#5wBmG

Jestem 22-letnim chłopakiem lubiącym piłkę nożną, dlatego właśnie 4 lata temu poszedłem na kurs sędziowski, który oczywiście ukończyłem.
W swoim pierwszym wyzwaniu chciałbym pokazać wam, co tak naprawdę dzieje się na takich meczach.
 
Był piękny, niedzielny dzień, ja jako młody arbiter wstałem wcześnie, by ogarnąć wszystkie sprawy papierkowe i ruszyć na swój pierwszy mecz jako sędzia główny. Po dotarciu na miejsce już wiedziałem, że ten mecz będzie ciekawy'. Jeszcze nawet nie zdążyłem się przywitać, a już usłyszałem komentarze typu: „Panie sędzio, jeżeli dziś nie wygramy, to pan lepiej z tej szatni niech nie wychodzi”. Oczywiście miałem to w dupie, jednak mecz wszystko zweryfikował.
Minęło może 15 minut pierwszej tercji (żaczki grają 3x20 min) i drużyna gospodarzy przegrywała bodajże 4-0, wtedy zaczęły się pierwsze docinki. W drugiej połowie kibice drużyny gospodarzy najpierw zaczęli rzucać we mnie jakimiś papierkami, później w ruch poszły butelki. Zgodnie z przepisami mecz przerwałem i jak najszybciej uciekłem do szatni sędziowskiej, za mną poszli trenerzy obu drużyn, którzy powiedzieli mi, że na takich meczach to norma. Minęło może z 10 minut i do szatni przyszedł jeden z rodziców, oburzony czemu przerwałem mecz, a nim cokolwiek zdążyłem odpowiedzieć, zostałem parokrotnie przez niego uderzony. Całe szczęście w szatni byli trenerzy, którzy owego pana uspokoili i z szatni wyrzucili. Sprawa zgłoszona została zarówno do ZPN-u (Związek Piłki Nożnej), jak i na policję, jednak dzięki temu, że pan miał znajomości, to nie poniósł żadnych konsekwencji, a ZPN sprawę wyciszył.

Nie muszę chyba mówić, że po takich meczach człowiekowi po prostu się odechciewa czegokolwiek, nieraz obserwator daje najwyższą notę z możliwych, a ze stadionu wyjeżdża się z paroma nowymi ksywkami związanymi z naszym „słabym” sędziowaniem.

Nic dziwnego, że wielu młodych chłopaków, mimo że sędziują na wysokim poziomie, rezygnuje z tego tylko przez to, że nie radzą sobie psychicznie z docinkami czy z patologicznymi sytuacjami na meczach.

#K3D4q

Jakiś czas temu przygotowywałam jedzenie na imprezę urodzinową mojego męża. Niestety mój półroczny syn od rana nie dawał mi nic zrobić, jak na złość w ogóle nie chciał spać. Wieczorem, kiedy w końcu zasnął, mogłam dokończyć swoje popisowe danie. Wyszłam na chwilę z kuchni, żeby zobaczyć, czy mały śpi. Kiedy wróciłam, zauważyłam, że nasz kot stoi na blacie i liże jutrzejszą kolację! Jednak zamiast wyrzucić to, co lizał kot, podałam to następnego dnia gościom... Normalnie bym tego nie zrobiła, ale było już bardzo późno, a następnego dnia była niedziela niehandlowa i nie miałam szans przygotować nic w zamian. Dodam tylko, że takie samo danie było robione w dwóch naczyniach, a kot lizał tylko z jednego, więc wiedziałam, z którego mam nie jeść.

Naczynie naznaczone przez kota postawiłam przy moich teściach, za którymi nie przepadam.

#3qJXg

Mam grupę dobrych koleżanek, które są spoza wspólnego towarzystwa, które dzielę z mężem. Po prostu każde z nas ma paręnaście „własnych” osób i nie czujemy potrzeby na siłę ich poznawać, toteż mój facet nie zna wszystkich moich znajomych.

Zwykły dzień i gdzieś po godzinie piętnastej dzwoni do mnie jedna z koleżanek. Lena wydukała, że musimy się spotkać, więc słysząc w jej głosie powagę sytuacji, odłożyłam moje plany i wyszłam na spotkanie w nią. Umówiłyśmy się od razu po tym, jak ona skończyła pracę w sklepie z bielizną. Spodziewałam się wszystkiego. Przez głowę przebiegły mi najgorsze scenariusze, a gdy tylko spotkałam się z Lenką, to ta zaczęła słowami: „Nie wiem jak mam ci to powiedzieć...”. Wiadomo – serce podeszło mi do gardła, no bo co się dzieje? I potem kontynuowała: „Dzisiaj u mnie w sklepie był twój mąż. Na pewno to był on! I kupował damską bieliznę, ale to był zupełnie nie twój rozmiar, a rzeczy, które wybrał, były dość erotyczne...”. No dobra, tego się nie spodziewałam. Wymyśliłam na poczekaniu, że poprosił go o to zabiegany kumpel i o wszystkim wiem. Przecież nie chciałam się przyznawać, że mąż kupował te rzeczy dla siebie, ponieważ lubi damską bieliznę i odgrywanie kobiety...

