#nSz6I
Ponad dwa lata temu byłem zwykłym chłopakiem. Miałem 17 lat, całkiem dużo znajomych, dobry kontakt z rodzicami - można w sumie powiedzieć, że byłem szczęśliwy... Ba! W porównaniu do dnia dzisiejszego to wtedy byłem super szczęśliwy. Ówcześnie moim największym problemem były 2 sprawdziany z matematyki oraz którego batonika kupić mam sobie w sklepie, ahh nigdy nie lubiłem snickersów....
Jedno pstryknięcie palcami, ułamek sekundy i wszystko legło w gruzach. Mogę podać dokładną datę i godzinę wydarzenia, które zmieniło moje życie bezpowrotnie. Jest to najgorszy dzień, najgorsza godzina i minuta mojego życia. Temat samobójstw, niby wszystkim znany i mi również obiło się coś o uszy, skacząc po kanałach, nie raz się słyszało, że ktoś strzelił sobie w głowę czy utopił się w Wiśle. Mnie przyszło zmierzyć się z tym osobiście. Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego może mnie spotkać, a na pewno nie ze strony właśnie tej osoby.
Chodzi o mojego ojca, najwspanialszego faceta na świecie, o człowieka, który nauczył mnie jak używać młotka i wytłumaczył w prosty sposób że 3 razy 3 to 9. To on ganiał mnie do lekcji, nauczył jeździć na rowerze i ostatecznie, zapewne już nieświadomie nauczył mnie życia. Nikt nie wie dlaczego, z jakiego powodu i co skłoniło go do takiego czynu, nigdy nic nie wskazywało, że zrobi coś takiego - powiesił się. Nie zostawił żadnej wiadomości, informacji, zostawił po sobie ból i wspomnienia. Byłem osobą, która go znalazła - znalazła za późno, godzinna reanimacja nie przyniosła nadziei na jego powrót.
Tego dnia wszystko się zmieniło. Moja psychika została zniszczona doszczętnie, lat mam 19, a jestem już zmęczony życiem. Jednakże wiem, że muszę być silny - dla mojej mamy, ona mnie potrzebuje i zrobię wszystko, żeby była szczęśliwa. Mógłbym napisać znacznie więcej w tym temacie, aby jakkolwiek wam to zobrazować - jednakże powoli kończy mi się limit literek. Aktualnie staram się (ciężko sobie wyobrazić, że to możliwe) podchodzić do tego z dystansem, w miarę zdrowego rozsądku. Nie życzę czegoś takiego nikomu. Chcę kiedyś napisać książke, aby móc przedstawić co czułem, co czuję i co czuć będę. Nie było dnia abym o nim nie myślał. Tymczasem wy pomyślcie w tej chwili o swoich rodzicach. Wstańcie od komputerów, odłóżcie telefony i idźcie do swoich rodziców i powiedzcie im jak są dla was ważni.
Trzymaj się i nigdy nie poddawaj!
Na pewno się nie poddam! Dzięki za miłe słowa.
Wiesz... Powiem Ci coś. Może uznasz to za licytowanie się pt. "Ja mam gorzej", ale myślę, że pozwoli Ci to spojrzeć na sytuację swoją i swojej Rodziny z innej strony. Widzisz, moja Mama umiera. Od dwóch lat walczy z nowotworem, ale nie walczy tak po prostu, jak inni. Moja Mama od dwóch lat dzień w dzień walczy z ogromnym bólem. Nie pomaga nawet morfina. Od dwóch lat patrzę, jak moja Mama dzień w dzień cierpi i gaśnie. A z Nią cierpi i gaśnie cała Rodzina. Wierz mi, to jest najgorsza rzecz, jaką może człowieka spotkać- bezsilnie patrzeć jak ktoś bliski cierpi.
