#cKHsU

Chciałam oddać krew, zdecydowałam się dawno, w zeszłym tygodniu poszłam jako Honorowy Dawca Krwi. Nie mogłam oddać - zbyt niska hemoglobina.
Poszłam we wtorek do lekarza. Pani doktor zleciła badania krwi. Wyniki odebrane wczoraj, złe, bardzo złe. Dzisiaj po konsultacji z lekarzem otrzymałam skierowanie do szpitala. Po co? Mam mieć transfuzję krwi! Lekka ironia...
Jeśli ktoś tu oddaje krew, to w imieniu wszystkich ją otrzymujących dziękuję z całego serca.

#HUrLE

Sytuacja przytrafiła mi się kilka miesięcy temu. Strasznie cierpiałam z powodu niesamowitego bólu brzucha, jak nigdy. W ciąży nie byłam, bo z kim; okres miałam, ale u mnie przebiega bezboleśnie. Pomijając ten cholerny ból, żyłam jak co dzień, ale po drugim dniu agonii nie wytrzymałam. Postanowiłam pójść do lekarza.

Diagnoza nie była w pełni zrozumiała. Lekarka mówiła, że to może być rak jajnika, trzustka, która jakimś cudem znalazła się po lewej stronie, Bóg wie co jeszcze. Ze strachem w oczach dała mi natychmiastowe skierowanie do szpitala.

Jadąc samochodem myślałam tylko o tym, że nie chcę jeszcze umierać. Nawet nie mam 20 lat. Boże, czy to koniec mojego marnego życia?
Gdy dotarłam na miejsce, od razu zostałam zbadana. Miły lekarz (typ śmieszka) obejrzał mnie ze wszystkich stron, zadając mi pytania typu czy jestem w ciąży, czy uprawiam seks, co jadłam, ale żadna z odpowiedzi nie była przyczyną mojego pobytu w tym miejscu, więc postanowił zrobić rentgen. Rentgen jak to rentgen, bez żadnych ekscesów, tylko troszkę zimno w cycki było. W poczekalni kilka osób. Dobrze, że zdążyłam przed pobitymi typami i pijanymi laskami z połamanymi nosami, co dla piątkowych wieczorów jest normą.

Podczas czekania na wyrok minuty ciągnęły się jak godziny. Wtedy znowu ujrzałam miłego śmieszka-heheszka. Zaprosił mnie do gabinetu (na moje nieszczęście nie domknął drzwi), powiesił zdjęcie rentgenowskie na tej świecącej tablicy i powiedział: "TYLE GÓWNA W JELITACH TO JA NIGDY W ŻYCIU NIE WIDZIAŁEM". Zalecił mi lewatywę i stety bądź niestety, na tym się skończyło.
Miny ludzi w poczekalni bezcenne.

#1KMww

Historia sprzed 20 lat, opowiadana na każdym spotkaniu rodzinnym.

Cała rodzina oczekiwała przyjścia na świat  jakże pięknego dziecka (czyli mnie :) ), tak wyszło, że urodziłam się kilka dni przed ósmymi urodzinami mojego brata. Razem z mamą wyszłyśmy ze szpitala w jego urodziny. Gdy przyjechałyśmy do domu, mama wręczyła bratu mnie i powiedziała, że jestem jego prezentem urodzinowym... A co na to mój kochany braciszek???
- Wystarczyłaby czekolada, mamo!

#3dnTn

Pragnę skierować to wyznanie do wszystkich singli, wzdychających samotnie nad pięknymi, anonimowymi historiami. Jeszcze niedawno sama byłam jedną z was! Wpatrywałam się w wyznania maślanymi oczkami, marząc o księciu na białym koniu! I co? I nic! Nie było. Jednak niedawno wszystko uległo zmianie, więc chcę się podzielić z wami moją historią:

Kilka miesięcy temu postanowiłam zadbać o formę! Nie należę do kobiet otyłych czy nawet "przy sobie", ale święta, przerwa od szkoły zrobiły swoje. Niestety przybrałam. Dlatego postanowiłam zapisać się na basen! Nie pamiętam, kiedy ostatnio wybrałam się na nasz MOSIR, słabo u mnie z pływaniem, ale jak się zaprę, to odwrotu nie ma. Namówiłam brata (na co dzień studiującego w innym mieście), aby poszedł ze mną. Jest świetnym pływakiem i na basenie bywa regularnie. Tak więc jedziemy!

