#0jSLY

Mój tata kiedyś tłumaczył się w urzędzie skarbowym z zakupów na firmę. Urzędniczka była ewidentnie bardziej niż mocno zainteresowana poznaniem szczegółów każdego zakupu, więc pytała o możliwe zastosowania i tym podobne. Kiedy doszło do papieru toaletowego i pytania: "Po co panu w firmie ten papier?". Mój tata nie wytrzymał presji pytań i ciągłego świdrującego spojrzenia i odpowiedział dobitnie: "Proszę pani, do D*PY!".

Po tym tekście cała reszta składania oświadczeń przebiegała szybciej niż pendolino.

#UHY6s

Mieszkamy na wsi, ale nie jestem dziewczyną lubiącą zwierzęta i te sprawy, wręcz mogę powiedzieć że boję się zwierząt, a w szczególności kur. Miałam jakieś 7 lat, mama wysłała mnie do kurnika po jajka. Wtedy zaczęłam histeryzować, że nie pójdę bo kury mnie nie lubią i dziwnie się na mnie patrzą. Tata zaczął mówić żebym nie przesadzała, dziewczyna ze wsi, a kury się boi. No to poszłam. 

Rodzice siedzą w kuchni i słyszą jakieś krzyki za oknem, wyglądają a ja biegam po podwórku z kurą na plecach a za mną biegną 2 inne i mnie gonią. Tak się darłam że sąsiedzi mnie usłyszeli. Od tamtej pory w kurniku już mnie nikt nie zobaczył, choć jestem już dorosła nadal nie wejdę do kurnika.

#NHpET

Wydarzenie z dzisiejszego popołudnia - jechałem autobusem dosyć poddenerwowany przez kilka spraw. Na moment przestałem myśleć o swoich problemach i zacząłem przyglądać się ludziom korzystającym z komunikacji miejskiej razem ze mną. Zobaczyłem mężczyznę, z którym coś było nie tak. Mówił troszkę jak dziecko, na dodatek bardzo powoli i wyglądało to jakby mówienie sprawiało mu problem (nie jestem pewien czy był upośledzony, może po wylewie - nie mam pojęcia). 

Zatrzymałem na nim wzrok i zacząłem go obserwować. Uśmiechnięty zagadywał innych, przesympatycznym spojrzeniem z uwagą spoglądał na swoich rozmówców. Nie wiem dlaczego, ale na ten widok sam się uśmiechnąłem i już mi tak zostało do końca dnia. Za każdym razem kiedy przypomnę sobie tego pozytywnego człowieka z problemem myślę: "On daje radę i czerpie radość z życia, moje chwilowe problemy to nic w porównaniu z jego. Uśmiechnij się!".

Podobno szczęście jest zaraźliwe - zdecydowanie mogę to potwierdzić, uśmiechajcie się i zarażajcie tym innych ludzi :)

#oPmYK

Sytuacja sprzed kilku lat, wydarzyła się w liceum. W jednej z dzielnic sąsiedniego miasta po pewnym wydarzeniu zaczęły się żarty, iż zjada się tam psy. Do mojej klasy chodziła dziewczyna mieszkająca w owym mieście.

Pewnego dnia na lekcji biologii zaczęliśmy sobie żartować, że w mieście tym nie ma psów, bo wszystkie zostały zjedzone. W tym momencie nasza koleżanka wykrzyknęła: "Nieprawda, ja mam dwa w domu!", na co odpowiedział jej nauczyciel: "Tak, chyba w lodówce".

#bpxjW

Sytuacja wydarzyła się w pierwszym miesiącu nauki w nowej szkole. Wybór szkoły nie był trudny, z racji tego że, kierowałem się wyłącznie proporcją ilości dziewczyn w stosunku do chłopaków w klasie. Stąd też wybrana przeze mnie ekonomia była wyłącznie pretekstem do poszukiwań synowej dla mojej mamy.

Był to kierunek ekonomiczny. A przyznam szczerze, że chociaż matematyka jest królową nauk... ja w tym królestwie jestem wyłącznie błaznem. Po paru lekcjach ekonomii przystąpiliśmy do obliczania podatku VAT. Już pierwsze zadanie okazało się dla mnie trudne jak znalezienie pracy po ukończeniu studiów.

Przy sprawdzaniu wyników okazało się, że część klasy źle rozwiązała zadanie.
Wtem pani zapytała, czy wiemy w którym momencie popełniliśmy błąd. Błyskotliwość mojej odpowiedzi przeszła moje najśmielsze oczekiwania, jak to tępa dzida palnąłem:
- Tak 3 miesiące temu przy wyborze szkoły!