Widzisz, kiedy ktoś odchodzi nagle, to pozostawia po sobie ból i pustkę, ale On sam nie cierpi- po prostu przechodzi do miejsca, gdzie jest szczęśliwy i czeka na bliskich. Spróbuj o tym pomyśleć w ten sposób. Czasem nie trzeba wiele, by popełnić samobójstwo- jedna myśl, jeden impuls i koniec. Twój Tata mógł mieć po prostu jedną, tragiczną w skutkach chwilę słabości. Niekoniecznie jakieś problemy, którym rodzina mogła zapobiec i pomóc.
Szczerze radziłabym Ci (i Twojej Mamie) pójść do jakiegoś dobrego psychologa. Życie z dziurą w sercu jest trudne, wiem coś o tym. Stała się tragedia, Twój Tata stracił życie. Nie pozwól, żeby teraz przepadło życie Twoje i Twojej Mamy. To zostanie z Wami na zawsze, ale pomyśl proszę, że Twój Tata jest teraz szczęśliwy i czeka na Was. Na pewno nie chciałby, abyście siedzieli i przez lata Go opłakiwali, tylko podnieśli się i wierzyli, że jest teraz spokojny, a Wy macie przed sobą piękne życie- z tragicznym bagażem, ale jednak.
Nasi bliscy różnie odchodzą- czasem zbyt wcześnie, czasem zbyt nagle... Ważne jest to, żeby wraz z ich życiem nie skończyło się nasze.
Życzę Ci wiele siły i wiary, że każdy kolejny dzień będzie lepszy. Trzymaj się. :)
Wszystko pięknie, poza tym co napisałaś o samobójstwie. To nigdy nie jest impuls ani "chwila słabości". Pomyśl, jak trzeba cierpieć, aby dokonać zamachu na własne życie.
http://www.nazdrowie.pl/artykul/prewencja-samobojstw
"Samobójstwo zazwyczaj popełnia się pod wpływem impulsu".
Poczytaj sobie o Czarnym Czwartku i krachu giełdowym na Wall Street. Wiele przedsiębiorców odebrało sobie wtedy życie, bo w jednym momencie stali się bankrutami. To jest jeden z wielu przykładów na samobójstwo pod wpływem impulsu.
Współczuję Twojej mamie :( Trzymajcie się i dużo zdrowia dla mamy!!!
"Czasem nie trzeba wiele, by popełnić samobójstwo- jedna myśl, jeden impuls i koniec. Twój Tata mógł mieć po prostu jedną, tragiczną w skutkach chwilę słabości. Niekoniecznie jakieś problemy, którym rodzina mogła zapobiec i pomóc"
Bzdura, samobójstwo jest procesem, czasami niezauważalnym dla otoczenia niestety, najpierw są tendencje samobójcze, autoagresywne - np. palenie papierosów, picie alkoholu w nadmiarze, niejedzenie, okaleczanie się, wszystko, co jest skierowane przeciw sobie, jest to pewna predyspozycja do popełnienia samobójstwa, następnie myśli samobójcze, decyzja o samobójstwie i sam akt. Ktoś kto w przeszłości, tzn, w całym dotychczasowym życiu nie miał skłonności autoagresywnych, ma silną psychikę jest zdecydowanie mniej podatny na samobójstwo nawet w czasie przeżywania silnego kryzysu.
@gitarzystka - czy mogę się z Tobą skontakować na priv?
A ja uważam, że obie strony mają rację. Samobójstwo może być popełnione zarówno pod wpływem chwilowego impulsu - co na przykład zdarzyło się w przytoczonym przykładzie Czarnego Czwartku. Ale może też być skutkiem wieloletniego, stopniowo coraz większego cierpienia. Nie ma sensu się kłócić, bo przypadki są różne. Akurat tutaj obstawiałabym raczej za chwilowym impulsem, ale mogło to być też dobrze skrywane długie cierpienie. Nie wiemy tego, autor wyznania też tego nie wie.