Kupiliśmy godzinne karnety, ściągamy buty, kurtki, dostałam od brata tę "bransoletkę", którą otwiera się szafki (wiecie o co mi chodzi) i wiadomo - ja do damskiej szatni, on do męskiej. Z racji, że zawsze grzebię się niemiłosiernie, a samo założenie czepka i ogarnięcie włosów zajmuje mi sporo czasu, uznałam, że sprężę się, aby nie tracić czasu na siedzenie w szatni! Tak więc szybko wlatuję do szatni (uff, na szczęście nikogo nie ma), znajduję szafkę i raz, dwa! Rozbieram się (jak wspominałam, nikogo nie było, wiec postanowiłam założyć na siebie strój bez wchodzenia do przebieralni. A poza tym same baby! Czego się wstydzić?).

I kiedy to stałam w szatni w pełnej okazałości, obracam się, a tam chłopak - na oko w moim wieku. Nieźle wmurowany patrzy na mnie, jakby ducha zobaczył. Zakryłam się szybko ręcznikiem, ubrałam strój, w tym samym czasie drąc się wniebogłosy, co to za zboczeniec i debil podgląda mnie w szatni! Konkretnie go zjechałam, nie szczędząc wyzwisk i docinek. A on tylko stoi! Kiedy już ubrałam się i byłam gotowa po prostu wywlec gościa z szatni, on tylko uciszył mnie i powiedział, żebym poszła za nim. Co tu się dzieje?! Byłam tak zmieszana, że poszłam. A on pokazał mi salę z prysznicami pełną... facetów! Spojrzał mi w oczy i wypowiedział pamiętne słowa: "Słuchaj, to jest męska szatnia!".

Wybiegłam z niej szybciej, niż się tam znalazłam. A pod nią kto stoi? Nie kto inny, tylko mój głupi brat, wijący się ze śmiechu. Tak, specjalnie dał mi "bransoletkę" do męskiej szatni, a ja jako rzadki gość basenowy nie zorientowałam się.
Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kolega z szatni przedstawił się, poszliśmy po basenie na kawę, zakochaliśmy się i teraz JESTEŚMY RAZEM (zawsze chciałam to tutaj napisać :D !)

Tak wiec, nie zrażajcie się, kochani single i singielki! Nie znacie dnia ani godziny. Wszystko się może zdarzyć:) Trzymam kciuki, aby ta historia choć trochę podniosła was na duchu!

#sTbGy

Mam psa rasy Husky. Moja sunia jest przekochana, ale ma jedną wadę, a mianowicie uwielbia polować... głównie na kury sąsiadów (sami nie posiadamy). Pewnego razu jakimś sposobem udało jej się opuścić naszą posesję i nie było jej jakiś czas.

Wróciła, a w pysku dumnie dzierżyła swoją nową zdobycz - martwą (przynajmniej tak nam się wydawało) kurę. Zabawa nie trwało długo bo mój piesek szybko znudził się nową "zabawką" i porzucił zwłoki gdzieś pod płotem. Sama jakoś nie paliłam się do tego, aby pozbyć się ciała kury więc postanowiłam, że poczekam na tatę.

Możecie sobie tylko wyobrazić nasze zdziwienie kiedy okazało się, że kura ożyła i biega jak postrzelona po podwórku. Oniemiałam, mój pies również. Jakby na to nie patrzeć, kury należało się pozbyć, żeby ktoś nas nie posądził o kradzież, a uwierzcie, że na wsi perfekcyjne gospodynie domu dokładnie wiedzą jaką ilość drobiu mają na wychowaniu. Tata specjalnie się nie wysilił i po prostu wyrzucił kurę za ogrodzenie.

