Czy wyobrażasz sobie, że tracisz wszystko? Tracisz wszystko, co aktualnie w tej chwili posiadasz, rzeczy materialne, fizyczne, duchowe. Każdy z nas jest świadom, że w ciągu ułamka sekundy za sprawą pstryknięcia palcami może stracić wszystko, może zmienić się całe jego życia. Tylko co gdy zmienia się na gorsze? Co gdy zmienia się w tym kierunku, którego nie oczekiwałeś. Czy zastanawiałeś się kiedyś co wtedy? Zapewne nie, bo nie można sobie wyobrazić czegoś tak bardzo złego.
Ponad dwa lata temu byłem zwykłym chłopakiem. Miałem 17 lat, całkiem dużo znajomych, dobry kontakt z rodzicami - można w sumie powiedzieć, że byłem szczęśliwy... Ba! W porównaniu do dnia dzisiejszego to wtedy byłem super szczęśliwy. Ówcześnie moim największym problemem były 2 sprawdziany z matematyki oraz którego batonika kupić mam sobie w sklepie, ahh nigdy nie lubiłem snickersów....
Jedno pstryknięcie palcami, ułamek sekundy i wszystko legło w gruzach. Mogę podać dokładną datę i godzinę wydarzenia, które zmieniło moje życie bezpowrotnie. Jest to najgorszy dzień, najgorsza godzina i minuta mojego życia. Temat samobójstw, niby wszystkim znany i mi również obiło się coś o uszy, skacząc po kanałach, nie raz się słyszało, że ktoś strzelił sobie w głowę czy utopił się w Wiśle. Mnie przyszło zmierzyć się z tym osobiście. Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego może mnie spotkać, a na pewno nie ze strony właśnie tej osoby.
Chodzi o mojego ojca, najwspanialszego faceta na świecie, o człowieka, który nauczył mnie jak używać młotka i wytłumaczył w prosty sposób że 3 razy 3 to 9. To on ganiał mnie do lekcji, nauczył jeździć na rowerze i ostatecznie, zapewne już nieświadomie nauczył mnie życia. Nikt nie wie dlaczego, z jakiego powodu i co skłoniło go do takiego czynu, nigdy nic nie wskazywało, że zrobi coś takiego - powiesił się. Nie zostawił żadnej wiadomości, informacji, zostawił po sobie ból i wspomnienia. Byłem osobą, która go znalazła - znalazła za późno, godzinna reanimacja nie przyniosła nadziei na jego powrót.
Tego dnia wszystko się zmieniło. Moja psychika została zniszczona doszczętnie, lat mam 19, a jestem już zmęczony życiem. Jednakże wiem, że muszę być silny - dla mojej mamy, ona mnie potrzebuje i zrobię wszystko, żeby była szczęśliwa. Mógłbym napisać znacznie więcej w tym temacie, aby jakkolwiek wam to zobrazować - jednakże powoli kończy mi się limit literek. Aktualnie staram się (ciężko sobie wyobrazić, że to możliwe) podchodzić do tego z dystansem, w miarę zdrowego rozsądku. Nie życzę czegoś takiego nikomu. Chcę kiedyś napisać książke, aby móc przedstawić co czułem, co czuję i co czuć będę. Nie było dnia abym o nim nie myślał. Tymczasem wy pomyślcie w tej chwili o swoich rodzicach. Wstańcie od komputerów, odłóżcie telefony i idźcie do swoich rodziców i powiedzcie im jak są dla was ważni.
Przez całą naukę w technikum chodziłam z chłopakiem, byliśmy w tej samej klasie. Przez cały ten czas pomagałam mu w nauce i czasami podpowiadałam na sprawdzianach. Po maturze miał do mnie pretensje, że mu nie podpowiedziałam (no ku*wa jak?!). Nie wytrzymałam tego i z nim zerwałam, a on wyznał mi że przez cały nasz związek zdradzał mnie z wieloma dziewczynami ze szkoły i że był ze mną tylko dla ocen. Walnęłam go w ryj i powiedziałam, "To ty więcej straciłeś niż ja i żeby ci *uj usechł!".
Minęły ponad 3 miesiące i się odezwał, oczywiście chce wrócić do mnie. A dlaczego? Bo matury nie zdał i myśli, że mu pomogę.
Do mojej przyjaciółki podwalał się taki jeden młodszy o rok, a ona go kompletnie ignorowała... Pewnego razu powiedział do niej: "Nazwę cię Giewont, bo jesteś nie do zdobycia".
