Moja żona wróciła dzisiaj z pracy z uśmiechem na twarzy. Zjedliśmy wspólnie obiad, podczas którego opowiadała: jak to jeden z jej współpracowników nawalił i stracili dobrego klienta; że siedziała w pracy dwie godziny dłużej, a i tak nie skończyła roboty i wieczór spędzi przy komputerze; jak szef uciął jej przyznaną dzień wcześniej premię, w związku z kosztami wynikającymi ze straty klienta. Mówiąc to wszystko, miała wciąż szeroki uśmiech na twarzy i zrelaksowana popijała jedzenie winem. Zapytałem jej więc, czemu się uśmiecha po tak pechowym dniu, a ona odparła: „Jestem z siebie bardzo dumna, że nikogo nie spoliczkowałam ani nie uderzyłam”.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ale jakbyś to tego wszystkiego obiad przesolił, to by Ci przyfasoliła.
Pewnie twoja ci tak przyfasoliła i dlatego tak pieprzysz pod każdym wyznaniem
Fajne, nawet takie sobie.