#SJhiB
Przez siedem lat byłem tatą dla tej dziewczynki. Nie myślałem o tym, co było, chciałem po prostu być dobrym ojcem.
Kilka tygodni temu wszystko runęło po raz drugi. Żona ponownie mnie zdradziła. Tego już nie jestem w stanie wybaczyć. Decyzja o odejściu jest ostateczna i nieodwołalna. Ale pojawił się problem, który spędza mi sen z powiek – Marcelina. To nie jest moja biologiczna córka, a ja teraz stoję przed widmem alimentów na cudze dziecko. Z jednej strony czuję się oszukany i wykorzystany, z drugiej – przez 7 lat byłem jej ojcem.
Nie wiem, co mam robić. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak z tego wybrnąć, nie tracąc wszystkiego, ale też nie dając się zniszczyć do końca ?
To już jest Twoje dziecko po tych 7 latach. Oczywiście możesz zrobić testy na ojcostwo, które potwierdzą to, co już wiesz i dzięki temu nie płacić alimentów, ale to dziecko ma 7 lat, pamięta Cię, dla niej jesteś ojcem i złamiesz jej w ten sposób serce. Gdyby to była dwulatka, to jeszcze by Cię nie zapamiętała, ale w wieku 7 zniszczysz jej psychikę. To co możesz zrobić to dogadać się z przyszlą byłą żoną - alimenty nie muszą być zawsze ustalone w sądzie. Zbierz sobie dowody jej zdrady, zrób rozwód z jej winy (żebyś jeszcze na nią nie musiał płacić alimentów i dla dodatkowego argumentu dla potencjalnych roszczeń), a co do alimentów się dogadajcie między sobą. Jak powiecie w sądzie, że się dogadaliście, to nie zasądzą Ci alimentów (mój mąż tak zrobił z byłą żoną, bo byli w stanie się po ludzku dogadać, a nie chciał miec obniżonej zdolności kredytowej). Pamiętaj, że alimenty to nie tylko koszty utrzymania dziecka, to też ekwiwalent opieki, której nad dzieckiem nie pełnisz. Możesz się więc dogadać z żoną, że będziesz się więcej opiekować Młodą i w zamian za to w ogóle nie płacić alimentów albo płacić znacznie niższe. Możecie sobie zrobić opiekę naprzemienną, jeśli chcesz. Twoja więź z tym dzieckiem nie uległa przecież zmianie i dla niej dalej jesteś ojcem. Jeśli Twoja przyszła była żona nie będzie chciała się dogadać, zawsze możesz jej powiedzieć, że albo się dogadujecie albo robisz testy na ojcostwo i żadnych alimentów nie będzie. Albo dopóki była żona nie utrudnia Ci kontaktów z Młodą, zrób ten test na ojcostwo i wykorzystaj jako dowód zdrady w sądzie, a co do Młodej i tak się dogadajcie. Wtedy już w ogóle to dogadanie będzie kwestia tylko Twojej dobrej woli. Zostałeś skrzywdzony, popełniłeś błąd ufając po raz drugi i to są niestety konsekwencje tego błędu (szkoda, że za takie błędy się płaci na ogół znacznie wyższą cenę niż za bycie nieuczciwym tak jak to widzisz po swojej przyszłej byłej), ale niech chociaż dziecko nie ponosi tych konsekwencji
A, no i przede wszystkim - zanim zaczniesz działać idź do prawnika, niech Cię w tym wszystkim poprowadzi
"To co możesz zrobić to dogadać się z przyszlą byłą żoną - alimenty nie muszą być zawsze ustalone w sądzie"
Jedna uwaga: alimenty muszą być albo ustalone przez sąd albo ustalone między rozwodnikami w tzw. planie wychowawczym, ale i tak przyklepane przez sąd.
KRiO Art. 58 § 1:
W wyroku orzekającym rozwód sąd rozstrzyga o władzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem obojga małżonków i kontaktach rodziców z dzieckiem oraz orzeka, w jakiej wysokości każdy z małżonków jest obowiązany do ponoszenia kosztów utrzymania i wychowania dziecka. Sąd uwzględnia pisemne porozumienie małżonków o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem po rozwodzie, jeżeli jest ono zgodne z dobrem dziecka. (...)
