#mrbiB

Mam koleżankę z Australii, która od paru miesięcy mieszka w Polsce i jest narzeczoną mojego najlepszego przyjaciela. Amanda, bo tak się dziewczyna nazywa, miała wczoraj urodziny. Poszedłem więc do najbliższego zakładu zajmującego się wyrobem ciast na takie okazje i zamówiłem tort. Zamówienie przyjmowała babka w średnim wieku. Poprosiłem ją, aby na górnej polewie czekoladowej zrobiła napis „Wszystkiego najlepszego!” po angielsku.
Wczoraj, w drodze na imprezę do moich przyjaciół, wszedłem do sklepu odebrać moje zamówienie. Kiedy ceremonialnie otworzyliśmy pudełko, naszym oczom ukazał się tort z napisem „Wszystkiego najlepszego po angielsku!”.

#qZAwu

Leżymy z moim przyszłym na łóżku. Nastrój boski. Kominek, świece... robi się intymnie. Całujemy się, rozpoczyna się gra wstępna i chcąc podtrzymać ten nastrój i zmusić przyszłego do jakiegoś głębszego wyznania, pytam:
– Co lubisz najbardziej?

Na co przyszły odpowiada natychmiast:
– Delicje.

#6n8yR

Mam pewną dziwną traumę, co za tym idzie: fobię. Są nią... łazienki szkolne.

Pandemia. Idę do szkoły, na korytarzu stoi baba i każe zdezynfekować ręce. Odkażacz śmierdzi cholernie na kilometr, więc tylko jedną rękę podkładam i jak baba nie patrzy, to otrzepuję rękę z odkażacza, potem wycieram w chusteczkę (wiem, że muszę to dezynfekować, bo korona i te sprawy, ale tym odkażaczem się nie da). Przeważnie smród zostaje, więc po wejściu do budynku idę do łazienki dokładnie umyć tę rękę.

Jednego razu wchodzę do łazienki umyć ręce, a tam... słyszę jęki. I nie, nie dlatego, że ktoś miał problemy żołądkowe/okresowe. Ktoś tam najprawdopodobniej uprawiał seks.

Dla pewności jednak odchrząknęłam. Usłyszałam ciche, niskie: „K*rwa. Co teraz?”. I odpowiedź posiadacza damskiego głosu: „Nic, czekamy, aż wyjdzie”.
Z mydłem na rękach uciekłam z tej łazienki najszybciej jak się dało. Na lekcjach załamka totalna. Nigdy więcej nie wejdę do szkolnej łazienki.

#dj9OG

Kiedy miałem jakieś 15-16 lat, pojechaliśmy razem na obóz nad morze. Organizował go ksiądz dla ministrantów i lektorów.
Podczas jednego z pobytów na plaży zacząłem czuć znajome bóle brzucha, które zwiastowały nieszczęście. Wokół pełno kumpli, głupio było zawiadomić opiekuna, że muszę na dwójeczkę. Kiedy sytuacja była już mocno napięta, zacząłem szukać płatnego WC. Po dłuższej chwili znalazłem budkę z napisem WC z pilnującą jej Grażyną. Typowa Grażyna biznesu, nie wpuści, zanim nie zapłacisz 2 zł. Zacząłem szukać po spodniach, ale nie mogłem dosięgnąć, bo zamek mi się zaciął w kieszeni. Krecik mocno pukał w taborecik, ja próbuję ubłagać Grażynę, że zapłacę po wyjściu, nie ucieknę, lecz nadaremnie. W ostatniej chwili wyciągnąłem 2 zł, wszedłem do kabiny i czas zaczął zwalniać. Czułem, że został mi ułamek sekundy do zwolnienia zwieraczy. Zdążyłem tylko ściągnąć spodnie i majtki... Nie zdążyłem podnieść klapy. Choćbym miał refleks samego Bruce'a Lee, nie zdążyłbym podnieść tej klapy.
Po całej akcji podniosłem klapę (gówna nie było widać, przykleiło się), podtarłem się, spłukałem wodę i dałem dyla.

PS Następnego dnia drzwi do kabiny były otwarte na oścież, żeby przewietrzało.