PS Koleżanka kojarzyła mojego faceta ze zdjęć. On natomiast nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi, bo nie dość, że nie za bardzo ją kojarzył, to jeszcze – jak tłumaczył – był zainteresowany kupnem bielizny ;)

#o9aE9

Trzy historie.
1. Pięć lat temu pracowałam za granicą. Akurat przyszedł czas powrotu do domu, więc zawiadomiłam rodziców. Zażartowałam jeszcze, że z facetem, z którym mam wracać, dziwnie się rozmawia i jakby coś było nie w porządku, to będą musieli po mnie gdzieś podjechać, choćby na drugi koniec Polski.
Na drugi dzień podczas jazdy okazało się, że gość jeździ tam i z powrotem ponad 800 km, żeby tylko kasy nazbierać, a samochód już ledwo zipie. W trasie na autostradzie zepsuła się chłodnica. Rodzice musieli po mnie podjechać 200 km.

2. Dwa lata temu zawoziłam mamę do lekarza. Jechałam samochodem rodziców, który wymagał ciągłych napraw, ale tata bardzo się upierał, że go nie chce sprzedać. Na bardzo niebezpiecznym skrzyżowaniu mama rzuciła: „Ostatnio w tym miejscu facet prawie we mnie wjechał z lewej strony”. Na co ja półżartem: „Wiesz, może gdyby ci tak lekko trzasnął, tata w końcu by się zdecydował na nowe auto...”. Mama stwierdziła, że wątpi i rozmowa się skończyła. Wysadziłam ją pod przychodnią i pojechałam załatwiać swoje sprawy. Nie dojechałam, po kilku kilometrach młody chłopak wjechał we mnie z lewej strony. Urwało pół maski, silnik w strzępach. Nie było czego zbierać. Mniej więcej pół metra zdecydowało o moim życiu. Tak, tata zdecydował się na nowy samochód.

3. W zeszłym tygodniu późnym wieczorem przeglądałam stare zdjęcia. Na jednym z nich zauważyłam toaletę wyrwaną ze ściany w akademiku, gdzie kiedyś mieszkałam. Przypomniała mi się historia, jak do tego doszło i zaczęłam się śmiać ze znajomymi z tej sytuacji. Na koniec stwierdziłam, że całe szczęście, że to w akademiku, bo był na miejscu pan, który raz-dwa wszystko wymienił i sama to nie wiedziałabym, co z tym wszystkim począć. Budzę się rano w swoim mieszkaniu, pęcherz naciska, ale chce mi się spać. Ustawiam drzemkę. „Jeszcze minutka”. Nagle HUK! Wyskakuję i biegnę zlokalizować hałas. Wchodzę do łazienki, a tam w miejscu gdzie przed chwilą stała toaleta, leży 50-litrowy bojler, a milion kawałków porcelany, które kiedyś (zanim stały się puzzlami dla zaawansowanych) były muszlą, rozsypane po całej łazience.

Ja się pytam, co jest grane?

#IOIQf

W wieku 5 lat dostawałam regularnie, dzień w dzień, lanie od swojego ojca-alkoholika.
Kiedy miałam lat 10, mogłam już od 2 lat cieszyć się statusem pasierbicy ojczyma-tyrana, który straszył, że skończę jak dziwka na ulicy, więc żeby uchronić mnie przed rozwiązłością (tak, dobrze czytasz, 10-latkę), zamykał mnie w domu. Kontrolował, sprawdzał, przez co nie miałam znajomych i byłam uważana za dziwadło.
W wieku 15 lat (po śmierci ojczyma) jakimś cudem udało mi się „zdobyć” chłopaka – bo wtedy chyba nie mogłam mówić, że on zdobywał mnie. Byłam tak spragniona bliskości drugiego człowieka, że wprost umierałam ze szczęścia, kiedy zwrócił na mnie swoją uwagę. Kilka tygodni później w szkole został rozstrzygnięty konkurs, którego laureatem został „mój chłopak” – główną konkurencją było wyrwanie dziewczyny w najkrótszym czasie. Urocze...
Gdy miałam lat 20 (możliwe, że 21, ale lećmy tymi piątkami, skoro już zaczęłam), chłopak, z którym się spotykałam, na trzeciej randce próbował mnie wziąć siłą. Cudem tego uniknęłam.
Skończyłam 25 lat, miłość mojego życia przespała się z moją najlepszą przyjaciółką, twierdząc, że to moja wina, bo byłam „oziębła”.

