#6LaXK
Po latach widzę, jak to wyglądało. Ona: „zły policjant”, krzyczący, że nieposprzątane, że lekcje, że oceny, że gdzie się włóczysz... On: bohater wracający po tygodniu z torbą cukierków (pracował w większym mieście lub za granicą).
Niestety nie mam z matką więzi, nie jest dla mnie kochaną mamą i choć rozumiem, dlaczego była oschła, zimna, to nie wywołuje u mnie ciepłych uczuć. Wydaje mi się, że nigdy w życiu nie rozmawiałyśmy – zawsze to był jej monolog, wręcz rozkaz, do którego muszę się dostosować. Aż nie wyjechałam na studia, potem praca, własna rodzina. Nawet teraz próbuje mi rozkazywać, natomiast na tyle rzadko jestem w domu rodzinnym, że mało mnie to dotyka.
Mamie z roku na rok jest gorzej. Nerwica, depresja, siadające również zdrowie fizyczne i mamy kłębek nerwów, z którym jeszcze trudniej się dogadać.
Boję się, że już niedługo moja matka będzie potrzebować opieki i to spadnie na mnie. Nie mam tyle kasy, żeby zapłacić za pielęgniarkę/oddać do przyzwoitego domu opieki, a nie dam rady sama, każdego dnia, znosić jej humorów, jej jedynie słusznych opinii, cichych dni i nie wiadomo czego jeszcze.
Piszesz, że masz kilkoro rodzeństwa, a to po części rozwiązuje problem. Jeżeli Twoja matka trafiłaby do Domu Opieki - koszty utrzymania rozłożą się na Was wszystkich na podstawie ustawy o pomocy społecznej. Chyba, że któreś z rodzeństwa byłoby wyłączone z opłat z racji zbyt niskich dochodów. Optymistycznie zakładając, że tak nie jest, nie płaciłabyś wówczas całości tylko jakiś ułamek z tego.
Poza tym może warto też pogadać z rodzeństwem. Może któreś z nich ma wystarczające możliwości, żeby zaopiekować się mamą.
A ja się zastanawiam czy w takie sytuacji tez może warto choć raz spróbować porozmawiać z mamą - powiedzieć jej, że trudno się z nią utrzymuje kontakt przez agresywną komunikację, żeby poszła do lekarza jeśli ma nerwice, bo chciałaby mieć mamę, którą można porozmawiać, a nie tylko słuchać rozkazów. Pewnie jest duża szansa, że to się odbije od matki jak kauczuk, ale jest też cień nadziei, że mama się weźmie za siebie.