#KZJWf

Jestem mamą 2 synów, jeden 17 lat, drugi 3. Moja historia jest o starszym synu. Wychowywałam go praktycznie sama, bo mąż cały czas pracował i mało się poświęcał rodzinie. Całą młodość poświęciłam dla syna, starałam się być dobrą mamą, żeby mu nic nie brakowało. W końcu syn dorósł i ja też... Wszystko zaczęło się psuć, aż doszło do rozwodu. Mój ex w podziękowaniu za wychowanie syna ograniczył mi prawa rodzicielskie, zbuntował syna przeciwko mnie i przekupił, gdyż przy rozwodzie syn miał prawo wyboru z kim chce być. Od 2 lat nie mam z nim kontaktu, nawet nie chciał przez telefon ze mną rozmawiać. Odpuściłam. Choć serce boli i wiele nocy przepłakanych, to ciągle czekam, aż może zmądrzeje. A młodszy syn zna brata tylko ze zdjęcia :(

#2rN77

Od zawsze miałam problem z zapamiętaniem twarzy nowo poznanych osób. Duży problem. W nowych klasach czy grupach zaczynałam zwracać się do ludzi po imieniu średnio po miesiącu... może nawet dwóch. Będąc komuś przedstawianą np. na imprezach zapamiętuję raczej charakterystyczny element ubioru czy fryzurę i tym się kieruję przez resztę wieczoru.

Studiuję wokalistykę na Akademii Muzycznej. Parę miesięcy temu szukałam kogoś kto mógłby mi rozpisać partyturę dla kwartetu smyczkowego do utworu na egzamin. Kilka osób poleciło mi pianistę (nazwijmy go Jan Kowalski), którego nigdy wcześniej nie spotkałam. Następnego dnia na uczelni odbywał się akurat jakiś koncert, więc miałam szansę go "złapać" i przedstawić moją prośbę na żywo - zawsze to lepsze niż telefon.

Podczas prób weszłam do sali, usiadłam na widowni, a po jakimś czasie koleżanka wskazała mi na scenie chłopaka siedzącego przy fortepianie. Blondyn w okularach. No spoko. Później, gdy byłam już sama, wypatrzyłam go na korytarzu, podeszłam, przedstawiłam się i dla pewności spytałam nawet czy ma imię Jan. Odpowiedział, że tak. Super! Zdążyłam już opowiedzieć czego potrzebuję, obiecać, że się odwdzięczę itp., kiedy chłopak mi przerwał i wytłumaczył, że owszem ma na imię Jan, ale jest perkusistą, a mi zapewne chodziło mi o Jana Kowalskiego, pianistę. Zrobiło mi się trochę głupio, no ale w końcu nic wielkiego - każdy ma prawo się pomylić.

Przeprosiłam za kłopot i każde z nas poszło w swoją stronę. Minęło może pół godziny. Znów wypatrzyłam blondyna w okularach i tym razem byłam pewna sukcesu. Radośnie podbiegłam i zaczęłam swoją kwiecistą przemowę od początku. Koleś spojrzał na mnie jak na ciężko pijaną albo nienormalną i ze stoickim spokojem odpowiedział tylko "No tak… Ale to znowu ja.". Tak, po raz drugi podeszłam do tego perkusisty.

#e0obV

Cztery lata temu, miałem 18 lat. Wpadłem w pętlę kredytową, jedną chwilówkę spłacałem drugą. Miałem pracę, stały niewielki dochód. Cała sprawa zaczęła się, kiedy chciałem wyjechać na wakacje, a przecież skoro jadę, nie chcę niczego sobie żałować, wziąłem pierwszą pożyczkę. Przyszedł dzień spłaty, portfel pusty. Lecę po następną. W efekcie miałem ich 4, z czego jedna ratalna. Kwota do spłaty na raz około 3 tysięcy, rata 300 zł/ mies. Wydaje się proste - oszczędzać, spłacać, ale kiedy zapłaciłem już za przedłużenia, nie miałem z czego choć częściowo zmniejszyć zaległości. Nie mogłem spać, miałem opóźnienia w spłatach. Pieniędzy nie było już nawet na flaszkę, żeby sobie jakoś ulżyć. 

Już się zastanawiałem czy nie skoczyć z okna. Wróciłem z pracy do domu i skończyło się. Matka czekała w moim pokoju machając mi wezwaniem do spłaty. Już nawet nie wrzeszczała, zapytała, ile potrzebuję, żeby spłacić całość. Powiedziałem. Pożyczyła. Raty zostawiła mnie, bo wiedziała, że tyle jestem w stanie opłacić. Spłaciłem chwilówki, raty, a teraz oddałem też pieniądze mojej mamie. 