Do jasnej cholery! Czy każdy facet w moim życiu musi być totalną świnią? Obiecałam sobie, że już nigdy żadnemu mężczyźnie nie pozwolę się skrzywdzić. Życie singla nie jest usłane różami... Ta dominująca tęsknota i uczucie pustki. Pragnienie bliskości z drugim człowiekiem. Ale gorsze od samotności jest poczucie straty, oszukania, odrzucenia i towarzyszący temu ból.

#EtdfQ

Zostałam zgwałcona miesiąc temu.
Po tym okresie wstałam z łóżka, funkcjonuję normalnie. Chodzę do szkoły, do pracy w weekend. Bliscy znajomi, którzy o tym wiedzieli, zaczęli mówić (wprost), że pewnie mi się to podobało, bo nie chciałam się zabić.

Do teraz boję się wychodzić z domu (gwałciciel mieszka w pobliżu), boję się sąsiadów, bo widzieli mnie w stanie po gwałcie i słyszeli moje krzyki, ale staram się podnieść po tym wszystkim, staram się żyć normalnie. Nie wiem, czy powinnam właśnie podjąć się próby samobójczej czy cokolwiek, żeby ludzie zobaczyli, że naprawdę cierpię.

Ludzie! Jeśli ktoś nie pokazuje jak cierpi, to uwierzcie, że cierpi naprawdę mocno, tylko nie chce tego pokazywać, żeby rodzina się nie martwiła i przede wszystkim CHCE O TYM ZAPOMNIEĆ I ŻYĆ NORMALNIE! Dajcie spokój!

#L4VYS

Kiedyś po mocnej refleksji nad sobą doszedłem do wniosku, że czas wyjść z bagna w jakie wszedłem będąc młodszy i przestać być patologią. Poznałem cudowną, elegancką dziewczynę. Byliśmy bardzo udaną parą, na tyle, żeby w ciągu tego czasu przywiązać się do niej. Pod koniec związku dosyć często pisała z jakimś gościem na snapie. Nie byłem zazdrosny, ponieważ jej ufałem i nie przeszłoby przez głowę, że mogłaby mnie zdradzić. Jednak pozory mylą.

Wieczorem wracałem z treningu. Jako że mój klub jest trochę daleko od mojego miasta, musiałem wracać autem. W połowie drogi zadzwoniła do mnie stara kumpela, z która urwał się kontakt kawał czasu temu. Zaczęła mi mówić o tym, jak moja dziewczyna bawi się pod moją nieobecność z jakimś typem i na dodatek wysłała zdjęcie, jak stoją objęci i całują się. Szok był tak potężny, że szukałem jakiegoś pobocza, bo musiałem zjechać gdzieś i odetchnąć chwilę. Do końca dnia nie rozmawiałem z nią w ogóle, że nawet nie podejrzewała, że wiem o jej skoku w bok. Natomiast skupiłem się na tym, żeby dowiedzieć się wszystkiego o tym typie.

Następnego dnia spotkałem się z nią i wygarnąłem jej wszystko, do takiego stopnia, że się popłakała i zaczęła życzyć, żebym się zabił. Mówiła, jak bardzo mnie nienawidzi itd. Zachowanie bardzo infantylne, ale cóż. W południe pojechałem do miasta, gdzie mieszka jej nowa miłość i chciałem porozmawiać, ponieważ wbrew pozorom i swojemu wyglądowi, raczej wolę rozwiązywać problemy słownie. Niestety, typ się awanturował i wygrażał mi, podkreślając w każdym zdaniu, że zaraz będzie nieprzyjemnie. Byłem zmuszony dać mu konkretną lekcję pokory, jednocześnie ośmieszając go przy kolegach.

Minęły dwa miesiące od całego zajścia, moje życie zmieniło się o 180 stopni. Nie jestem tym samym człowiekiem. Ciągle myślę o całym zajściu, o słowach, jakimi mnie zniszczyła. Zapasy, dla których oddałem połowę życia, już nawet mnie nie zadowalają tak jak kiedyś.

Morał z powyższego wyznania brzmi tak, że trzeba mieć z osobna na celowniku każdą osobę, bo dosłownie każdy może cię kopnąć w dupę, nawet ta najbardziej zaufana osoba, która mówi ci, że nigdy cię nie okłamie.