Patrycja, jasne. frytka.frytka@poczta.onet.pl <- to mój stary e-mail, możesz na niego pisać. ;)
@gitarzystka
Życzę szczęśliwego zakończenia dla Twojej mamy... Ja również miałam podobną sytuację w rodzinie. :c Też trudno było mi się pogodzić z myślą, że mogę nawet za kilka minut zostać półsierotą. Trzymaj się!
@gitarzystka
Ty również się trzymaj , bo na pewno jest to bolesne zarówno dla Ciebie jak i Twoich bliskich. Siła tkwi w wierze i nadziei, ona nigdy nie umiera i zawsze warto wierzyć. Nie opłakuję swojego ojca... znaczy nie chce, żeby źle to zabrzmiało, ale nie siedzę całymi dniami płacząc w poduszkę, gdyż wiem, że to nic nie zmieni - jedynie pogorszy moją sytuacje. Są chwilę słabości, gdzie odczuwam ogromny brak jego i usiądę wieczorem i się poryczę, ale w jakimś stopniu się z tym pogodziłem. Mój ojciec nie był słabym człowiekiem, więc wiem, że musiał mieć naprawdę poważny powód, żeby to zrobić. Nie zostawiłby mnie i mojej mamy "bez powodu" chociażi tak to nie jest rozwiązaniem problemu, każda sprawa ma dwie strony medalu. Trzymaj się ciepło i trzymam kciuki za Twoją mamę!
Przeżyłam to samo, ale ze swoim dziadkiem i to w najgorszym wieku, miałam wtedy 15 lat. Ciężko coś takiego opisać, a co dopiero jeśli chodzi o rodzica...
Masz rację, że się nie poddajesz, mama na pewno bardzo potrzebuje Twojego wsparcia nawet jeśli tego nie okazuje.
Powodzenia z książką. Myślę, że coś takiego jest BARDZO potrzebne mogłoby pomóc wielu osobom.
Może kiedyś coś napiszę, nie wiem. Chciałem tym wyznaniem pokazać wielu z Was jak ważne w życiu macie na codzień, ale są one rutyną, więc ich nie zauważacie, co jest błędem!
Miałam podobną sytuacje tylko ze z najblizszym wujkiem. Rozumiem Ci bardzo i naprawde współczuję
Moj ojciec tez się powiesił, ale niestety musze powiedzieć ze życie zmieniło się jak dla mnie na lepsze. Był alkoholikiem...
Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Ciężko mi się postawić w Twojej sytuacji, ale skoro on na codzień był dla Was ciężarem, to co zrobił było zapewne pewnego rodzaju ulgom. Trzymaj się ciepło!
Z chęcią przeczytam twoją książkę ?.
Kto wie, kto wie, może kiedyś ! :)
Dużo przeszedłeś w życiu :-) to co czułeś i czujesz będzie z Tobą do końca życia i pamięć o ojcu . Napewno by był z Ciebie dumny:) trzymaj sie
Ja też jestem z niego dumny i wdzięczny za wszystko. Dużo przeszedłem i dużo przede mną! Dzięki za miłe słowa, pozdrawiam.
O matoo, popłakałam się... ???
Mi też się parę razy zdarzyło :) Pozdrawiam
Od razu uprzedzam, że nie mam intencji atakowania autora. Uważam, że wstęp jest przesadzony. Nie straciłeś wszystkiego. Wiem, że w wyznaniu nie ma napisanego dosłownie "straciłem wszystko", ale można to tak zrozumieć. Ty straciłeś ojca, ale musisz pamiętać, że masz mamę. Nie straciłeś jej i musisz dbać zarówno o nią, jak i o siebie, żeby ona nie straciła syna.
Tutaj pewnie dostanę minusy, ale nadal podtrzymuję brak intencji atakowania autora. Uważam, że nie można jednocześnie stracić wszystkiego "co aktualnie w tej chwili posiadasz, rzeczy materialne, fizyczne, duchowe" - rzeczy duchowe? Można stracić rzeczy materialne, "fizyczne" pewnie się odnosiło do bliskich osób, ale duchowe? Można stracić szczęście, miłość itd, oczywiście, ale nie można stracić wszystkiego "duchowego" - zawsze będą jakieś uczucia, myśli itd. A nawet jeśli przez chwilę ich nie będzie (emocji), to nie traci się ich bezpowrotnie. Czy źle zrozumiałam i miałeś na myśli coś zupełnie innego?