Jak nie Twoje dziecko, jak Twoje. Świadomie ją adoptowałeś/przysposobiłeś od samego początku wiedząc, że ma innego ojca. Albo faktycznie ją kochasz i dalej traktujesz jak swoją, albo jej nie kochasz i rozpoczynasz proces udowadniania, że dziecko jest ze zdrady.
Rozwód zawsze powinien być z partnerką/partnerem, a nie z dzieckiem. Bo raz jeszcze, zupełnie świadomie "adoptowałeś" Marcelinę, więc jak możesz mówić, że jest cudzym dzieckiem?
Przepraszam za kłopot, czy ktoś wie czy jest opcja, żeby pan autor dostał prawa rodzicielskie? Bo jakoś nikt w ogóle o tym nie wspomniał. Jest tylko "nie chcę płacić alimentów" albo "zrób tak i tak, żeby nie płacić". Ale w ogóle nikt nie wspomina, że skoro to oficjalnie jego dziecko i też właśnie w jego sercu to też jego dziecko to może je po prostu weźmie do siebie i sprawa alimentów sama się zamknie, bo to ta zdradzająca pani będzie musiała płacić. Chyba, że wtedy ona każe zrobić test, ale jak z testu wyjdzie, że nie jego to też się załatwi kwestia alimentów. A też można pogadać z prawnikami, psychologami i może uda się ustalić, że z nim będzie małej lepiej i wtedy win-win, dziecko u niego i alimenty też on dostanie.
Oczywiście, że może starać się o pełną lub naprzemienną opiekę nad dzieckiem (bo prawa rodzicielskie już ma). Ale dobrze zwróciłaś uwagę na to, że jemu to nawet do głowy nie przyszło.
Wydaje mi się, że autor nie chce wcale dziecka. Jeśli będzie starał się o opiekę, a żona z jakiegoś powodu nie wniesie o badanie DNA, żeby dziecko zatrzymać, to autor będzie miał "problem". Ryzyko jest zbyt duże. ;)
Jeśli dziecko zostało przysposobione, nie ma żadnej różnicy prawnej do dziecka, hmm... naturalnego?
Mnie też wydaje się, że autor zrezygnował zarówno z partnerstwa jak i ojcowstwa. O ile to pierwsze jest zrozumiałe, o tyle to drugie już nie.
@upadlygzyms
Podejrzewam, że po prostu załatwili to między sobą i zarejestrowali dziecko pod jego nazwiskiem, więc w świetle prawa dziecko zawsze było jego.
Ale wyobraźcie sobie, gdyby ludzie, którzy adoptowali dzieci, po rozwodzie regularnie rezygnowali z rodzicielstwa... Eww.
Ohlala prawnie to oni w sumie nic nie musieli robić, bo byli małżeństwem, a polskie prawo jest tak skonstruowane, że mąż zostaje z automatu uznany za ojca. Z tego co kojarzę to chyba nawet działa do jakiegoś czasu po rozwodzie, do roku chyba. Ale tego ostatniego nie jestem pewna
@anonimowe6692
Tak, używam słów "przysposobienie/adopcja" w komentarzach, żeby jednak uświadomić autorowi, że to działa w tych kategoriach, a nie "obce dziecko".
Daleko mi od twojej sytuacji, ale zadaj sobie pytanie czy czujesz się tatą Marceliny? Czy pokochałeś ją? Dzieliłeś z nią jej smutki i radości, zbite kolano, pierwszy śmiech, pierwsze słowo, pierwszy dzień w przedszkolu, fochy dwulatkowe? Jeśli nie, nie ma międz wami więzi, to masz spokój. Ale jeśli tak, to dlaczego chcesz teraz wyciągać dziecku spod nóg kolejny filar na którym opiera się jego świat? Pamiętaj! Jeśli chcesz się odegrac, to odgrywaj się na żonie, ale nie na dziecku, które niczym nie zawiniło.
Podjąłeś w przeszłości bardzo nieracjonalną decyzję, najprawdopodobniej zignorowałeś palące się wewnątrz czerwone lampki, a teraz przyszedł za to rachunek.