Tata ma przyjaciela, z którym sie zna od grubo 20 lat. On jest moim chrzestnym, a tata chrzestnym jego córki. Razem pracują, jeździmy na wakacje, itp. Niestety parę lat temu u pana Andrzeja zdiagnozowano zanik komórek mięśniowych w nogach, także od 2 lat jeździ na elektrycznym wózku inwalidzkim.
Jakieś 2 miesiące temu robiliśmy grilla u siebie, także standardowo pan Andrzej z żoną rownież wpadli. Rozmawiamy, jemy, alkohol, itp. i nagle chrzestny do mnie: "Zrobisz mi drinka", a ja (student politechniki, czyli wiadomo bez wątroby :P, chowany na spirytusach, paliwach lotniczych itp :P) odpowiadam: "Pewnie, tylko nie wiem, czy po moim drinku pózniej chrzestny wstanie". Wszyscy w śmiech, ja dopiero po jakiś 30 sekundach, ogarnąłem o co kaman. Na szczęście chrzestny zawsze miał poczucie humoru i tylko skwitował z uśmiechem "lej zobaczymy" :)
P.S. Ostatnio dzwoniąc do chrzestnego, odebrała jego córka, pytam się czy jest może w domu, a ona na to, był ale gdzieś poszedł i wiadomo też po jakiś 15 sekundach zaczęliśmy sie śmiać. Chyba nigdy się nie przyzwyczaimy.
Była to zima, miałam wtedy ok 5 lat. Wyszłam na podwórko lepić bałwana. Moje dzieło było już prawie skończone, zostało tylko dołożyć ostatnie szczegóły. W tym samym czasie starszy brat majsterkował coś w garażu... Oddalając się od bałwana w poszukiwaniu węgielków usłyszałam: "Halo, czy ty mnie słyszysz?". Zaskoczona odwróciłam się, nasłuchując, skąd dobiegał głos. Padło to samo pytanie po raz drugi. Posiadając wybujałą fantazję, powoli z wielkimi oczami podeszłam do bałwana z miną śmiertelnie poważną i zapytałam: "Bałwanku ty mówisz?!".
Do tej pory w głowie brzmi śmiech moje brata, który wypadł z garażu i pobiegł rozpowiedzieć historię całej mojej rodzinie.
Dzisiaj postanowiłam zrobić rano chłopakowi śniadanie do łóżka, oczywiscie kawka i wszystko co najlepsze... Właśnie niczego nie świadomy poszedł pod prysznic i zacznie zbierać się do pracy. Biedaczyna jeszcze nie wie, że wczoraj urwałam mu zderzak w samochodzie :(
Dawno, dawno temu, za górami za lasami, żyłem sobie taki ja. Historia zdarzyla sie, gdy mialem może z 8-9 lat. Jako dziecko w tym wieku miałem niewiele w głowie oraz niekoniecznie rozumiałem znaczenie pewnych słów.
Wraz ze znajomymi poszliśmy na sanki. Za naszym wspólnym domem znajdowała się łąka, a za nią duża górka. Po dotarciu na miejsce, pośmigalismy na sankach i mój ostatni przejazd skończył się zaliczeniem gleby i wody, która się znajdowała na końcu górki. Do domu blisko, więc lecę czym prędzej do domu z bananem na twarzy, wiedząc, że przebiorę się i wrócę do świetnej zabawy.
Po dotarciu do domu wbiegam przez drzwi i witam się z moja mamą oraz jej przyjacielem, który wpadł na kawę. Tak jak już wspomniałem, jako dziecko niekoniecznie znałem znaczenie różnych zasłyszanych słów i wypaliłem do mamy: "Mamo jestem zmastubrowany i mam całe majtki mokre, idę się przebrać i wracam do zabawy"... Wyobraźcie sobie mine mojej mamy i jej kolegi...
Jechałem autobusem. Nagle wsiada babka ok. 60 lat. Od razu wstaję aby ustąpić jej miejsca. A ona na mnie w wyrzutem: "Ja nie jestem stara!".
Na początku września na pierwszej lekcji geografii okazało się, że mamy nowego nauczyciela od tego przedmiotu. Pan przy sprawdzaniu obecności popatrzył na mnie i zapytał czy się gdzieś nie spotkaliśmy wcześniej. Odpowiedziałam, że raczej nie.
Facet 2 tygodnie wcześniej wjechał po pijaku w tył mojego samochodu.
Całe dzieciństwo miałam radochę, że tylko ja mam taki wyjątkowy samochodzik, że jak do niego podbiegnę, to on z radości że mnie widzi mruga światłami (jak mi się wydawało oczkami). Jak się później okazało, kiedy ja wybiegałam naprzód przywitać się z samochodem, tata otwierał go z daleka pilotem.
Dodaj anonimowe wyznanie