#7DFFw

Witam Was, moje kochanie anonimowe dzieci. Nie gniewajcie się za takie powitanie, ale mogłabym być waszą mamą albo i babcią, mam na swoim koncie dużo wiosenek.
Czytam Was od dawna, taka babcia podglądaczka, ciekawska co tam dzieje się u młodzieży, jakiego języka się teraz używa i co jest na czasie. Wasze wyznania wzbudzają uśmiech na twarzy, czasem wywołują łzy.

Do tej pory byłam tylko biernym obserwatorem, teraz chcę to zmienić i podzielić się z Wami moją anonimową historią o krótkiej miłości na całe życie.

Mając 18 lat zaczęłam związek z pewnym kawalerem, jednak po 2 latach okazało się, że może i kocha tylko jedną (czyli mnie), ale lubi wiele kobiet. Zakończyłam tę miłość. O jaka ja byłam nieszczęśliwa! Płacz i histeria, bo co ze mną będzie (to nie były obecne czasy, że krótkie, przelotne związki nikogo nie bulwersują). Dosyć szybko jednak doszłam do siebie, widocznie to nie było to.

Tak więc żyłam sobie jako wolna nastolatka prawie rok. Znalazłam pracę w małym sklepie, gdzie poznałam mojego J. Od razu moje serce zabiło do niego. Oszołomił mnie swą urodą i kulturą. Kilka lat starszy i, o zgrozo, żonaty i dzieciaty! No nic, będę wzdychać po cichu.
Mijał czas, J. był stałym klientem, często zagadywał, a i w rączkę ucałował. Coś się zrodziło między nami.
Zaczęło się od niezobowiązujących spacerów, a skończyło się sami wiecie jak..
Było między nami dużo miłości i czułości, ja już snułam plany na przyszłość. Ale jak to w tamtych latach było, rozwody uznawane były za największe zło. I tak po dwóch latach mój J. odszedł...

Nikt nigdy się nie dowiedział. Bolało bardzo, ale myślałam, że przejdzie, odkocham się, poznam miłego człowieka, założę rodzinę. Tak się nie stało.

Zostałam starą panną, którą niektórzy uważają za szurniętą, bo jej nikt nie chciał. To był świadomy wybór. Nie ma dnia, bym nie spojrzała na starą sfatygowaną fotografię mojej największej i jedynej miłości.

31 lat później boli tak samo jak w dniu rozstania.

Pozdrawiam Was i życzę Wam prawdziwej, ale szczęśliwej miłości.
Anonimowa Babcia.

#sfDzP

Do matury mieszkałam w dużym polskim mieście, w mieszkaniu w centrum, z mamą i babcią. Właściwie nie musiałam nic robić, bo wszystko miałam podetknięte pod nos. Mama ciągle mnie kontrolowała, bardzo angażowała się np. w szkołę, ale też zabraniała mi wypełniać obowiązków domowych. Często też słyszałam, jak nam jest ciężko finansowo, że mama i babcia nie mają na nic czasu itp. Choć widziałam, że część z tego, co robią, nie ma sensu (np. zakupy codziennie), to miałam duże poczucie, że jestem ciężarem. Dlatego też zaraz po maturze wyjechałam do pracy do Niemiec, a papiery na studia złożyłam do Warszawy (mimo że mogłam studiować to samo w rodzinnym mieście). Krzyku i płaczu, że sobie nie poradzę, było co niemiara. Myślałam, że im to też wyjdzie na dobre, będą miały więcej czasu i pieniędzy.

Na początku studiów dzwoniły do mnie po kilka razy dziennie, potem przestałam odbierać. Ostatnio przyjechałam do przyjaciół z rodzinnego miasta. Nie chciałam odwiedzić rodziny, bo wiedziałam, że czeka mnie porcja wyrzutów. Potrzebowałam kilka rzeczy, więc zostałam na poniedziałek i weszłam do mieszkania w godzinach, w których nigdy nikogo nie było w środku. Zastałam tam syf, jakiego w życiu nie widziałam. Porozrzucane, nadgniłe jedzenie, śpiącą na podłodze, śmierdzącą mamę, pustą lodówkę... Dodam, że dotąd zawsze wszystko było wysprzątane i zadbane. Gdy ją obudziłam, pijana wyrzuciła mnie z domu.

Zupełnie nie miałam pojęcia, jak się zmieniły od mojego wyjazdu. Byłam pewna, że pogodzą się z moim wyjazdem. Jestem w rozterce. Wydaje mi się, że jestem ich jedynym sensem życia i że powinnam wrócić do nich dla ich własnego dobra.
Dodaj anonimowe wyznanie