#YbmQu

Jakoś parę dni przed świętami trzeba było wybrać się na ostatnie zakupy. Poszłam więc z moją życiodawczynią do centrum handlowego w stolicy Wielkopolski.

Wchodzimy do windy i czekamy aż zamkną się drzwi i wjedziemy piętro wyżej. Jednak w ostatniej chwili do windy weszła pani z dwójką dzieci - dziewczynka ok. 8 lat i chłopiec ok. 4-5 lat. Kobitka chuda nie była, ale wyjątkowo gruba też nie. Jedziemy powoli poziom wyżej, gdy nagle dziewczynka patrzy na tabliczkę z informacją o maksymalnej ilości osób i wadze. Po chwili namysłu odwróciła się do mamy i z przejęciem w głosie powiedziała:
- Mamusiu, ale ty nie możesz tutaj jeździć.

Na tabliczce widniał duży napis 1600kg. Ledwo powstrzymałam się od śmiechu, a mama tej dziewczynki najwidoczniej miała dystans do siebie i tylko się uśmiechnęła.

#L0uJJ

Mój tato co roku na 2-3 miesiące wyjeżdżał do pracy za granicę, żeby trochę dorobić. Zawsze coś mi przywoził, a to pluszak, a to pudełko na biżuterię itp. Jednak pewnego dnia przebił wszystkie prezenty.

Przywiózł mi lalkę. Mianowicie mulatkę. Ucieszyłam się bardzo i od razu zaczęłam ją rozbierać, żeby przebrać ją w jakąś ładną sukienkę - jakoś mi nie przeszkadzało że jest czarna :D Ściągam niebieskie śpioszki, i co widzę? Moja piękna Kasia ma siusiaka! Mama w śmiech, tata speszony, a ja zachwycona czymś nowym. Kasia jednak pozostała Kasią i była małą transwestytką, bo nadal ubierałam ją/go w sukienki.

Tato nie kupił mi nigdy więcej sam lalki.

#9hFfr

Ostatnio u mnie na ulicy była kolęda.
My całą rodziną spięci, bo nowy proboszcz i co jak do nas przyjdzie. A podobno ksiądz, który u nas zawsze jest, tym razem nie chodzi. No więc wchodzą ministranci, śpiewamy kolędy i oni idą po księdza. Ksiądz (nie z naszej parafii) wchodzi z ministrami i zaczyna się. Chce poświęcić nasz dom i takie pytanie:
- No to kto w tym domu jest najbardziej niegrzeczny i kogo w takim razie trzeba najbardziej poświęcić?
Krótka chwila ciszy, a nagle moja czteroletnia siostra:
- Ksiądz!

#WWZNO

Pięć lat temu straciłam telefon w dość nietypowy sposób. Był wtedy czerwiec, a że mieszkałam niedaleko rzeki, często się tam wybierałam wraz z moją kuzynką. Tamtego dnia udałyśmy się tam razem z jej psem. Nie miała ona kieszeni, więc poprosiła mnie, żebym schowała do spodni jej telefon, żeby nie wpadł do wody.

Jej pies beztrosko sobie pływał, a my rzucałyśmy mu jak najdalej kamienie, żeby go czymś zająć w wodzie. Po skończonej 'kąpieli' wróciłyśmy do domu, oddałam kuzynce własność i zorientowałam się, że nie mam własnego sprzętu do dzwonienia. Spanikowana wróciłam w tamto miejsce i szukałam wszędzie, mając cichą nadzieję, że telefon leży gdzieś w pobliskich krzakach lub na kamieniach. No właśnie, kamienie, które wrzucałam do wody. Na głębszą wodę. Rzuciłam niczego nieświadoma telefon do rzeki.

Moje poszukiwania spełzły na niczym, bo woda do najczystszych nie należała, a gdzie dokładnie wrzuciłam telefon, nie wiedziałam. W dodatku gdy opowiedziałam koleżance tę historię, jej tata-mruk o mało nie udusił się ze śmiechu.

#ChVvQ

Kiedy miałam jakieś 3-4 latka, jechałam z mamą w pociągu. Miałam ze sobą swoją ulubioną lalkę. W tym czasie moja siostra starsza o 7 lat przyniosła ze szkoły wszy. Jadąc, bawiłam się lalką i trzymałam ją między kolanami, uciskając jej głowę. Moja mama bez zastanowienia pyta:
- Dziecko, co ty robisz z tą laleczką?
- Robaki zabijam...
Mina kobiety, która siedziała obok mnie musiała być bezcenna, a młody chłopak, który siedział naprzeciwko popłakał się ze śmiechu.

#hjfdb

Jako niezwykle ciekawskie dziecko, badając własną anatomię, odkryłam na swoim ciele mały guzek. Był on dosyć twardy i niepokojący, jednak mimo strachu o własne zdrowie i życie nic nie powiedziałam o swoim odkryciu rodzicom, po prostu po cichu liczyłam, że sam z czasem zniknie.

