Gdy byłem mały, zamiast śpiewać „Chwała na wysokości”, śpiewałem „Chwała na wyspie kości”. Wyobrażając sobie górę z kości.
Gdy miałem 9 lat, dowiedziałem się jak jest naprawdę.
Od prawie 4 lat jestem w szczęśliwym związku z cudownym mężczyzną, od ponad 2 lat mieszkamy razem. Ważne jest, że kiedy się poznaliśmy, on mieszkał za granicą, wrócił do kraju ze względu na mnie. Kiedy już wrócił i razem zamieszkaliśmy, długi czas nie mógł znaleźć dobrej pracy. Ja zarabiałam wtedy całkiem nieźle (zresztą nadal jestem na tym samym poziomie płacy, ta sama firma). Ostatecznie zatrudnił się w dużym zakładzie przetwórczym, pół roku zarabiał najniższą krajową, ale mieliśmy siebie, było nam dobrze. Po czasie zaczął się wybijać, dostrzegli jego chęci i wiedzę (pracował na podobnym stanowisku za granicą), dostał podwyżkę i nasze zarobki się wyrównały. Po kolejnych 6 miesiącach zwolnił się wakat na kierownika jego działu, wysłał aplikację, po wielu rozmowach z działem HR dostał się, został kierownikiem, jego pensja skoczyła dwukrotnie w górę... No i się zaczęło. :)
Początkowo znajomi zaczęli gadać, że jestem z nim dla kasy, no bo przecież zarabia znacznie lepiej niż ja, więc inaczej być nie może. Tłumaczyłam wszystkim, że to niczego nie zmieniło, wszystkie opłaty dzielimy równo po połowie, a reszta pensji to nasza indywidualna sprawa, róbta z nią co chceta. No i nagle zaczęłam być głupia, bo czemu nie ciągnę od niego pieniędzy? Czemu daję na mieszkanie i życie tyle samo, skoro zarabiam mniej? Przecież mogłabym zacząć latać po sklepach, robić zakupy, kupować ciuszki i buciki, biegać na imprezy, och, och, och.
On też swoje słyszał – że stać go na lepszą, że po co się męczy z przeciętną, skoro może mieć taką 9/10... Nieważne, że nam ze sobą dobrze, że dogadujemy się i kochamy, nie, każde z nas jest głupie, bo coś tam.
Zastanawiam się, czemu ludzie zaglądają innym w rachunki i portfele? Czemu tak bardzo uprzykrzają komuś życie tylko dlatego, że poprawiła im się sytuacja finansowa, która zresztą nie była zła? Aż mnie trzęsie, jak o tym myślę.
PS Ze „znajomymi” kontakt urwaliśmy, bo żal na takich było ryja strzępić.
Dla wyjaśnienia: to, że opłatami dzielimy się po połowie, to moja decyzja, jestem z nim dla niego, nie pieniędzy, a poza tym jestem nauczona, że nie ma nic za darmo – jak chcesz coś mieć, to musisz na to zarobić i zapłacić.
Postanowiłem rzucić palenie. Pisząc to wyznanie, nie palę szósty dzień. Chcica nadal jest, ale szkoda mi zmarnować te dni, które przetrwałem bez papierosa, żeby sobie teraz zapalić, walczę dalej!
Spotykam się dłuższy czas z człowiekiem po przejściach. Mądry, kumaty, troskliwy, ogólnie jest OK. Ma dziecko, płaci alimenty. Przed rozwodem wziął kredyt na mieszkanie. Mieszkanie jest wyłącznie jego i tylko on płaci kredyt. Nasz związek jest w porządku, jest ogień i miłość, tylko w jednej kwestii się nie potrafimy porozumieć – kwestii finansów.
Kwoty przykładowe: Zarabia 5000. Alimentów ma 2500, kredyt 2000, więc na życie zostaje ok. 400 zł. Mieszkanie jest na etapie generalnego remontu – gołe ściany, bez kafelek, podłóg, mebli i sprzętów. Mieszka tymczasowo u rodziców, a jako że nie ma pieniędzy, rodzice go wspierają – je obiady, dołożą do rachunków, pożyczą pieniądze. Odkąd się znamy słyszę, że to przejściowe problemy, bo on dorobi, tylko tu sprawa w sądzie o podział, tu o alimenty, a tu bank coś chce do kredytu. Pełno wymówek na temat tego, że od 2 lat tak żyje i dorobić nie chodzi. Na początku mówię OK, ja go nie utrzymuję, jak się ogarnie i pokończy sprawy, to dorobi. Ale czas mija, a on o tym ani myśli. Jest mu wygodnie i nie chce nic zmienić.