Tego samego dnia kura wróciła do nas. Historia powtarzała się jeszcze kilka razy dopóki tata nie dał sobie spokoju. Od tamtej pory moja psina i kura to najlepsze przyjaciółki, a my każdego dnia mamy po jednym jajku :)

Syndrom sztokholmski, jak nic!

#Qc1K0

Mój młodszy brat ma 17 lat. Przeziębił się i boli go gardło. Nie byłoby w tym nic dziwnego... Gdyby nie fakt, że postanowił poszukać w internecie co mu dolega. Jak można się spodziewać, nie wyszło z tego nic mądrego. Teraz mam na głowie nastolatka, który od rana wszystkim mówi, że cierpi na menopauzę i nie może iść do szkoły. Czasami się zastanawiam, jakim cudem on zdał wszystkie klasy w podstawówce...

#JUWeQ

Pewnego dnia poszłam z koleżanką na miasto. Usiadłyśmy akurat na ławce, gdyż musiałam znaleźć portfel. Nagle Kasia (uznajmy, że tak miała na imię koleżanka) szturchnęła mnie, więc zapytałam co się stało.
- Patrz, jaki ładny chłopak - powiedziała wskazując na wysokiego mężczyznę, który stał kilka metrów przed nami.
Popatrzyłyśmy na siebie porozumiewawczo i Kasia podeszła zagadać.
- Cześć... - nie zdążyła skończyć, bo chłopak się odwrócił. Jak okazało się, znałyśmy go, bo był to ksiądz, który uczy nas religii.
Kasia próbując wydostać się z niezręcznej sytuacji krzyknęła:
- Cześć Chrystusowi! - i odeszła zawstydzona.

Teraz na religii chowa głowę w zeszyt, aby nie zostać zauważoną przez "przystojniaka z galerii'' :D

#vnbQ9

Pewnego wieczoru, czekając na powrót męża, oglądałam "The Walking Dead". Siedziałam w ciemnościach, opatulona kocem, zestresowana tym, co działo się na ekranie. W momencie, gdy jeden zombiak zanurzył swoje zęby w łydce jednego z bohaterów, COŚ użarło mnie w duży palec u nogi! Podskoczyłam krzycząc przeraźliwie, oblewając się przy tym gorącą herbatą... Okazało się, że nie zamknęłam chomikowej klatki i mój futrzany troll użarł mnie w najmniej odpowiednim momencie.

#ifXYt

Podzielę się z wami historią z 1 klasy podstawówki.
Jako dziewczynka miałam piękne, długie włosy. Oczywiście do szkoły mama robiła mi warkoczyki.
Drugi dzień szkoły, a mama już wezwana przez panią pedagog i panią wychowawczynię... Dlaczego? Otóż kolega z ławki postanowił mi obciąć mojego warkocza.... Odwinęłam mu z pięści prosto w nos... Złamany.
Słychać było tylko "ojej, ty mu złamałaś nos!!!". Ale ani razu nie było "miałaś takie ładne włosy. Będzie dobrze... kiedyś odrosną" .
Chłopak ma za swoje, a ja nadal jestem dumna z tego co zrobiłam :)

#ukgyC

Na początku zaznaczę, że nigdy nie chciało mi się uczyć, jak to mówili "zdolna, ale leniwa".
Ale do rzeczy. Wracam sobie do domu po szkole, a Tata mówi żebym się nie rozbierała, bo chcę mi coś pokazać na zewnątrz. Wychodzimy, a on mnie prowadzi do drewnianego pomieszczenia gdzie mamy kury, wchodzę a tam co? Koza, tak koza. Pytam taty skąd się u nas wzięła, a on z szerokim uśmiechem oznajmia mi, że skoro nie chcę się uczyć, to przynajmniej będę umieć doić kozy. Chyba nic mnie tak nigdy nie zmotywowało.
Dzięki tato.
Dodaj anonimowe wyznanie