Mieszkałam na przedmieściach i jedyna droga do domu prowadziła przez kiepsko oświetlony odcinek drogi wzdłuż parku. Było późno, szłam ze słuchawkami na uszach. W pewnym momencie zaniepokojona zbliżającym się, kompletnie ciemnym odcinkiem drogi, zatrzymałam się pod ostatnią działającą latarnią i zdjęłam słuchawki, by w razie czego chociaż słyszeć ewentualne zagrożenie. Scena jak z horroru. Zatrzymuję muzykę, ściągam słuchawki i słyszę hałas głośnych kroków, a raczej biegu. Ktoś w tym mroku biegł w moją stronę, był już blisko! Słyszałam ciężki, męski oddech... Oczami wyobraźni widziałam zakrwawionego zwyrola z siekierą w ręku. Nie wiedziałam co robić, bo wokoło zero żywej duszy ani nawet krzaków przy drodze. Szykowałam się do ucieczki, gdy nagle w świetle latarni pojawiła się spocona twarz młodego mężczyzny, który na kompletnym lajcie biegł sobie truchtem w dresiku i oczywiście ze słuchawkami na uszach. Gdy nagle zauważył mnie, bladą i przerażoną, sam się wystraszył i omal nie przewrócił, odskakując na bok.
No cóż, oboje najedliśmy się strachu :D
Dziś klient zrobił mi awanturę, bo nowa wymagająca gra nie działała na jego antycznym komputerze. Musiałem go przeprosić i przyjąć zwrot. Ktokolwiek wymyślił zdanie „klient ma zawsze rację” powinien zostać postrzelony, później przejechany przez autobus i postrzelony jeszcze kilka razy.
Moi rodzice „zginęli w wypadku samochodowym”, gdy miałam dwa latka. W związku z tym trafiłam do adopcji, a następnie do nowej rodziny w wieku 4 lat.
Teraz mam narzeczonego, świetną pracę i wyprowadziłam się na inny kontynent. Planujemy ślub, ogólnie myślałam, że prowadzę spokojne życie. O, jak bardzo się myliłam... Niedawno okazało się, że moi rodzice żyją, a w tym jakże uroczym żarcie pomogli im moi wujkowie. Motyw jeszcze nie jest mi znany, i chyba nawet nie chcę go znać.
Przez całe moje życie byłam okłamywana, a ci ludzie (biologiczni rodziciele) udają, że wszystko jest w porządku.
Poznałam świetnego faceta i jesteśmy razem szczęśliwi.
Problem w tym, że moja rodzina go nie akceptuje. Dlaczego? Bo rzucił szkołę i nigdy nie poszedł na studia. Ma pracę itp., po prostu nie ma wyższego wykształcenia.
Ciekawostka: nie pochodzę z „wykształconej” rodziny. Ani rodzice, ani bracia nie mają wyższego wykształcenia. Ja jestem pierwszą osobą, która poszła na studia.
Chciałbym opisać pewną głupią rzecz w mojej szkole.
Jako że jest to „szkoła przyjazna dla ucznia”, nauczyciele nie mogą wystawiać ocen z minusami, bo to „demotywuje” ucznia. Dlatego są oceny np. 4 i 4+. Super, co? Nie.
Dzięki takiemu świetnemu systemowi nauczyciel nie może wstawić oceny z odpowiedzi 4-, bo to jest niezgodne z regulaminem, ale za to może wystawić ocenę 3+, która jest „lepsza” i „zmotywuje” ucznia do dalszej pracy.
Opiszę tu historię, która mi się zdarzyła w tamtym roku. Byłam z córką w Krakowie kilka dni (pozwiedzać, spotkać ze znajomymi i rodziną). Tego dnia już miałyśmy wracać do domu. Przed wylotem chciałyśmy jeszcze zrobić jakieś małe zakupy.