Zaproponował mi wspólne mieszkanie. Żeby mieszkać, trzeba mieszkanie wykończyć. Poprosił, żebym ja to opłaciła, bo on nie ma. OK, ale podpisujemy umowę, że w razie czego oddaje to, co włożę. Zgodził się. Trochę tam kupiliśmy i wyszedł temat utrzymania. Pytam, kiedy dorobi i za co będzie żyć. On twierdzi, że płaci kredyt, więc ja rachunki i jedzenie. Ale halo, kredyt jest twój na twoje mieszkanie. Ale on nie ma. Więc idę i go utrzymuję albo sprzedaje mieszkanie i zostaje u rodziców.
On chce, żebym ja płaciła za wszystko – jedzenie, rachunki, życie – za niego i wykończyła mieszkanie, bo on nie ma, a w pracy mu wygodnie i jej nie nie zmieni. Tłumaczę, że nie będę utrzymywać dorosłego, zdrowego chłopa, a nawet jakbym chciała, moja wypłata nie wystarczy. Ja na siebie swoje pieniądze mam, on ma utrzymać sam siebie – jak grochem o ścianę. Bo przecież: „Mam pracę, co zrobię, że mało płacą”. Co tydzień kłótnia: „Chodź, mieszkajmy”, ja swoje argumenty, on załamany, bo nie ma kasy, później, że on rozumie i pójdzie dorabiać, później się pogodzimy, tydzień spokoju i potem na nowo: „Chodź, mieszkajmy”. Ja swoje, on swoje i tak w kółko od pół roku. Jakby myślał, że kolejna kłótnia sprawi, że ja zgodzę się go utrzymywać za możliwość mieszkania z nim w jego mieszkaniu. Mieszkaniu, które trafi do jego dziecka, z którym nie mam nic wspólnego.
Ja rozumiem, że mu ciężko, że spadło na niego wiele wydatków i nie umie sobie z tym poradzić. Rozumiem, wspierałam, dawałam pieniądze. Ale ile to ma trwać, do końca życia będzie siedział i jęczał? Ja pracuję po 8 godzin, a on ma dużo więcej wolnego niż ja. Ma możliwości dorobić, ma gdzie, nie musi dużo, ten tysiąc-dwa, wystarczyłyby chęci, ale on tych chęci nie ma i woli to zrzucić na mnie. I udaje, że nie rozumie, o co mi chodzi. Dogadujemy się we wszystkim, wspieramy, ale te pieniądze to jest taki głaz między nami, że nie wiem co myśleć.
Czy to ja przesadzam, czy to on jest nienormalny i myśli, że znalazł sponsora?
Nienawidzę swojej pracy, jestem wypalona zawodowo, mam depresje i odwróciłam się od znajomych, żeby nikt mnie nie pytał co u mnie, jak w pracy. Problem jest w tym, że i tak wkładam w nią całe swoje serce, jestem perfekcjonistką i wymagam tego od innych. Co kończy się bólem głowy i przesypianiem każdej chwili przed i po pracy.
Nie rozumiem jednak jednej rzeczy - dlaczego pracodawcy bardziej cenią sobie pracowników, którzy ściemniają w obowiązkach i rozmowach? Którzy nie zrobią nic więcej, niż się od nich wymaga ? Czy wy naprawdę jesteście tacy zaślepieni i nie potraficie przejrzeć osób, z którymi pracujecie?
Jakie jest wasze najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Pytam, ponieważ jestem ciekaw, czy ktokolwiek ma sytuację podobną do mojej.
Moje najwcześniejsze wspomnienie pochodzi z dosłownie tygodnia po moich narodzinach. Wiem doskonale, że to fizycznie, biologicznie i chemicznie niemożliwe, jednak jakimś cudem nadal pamiętam jedną rzecz.
Moment, w którym pojawiłem się po raz pierwszy w domu. Pamiętam, że nie rozumiałem zupełnie, co to za nowe miejsce i gdzie podziało się wielkie białe pomieszczenie, w którym żyłem całe swoje dotychczasowe życie. Wszystko wydawało mi się bardzo małe i strasznie brązowe. Pamiętam również, że bardzo raziło mnie słońce, ponieważ promienie odbijały się od drewnianej podłogi - zjawisko, z którym się nie zetknąłem w szpitalu.