#miSzc

Zacznę od tego, że zawsze byłam mistrzynią wszelakiego przypału i mama często miała ze mną drobne kłopoty. Od zawsze miałam dobrą pamięć i jako 3 latka miałam swoją ulubioną książeczkę. Pewnego pięknego dnia pojechałam z rodzicami do babci mieszkającej 200 km od nas. Przywitania, całuski i ja z hasłem:
- Babciu, a ja już umiem czytać!
Mama szybko skontrowała zasłaniając mi usta. Jednak babcia zaczęła drążyć.
- A jak to czytasz? Naprawdę?
- No naprawdę babciu. Mam książeczkę i umiem czytać. 
Mama nie dała rady mnie uciszyć, więc babcia poprosiła o przeczytanie tej ulubionej książeczki. Mądra ja, zaczęłam czytać po kolei każdą stronę. Babcia w szoku zawołała sąsiadki i kazała jeszcze raz przeczytać. Więc czytałam. 

Wszystkie się zachwycały i obdarowały genialną trzylatkę słodyczami dodając:
- Niesłychane, taka mała, a już czyta. I to dokładnie tak jak pisze, wszystko po kolei. 
Na co odezwała się moja mama patrząca na to z uśmiechem.
- Ona nie umie czytać, tylko zapamiętała dokładnie co jest napisane. Słowo po słowie i kartka po kartce. Dajcie jej jakąś inną książeczkę to nie przeczyta. 
Oczywiście wszystkie babcie znowu zaczęły się zachwycać moją pamięcią i sprytem. Tak znowu zarobiłam słodkości :)

#cITVi

Jestem w klasie maturalnej. Codziennie mam natłok zajęć, sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne, a do tego fakultety, korepetycje i dodatkowe lekcje z rysunku. Wychodze z domu o 6.30, wracam o 17, jem, uczę się i idę spać. Moje relacje z rodzicami i rodzeństwem są ograniczone do szybkich wymian zdań, gdy spotkamy się w korytarzu domu. Dzień moich znajomych wygląda podobnie. Czasami w nocy płacząc z przemęczenia i bezsilności po dostaniu kolejnej 1 ze sprawdzianu, na który nie miałam siły się nauczyć zastanawiam się, czy czasem życie nie ucieka nam pomiędzy palcami...

#rMglY

Był późny wieczór, ok 23. Na przystanku, z którego miałem jechać stało około 5 osób. Stojąc za przystankiem wypatrzyłem koleżankę ze szkoły poznając jej twarz z profilu. Bawiąc się w żartownisia zakradłem się od tyłu i przykładając wyciągnięty palec do okolic żeber szepnąłem: "Pieniądze albo życie". Gdy zaczęła krzyczeć i się szarpać zauważyłem, że jednak tej kobiety nie znam i to pomyłka. Dwóch gości sprowadziło mnie na ziemię, zaczynają dzwonić na policję.

Dobrze, że udało mi się krzyknąć nazwisko i imię tej koleżanki (bo ofiara okazała się być jej siostrą) - pomogła mi przegadać tych typów, których poźniej bądź co bądź pochwaliłem za reakcję. Sama koleżanka w szkole na drugi dzień nie mogła przestać się ze mnie śmiać..

#YJOQL

Każda chyba kobieta to zna kiedy idzie do fryzjera na podciącie końcówek, a wychodzi z opitolonymi włosami... Podobno tak ma być i tak będzie. Ja też miałam taką swoją stałą fryzjerkę, którą lubiłam, ale zawsze zamiast dwóch centymetrów obcinała mi z 5 jak nie 10. No bo były zniszczone, bo to, bo tamto.

Miałam tego dosyć i tak pewnego raz wpadłam na genialny pomysł. Idę do swojej fryzjerki, uśmiecham się, gadka szmatka. Ona mi zakłada ta płachtę ( wybaczcie zapomniałam nazwy), rozczesuje włosy i pyta:
- Tak jak zwykle same końcówki? 
Po czym ja uśmiecham się zołzowato i wyciagam linijkę z torebki.
- Tak, ale tym razem poproszę równe dwa centymetry, bo inaczej pozwę panią o niszczenie mojej własności. 
Pani popatrzyła na mnie z dość dziwną miną i zaczęła w ciszy ścinać. Od razu było widać że samiuśkie końcówki. Pierwszy raz miałam tak cudownie ściete włosy. Można? Można!
Dodaj anonimowe wyznanie