#GNrff

Gdy byłem mały, miałem 5-6 lat, udałem się z tatą na spacer do parku. Po chwili krzyczę: "Tato patrz gówno!". Ojciec lekko zmieszany śmieszkami ludzi postanowił mi grzecznie wytłumaczyć, że nie wolno tak mówić w miejscu publicznym i że nie mówi się gówno tylko kupa. Ja lekko zaskoczony odparłem: "Taak? A wygląda jak gówno...".

#5JsDw

Pewnego dnia ja i dwóch moich kumpli wracaliśmy samochodem do mojego domu. Była to sobota więc mieliśmy w planie posiedzieć wspólnie, oglądać jakieś filmy i wypić piwo. Gdy przejeżdżaliśmy koło kościoła zauważyliśmy autobus i sporo samochodów. Jako że mieszkamy w małej wsi i każdy każdego zna wiedzieliśmy, że w tym dniu będzie ślub. Postanowiliśmy zrobić szlaban. U nas to dość popularne i przeważnie, gdy ktoś wychodzi za mąż, jest kilka takich szlabanów. 

Msza dopiero się zaczynała, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu, aby się przygotować. Pojechaliśmy więc do mnie, założyliśmy jakieś stare marynarki, ciemne okulary i wzięliśmy jakieś pistolety na kulki z dzieciństwa. Mieliśmy udawać mafię, która zatrzymuje państwa młodych i żąda okupu. Zatrzymaliśmy się samochodem jakieś 2 km od kościoła i czekaliśmy aż nadjadą młodzi. W końcu dostrzegliśmy, że jedzie kilka samochodów i autobus. Więc czas przystąpić do dzieła. Wyjechaliśmy samochodem na środek drogi, kolega rzucił petardę dla efektu, lecimy w kierunku pierwszego samochodu... i co się okazało?

Że owszem ludzie wracają z kościoła, ale nie było to wesele, a pogrzeb. Ślub owszem był w tym dniu, ale dwie godziny wcześniej. Zwinęliśmy się tak szybko jak tylko się dało i pojechaliśmy... Teraz w naszej kochanej wsi wszyscy mają z nas niezłą bekę.

#MMGDh

Mam 23 lata. Ostatnio uświadomiłem sobie, że moje życie towarzyskie jest znikome. Pomimo mojego wieku nigdy nie miałem dziewczyny. Ba, nawet się jeszcze nigdy nie całowałem. Niestety moja nieśmiałość jest silniejsza ode mnie.

Ostatnio jednak udało mi się złapać kontakt z pewną dziewczyną. Świetnie dogadywaliśmy się, chodziliśmy na spacery, odprowadzałem ją do domu, a każdą wolną chwile spędzaliśmy u niej. Nie mówiliśmy otwarcie o swoich uczuciach. Traktowaliśmy siebie jako dobrych znajomych. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym wybraliśmy się do pobliskiego pubu. Między nami po prostu zaiskrzyło, z tym że to ona zrobiła pierwszy krok. Długo się nie zastanawiając postanowiłem ją pocałować.

I tak oto przeżyłem swój pierwszy pocałunek. Niestety zaraz po tym incydencie się obudziłem :(

#uSluZ

Dwa lata temu miałam problemy z nogą. Pewnego wieczoru trafiłam w związku z tym na SOR. Zrobili mi całą masę badań i już dobrze po północy przyszła kolej na USG żył chorej nogi. Lekarz, który przeprowadzał badanie to sympatyczny facet po trzydziestce, tak że atmosfera podczas badania była OK. W pewnym momencie chcąc coś sprawdzić poprosił, abym zakaszlała. Ja jednak z racji późnej pory i zmęczenia usłyszałam "proszę zaklaszczeć" i oczywiście niewiele myśląc, leżąc na szpitalnym łóżku podczas badania, zaczęłam klaskać.

Lekarz powstrzymując śmiech powtórzył swoją prośbę i pozostawił moje klaskanie bez komentarza. Zaś koleżanka, która czekała na mnie na korytarzu była nieco zdziwiona słysząc oklaski dochodzące z gabinetu.

#ZSn9s

Jechałam spokojnie samochodem po dwupasmowej drodze, rzucił mi się w oczy piękny uśmiech mężczyzny jadącego z mojej lewej strony. Odwzajemniłam uśmiech i tak przez kilkaset metrów jechaliśmy obok siebie uśmiechając się do siebie. Nagle mężczyzna o pięknym uśmiechu przyśpieszył i zmienił pas tak, że był przede mną. Mignął awaryjnymi i zjechał na pobocze. Po paru kilometrach doszło do mnie to, że chciał żebym też zjechała... #bezhappyendu :(

#iwaWt

Moja dziewczyna dorabia sobie na recepcji w małym pensjonacie w Szklarskiej Porębie. Któregoś dnia wpadłem do niej z obiadem, ale akurat obsługiwała jakąś panią, więc usiadłem sobie na fotelu i cierpliwie czekałem. Okazało się, że klientka ma na nazwisko Dziurkacz, a mojej dziewczynie coś się pomyliło i zapraszając ją w celu pokazania pokoju powiedziała: "Pani ZSZYWACZ".