#LDVwj

Miałam chłopaka, nazwijmy go Marcin. Zakochałam się w nim do szaleństwa, wydawało mi się, że on też coś czuje, ale po pewnym czasie naszej relacji okazało się, że z jego strony było to tylko zauroczenie. Cierpiałam bardzo, ale w końcu się pozbierałam, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zerwałam z nim kontakt, ale on zawsze wracał. Praktycznie za każdym razem niewinne wymienianie kilku wiadomości kończyło się na tym, że moje uczucia do niego ożywały. Potem znowu nie mieliśmy kontaktu, ja myślałam, że mi przeszło, kontakt się pojawiał, mi wszystko wracało i tak zataczało się kółko. Trwało to wszystko ponad rok. Ostatni raz kiedy mieliśmy kontakt był kilka miesięcy temu. Wtedy obiecałam sobie, że to już koniec, że chcę go wyrzucić ze swojego życia raz na zawsze.
Co się dzieje teraz? Znowu wszystko wróciło. Nie wiem co mam robić, oszukuję samą siebie i wszystkich wokół, że go nie kocham. A kocham bardzo mocno, nadal. I nie umiem sobie z tym poradzić. Z jednej strony czuję się z nim tak dobrze, z drugiej wiem, że robię kolejny raz ten sam błąd. Nie wiem, czy on coś do mnie teraz czuje, wydaje mi się, że nie, ale nie mam żadnej pewności. Nasza relacja jest chora, a ja nie potrafię się z niej wyleczyć. Czuję się z tym wszystkim strasznie. Jestem zła na samą siebie. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię mu odmówić, zakończyć na zawsze tej znajomości. I najgorsze jest to, że nie wiem czego on chce, oczekuje ode mnie. Planuję z nim porozmawiać, ale nie wiem, czy zbiorę się na odwagę.

Ta historia nie ma morału ani żadnego szczęśliwego zakończenia i obstawiam się, że każde jej zakończenie będzie dla mnie bolesne, dlatego tak bardzo nie wiem co robić.
Boję się tylko jednego. Że nawet jeśli teraz to zakończę, to za 10 lat, gdy będę szczęśliwie zakochana w kimś innym, spotkam go na ulicy i wszystko wróci. Że nigdy się od niego tak naprawdę nie uwolnię. Cholernie się tego obawiam.

#MWWgx

Mam dwóch starszych braci. Paweł zdobywał przeważnie pierwsze miejsca w olimpiadach biologicznych, Piotrek zaś ukończył najlepsze technikum w mieście, mając na swoim koncie cztery wygrane olimpiady matematyczne.
A ja co? Jedyne pierwsze miejsce, jakie w życiu osiągnęłam, to w zawodach w jedzeniu pączków :)

#EElWl

Pracuję w pewnej instytucji, gdzie mamy bardzo ważne i drobiazgowo przestrzegane zasady dotyczące ochrony danych osobowych, w tym zasadę czystego biurka oraz ekranu – nikt poza mną nie może widzieć danych na moim monitorze ani dokumentach, które mam przed sobą. Po skończonej pracy mamy obowiązek chować papiery do szuflady zamykanej na klucz, a klucze trzymamy w tylko sobie i kierownikowi znanym miejscu. Gdy ktoś z pokoju, kto wie, gdzie one są, odchodzi gdzieś indziej, mamy obowiązek zmienić miejsce ich przechowywania. Oczywiście panuje bezwzględny zakaz korzystania z prywatnych pendrive-ów, wynoszenia pracy domowej do domu itd. Te zasady są przez nas z oczywistych względów przestrzegane, a przyłapanie na niedopilnowaniu tego wiąże się w najlepszym razie tylko z dyscyplinarką. Gdyby dane wyciekły... jest na nas paragraf. Gdyby na domiar złego wykryła to zewnętrzna kontrola, a takowe mamy często, bekną wszyscy, od dyrektora po stażystę.

Jak się domyślacie, w biurze mamy też personel techniczny, w tym panie sprzątające. Wszyscy oni mają bezwzględny zakaz dotykania naszych biurek (o ile nie są całkowicie puste i wyraźnie brudne po czyjejś wyprowadzce, bo o środowisko pracy dbamy sami, a to i tak tylko za prośbą kierownika/dyrekcji). Każdy z tych pracowników był pod tym względem wielokrotnie uświadamiany.

I po co ten długi wstęp? Żebyście wiedzieli, jak ciężka jest to materia.

Jest sobie pani Krysia. Poczciwa, niezamożna, dobra jak anioł kobiecina. Zawsze pomoże, pocieszy, zatroszczy się jak o własną rodzinę. Nieraz bezinteresownie ratowała dam dupska służbowo i prywatnie. Ta kobiecina bez naszej wiedzy i zgody przeszukała cały pokój, tak że znalazła klucze do szafki z dokumentami i w ramach babcinej dobroci chciała nam pomóc, robiąc tam porządek. Bo my biedne, tyle się z tym męczymy, siedzimy po godzinach (fakt). Jak coś miało datę starszą niż pół roku, wyrzucała. Żeby chociaż do niszczarki... wzięła i gdzieś wyniosła w worze. Dane wrażliwe, takie, dzięki którym można bardzo dużo złego zrobić.

Odzyskać się nie udało, zatuszować nie ma opcji, za ważne papiery, co najmniej raz na pół roku sprawdzane na kontroli. Dokumenty święte. I mamy teraz z koleżanką ogromny dylemat – albo do sądu idziemy my, albo pani Krysia. My mamy po mężu, domu i dzieciach na utrzymaniu, grozi nam odpowiedzialność karna, a jesteśmy niewinne. Pani Krysia to naprawdę cudowna osoba, zarabia dwie trzecie tego co my, ledwie przędzie. Sama jak palec, dostała od życia takiego kopa, że szkoda gadać. Będzie odpowiadać pod bardzo ciężkimi paragrafami, bo to dane piekielnie wrażliwe. Mnóstwo ludzi może stracić wszystko. Ona też. Nie rozumie, co zrobiła źle, dlaczego są takie, a nie inne zasady.

