#4ZBua
Po roku zamieszkaliśmy razem w wynajętym pokoju. Nie było to nic bogatego, ale nam wystarczało. Pomogłem jej znaleźć pracę, wspierałem na studiach, sam też pracowałem i studiowałem. Aż pewnego razu poprosiłem ją o rękę. Potem wróciliśmy do rodzinnej miejscowości. Zaczęło się między nami psuć, głównie przez moją zazdrość – jak się potem okazało, miałem rację. W styczniu zerwaliśmy, ale walczyłem dalej.
Parę dni temu dowiedziałem się, że mnie zdradzała. W mieście – z gościem, który miał narzeczoną w ciąży, a potem małe dziecko. Na wsi – ze swoim byłym. Tego dnia pojechałem do niej, powiedziała mi wszystko. Uderzyłem ją, z bezsilności, bólu i żalu o to wszystko. Potem zmusiłem ją do kontaktu z narzeczoną tego gościa. Zabrałem mu w ten sposób rodzinę i opinię, a Marcie obiecaną na powrót pracę.
Nie żałuję tego, co się stało. Nie żałuję, że zniszczyłem tego człowieka. Zabrał mi ostatni element normalności i mojego świata, a ja mu odpłaciłem. Przez to wszystko przeszedłem trzy próby i jestem na silnych lekach antydepresyjnych. Dzisiaj siedzę w pracy, chce mi się płakać, ale nie mogę. Mam urodziny, ale czuję jakby część mnie już umarła.
W sensie laska ci się puszczała, to samo robiła też swojemu byłemu, więc wiedziałeś w co się pakujesz, ale to jej kolejny kochaś zniszczył ci życie? Aha.
Czyli zerwaliscie, ale ty nadal ja uderzyles za to co bylo kiedys?
Jak ciebie twój, tyle że bez zdradzania.
Byłeś częścią tych roszad, z Tobą też kogoś zdradzała, a teraz masz pretensje do innego mężczyzny, że zepsuł Ci życie. A gdzie pretensje do siebie albo chociaż do partnerki? Dorośnij
Wszystkiego najlepszego!