#EncIY

Idziemy z mężem i trzyletnią córką. Pod sklepem stoi typowa blachara – solara, kilo tapety, tipsy, zniszczone farbowaniem włosy, ledwo ubrana, jeden plastik. Nasza córka tak na nią patrzy i mówi do mojego męża: „Szkoda, że mama nie jest taka piękna...”.
Myślałam, że chłop mi się udusi ze śmiechu :)

#m46Ek

Zacznijmy od tego, że byłam pierwszy raz na moich dorosłych, samodzielnych wakacjach w innym mieście, do którego wybrałam się z moim chłopakiem i koleżanką. Mieszkanie było ok. 2 km od centrum i 5 km od miejsca, które pierwsze zwiedzaliśmy po przyjeździe. Najpierw rzuciliśmy się na jakiegoś maka przy zwiedzaniu, i tak zbliża się wieczór i postanawiamy wracać do domu na piechotę – OK, czemu nie! I tu się zaczyna... Nagły rozruch jelit, kupa żarcia w nich i no czuje, że wypada iść do toalety ale Jezu, co mi tam! Niedługo będę w domu, lepiej tam niż na mieście. 
Przeszliśmy już 3 km, nadal 2 km do mieszkania, a ja walczę już ze sobą, pot spływa z czoła i szybka decyzja – ok. 800 m przed mieszkaniem biorę klucze i biegnę po swoje. Dobiegam na miejsce, wbiegam na czwarte piętro i co się okazuje? Że pomyliłam bloki. Zbiegam, moje zwieracze już u kresu wytrzymałości, czas na pierda, pierd zatrzyma sranie na chwilę i zdołam znaleźć dobry blok, oto plan! Niestety... Pierdząc, po prostu się zesrałam. Stoję w szoku, z ciepłym stolcem miedzy pośladkami, w chmurze oczywistego zapachu, gdy wychodzi grupka młodych ludzi zza rogu, bordowa jak cegła szukam krzaków, żeby wywalić gówno z majtek, krzaków nie ma... Udało mi sie znaleźć w końcu mój blok, wejść na górę i ogarnąć się na tyle, żeby koleżanka i chłopak nic nie zobaczyli. Na szczęście zapachu nie komentowali, myśleli, że zdążyłam. W życiu im się nie przyznam, że było inaczej.

#2DkiD

Drogo wam w restauracji?
Pracuję w gastro, restauracja w dużym mieście.
Wprowadzamy śniadania, jednym z moich zadań jest ustalenie z kucharzami tego, ile powinno kosztować danie. Jest na to bardzo prosty sposób – liczymy koszt składników na powiedzmy 10 śniadań, do tego czas, media, no i dodajemy zysk dla restauracji.
Wyszło, że jedno śniadanie to koszt+zysk 16 zł. Trochę mało, za bardzo odstaje od cen w reszcie menu, więc delikatnie zwiększamy porcję i dobijamy cenę 23 zł.
Naszykowany na wizytę szefowej zrobiłem jej zestawienie w Excelu, piękna tabelka pokazująca: co, ile, dlaczego, cena, sugerowana cena, zysk na jednej sztuce, szacowany zysk tygodniowy i miesięczny. Szefowa patrzy i patrzy... „Ojej, to zróbmy tak...” – i kasuje 23 zł, a wpisuje 32 zł. – „No i już ładniej tak”. To samo zrobiła z kilkoma innymi pozycjami. Tam gdzie było 27, to dała 34, tam gdzie 21, to dała 28. Ot tak, po prostu, bo ludzie i tak zapłacą...

Ręce mi opadają, nie mogę zmienić teraz pracy, ale moim marzeniem jest ucieczka z gastro...

#DPS1L

Było to jakoś w piątej klasie podstawówki. Godzina wychowawcza lub jakieś inne zajęcia, na których rozmawialiśmy dość poważnie o rodzinie.
Pamiętam dokładnie, jak moja koleżanka opowiadała wtedy historię o swojej mamie. O tym, że niewiele już o niej pamięta, że we wspomnieniach twarz jej się zamazuje, że czuje się z tego powodu winna. Zwierzyła się też, że nie podeszła do trumny przed pogrzebem, żeby się pożegnać z mamą, co wujek nadal ma jej za złe, a jej babcia cały czas porównuje ją do mamy i czuje się przez to bardzo nieswojo.
A ja przerwałam jej historię słowami: „Nie kłam, tydzień temu widziałam twoją mamę przed szkołą!”. I to była prawda. Widziałam jej mamę tydzień wcześniej przed szkołą. Chodziłam do koleżanki co jakiś czas i jej mama częstowała mnie ciasteczkami i czekoladą. Mama, a właściwie macocha, o czym dowiedziałam się na tej lekcji.

Mira, jeśli to czytasz, to wiedz, że po jakichś 15 latach nadal czuję się zażenowana, kiedy o tym myślę. Wspomnienie to prześladuje mnie do dziś przed spaniem, w trakcie dłuższej kąpieli, było obecne na maturze... Jeszcze raz przepraszam!