Moja córka uwielbia dziwne rzeczy (typu bransoletki z oczami lub inne tego typu rzeczy). I znalazła taki sklepik, a że ona potrafi godzinami wybierać, to ja stwierdziłam, że poczekam na zewnątrz. Siedzę sobie więc tak na schodku przed jakimś sklepem, zamyślona, zmęczona. Wyglądałam pewnie na smutną, bo w którymś momencie podchodzi do mnie facet, z wyglądu bezdomny, i pyta: „Coś się stało? Potrzebujesz pomocy? Potrzebujesz kasy?”. Ja odpowiadam: „Nie, wszystko OK. Jestem tylko zmęczona”. Pan jeszcze mi powiedział, że stoi pod kościołem mariackim i jakbym czegoś potrzebowała, to mam się do niego zgłosić i on mi ogarnie spanie itd.
Muszę powiedzieć, że się naprawdę wzruszyłam... Obcy gość, bezdomny żebrak, zapytał mnie, czy wszystko u mnie OK. A wzruszyłam się, bo byłam ponad 10 dni u rodziny i nikt mnie nie zapytał, czy u mnie wszystko w porządku, wszyscy gadali tylko o swoich problemach. Akurat nie czułam się za dobrze w tym czasie, bo bardzo przeżywałam śmierć mamy, ale nikt nawet mnie nie zapytał, czy daję sobie z tym radę.
A tu obcy chłop wykazał więcej empatii niż moja własna rodzina.
Ponad dwa lata temu urodziłam córkę. Leżałam na dwuosobowej sali, przedzielonej na pół kotarą przez całą długość.
Pewnego dnia moją współlokatorkę odwiedził mąż z trójką dzieci (czwarte właśnie urodziła). Dzieciaki w wieku szkolnym, rozbiegane, rozgadane. Do tego mąż, który zamiast pobyć z żoną i nowo narodzonym dzieckiem, przez cały czas gadał z kimś na Skype w telefonie... U mnie była akurat pora karmienia, a jak na złość jeden z dzieciaków co chwilę zaglądał do mnie pod tą kotarą. Rodzice oczywiście mieli to w dupie... Za którymś razem wysyczałam do niego, tak by nikt oprócz nas tego nie usłyszał: „I na co się kurwa gapisz, gówniarzu?”.
Więcej nie zajrzał...
Śpiewałam kiedyś w chórze kościelnym.
Było Triduum Paschalne. Wielki Piątek, tak dokładnie. Koniec liturgii, Jezus umarł na krzyżu. Śpiewamy (jak zawsze w Wielki Piątek) „Odszedł Pasterz nasz, co ukochał lud...”. Byłam już strasznie zmęczona trzygodzinnym śpiewaniem i rozmarzyłam się, co to ja sobie zjem w niedziele na śniadanko. No i tak myślę, i myślę, pasztecik, kiełbaska, same pyszności...
No i tak się rozmarzyłam, że z tej wielkiej miłości do pasztetu, zaśpiewałam: „Odszedł pasztet nasz, co ukochał lud...”. Oczywiście jak to ja, dostałam potem gigantycznej głupawki, a przypominam, że śpiewałam do mikrofonu!
Tak że morał z tego taki, żeby nie śpiewać, kiedy jest się głodnym...
Wczoraj rano przez przypadek usłyszałam, jak tata rozmawia przez telefon. Wolałabym wtedy spać i nic nie wiedzieć. Tata mówił: „Kochanie, wpadnę dzisiaj po ciebie pod szkołę, a później...”. A mówił mi, że tego dnia nie będzie mógł mnie zawieźć na korepetycje, bo ma dużo spraw na mieście.
Ciągle o tym myślę. Jestem już dużą dziewczyną. W sumie nawet chciałabym mieć siostrę... To o niebo lepsza myśl niż to, że być może mój 47-letni ojciec ma kochankę, która pewnie nie jest wiele starsza ode mnie.
Nikomu o tym jeszcze nie powiedziałam, czekam na okazję.
Będzie krótko, może dziwnie – to mój mały sekrecik, o którym nikt nie wie.
Lubię patrzeć, jak kobieta wypróżnia się w toalecie. Codziennie przynajmniej kilka razy oglądam filmiki o takiej tematyce. Kręci mnie to jeszcze bardziej niż jakieś nagie, seksowne ciałka.
Tak, chyba jestem dziwny.
Dodaj anonimowe wyznanie