#ylHaH

Mieszkam na wsi, kilkanaście kilometrów od liceum, do którego uczęszczam. Jako że luksusu w postaci autobusu powrotnego osobom takim jak ja nie zapewniono, trzeba mnie odbierać ze szkoły samochodem. Moja mama nie zawsze może to zrobić, dlatego czasem odbiera mnie mój o 5 lat starszy brat.

Wspomniałam już o wrednej koleżance? Jak przyjeżdżał po mnie mój brat, moja "przemiła" koleżanka rozpuściła plotkę po szkole, że on jest moim alfonsem. Oczywiście jej uwierzyli wszyscy, a moim sprostowaniom nikt. Ale to jej chyba nie wystarczyło.

Feralnego dnia znów przyjechał po mnie braciszek. Koleżanka chyba się zdenerwowała, że ignoruję jej zaczepki, więc namówiła inną dziewczynę, żeby ta poszła do dyrekcji z informacją, że sypiam za pieniądze z jakimś dorosłym mężczyzną, który w dodatku mnie odbiera ze szkoły. Oczywiście to skończyło się wezwaniem rodziców do szkoły. Moi rodzice wszystko wyjaśnili, a feralną koleżankę ukarano naganą.

Najzabawniejsze (a może najsmutniejsze) jest to, że choć minął rok, wiele osób w mojej szkole nadal myśli, że się puszczam. A ja się zastanawiam, skąd ludziom do głowy przychodzą takie dziwne rzeczy?

#oOcYx

Byłam wtedy jeszcze dzieckiem, miałam może 12 lat i nocowałam u koleżanki. Koło północy, gdy siedziałyśmy i grałyśmy w karty, usłyszałyśmy ogromny huk. Koleżanka uspokoiła mnie, że to pewnie na budowie coś spadło. Jednak po chwili wpada jej młodszy brat do pokoju i krzyczy: "Przewróciła się! Przewróciła!". Obie zdziwiłyśmy się, ale brat kontynuował: "Ciężarówka na skrzyżowaniu!". Podbiegłyśmy do okna. Rzeczywiście, leży ciężarówka, nawet dwie, wszędzie ogień. Następnie wiadomo przyjechało kilka jednostek straży pożarnej, karetki, itp. Poszliśmy spać. 

Rano po śniadaniu zauważyliśmy, że obok miejsca wypadku kręci się dużo ludzi. Postanowiłyśmy również się tam wybrać. Okazało się, że ciężarówka przewoziła soki znanej marki i każdy chciał trochę dla siebie uzbierać. Niewiele butelek ocalało, większość była osmalona i przedziurawiona. Kręcąc się po okolicy zauważyłam telefon. Podniosłam go. Na tamte czasy był to jeden z lepszych telefonów, porządny dotykowy z dużym wyświetlaczem. Niedaleko stał policjant, więc postanowiłam poinformować go o swoim znalezisku. Pamiętam jakby to było wczoraj, że stał do mnie tyłem więc delikatnie szturchnęłam go i powiedziałam: "Przepraszam, ja znalazłam...". Nie dał mi dokończyć. Przerwał mi. Zaczął krzyczeć, że nie powinno mnie tam być, że co ja tu w ogóle robię, że mam stąd iść. Nie dał mi dojść do słowa. Starałam się wytłumaczyć mu, że znalazłam telefon tu i tam, że chcę go oddać właścicielowi. Jednak on nie przestawał krzyczeć, więc z opuszczoną głową udałam się do domu. Zastanawia mnie jedno. Co jakbym chciała mu powiedzieć, że coś się stało? Że przykładowo ktoś stracił przytomność, nie oddycha?

P.S. Chwilę później właściciel zadzwonił na ten telefon, umówiłyśmy się z nim w danym miejscu. Podziękował nam za uczciwość, powiedział, że bardzo mu na tym telefonie zależało i dał nam 50zł znaleźnego.

#FWsWm

Siedziałyśmy z koleżankami w ogródku piwnym, kiedy obok zatrzymał się motocyklista na pięknym Kawasaki Ninja. Ponieważ przez dłuższy czas kręcił się obok motoru nie zdejmując kasku, miałyśmy okazję podziwiać od tyłu jego świetną sylwetkę w idealnie dopasowanym kombinezonie. Szeptałyśmy miedzy sobą zaciekawione, bo zastanawiałyśmy się, co za ciacho przyjechało tym motorem. 

Gość w końcu zdjął kask, a nam kopary opadły do samej ziemi... Facet na nasze oko dobiegał osiemdziesiątki...

#27cbs

Strugam jabłka na ciasto i mówię do brata, żeby poszedł i wyciągnął blachę do pieczenia ciasta i wyłożył papierem. Odruchowo spojrzałam, co robi, a on wyciągnął i nagle idzie do łazienki. Zapytałam po co, a on do mnie, że po papier... 

Yhm, nie ma jak wyłożyć blachę do ciasta papierem toaletowym.
Dodaj anonimowe wyznanie