Mój mąż miał dziś wypadek samochodowy. Dzięki niemu dowiedziałam się, że od trzech lat ma romans z moją przyjaciółką...
Jechali razem w góry. Mąż miał mieć delegację w Szczecinie...
Walizki już spakowane... Sajonara frajerze!
Ciągle czytam na anonimowych historie o dobrych dresach Sebkach i od razu nasunęło mi się na myśl, aby opisać moją historię:
Kiedy miałam lat 15 potwornie pociągali mnie niegrzeczni chłopcy. Wszystkie łyse typy w dresach, nadużywający słów na k... czy też ch... Byli dla mnie wręcz ideałem męskości. "Niestety" raczej znałam takich niewielu, bo w sumie skąd, nie byłam pijaną małolatą, nie paliłam papierosów i nawet nie chodziłam na wagary. W gronie moich najlepszych przyjaciół były raczej same osoby o dobrych ocenach i wysokich ambicjach. Tak, że niegrzecznych chłopców w dresach podziwiać mogłam raczej tylko z daleka. Ale pewnego dnia...
Stało się! Poznałam chłopaka. Łysa głowa, dres szeroki, rap w słuchawkach, rodzice po rozwodzie, wychowany przez ojca alkoholika - I D E A Ł (w przyjmowanych przeze mnie wówczas kryteriach). Czułam po prostu, że zbliża się przygoda i okres buntu. Jednak bardzo się pomyliłam...
Chłopak z trudną przeszłością z całą pewnością miał więcej w głowie, niż wszyscy moi poukładani przyjaciele razem wzięci, to on wciąż pchał mnie do przodu, kiedy miałam ochotę rzucić wszystko i pić tanie wino gdzieś w krzakach, nakłaniał do nauki wciąż powtarzając jak wielkie szanse dają mi moi rodzice i jak bardzo on chciałby mieć takie możliwości na starcie. Tak oto za jego namową skończyłam liceum, zdałam maturę, poszłam na studia.
Niewiele we mnie dziś pozostało z dziewczynki marzącej o burzliwym związku z niegrzecznym chłopcem. Ale jednego jestem pewna, tamten chłopak - dziś mój narzeczony - jest i zawsze był i zawsze będzie moim własnym ideałem i to wcale nie dlatego, że jest łysy i nosi fajny dres :) To po prostu dobry i pracowity człowiek, o wielkim sercu, który kocha mnie miłością bezwarunkową. Jesteśmy razem bardzo szczęśliwi, a każdemu, kto pyta, co taka dziewczyna jak ja robi tyle lat z byle dresem polecam najpierw człowieka poznać, a potem oceniać.
Kilka lat temu poznałam fajnego chłopaka. Po jakimś miesiącu częstych rozmów zrozumiałam, że coś do niego czuję. Niedługo potem byliśmy parą. Był moją pierwszą miłością, czułam się jak w bajce. Niestety nie trwało to długo...
Dowiedziałam się, że mój luby był ze mną, bo założył się z kolegami, że mnie przeleci.
Pewnie myślicie, że powiedział mi, że na początku było to dla zakładu, ale poczuł coś do mnie, pokochał czy coś w tym stylu.
Niestety, w rzeczywistości, gdy dowiedziałam się o zakładzie, nie chciałam w niego uwierzyć, więc poszłam do mojego chłopaka, bo chciałam, żeby mi wszystko wytłumaczył, a on zaczął się ze mnie śmiać, że uwierzyłam w jego słowa, kiedy mówił, że mnie kocha...
Od tego zdarzenia minął już spory kawał czasu, a ja do tej pory nie mogę się pozbierać i znaleźć sobie kogoś, bo za każdym razem jak nadarza się okazja na jakiś związek, to boje się, że znowu spotka mnie to samo. Jestem świadoma, że nie każdy jest taki sam, ale nie potrafię przełamać strachu. Boje się, że już zawsze będę samotna.
Dlatego proszę was, zanim zaczniecie sobie robić z kogoś żarty, przemyślcie, czy to dobry pomysł...