Piszę, bo ostatnio naszła mnie ochota na jedną małą chwilówkę - na nowy komputer, ale nie wziąłem - mam nauczkę na całe życie. Moja mama dała mi życie, a potem je uratowała. A wszystkim firmom, które dają te pożyczki na złodziejski procent z przyjemnością mówię PIER#$%CIE SIĘ! Beki nie było przy czytaniu, ale może kiedyś przypomnicie sobie to wyznanie, zanim popełnicie mały błąd, który może was kosztować zdrowie. Albo życie.

#ASg76

Niedawno byłam z moim facetem na ognisku. Ostatnimi czasy czułam się niedoceniana jako osoba oraz kobieta. Siedzieliśmy tak sobie jakiś czas i od słowa do słowa stwierdziłam, że powiem mu o moich odczuciach.
- Słuchaj, miło by było od czasu do czasu usłyszeć od ciebie coś miłego, jakiś komplement albo coś.
On spojrzał na mnie i stwierdził:
- Wystarczającym komplementem dla ciebie powinno być to, że znoszę twoje towarzystwo.

Nie jesteśmy już razem.

#5Ytr5

Zdarzenie to miało miejsce kilka lat temu, miałam wtedy może 6 lat. Razem z bratem o 6 lat starszym ode mnie oglądałam Mustanga z Dzikiej Doliny. Jako dziecko strasznie wszystko przeżywałam, więc gdy pojawiła się scena, w której konik jest bardzo źle traktowany, chciałam się z nim złączyć w bólu. 

Wzięłam najdłuższy i najszerszy pas mojego taty, zapięłam go na szyi, a drugi koniec przymocowałam do kaloryfera. W tym miejscu muszę dodać, iż mój brat należał do osób, które są w stanie jedną zabawką bawić się godzinami i nie widzą bożego świata poza nią. Tak też nie zwracał uwagi na siostrę rżącą jak koń, przywiązaną do kaloryfera i śpiewającą "Nie, nie wiecie co w moim sercu się kryje, chcę żyć i przeżyję...".

Na szczęście do pokoju wszedł ojczulek i wytłumaczył mi, że nie mogę być koniem, a kobiet nie przywiązuje się ani do mebli, ani do innych urządzeń gospodarstwa domowego, a zwłaszcza do kaloryferów :)

#v32n6

To było 15 lat temu. Byłam w 5 klasie podstawówki. Ja - wzorowa uczennica odpowiadam na końcówą 6 z języka polskiego. Warto w tym momencie dodać, że mój nauczyciel był bardzo wysokim facetem. 

Stoję przy tablicy. Mimo ogromnego stresu na wszystko odpowiadam bezbłędnie, bez zająknięcia. Maglowanie trwa już dobre kilka minut. Zapamiętałam z niego tylko jedno pytanie i pamiętać je będę chyba do końca życia. "Czym jest porównanie? Podaj jakiś przykład". 

Myślę sobie: "Phi.. Banał!". Elegancko definiuję. Przyszła kolej na przykład. Bez mrugnięcia powieką wypowiadam na głos: "Wysoki do nieba a głupi jak trzeba". Nauczyciel patrzy na mnie jakimś takim dziwnym wzrokiem i mówi groźnie: "Gośka?!". Myślę: "Kurcze... Co jest? Może podam inny przykład. Ten mu się widocznie nie podoba". Po sekundzie mówię: "Wysoki jak brzoza a głupi jak koza". 

Nauczyciel jeszcze groźniej: "Gośka podaj lepiej inny przykład...". Ja totalnie zbita z tropu zaczęłam coś bełkotać o zachodzącym słońcu mieniącym się niczym skórka pomarańczy. Szóstkę z polskiego dostałam, ale wcale nie cieszyłam się z oceny. Siadłam do ławki pogrążona w myślach. "Co ja takiego złego powiedziałam... Przecież nie pomyliłam się! Miałam rację. To było porównanie! Cholera...". Zakumałam dopiero wieczorem w domu :) Myślałam, że zapadnę się ze wstydu pod ziemię...

#VRmdj

Dwa lata temu miałam mały zabieg, ale jak wiadomo małe zabiegi nie kończą się dobrze. Ten mały zabieg skończył się poważną operacją, podczas której o mało co się nie wykrwawiłam. Jako że zabieg był w klinice musieli przewieźć mnie do szpitala, aby tam przetoczyć mi krew. Czekałam na nią bardzo długo, ponieważ mam uniwersalną grupę krwi dla innych, a ja mogę dostać tylko swoją. W końcu się doczekałam.

Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkich honorowym dawcom krwi! Dzięki wam żyję. Zachęcam wszystkich, aby oddawali krew, bo mogą tym sposobem uratować wiele osób.

#6TWJQ

W tym roku skończyłem szkołę i postanowiłem pójść już do pracy. Pracę znalazłem jakieś 15 km od miejsca zamieszkania, a dojazd autobusem był niemożliwy, więc musiałem kupić pierwszy w moim życiu własny samochód. 

Po kilku dniach poszukiwania znalazłem ten właściwy dla mnie, tani w utrzymaniu, na moje potrzeby idealny. Pojechałem razem z ojcem 70 km obejrzeć go i kupić, jeśli będzie w porządku. Wszystko poszło gładko, samochód był stary, ale raczej w dobrym stanie i po negocjacji ceny i podpisaniu umowy mogłem się już cieszyć z posiadania własnego pojazdu. Moja radość nie trwała zbyt długo. Już wracając do domu, samochód nagle skręcił w prawo, a ja straciłem panowanie nad nim. Hamowanie nic nie pomogło, bo byłem rozpędzony, a cały dzień padał deszcz i ulica była mokra. 

Okazało się, że poprzedni właściciel nie dokręcił koła, koło odkręciło się, a ja rozbiłem swój samochód nie mając go dłużej niż 30 minut. Na szczęście wyszliśmy z tego bez poważniejszych obrażeń, ale pomyślcie, co by się mogło stać, jeśli zamiast w rów wjechał bym w drzewo lub w grupę ludzi stojących np. na przystanku.

#62sBO

Gdy przygarnęliśmy naszego pierwszego psa, nie mieliśmy dla niego imienia. Gdy cała rodzinka zastanawiała się, jak go nazwać, to palnąłem od tak: "Nabudochonozor". Niby z błędem, ale się spodobało. A że było bardzo długie, mówiliśmy na niego Nabudek. Jednak w tym wyznaniu nie chodzi o jego imię.

Nabudek był szczeniaczkiem. Były wakacje, to razem z siostrą wyszliśmy na dwór, opalaliśmy się i czytaliśmy książki. Oczywiście nasz kochany malutki przyjaciel hasał wesoło niczym sarenka po podwórku. Bawił się swoją zabawką - piszczącą zabawką. Pomyślałem, że muszę dać mu coś innego, bo jej dźwięk mógł drażnić sąsiadów. Zęby rosną, pies musi mieć coś do gryzienia.
 
Nagle niespodzianka, przyjechał kuzyn. Nie przepadaliśmy za nim, ale trzeba było go przyjąć w gościnie. Siedzimy w domu, przy stoliku, kawka, jakieś ciasteczka, gadamy między sobą. Nie poinformowaliśmy go o Nabudku, a gdy mama już miała powiedzieć o nim, nasz szczeniaczek zaczął bawić się piszczałką. Na dworze.

Kuzyn wstaje, nie wiemy o co chodzi, idzie na dwór mrucząc coś pod nosem, podnosi naszego Nabudka i... skręca mu kark. Gdy dowiedział się ten debil o tym, że to był nasz pies nawet nie przeprosił! Tłumaczył, że nie umiemy pilnować psa, że myślał, że to jakiś bezdomny kundel, a dźwięk piszczałki go drażnił! 

Wyjechał do Niemiec. Jego szczęście. W zemście chyba sam skręcił bym mu kark. Od tamtego momentu kontakt się urwał. I bardzo dobrze.

#DvGiq

Sytuacja miała miejsce kiedy byłam dzieckiem i miałam 4-5 lat. Co roku jeździliśmy z cała familią na imieniny do mojej babci. Wraz z rodzeństwem zawsze staraliśmy się złożyć ładne życzenia, a najlepiej jakby to był jakiś wierszyk. I ja wtedy chciałam zabłysnąć i całą drogę samochodem powtarzałam sobie ów wierszyk, którego aktualnie nie pamiętam. Wiem, że byłam bardzo zestresowana i na myśl o tym, że mam go babci powiedzieć drżało mi serce. Tak się złożyło, że nie byliśmy pierwsi i przy składaniu życzeń imieninowych zjechali się już inni goście, więc miałam widownię. 

Zdenerwowana zaczynam mówić do babci... "Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan z Tobą..." i wtedy wszyscy parsknęli śmiechem, a ja nie wiedziałam o co chodzi... Z tej tremy zamiast powiedzieć wierszyk, zaczęłam klepać zdrowaśkę. A najlepsze w tym było to, że babcia miała na imię Maria :)
Dodaj anonimowe wyznanie