I co ja mam teraz zrobić? Szefostwo jeszcze nie wie. Dowody na winę pani Krysi są, i to twarde.

#Yw8Fw

Mieszkam z bratem i tatą. Obowiązki w domu: tata pracuje, ja sprzątam, więc co zostaje dla mojego starszego brata? Nic. Denerwowało mnie to, że jako jedyny niczym się nie zajmuje, więc stworzyłam listę „Dni Mycia Naczyń”. Nieważne, że wpisałam siebie trzy razy w tygodniu, bo i tak nie ja myję najwięcej naczyń, ale brat.
Moja strategia: Gotuję danie w niedzielę, które zostanie zjedzone całkowicie w środę – która jest dniem brata. Nie dość, że musi pozmywać naczynia z dania, to jeszcze musi na bieżąco myć wszystkie sztućce i talerze, które zostały wykorzystane do zrobienia następnego dania.
Żeby było jeszcze wredniej, przez dwa dni zostawiam swoje naczynia w swoim pokoju, nie wynosząc ich, chyba że jest to środa czy sobota (sobota to także dzień brata).
A w sobotę podczas sprzątania zbieram wszystkie naczynia, które trzeba pozmywać, z wszystkich pokoi. Tak oto mój brat zawsze ma najwięcej naczyń i zawsze najdłużej przy nich stoi, kiedy ja z tatą mamy może ze dwa talerze + sztućce.
Mój tata chyba się nawet połapał w tym, co robię, ale współpracuje ze mną (":

#qwLTD

Kilka lat temu wracałam wraz z grupką znajomych znad morza. I jak to w polskich pociągach: wszystkie miejsca siedzące zajęte, człowiek na człowieku na korytarzu, wszędzie walają się torby podróżne. My mieliśmy własny przedział, ale każda wycieczka do toalety wiązała się z darmowymi zajęciami z rozciągania nóg nad torbami i znoszeniem nienawistnych spojrzeń stojących pasażerów. Siłą rzeczy lepiej było siedzieć na tyłku. Droga jednak długa, kilkanaście godzin w jednej pozycji, trudna do wytrzymania. Najgorzej miała moja kuzynka, która podczas swojego najbardziej legendarnego skoku do wody (z dzikim okrzykiem „Fus ro dah!”) zerwała sobie więzadło krzyżowe i bez kul się nie ruszała. I tak jedziemy.
Zmieniałam często pozycję. Wszyscy generalnie leżeliśmy w najdziwniejszych kombinacjach, coby kończyny rozprostować. W pewnym momencie leżałam w półkłębku, z tyłkiem do góry. Od dłuższego czasu czułam zbierające się gazy. Ale to nic, myślałam. Przejdzie. Przecież nie będę się cisnąć. A gazów było coraz więcej.
Ktoś mówił coś śmiesznego, zaciskałam poślady, dawało radę. Ha, ha, hi, hi, he, he, ho, ho, wszystko wytrzymywałam.
Nagle się zamyśliłam, odpłynęłam na chwilę, ludzie przestali mówić, wszyscy totalny relaks... I nagle jak pociąg nie podskoczył na jakiejś nierównej szynie, w jednej chwili z mojego wystawionego do góry tyłka wydarł się najgłośniejszy i najbardziej przeciągły pierd w całym moim życiu. Leżałam z twarzą ściągniętą grozą, bezradnie próbując to powstrzymać, ale nic...
W jednej chwili przedział opustoszał.
Nigdy nie zapomnę spojrzenia mojej kuzynki, która została ze mną. Chcąc nie chcąc. W milczeniu.

#0AjGS

Większość mojej wiedzy na temat edukacji seksualnej muszę brać z anonimowych. Brzmi to głupio, ale są takie rzeczy, które nawet nie myślałabym, żeby wpisać nawet w wyszukiwarkę, a w szkole na WDŻ wolą mówić o papierosach i o pierwszej miesiączce. To anonimowe uświadomiło mnie, że zarazić choroba weneryczną można się nawet robiąc loda bez prezerwatywy. Ale ostatnio moja złość na wychowanie seksualne w szkole wzrosła.

Wyczułam mały guzek w piersi, jako że to była już późna godzina stwierdziłam, że mamie powiem rano i umówię się do ginekologa, ale sama posprawdzałam w internecie parę rzeczy. I tu się zaczyna – przeczytałam tyle rzeczy o piersiach, o których powinno się mówić w szkole, a tam nawet boją się powiedzieć słowo „pierś”.
Wiem, że to trochę zaniedbanie z mojej strony czy rodziców, ale no od czegoś jest te parę godzin WDŻ.
Dodaj anonimowe wyznanie