#WVE4c

Kojarzycie bajkę „Kraina lodu”? Zapewne tak.
Gdy wyszła, moja młodsza siostra dostała takiego szału, że bajka codziennie była puszczana, nawet osiem razy. Nieważne, czy oglądałam z nią czy bez. Pamiętałam dosłownie każdy dialog. Teraz nieważne w jakim języku oglądam, niemiecki, angielski czy nawet chiński, pamiętam każdą część z taką dokładnością, że mogę spokojnie powiedzieć komuś wszystkie dialogi.

Szkoda, że nie mam takiej głowy do matematyki.

#aMq8B

Jestem młodą osobą, której trafiło się gdzieś na wyjeździe złapać świerzb. Nie wiem od kogo ani skąd, sądzę, że jeśli to było od jakiejś osoby, to mogła nawet o tym nie wiedzieć, bo objawy wychodzą po 3-4 tygodniach od zarażenia (ale od samego początku można zarazić innych).
Jak wiadomo, ta choroba nie jest wyznacznikiem „brudasa”, ale ludzie tak dalej mają w głowach. Rodzina mnie odtrąciła, nikt nie chce mi nawet przywieźć czegoś do jedzenia, bym nie musiała ryzykować wyjścia do sklepu i zarażenia kogoś. Moja matka, z którą mieszkam, obwinia mnie, że musi się leczyć i jej się świat zawalił. Nie ma co prawda zmian skórnych, ale jak mówiłam, może to wyjść po czasie, a jeśli ja się wyleczę, a ona będzie zarażona, to będzie błędne koło. Moja rodzicielka oczywiście niechętnie smaruje się maścią, nie sprząta, wszystko robię ja, od gotowania ubrań po czyszczenie łóżek, byle się tego cholerstwa pozbyć.
Wiem, że to jest zakaźne i trzeba powiadamiać ludzi, z którymi miało się bliższy kontakt, by się zbadali, lecz po tym, jak zareagowała moja własna matka, mam wielkie opory, by powiedzieć o chorobie swoim znajomym, mimo że nie jestem jako chora winna temu, że ktoś mógł się zarazić, bo sama nie wiedziałam. Już teraz czuję się jak trędowata, a boję się, że będzie jeszcze gorzej. Wiem, że muszę im powiedzieć, ale odwlekam ten moment, bo strasznie się boję.

#owSNt

To będzie historia o miłości.
Poznałam go gdy miałam 17 lat. Tego wieczora wyszłam spontanicznie z domu, nie wyglądałam korzystnie. On był w kapturze, zaspany, siedział z kolegami. Nie znaliśmy nawet swoich imion. Ale stało się, napisał do mnie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Taka na zawsze, na zabój, do końca świata. Był moim pierwszym poważnym chłopakiem. Niestety już po miesiącu zaczął mnie izolować od świata. Zabraniał spotkań z innymi. Awantury. Zazdrość. Niszczył mnie, nie dawałam się. Twierdził, że mi ufa, ale nie ufa chłopakom dookoła mnie. Miałam stałą paczkę, sami przyjaciele. Niestety nie pozwolił mi wychodzić samej. Po roku walki udało mu się, straciłam większość znajomych. Byłam głupia, byłam zakochana, zaślepiona. Planowałam z nim przyszłość. Nie zauważałam tylko, że pisał do innych dziewczyn. Wkręcał mi bajeczki, że to one piszą albo że to kuzynka... Już wiem, czemu był tak zazdrosny. Nigdy się nie dowiem całej prawdy o tych zdradach. Trzymał mnie siłą przy sobie, krzywdził, kłamał podczas każdej kłótni. Próbowałam odejść, ale robił mi pranie mózgu. Groził, że sobie coś zrobi. W końcu opadałam z sił po kilkunastu godzinach kłótni i płaczu. On obiecywał, że będzie już dobrze i przytulał.
Oświadczył mi się po 3 latach i nie, nie przyjęłam. Jestem w końcu wolna. Po jakimś czasie od uwolnienia się mogę w końcu żyć i powiedzieć, że już go nie kocham. Rozsądek wygrał. Jestem z siebie dumna. I dziękuję przyjaciołom, że przy mnie byli i wspierali.
Dziewczyny nie żyjcie w toksycznych związkach. Ucieknijcie. Postawcie się.
Uwierzcie w siebie, lepiej być samemu niż z wariatem.

#4qrTp

Jestem mężczyzną, mam brodę i prawie 190 cm wzrostu oraz bardzo damski głos. Gdy byłem w podstawówce, często było to tematem drwin na mój temat. Myślałem, że z czasem to przejdzie.
Na okres wakacji znalazłem pracę w recepcji hotelu nad morzem. Do moich obowiązków zalicza się odbieranie telefonów. Często mi się zdarza, że rozmówca myli mnie z kobietą. Dzisiaj każdy mnie pomylił. Pozdrawiam :')
Dodaj anonimowe wyznanie