. Ale odczuwam ogromną pustkę psychiczną. Jestem bardzo nerwowa. Potrafię zwyzywać całą rodzinę w myślach lub do innej osoby, potem odczuwam ogromne wyrzuty sumienia, bo przecież nic złego mi nie robią. Nie dają mi kar, nie są mściwi. Kocham ich bardzo i nie wyobrażam sobie życia bez nich, ale potrafię przyczepić się do nich o każdy szczegół. Jeśli np. ktoś tupie nogą, ale jest to mój wujek, nie denerwuje mnie to, ale denerwuje mnie, jeśli robi to mój tata. Denerwuje mnie to, że mój brat ma swoje własne zasady, własne życie. Mam wrażenie, że po cichu każdy jest przeciwko mnie, że zachowują się najgorzej jak tylko można, ale jednocześnie wiem, że tak nie jest, że są ludzie o gorszej mentalności.
Wiem, że to normalne w tym wieku, ale wykańcza mnie ciągłe poczucie złości, żalu. Boję się poprosić o pomoc psychologa, bo przecież nic złego się ogólnie nie dzieje. Czuję, że mimo wsparcia rodziców, oceniliby moje problemy. Nie chcę dawać im znać, że coś się dzieje, rozczarować ich. Potraciłam wszystkie pasje, mam problemy z koncentracją, czuję, że zaczynam popadać w uzależnienia. Nie wierzę w siebie, mimo że odnoszę sukcesy.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jedno, to wiek i hormony, a drugie, że obecnie dobra sytuacja nie wymazuje tego, co kiedyś działo się w Twoim życiu. Niestety, ale to tak nie działa. Być może masz depresję/jej początki, może nerwicę - ciężko powiedzieć, przydałaby się wizyta u specjalisty. Dopiero wchodzisz w dorosłe życie, nie męcz się bez powodu :)
Mam poważne wątpliwości czy to normalne w jakimkolwiek wieku.
Jeżeli irracjonalnie myślisz, ze cały świat ci szkodzi bez powodu, w głowie jest pustka, a koncentracja bardzo zła to być może grozi ci schizofrenia. Lekarz psychiatra przepisze ci leki, które tobie pomogą. Spróbuj najpierw porozmawiać z bliskimi o pustce i depresji.
Polecam kierownictwo duchowe, bo, jeśli sama twierdzisz, że te uczucia są irracjonalne, to ewidentnie diabeł próbuje Cię nastawić przeciw rodzinie wykorzystując dawne urazy.
Ty tak serio? Ona potrzebuje pomocy specjalisty, psychologa, być może psychiatry, a nie żadnego ,,kierownictwa duchowego". Nawet nie wiadomo czy ona jest wierząca. Dla niej te uczucia mogą być irracjonalne, a w rzeczywistości mogą mieć pokłosiem przeszłości, która odcisnęła na niej piętno, mimo że sytuacja obecnie jest dobra i być może ma nerwicę albo depresję jak napisała ohlala, a to może zdiagnozować i leczy tylko psychiatra (no leczyć też psycholog lub psychoterapeuta w sensie terapii), nie żaden ksiądz.
Mądry ksiądz też najpierw wyśle ją do psychiatry czy kto tam może zdiagnozować i dobrać postępowanie lecznicze. A kierownik duchowy też jak najbardziej, jeśli ona czuje taką potrzebę. Jeśli nie, to nikt na siłę nie będzie jej niczego wciskał jeśli ona sama nie czuje potrzeby relacji z Bogiem.