Zgadzam się z pierwszą częścią. Racjonalnie autor ma jeszcze naprawdę dużo. Myślę, że to "wszystko" odzwierciedla(ło) jego stan, który, z jego perspektywy, jest... najcięższy istniejący, a może sytuację, w której jeszcze coś ma, ale to nieważne, bo stracił rzecz, bez której właściwie nie umie żyć.
Uczucia, człowieczeństwo da się stracić bezpowrotnie. Są to niezwykle ciężkie przypadki, nie słyszy się o nich, bo najczęściej taka osoba nie ma już kontaktu z ludźmi lub... znakomicie udaje, że wszystko jest w porządku.
Wstęp może był trochę wyolbrzymiony, ale osoba, która nie doświadczyła w życiu tego co ja, nie może do końca zrozumieć o co mi chodziło. Ja wiem, że wszystko jest zarówno przede mną jak i moją mama, ale śmierć mojego ojca było swego rodzaju końcem świata, końcem jakiegoś etapu w mojego życiu. Mimo tak wysokiego tragizmu tego wydarzeniu, dało mi ono bardzo dużo pozytywnej energii, siły do walki aby realizować swoje marzenia i doceniać to co mam, naawet najmniejsze rzeczy. Jak pisałem nie byłem w stanie zoobrazować całości tego wydarzenia, bo składa się na nie wiele innych aspektów, które wydarzyły się przed i po tym wszystkim. Pozdrawiam!
Też myślę, że wstęp jest wyolbrzymiony. Autor nie jeden na świecie stracił rodzica, w tej przykrej grupie jestem też ja i wiem jak to boli... Jednak mimo, że jestem bardzo wrażliwa, uczuciowa, z wyglądu przypominam małą, drobną owieczkę, to jednak "dupę" mam twardą, bo już nieraz po niej od życia dostałam. Porównując siebie do innych będących w takiej samej sytuacji, jestem z siebie bardzo dumna, za to jak sobie radzę. Innym życzę tego samego, zamiast oczekiwać współczucia i traktować się jakby spadło na nas zło całego świata weźcie się w garść! Jest lepiej.
Współczuję Ci z całego serca.
Znam temat samobójstw aż za dobrze.
10 samobójstw moich przyjaciół w jeden rok.
12 w następny rok.
9 w następny.
Wiem co przechodzisz. Jestem od Ciebie młodsza a depresję mam od 3 lat.
Jezus, naprawdę mi przykro. Jeśli nie jesteś pod opieką lekarza to niezwłocznie się do niego udaj, bo w takiej sytuacji jest to cholernie ważne. I obyś miała wsparcie bliskich gdyż jest ono naprawde istotne.
Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale może zadajesz się z niewłaściwymi ludźmi? Skoro tyle Twoich przyjaciół popełnia samobójstwa to domyślam się, że większość z nich miała np. depresję, więc pewnie poznałaś ich w środowisku takim jak oddział psychiatryczny w szpitalu czy jakaś terapia grupowa albo forum. Mam rację? Ja poznałam w szpitalu mnóstwo wspaniałych ludzi, jednak starałam się po wyjściu ograniczyć kontakty z nimi do minimum, żeby mieć jak najmniej do czynienia z chorobą. Jeśli jesteś w takiej sytuacji, że większość Twoich znajomych to osoby chore, to dla Ciebie nic dobrego z tego nie będzie. To brutalne, ale taka jest prawda - chore osoby nie powinny się zadawać z innymi chorymi (oczywiście cały czas mówię o depresji itp.). Im mniej w Twoim otoczeniu tematu choroby, tym lepiej i zdrowiej dla Ciebie. Trzymaj się ciepło :)