#pmqkD

Zawsze gdy widzę, że ktoś śpieszy się na autobus, a akurat przechodzę koło przystanku, to udaję, że chcę do tego autobusu wsiąść. Tym sposobem myślę, że tamta osoba zyskuje parę cennych sekund, by do niego dobiec. Gdy widzę, że jest już blisko, na pewno zdąży, a kierowca jej nie zostawi, odchodzę.
Robię to, bo wiem, jacy potrafią być kierowcy i że mogą czasem nie poczekać chwili na jeszcze jednego pasażera. Przystanek mam w drodze do szkoły, więc taka sytuacja zdarza mi się niemal codziennie :)

#AXwRN

Sytuacja sprzed paru lat: ja, dorosła kobieta, posiadająca męża i dziecko. Pęka gumka. Panika i stres, bo nie chcę więcej dzieci, a przecież się zabezpieczałam. Wizyta u lekarza – tłumaczenie się, że się uprawia seks, że takie rzeczy się zdarzają, prośba o receptę. Dorosła, świadoma kobieta musi prosić o receptę! Bo mimo zabezpieczenia coś poszło nie tak! Recepta wydana z niesmakiem... I jeszcze wywód lekarza na temat seksu, zabezpieczenia, konsekwencji – lekcja dla osoby posiadającej już dziecko... Żenada.
Mam troszkę więcej lat i czułam zwykłe upokorzenie, że lekarzowi trzeba się było tłumaczyć, że były seksy i było zabezpieczenie, ale nie zadziałało...

#Y69jF

Historię znam z opowiadań mamy, gdyż miałem wtedy koło 2 lat. Jak większość dzieci w tym wieku załatwiałem swoje potrzeby fizjologiczne do nocnika. I to z wydatną pomocą mamy – byłem średnio ogarnięty i trzeba było mi we wszystkim pomagać. 

Pewnego dnia mama posadziła mnie na tymże nocniku, żebym zrobił kupę. Zazwyczaj chwilę to trwało, a akurat zadzwoniła babcia na telefon stacjonarny, który znajdował się w sąsiednim pokoju. Mama poszła chwilę porozmawiać, natomiast widok jaki zastała, gdy wróciła, przerasta wszelkie wyobrażenia. Do dziś nie rozumiem, czemu nie zrobiła mi wtedy zdjęcia! Otóż gdy weszła do pokoju okazało się, że samodzielnie zszedłem już z nocnika, siedziałem na podłodze i z uśmieszkiem na ustach... rozsmarowywałem wyjętą z nocnika kupę dookoła siebie, wszędzie gdzie tylko sięgałem.

Mama zmywała podłogę trzy razy, a i tak na drugi dzień jeszcze pozostał lekki zapach w powietrzu. A nie było jej tylko dwie minuty!

#oOjrS

Od zawsze gdy byłam chora i miałam 40 stopni gorączki, paplałam jakieś głupoty. Np. że widzę jakiegoś faceta, a on próbuje mi zabrać lizaka. Wpadałam wtedy w panikę i byłam tylko w moim wyimaginowanym świecie.

Ta sytuacja zdarzyła się rok temu. Zachorowałam i miałam wysoką gorączkę, więc poszłam spać. Obudziłam się za potrzebą, więc wstałam i skierowałam się do łazienki. U mnie w domu, żeby pójść do toalety, trzeba przejść przez salon, gdzie również śpią moi rodzice, ponieważ mamy tylko dwa pokoje. Nie było wtedy jakoś późno, może 21. Moi rodzice jeszcze nie spali. Zatrzymałam się obok ich łóżka i spojrzałam na nich. Nagle zaczęłam krzyczeć: „Karetka już jedzie! Procę dawaj! No dawaj procę! Karetka już jedzie”. Mama spojrzała na mnie jak na chorą psychicznie, a ja poszłam się wysikać i wróciłam jak gdyby nigdy nic do łóżka.

Nic z tego do dzisiaj nie pamiętam, ale mama często mi to przypomina i się ze mnie naśmiewa.

#UG6YR

Krótko po wyborach, kolejka w piekarni.

Pan nr 1: Dwie żytnie z dynią poproszę.
Pan nr 2 (stoi za panem nr.1): Weźmie mi pan ostatnie? To moje ulubione. Może ja wezmę jedną, a pan drugą?
Pan nr 1: A na kogo pan głosował?
Pan nr 2: Na PiS.
Pan nr 1: To ja panu obie zostawię, bo tak pana musi sumienie napier*****, że niech pan już sobie ulży tymi bułkami.

#xOrL5

Jestem instalatorem, monterem, i zakładałem ostatnio internet w dość dziwnym domu. W trakcie roboty usłyszałem krzyk z jednego pokoju: „Mamoooo, gdzie są chusteczki od walenia konia!?”.
Zawsze w pracy mam przy sobie całą rolkę ręczniczków papierowych, więc kiedy uchyliły się drzwi, wrzuciłem tam tę rolkę i krzyknąłem: „Mam tylko tyle, powinno wystarczyć”.
Chłopak zamknął drzwi i odkrzyknął: „Dzięki, spoko z ciebie gość”.