Jakiś czas temu około 2 w nocy przebudziłem się i widziałem jakąś twarz w ciemności (około 15 cm od swojej).
Oczywiście środek nocy, więc serce skacze jak opętane, odruch samoobrony, czyli mój lewy prosty (trochę krzywy) na twarz straszydła.
Słychać upadek, coś tam jęczy.
"Trochę" już rozbudzony schodzę z mojego łóżka i sprawdzam, kogo znokautowałem.
Okazało się, że to mój młodszy brat lunatykował i kiedy dostał mojego "krzywego", to zaczął się dopiero budzić. Rano oko spuchnięte, elektroniczne urządzenia (telefon, komputer itp.) pozabierane, oraz ostre tłumaczenie się dlaczego biję swojego brata po nocach.
O dziwo, od tamtej pory przestał lunatykować.
Będąc ledwo odrośniętą od podłogi smarkulą miałam traumatyczne przeżycie. Los "pokarał" mnie dwójką starszych o 15 lat braci (a ich pyskatą młodszą siostrą😊). Pewnego dnia, gdy rodzice wyjechali i zostawili nas z babcią, mój braciszek postanowił rozprawić się ze mną, za moje odzywki. Jak?? Stwierdził, że mnie usmaży...
Pyskowałam, do momentu jak nie posadził mnie na blacie w kuchni i nie wyjął patelni... Potem już tylko było słychać przerażone: "Babciaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!".
Druga klasa podstawówki. Sanatorium. Ja - cała w bąblach z ospy wietrznej i chłopiec totalnie zakochany we mnie.
Komplement, który zapamiętam do końca życia:
- Z tymi krostami jesteś jeszcze piękniejsza.
:)
Mama opowiedziała mi kiedyś moją historię z dzieciństwa. Często do niej wracamy przy rozmowach, jest dużo śmiechu.
Miałam 3 latka, mama często zabierała mnie do swoich znajomych na różne okoliczności np. imieniny, urodziny itp. Strasznie było jej głupio, gdy jej ukochana słodka córeczka brała misę, w której były słodycze i chowała się pod stołem opróżniając całą. Nie wiedziała co ma zrobić, żebym oduczyła się jedzenia aż tylu słodyczy. Więc wraz z moją babcią wpadły na pomysł, aby kupić torbę słodyczy i mi dać. Myślały, że jeśli zjem dużą ilość słodyczy, to przestanę się tak obżerać u znajomych rodziny (podkreślam, że nigdy nie brakowało mi w domu słodyczy).
Tak jak mówiły, tak zrobiły - kupiły kilo jabłek, bananów, pomarańczy, cukierków, ciastek, galaretek itp. Mama przyniosła mi torbę i daje mi ją, ja ze zdziwieniem w oczach pytam:
- To wszystko dla mnie?
- Tak, wszystko dla ciebie.
- Mogę wszystko zjeść teraz?
- Tak. To jest tylko twoje i możesz zjeść wszystko teraz.
Więc zabrałam się do konsumpcji. Gdy zjadłam wszystko nic nie powiedziałam, dobrze się czułam. Mama z babcią pomyślały "jutro też jej kupimy, to na pewno jej już się odechce tak obżerać". Tak zrobiły, zjadłam drugą torbę następnego dnia, odwracam się do mamy i mówię:
- Jutro zamiast galaretki pomarańczowej wybierz mi truskawkową, dobrze?
Mama mówi, że jak to usłyszała, to jej ręce opadły. Chciałabym zobaczyć jej minę w tamtym momencie :)
Ostatnio byłam u koleżanki na imprezie. Wszyscy świetnie się bawili. Alko, dobra muza itp. Wiedziałam, że będę wracała późno w nocy, lecz zapomniałam wziąć więcej kasy, bo bym na taksówkę zadzwoniła. Myślę, może autobus jakiś będzie. Niestety przeliczyłam się.
