Droga jest pełna chamów i buraków. Tak się złożyło, że pracuję w stałym miejscu, 7 km od domu. Samochodem jeżdżę przez zimę, w kiepską pogodę lub gdy muszę jechać gdzieś dalej lub na zakupy, bo zazwyczaj więcej stoję w korku, niż jadę. Komunikacji miejskiej szczerze nienawidzę, więc doszedłem do wniosku, że najrozsądniejszym środkiem transportu jest rower, ale oczywiście nic nie jest takie piękne w Cebulandii. Nie ma żadnego dnia, w którym jakiś baran za kółkiem nie wpieniałby mnie. Mam świadomość, że rowerzyści też są przeważnie denerwujący i czasem pchają się tam, gdzie nie powinni. Sam lubię też zasuwać autem, ale niektórzy po prostu jadą po bandzie, zasuwają 100 km/h przez miasto, wymuszają pierwszeństwo, wpychają się na chama, gdzie się da, a jak jedziesz obok rowerem, to jesteś największym wrogiem, intruzem na jezdni i trzeba cię obtrąbić, a najlepiej zepchnąć do krawężnika. Zauważyłem również tendencję, że im droższy samochód, tym większy prostak za kierownicą. Jeżdżę przeważnie ulicą z kilku powodów, m.in. dlatego, że stan niektórych ścieżek jest opłakany, przechodnie wtryniają się pod koła i o ironio, stoją na niej zaparkowane samochody, więc nie mam innej możliwości niż zjechać na jezdnię. Ale zaraz taki tępak, zamiast jak cywilizowany człowiek wyminąć mnie, musi mnie obtrąbić, zwyzywać od najgorszych i zajeżdżać drogę. Nie mogę tego po prostu pojąć, skąd takie buractwo bierze się na drogach. Czy tacy kolesie mają problem z wykonaniem prostego manewru na drodze, czy czują się tak cudownie, mogąc sponiewierać jakiegoś pedała (tak raz zostałem nazwany) na rowerze? Bo wnerwia mnie to już niesamowicie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Rowerowa święta krowa… sam napisał że nie jeździ ścieżkami rowerowymi, bo ich stan mu się nie podoba. Czyli jak na jezdni będą dziury, to sobie mogę wjechać samochodem na chodnik, albo ścieżkę rowerową? Logika Kalego
Dobrze że się doskonale zaorał samodzielnie :)
Wystarczy, że pojawią się pierwsze oznaki wiosny i już rozgorzewa na nowo odwieczny konflikt na linii kierowcy - rowerzyści - piesi (okolicznie wzbogacany o tych na hulajnogach). Rowerzyści nienawidzą kierowców, kierowcy pieszych i wszyscy (włącznie z rowerzystami) zgodnie nienawidzą rowerzystów.
Ile razy rowerzysta z pełną prędkością wjechał na przejście dla pieszych (obok przejazd dla rowerów oczywiście), ile razy ciął po chodniku wyjeżdżając zza zakrętu...
Droga jest pełna chamów i buraków ze wszystkich stron. Jeśli chcesz, żeby było ich mniej, to zacznij od siebie, bo wszyscy jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego i przeważnie każdy ma coś za uszami.
To wyzwanie jest po to żeby zacząć jeździć po rowerzystach którzy nie jeżdżą po ścieżkach rowerowych?
Tania prowokacja bazująca na stereotypach. Zmotoryzowani jadą po "pedalarzach", to odwrócimy sytuację, może wywołam gówno-burzę.
Słabe.
To prawda, kierowcy nie szanują pieszych i rowerzystów. U mnie w stolicy na szczęście jest sct, ale to tylko półśrodki. Ja bym zakazała wjazdu samochodami do miast (oprócz uberów). Od razu by się poprawiła jakość powietrza
To, że tam tylko przyjeżdżasz pracować, a co weekend jedziesz z powrotem po zapas słoików do swojej wioski, nie upoważnia Cię do mówienia „u mnie w stolicy”.
Warszawiak w życiu by nie napisał nic o zakazie wjazdu dla samochodów, bo zna je, i używa ich od dziecka, a nie jak Ty, zobaczyłaś je po raz pierwszy w życiu jak wyjechałaś ze swojej wioski
@Xenon123 tak się składa że mam mieszkanie w Warszawie (50 m kupione za gotówkę) a do rodzinnego domu jeżdżę parę razy w roku. W stolicy w zupełności wystarczy komunikacja miejska, nie ma potrzeby zanieczyszczania powietrza spalinami
„ tak się składa że mam mieszkanie w Warszawie (50 m kupione za gotówkę)”
:))))
Wszystko jasne - klitka kupiona za dziadkowe hektary :)))
Białołęka czy Wawer?
@Xenon123 Powiśle. I nie za "dziadkowe hektary" tylko za swoje ciężko zarobione pieniądze. Pracuję nieprzerwanie od 18 roku życia, moja rodzina w życiu by mi nie dała tyle kasy