#4uMTp
Teraz jestem w związku z mężczyzną, którego kocham, ale co noc płaczę, kiedy on tego nie widzi i przytulam się do niego najmocniej jak umiem, bo boję się, że jego też stracę za szybko i niespodziewanie. Kiedy on mówi, że boli go brzuch czy jest mu niedobrze, wpadam w panikę i wyobrażam sobie najgorsze scenariusze. Tak samo jest z jego wyjazdami. Nie lubię, kiedy gdzieś jedzie, na przykład do swojego rodzinnego domu. Mam wtedy wrażenie, że już nigdy go nie spotkam, że to było nasze ostatnie spotkanie razem.
Nie wiem, czy to jest normalne.
Halo potrzebny psycholog, bo zadręczysz tym i siebie i swojego faceta również
Bardzo nienormalne
To nie jest nienormalne.
To jest sytuacja, którą można zrozumieć (laska ma swoje powody, dwie śmierci bliskich osób itd) ale jednak nie nazwałabym jej normalną. Znaczy, okej, to dobrze ze się martwi, ale raczej nikt o zdrowych zmysłach przy każdym pożegnaniu nie boi się, że jest to ostatnie spotkanie
A jeśli to jest ostatnie spotkanie? Mądrze jest być gotowym na wszystko. Martwi mnie tylko, że autorka płacze w poduszkę zamiast faktycznie się przygotować.
nie to nie jest normalne. Terapia jest potrzebna
No to znaczy że jednak sobie z tym nie poradziłaś i jest potrzebny psycholog
Po śmierci was obojga będziecie mieli całe mnóstwo czasu dla siebie, choć może być problem z zazdrością wcześniejszych mężczyzn... No i pytanie, czy traficie wszyscy do tego samego miejsca.
Przesadzasz. Znaczy może mu się zdarzyć coś złego, tak jak każdemu człowiekowi jak również i Tobie, ale to nie Ty rozdajesz karty, więc jaki masz na to wpływ?
No niezbyt normalne, zapraszam do nas na oddział
Nie chce mi się już pisać, że potrzebny psycholog, bo potem widzę ujadanie, że każdy tylko psychologa doradza. Także odpowiem tylko, że to nie jest normalne.
może dodaje to cennej pikanterii waszemu związkowi
jak zaczniesz z psychologami to potem będziesz z każdym gównem latała, jak chcesz to możesz sobie zafundować trójkącik: ty mąż i psycholog i dzielenie wszystkiego
po prostu kochaj go (męża nie psychologa) i ciesz się każdą chwilą
każdy z nas może widzieć osobę ostatni raz, więc to jest logiczne, ty bardziej przeżywasz to emocjonalnie, może po prostu zaufaj Bogu, że będzie ok a jak nie jesteś wierząca to może czas zacząć - będzie ci lżej wiedząc, że śmierć nie jest ruletką
poza tym ciesz się każdą chwilą wspólną i żyj jakby to miał być ostatni dzień twojego czy cudzego życia było maksymą niejednego człowieka i zazwyczaj podnosi jakość życia, więc nie jest to wcale takie złe
trzymaj się :D
To jest dziwne trochę.