Każdego dnia sprawdzałam czy nadal jest, ale po paru dniach zajęta innymi poważniejszymi dziecięcymi sprawami takimi jak zabawa i kolorowanki, zapomniałam zupełnie o jego istnieniu.

Dopiero po wielu latach uświadomiłam sobie, że w dzieciństwie chciałam pozbyć się własnej łechtaczki. Teraz cieszę się, że jednak nic samo nie zniknęło ;)

#NScqZ

Było to tuż przed świętami. Jako, że w poniedziałek był ostatni dzień szkoły, bo we wtorek wigilie klasowe, razem z moją najlepszą przyjaciółką uznałyśmy, że nie chce nam się iść na lekcje, tylko pojedziemy sobie do galerii handlowej oddalonej od naszych domów godzinę drogi autobusem, żeby nikt nas nie zobaczył. Choć nasi rodzice również się przyjaźnią i pracują w jednej firmie i wiedziałyśmy, że teraz będą w pracy, to jednak dla ostrożności wolałyśmy pojechać do dalszej galerii, niż chodzić po sklepach niedaleko naszych domów.

Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony. My - z tego, że widzimy naszych rodziców z prezentami dla nas w ręce, czy nasi rodzice - z tego, że widzą, że nie jesteśmy w szkole...

#TDmI9

To była leniwa sobota, 0 planów na wieczór. Postanowiłam posprzątać, a że kosz na śmieci już kipiał, to założyłam buty, kurtkę, wzięłam klucze, telefon i ogromny wór.

Osiedlowy śmietnik wygląda jak garaż blaszany, a kontener jest ustawiony na samym końcu. Otworzyłam garaż i zostawiłam klucze w zamku. Weszłam do środka i ktoś kluczem zamknął drzwi. Dobrze, że miałam telefon, napisałam do sąsiada SMS: "Jestem w śmietniku, otwórz mnie". Sąsiad na początku myślał, że to żart, ale po jakimś czasie (15 minut) zszedł i mnie otworzył.

Traumę mam do dziś. Teraz jak wynoszę śmieci, klucze wyjmuję z zamka.

#SjXPc

Moja siostra chodzi na świetlice osiedlową i kilka dni temu mieli napisać listy do Mikołaja, które potem ich wychowawczyni ma przekazać sponsorom i dzieci od nich dostaną paczki z wybranymi prezentami w ramach jakiejś akcji. I wiecie co to genialne dziecko napisało w tym liście?
Że chce trumnę i pająka... :) Ciekawe, co jej dadzą.

#392ky

Historia sprzed ok. 10 lat. Jest grudzień, tydzień przed świętami Bożego Narodzenia.
Jak co roku ja i mój tato wyruszyliśmy do lasu wybrać najpiękniejszą choinkę. Jest! Drzewko wybrane, zaznaczone, idziemy więc do kuzyna taty (leśniczego) powiedzieć mu, że wszystko załatwione.

Zgoda jest, więc nazajutrz idziemy z ojczulkiem po choinkę, trzymając w dłoni siekierę. Troszkę go spowalniałam, bo byłam świeżo po chorobie i ciężko mi było przemierzać las. Dotarliśmy na miejsce. Tatko zrobił co miał zrobić, siekierkę dał mi, mówiąc przy tym, abym uważała jak będę ją niosła, a on hyc drzewo na plecy i lecimy do domu.
Jak już wspomniałam nie nadążałam za nim, bo byłam osłabiona, więc po chwili straciłam go z oczu. Nie wpadłam w panikę, bo jestem dzieckiem lasu i doskonale wiedziałam gdzie byłam, ale wpadłam w histerię z innego powodu... To na pewno jego głupi żart, a ja biedna z tą siekierą pod pachą! Od razu przypomniała mi się bajka "101 dalmatyńczyków" i uznałam, że na pewno tą choinką pozacierał wszystkie ślady, żeby mnie zmylić.

No nic, trzeba wracać. Więc idę z narzędziem drwala przez pół wsi, ryczę z nerwów i modlę się, żeby tylko ludzie mnie nie zobaczyli. Wchodzę do domu, taty jeszcze nie było, za to była moja mama. I co pomyślała, widząc swoje dziecko zapłakane, z siekierą w ręce i brak męża? No oczywiście jej latorośl zabiła ojca w lesie! Po wnikliwych pytaniach w końcu dowiedziała się, o co chodzi. Mój żartowniś w tym czasie wrócił do domu cały i zdrowy. Rodzicielka najpierw ochrzaniła tatę, że mnie zgubił, ale gdy emocje opadły, oboje turlali się ze śmiechu. Tylko ja byłam dalej naburmuszona (ale tylko do momentu, gdy mnie nie przekupili mleczkiem w tubce )...

I tak oto ta historia stała się ponadczasową "Opowieścią Wigilijną" w mojej rodzinie.
Dodaj anonimowe wyznanie