Oczywiście jest to bardzo mgliste wspomnienie, nie mam w głowie żadnego konkretnego obrazu, ale z jakiegoś powodu pamiętam uczucia towarzyszące pojawieniu się w domu. Jak to jest możliwe?
Moja babcia to cwana osoba. Gdy ścinałam włosy z długich "na chłopaka", jako jedyna mnie wspierała. Gdy wróciłam do domu, pierwsze co powiedziała to "Gdzie włosy?". Pokazałam jej 50 cm ściętych włosów. Powiedziała, że łysieje i przydałaby jej się peruka, a te włosy są na nią idealne. Wyrwała mi je z ręki.
Osobiście miałam plan oddać je na fundację, więc odmówiłam podarowania ich babci. Zabrałam z powrotem, zapakowałam i wysłałam. Gdy wróciłam z poczty (bałam się, że babcia może mi je ukraść), zobaczyłam ją rozryczaną, dzwoniącą po całej rodzinie i odpowiadającą niestworzone historie (jak to niby miałam ją pobić). Teraz wszyscy wieszają na mnie psy (ale nikt babci nie zabierze), a ona sama dolega oliwy do ognia, pojawiając się codziennie w szpitalu na badania.
Mówi, że przez stres musiało podnieść jej się ciśnienie i na pewno umrze. Oprócz tego zatruwa mi życie na wszelkie możliwe sposoby. Miesza notatki, wyjmuje spakowane rzeczy z torby, gdy nie patrzę, podbiera pieniądze i jedzenie, bałagani w pokoju. A moja fryzura "jest ohydna, ale chciałam dostać włosy".
Zawsze gdy widzę Januszy z wystającym spod T-shirtu bębnem, wyśmiewających się ze skądinąd niebrzydkich, ale pełniejszych kobiet, zalewa mnie krew. Podobnie jak wyśmiewanie lub niezrozumienie osoby szczuplej, która jest w związku z osobą z nadwagą.
Mam wspaniałą dziewczynę, która ma piękny uśmiech, jeszcze piękniejszą duszę, która chciała być ze mną nawet wtedy, jak nic nie miałem, gdy jeździłem do niej autobusem, a nie samochodem, i która waży o 10 kg więcej ode mnie. Ileż to razy słyszałem od znajomych, że stać mnie na lepszą dziewczynę, i tu zachodzi pytanie: czy nadwaga czyni kogoś gorszym? Czym mamy się kierować w życiu, jak nie miłością?
Niestety wychodzi na to, że ludzie szukają sobie partnera, tak jak szukają dla siebie dżinsów – „musi do mnie pasować i muszę się w nich podobać innym” – a chyba nie tędy droga. Kiedyś też wybierałem kobiety względem moich oczu i niestety, znalazłem „swój ideał”. Skończyłem jako młody rozwodnik, z kredytami i długami na koncie. Teraz wiem, czym jest miłość i wiem, co to znaczy być kochanym. I jestem z tego powodu bardzo, bardzo dumny. Nie chcę „lepszej” dziewczyny, choć wiem, że mógłbym mieć jeszcze niejedną.
Całe życie myślałam, że nie mam talentu... a jednak mam. Umiem bezbłędnie naśladować hejnał mariacki :D
Miało to miejsce kilka lat temu, jeszcze za czasów pracy w popularnym sklepie z robalem.
Pracowałam na kasie, godziny poranne, co istotne albo może niekoniecznie, miałam krótko obcięte, fioletowawe włosy. Przyszła kolej na ;ana w wieku emerytalnym o niezwykle ciepłym uśmiechu - wiecie, jak się patrzy na takiego dziadzia, to do głowy przychodzi wizja drewnianego domku, wnuczków wokół i ciepłego, rodzinnego ogniska.
Kasuję produkty, przychodzi do rozliczenia, nagle słyszę:
- Ma pani bardzo ładny kolor włosów!
Ja w sumie taka radosna, nieczęsto dostaje się komplementy od randomowych ludzi (a przynajmniej ja), z uśmiechem mu dziękuję i wydaję resztę. Dziadzio odpowiada:
- Chciałbym zobaczyć, czy tam na dole też ma pani taki sam.
Puenty nie ma.
Dodaj anonimowe wyznanie