Wróciłam ze szkoły okropnie głodna, co rzadko mi się zdarzało. Rzuciłam plecak gdzieś w kąt i poleciałam od razu do kuchni. Zobaczyłam, że na blacie stoi garnek z rosołem i porządną porcją mięsa oraz warzywami, a obok drugi, prawdopodobnie również z zupą, tylko ze bez żadnych dodatków. Myślę sobie ,,Mama pewnie przelała z tego pierwszego do drugiego porcję dla mnie i zapomniała schować". Trzeba zaznaczyć, że często przed odgrzaniem zupy przelewa trochę do innego garnka, a resztę daje do lodówki, by się nie zepsuło. Radośnie więc nastawiłam sobie zupę, dorzuciłam trochę kostki rosołowej, nalałam do miski, dodałam makaronu i zjadłam. Nie zwróciłam uwagi, że ma inny smak - wręcz odwrotnie, było bardzo dobre!
Kiedy mama wróciła z pracy, ja byłam w pokoju. Zawołała mnie i z dziwną miną na twarzy spytała, z którego garnka jadłam zupę. Wskazałam jej, po czym się odwróciłam, a mama zaniosła się dzikim śmiechem. Nie mogła się ogarnąć przez jakieś pół godziny. Kiedy z niej w końcu wyciągnęłam, o co chodzi, okazało się, że zjadłam wodę po gotowanej kiełbasie. Dzięki mamo, za pozostawienie mi smacznego obiadu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jako kucharz zamordowalbym za kostke rosolowa, ale w tym przypadku Cie uratowala;)
Drake, a Ty nie jesteś lekarzem?
Kostka + wywar (podły, ale wywar) + makaron i rosół jak się patrzy :)
fuuuuuj, nie ma to jak osadzający sie tluszcz po kielbasce na powierzchni, bleee :D
HAHAAHA
Noo ładnie :D