#wPMjC

Nie wiem od czego zacząć... Mam 21 lat i nigdy nie byłem w poważnym związku. Ktoś powie, że na wszystko mam czas. No i tak było, tyle, że to wynikało głównie z trudnej przeszłości, przez rodziców, którzy zburzyli mi obraz miłości. Unikałem tego jak ognia, bo nie chciałem być jak oni i potencjalnie zranić drugiej połówki. Nie było mi z tym źle, ale chyba mam kompletnie zniszczone postrzeganie bycia w związku. Myślałem, że to normalne, że przywiązanie, że trzeba walczyć każdego dnia, budować zaufanie i choćby nie wiem jak źle się działo, to starać się naprawiać. Przez to cholernie szybko przywiązuję się do ludzi i walczę o utrzymywanie kontaktów, strasznie boję się strat, bo w przeszłości zawsze kogoś traciłem.

Nastąpił przełom... zakochałem się w najlepszej przyjaciółce, a przez to też ją straciłem. Zaangażowałem się jak nigdy, bo nigdy dotąd nikt nie dał mi tyle, co ona – bliskość, zaufanie i poświecenie uwagi. Wszystko się waliło wokół, ale była ona. Teraz już nie ma i płaczę każdego dnia, żałuję, że wyznałem swoje uczucie. Po raz kolejny okazało się, że miałem rację i kogoś tylko zraniłem. Została tylko jedna wielka pustka, mimo ludzi wokół nikt praktycznie nic o mnie nie wie. Jestem kompletnym wrakiem udającym, że wszystko u mnie w porządku. Zrozumiałem, że miłość to chyba moje największe marzenie i bez tego nic innego nie ma sensu. Mieć kogoś i być dla kogoś.

#bUZAm

Zacznijmy od tego, że mam kota. Jest to mega pieszczoch, nakręca się zwłaszcza gdy jest odpychany – przyłazi kolejny raz i jeszcze następny, żeby go miziać.

Dzisiaj nie miałam czasu, zmęczona po pracy walnęłam się spać, totalnie olewając kota i jego zachcianki co do nadmiernej miłości. On też mnie olał... swoją kupą, która idealną stróżką popłynęła w dół mojej twarzy. Niewiele myśląc zaspana chciałam pozbyć się mokrego uczucia na twarzy, więc przejechałam po niej dłonią. No i roztarłam to gówno jak jakąś maseczkę na twarzy. Gdy poczułam smród, od razu zerwałam się na równe nogi i pobiegłam się umyć. Odór kocich odchodów jest ciężko zmywalny, jak i siki...
Gdy wróciłam do pokoju, kot siedział na szafce z dziką satysfakcją w oczach, jakby chciał powiedzieć: „Było miziać, suko”.

PS I tak go kocham ;)

#n76r0

Co uważacie na temat zaburzenia równowagi uczuć w związku. Zawsze będąc w takiej relacji starałem się ją utrzymać na jak najwyższym poziomie. Zawczasu zapobiegać niektórym problemom, aby nie dopuścić utraty drugiego człowieka. Kwiaty bez okazji, różne prezenty, romantyczna randka, aby moja kobieta mogła poczuć się wyjątkowo i ubrać jakąś sukienkę. Długie rozmowy do bladego świtu przy winie. Czułe słowa, że cieszysz się z obecności drugiego człowieka, jak i ogólna chęć dążenia do częstych spotkań. Zapewnienie drugiej połówki, że zawsze na tobie może polegać w różnych sytuacjach. Oraz zapewnienie, że nie musi być zazdrosna o nikogo innego, bo najważniejsza jest ona. Ogólnie to zawsze starałem się taki być i wychodziło mi to bez większych problemów. Jednak moje związki kończą się bez większych powodów i następował okres cierpienia. Znajomi mówią mi, że za szybko pokazuję duszę romantyka i muszę dłużej poczekać z takimi rzeczami. Z kolei inni znajomi twierdzą, iż coś takiego jak zaburzenie równowagi uczuć nie istnieje. Wiem, że jest też zasada niedostępności. W końcu lepiej coś smakuje, gdy nie można mieć tego całego. Jednak będąc w związku, nie chcę grać w jakieś różne gry psychologiczne i robić coś wbrew sobie. Dużo się mówi o tym, jak to kobiety są źle traktowane przez niedojrzałych facetów i po prostu cierpią. Więc co tu nie gra? Po rozstaniu długo walczyłem o ostatnią kobietę, jednak widzę, że jest to bez sensu.

#Jhxtp

Jest 22:00 i to jest pierwsza noc w nowym mieszkaniu. Z tego co zaobserwowałem, mieszkam w bloku, w którym sąsiedzi to głównie starsi ludzie (ja mam 26 lat). W związku z tym założyłem, że okolica jest raczej cicha.

No ale leżę teraz o tej 22:00, słuchając, jak sąsiadka obok (na oko 80 lat) puszcza Black Sabbath, Led Zeppelin czy Iron Maiden.

Nie mogłem trafić na lepszą „hałaśliwą” sąsiadkę :-D
Dodaj anonimowe wyznanie