Prawdą jest, że biologicznie nigdy nie było i nie będzie to Twoje dziecko, jednak jesteś jej ojcem, nie byłeś, jesteś. Nie chodzi mi tu o te bzdety typu: nie ważne kto spłodził, ważne kto wychował ani o to kim to jesteś w świetle prawa, ale po prostu w głowie tej małej, jesteś znaczną częścią fundamentu jej świata. I jest to wynik Twojej decyzji z przeszłości. Nie możesz powiedzieć, że nie wiedziałeś. Nie masz żadnej dobrej wymówki. Przyjąłeś tą odpowiedzialność.
Powinieneś był ewakuować się w momencie, w którym dowiedziałeś się o zdradzie. Wybaczenie jej nie służyło Ci w żaden sposób, nie rozumiem dlaczego to zrobiłeś, ani jak zwalczyłeś swój wewnętrzny instynkt i zdecydowałeś się wychowywać cudze dziecko, które dodatkowo każdego dnia przypominało Ci o zdradzie żony.
Moim zdaniem jedynym rozsądnym wyjściem jest odejście, bo nie możesz już koegzystować z byłą. Jednocześnie spróbuj zawalczyć o relację z dzieckiem, bo przywiązanie z żadnej ze stron raczej nie zniknie w wyniku tego, że matka jest kurwą.
Co do alimentów - nie wiem co Ci doradzić. To nie Twoje dziecko, ale czy zaprzeczyłeś ojcostwu? Wydaje mi się, że nie. Podjąłeś się wychowania tego dziecka, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Z drugiej strony, skoro Twoja żona nie potrafiła docenić tego, co zrobiłeś, nie wydaje mi się, by zrzucanie na Ciebie kosztów finansowych było fair. Żyliście razem w porozumieniu, utrzymywałeś dom, ona jednak to porozumienie zerwała zdradzając Cię po raz kolejny.
Mówię z punktu widzenia moralności, prawnie raczej alimentów nie unikniesz, choć nie wiem, prawnikiem nie jestem. Niestety, dałeś się wykorzystać i zrobić z siebie bankomat.
Jeśli masz jak, to walcz, ale najlepiej tą walkę zacznij od porady prawnej, a nie wyznania na anonimowych. To dzięki tej poradzie dowiesz się w ogóle jakie masz możliwości.
Powodzenia.
Nie można uzależniać prawa dziecka do alimentów od zachowania matki. Aby uniknąć alimentów musi starać się o pełną lub naprzemienną opiekę nad dzieckiem (ale przy naprzemiennej również alimenty mogą wystąpić, jeśli są duże różnice w zarobkach), albo udowodnić, że dziecko nie jest jego.
Autor musi tylko sam przed sobą przyznać, czy kocha dziecko, czy jednak zaakceptował dziecko, bo chciał być z żoną (co również uważam za głupotę, zdrad się nie wybacza). Z wyznania dosyć jasno wynika, że autor uważa dziecko, które przysposobił, za obce i na anonimowych głównie szuka potwierdzenia, że dobrze robi.
Do komentujących: jedno prawne ale. Autor _nie przysposobił_ dziecka. On jest prawnie ojcem biologicznym. O ile nic się nie zmieniło, dziecko pochodzące z małżeństwa i urodzone do 270 dni po jego ustaniu jest traktowane jako dziecko małżonka. I w akcie urodzenia dziecko ma wpisane jako ojca autora wpisu.
Dwa: z zaprzeczaniem ojcostwa będzie kicha. Bo, owszem, dałoby się od biedy "wzruszyć termin", gdyby autor właśnie się dowiedział. Ale on wie od czasu ciąży i nie przeszkadzało mu to.
Do autora: rozumiem emocje. Ale ewentualne alimenty będziesz płacił na _swoje_ dziecko. Uznałeś je, kochałeś, wychowywałeś. A teraz, jak Ci małżeństwo się sypie, chcesz się zasłaniać genami i rozwieść z dzieckiem? Idź do dobrego prawnika od rodzinnego, ale cokolwiek postanowisz, nie karz dziecka za decyzje rodziców.
Po 7 latach jesteś już jej ojcem. Taką podjąłeś decyzję i wyparcie się tego teraz byłoby tylko nie fair wobec dziewczynki.