Przez pół miasta wracałam jakieś 3 km z buta. Oglądam się za siebie i zauważyłam czarną postać w kapturze. Zaczęłam iść szybciej, ten ktoś też przyspieszył kroku. Strasznie się przestraszyłam. Myślałam, że umrę że strachu. Był bardzo blisko mnie. Zaczęłam biec, a ten ktoś też zaczął biec i krzyczy coś za mną. Uciekałam, ale on był coraz bliżej.
Niestety dogonił mnie i wywiązał się między nami dialog:
- Zgubiłaś bransoletkę.
- Dddziękuję.
Myślałam, że umrę że strachu.
Ale oddał mi ją i odprowadził kawałek.
Chwilę gadaliśmy, wymieniliśmy się numerami.
Tak, przyjaźnimy się :)
Wchodzę codziennie na anonimowe i natknęłam się na kilka opowiadań o ojcach, którzy nie wiedzą ile lat mają ich pociechy. Pojawiło się też wyznanie chłopaka, na którego ojciec był zły za picie piwa, bo myślał, że jest niepełnoletni.
Mój ojciec również pewnie nie wie ile mam lat.
Nie wie też na sto procent kiedy mam urodziny.
Nie wie jaką szkołę średnią skończyłam i nie potrafiłby wymienić nazwy mojego kierunku.
Nie wie ilu chłopaków miałam, nie wie czy miałam jakiegokolwiek.
Nie wie co lubię robić, nie wie jakie mam hobby, co lubię jeść albo jaki był mój ulubiony przedmiot.
Nie wie też gdzie pracowałam, w jakich miastach i państwach byłam (chociaż twierdzi, że to i tak dzięki niemu wyjeżdżałam).
Nie wie jaka naprawdę jestem i prawdopodobnie nigdy się nie dowie.
Mieszkam z nim całe życie. To nas łączy - wspólny dach nad głową.
Mój ojciec wie jedno.
Jak zdobyć alkohol.
Jest uzależniony. Jest alkoholikiem. Zrozumie to tylko ten, kto miał z tym podobną styczność.
Ciało mojego ojca jest pokaleczone we wszystkich miejscach. Przecięta żyła w stopie, przygniecione przez drzewo nogi, obite kolana, blizny po ugryzieniu psa, wszelkiego rodzaju obite lub posiniaczone nogi, głównie uda. Rozcięty brzuch, połamane palce wyglądające jak przyszyte kikuty, blizny, zadrapania, złamania i cała reszta różnych urazów, które ciężko zliczyć.
Rozmowy, które ze mną przeprowadza kończą się na pytaniach gdzie jest pilot, czy mam jakieś pieniądze albo fajki.
Robi sobie krzywdę i jednocześnie nam. Był już na różnych leczeniach, był nawet w zakładzie zamkniętym po próbie samobójczej.
Nie wyzdrowieje, bo nie rozumie tego, że jest chory.
Piszę to, ponieważ czytając wyznania o prawdziwych ojcach, którzy nie wiedzą ile ich dziecko ma lat, śmieję się.
I zazdroszczę, że tylko to może stanowić problem.
Czytając wyznania, o żartobliwych docinkach ze strony ojca, nie rozumiem ich.
Nie rozumiem takiej relacji między córką a ojcem, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam i już nie doświadczę.
Jeżeli ktoś z Was pokłócił się z ojcem, nie przeciągajcie tego dłużej niż się powinno. Doceńcie to co macie i kogo macie.
Życie jest za krótkie, żeby zmarnować je na kłótnie, szczególnie te z rodziną.
Rodzina jest najważniejsza.
Kiedy się urodziłam, podmienili mnie w szpitalu (podobne numery opasek). Moja mama nakarmiła córeczkę innej pani. Ja, będąc u owej pani, nie chciałam wypić nawet kropli mleka.
Zauważono pomyłkę i oddano nas z powrotem.
Teraz w szkole oddaję moje drugie śniadanie koleżance... Jak się okazało (po paru latach wspólnych urodzin), tej ze szpitala :D
Dodaj anonimowe wyznanie