#NO291
Dochodzenie trwa, gwałciciel chodzi sobie na wolności i zapewne szuka kolejnych ofiar. Szukam śmiecia na własną rękę. Na policji sugerowali, że prawdopodobnie był z innego miasta i że dyskotekowi gwałciciele często jadą poza miejsce zamieszkania i tam atakują, aby w razie czego nikt ich nie zidentyfikował. Powoli dochodzimy do siebie, mieliśmy terapię.
I pytanie, kto jest winien, pomijając, że ja do końca życia będę sobie wyrzucać, że mnie z nią nie było.
#OaVpS
– A dlaczego?
Na co ja:
– A chciałbyś, żebym ja cię teraz pocałowała?
– To byłoby spełnienie moich marzeń!
Dzieci nie przestaną mnie zaskakiwać :)
#hbsme
#Ren97
A fakt, że całe życie byłem na drugim miejscu jako ten mniej ważny, bo on zabierał całą uwagę i miłość mojej rodziny nikogo nie obchodzi. Nie obchodzi nikogo moja niska samoocena od dzieciaka, depresja i problemy w kontaktach z ludźmi (nie potrafię budować relacji i mam fobię społeczną), co wykształciło się we mnie przez sytuację w domu.
Piszę to wszystko z żalu i tego, że nikt nie potrafi zrozumieć, co czasami czuje rodzeństwo takich osób. A wierzcie mi, że faktem jest to, że często taki brat czy siostra mają się samobiczować za to, że nie czują nic pozytywnego w odniesieniu do rodzeństwa i są za to gnojeni przez znajomych i rodzinę.
#9S1og
#vnGcW
Ostatnio odwoziłem dzieci do ich matki na drugi koniec wojewódzkiego miasta, godziny wieczorne, to i pociechy trochę już zmęczone, sam też już resztkami sił po tygodniu pracy, stoję nad wózkiem i zabawiam dzieciaki. Śmiech na cały wagon. W pewnym momencie wstała pani lat 50-55, podeszła do mnie i wysiadając powiedziała: „Aż miło popatrzeć, jak pan zajmuje się dziećmi”. Nie ukrywam, łzy napłynęły mi do oczu. Przyjaciele, rodzina, matka dzieci nie chcą widzieć ile robię dla tych dwóch oczek w mojej głowie. W tym momencie ta pani zrobiła mi dzień, tydzień, cały miesiąc. Dziękuję za wsparcie. Droga pani, jeśli to czytasz, to wiedz, że dałaś mi energię do dalszych bardzo ciężkich zmagań.
A tym co w komunikacji dają telefon do ręki dziecku... Popatrzcie na swoje pociechy, porozmawiajcie z nimi, powygłupiajcie się, tego czasu nie odzyskacie.
#zr93O
Jedną rzeczą są buty ze skóry naturalnej, kupione 3 tygodnie wcześniej, nienoszone (kupiłam, nie pasowały, miałam oddać do sklepu, ale wyleciało mi z głowy i nie zdążyłam na czas). Chciałam je sprzedać z paragonem (żeby można było oddać na reklamację w razie czego), w oryginalnym opakowaniu. Pierwotnie buty kosztowały ponad 100 zł, postanowiłam, że sprzedam je za 30, bo zależy mi na czasie. I zaczęło się... Masa wiadomości o treści: „Ja mam chore dziecko, nie mam pieniędzy, może odda mi pani za darmo”, „Ja je biorę, ale za te 60 zł już z przesyłką i najlepiej jak je pani mi dziś wyśle kurierem, bo chcę je na już” itd.
Drugą rzeczą był laptop, jakiś czas temu kupiłam sobie nowy, ten jest sprawny, 3-letni, z dotykowym ekranem, był raz naprawiany, o czym napisałam w ogłoszeniu. Po wycenie u informatyka, który sprzedaje używany sprzęt, opuściłam 200 zł i postanowiłam, że sprzedam taniej. I oczywiście od razu masa wiadomości, że jak mi niepotrzebny, „To dla dziecka do nauki, może za symboliczną czekoladę?”, „Co tak drogo?”, „Ja bym wziął, ale taniej”. Tylko że na innych serwisach same części są droższe...
Tak było jeszcze z kilkoma innymi rzeczami.
Zdenerwowałam się. Buty wrzuciłam do kontenera na ubrania, komputer sprzedałam do serwisu, za nawet wyższą cenę, innych rzeczy też się jakoś pozbyłam. Łącznie z kontem na tym portalu.
#52A1o
Przy rodzinnej biesiadzie, gdzieś w przerwie pomiędzy tłuczeniem pisanek i fajdaniem sobie koszulki żurkiem z białą kiełbasą, można było sobie rzucić okiem na ekran wielkiego jak szafa telewizora i popatrzeć, jak niewdzięczni Rzymianie tłuką biednego Jezusa na kwaśne jabłko (w technikolorze!).
Rodzinka była zajęta rozmową, a ja przeżyłem prawdziwie mistyczne doznanie, widząc jak Chrystus przybijany jest gwoździami do krzyża, a następnie zmartwychwstaje niczym prawdziwy kozak! Taki gość przebijał Schwarzeneggera, Chucka Norrisa i pana Tik-Taka razem wziętych!
Gdy wróciłem do przedszkola, okazało się, że nie tylko ja widziałem ten film i nie tylko ja byłem pod ogromnym wrażeniem opowiedzianej w nim historii. Któryś z chłopaków ogarnął czerwony mazak. Postanowiliśmy pobawić się „w Jezusa”.
Nasza pani przedszkolanka, starsza, bogobojna babka, weszła do sali i zobaczyła chyba najbardziej szokujący widok w jej karierze – leżącą na dywaniku grupę kilkunastu gówniarzy z rozpostartymi rękoma, ufajdanych krwistoczerwonym markerem (że niby krew).
Jedni teatralnie krzywili buzie w bólu, niektórzy omdlewali, a inni, głęboko natchnieni, wykrzykiwali: „Ojce, psebac im, albowiem nie wiedzom, co cyniom!”.
Każdy jeden z nas był oczywiście Jezusem i odgrywał własny spektakl.
Do dziś pamiętam, jak blada pani przedszkolanka chwiejąc się klapnęła tyłkiem na krześle i ciężko dysząc czekała, aż druga przyniesie jej mokry ręcznik na kompres.
Kiedy biedna babeczka dochodziła do siebie, my już zajęliśmy się inną zabawą. Wyciągaliśmy sznurówki z trampek, aby zainscenizować samobójstwo Judasza...