#tz63y

Moi rodzice pokłócili sie dziś rano. Ot, zwyczajna małżeńska sprzeczka. W emocjach przyrzekli, że do końca dnia jedno, nie odezwie się do drugiego.

Teraz siedzą przytuleni na kanapie, popijając wino i oglądając jakąś kiepską komedię. W milczeniu.

Z okazji świąt życzę każdemu takiej miłości.

#Q67Ny

Jestem ojcem chrzestnym 2 - letniej córki mojej siostry. Któregoś dnia zajmowałem się moją chrześnicą, kiedy nasza sprzątaczka kończąc swoją pracę zmyła podłogę, i poprosiła, żebym przypilnował małą, żeby nie wchodziła do swojego pokoju. Także usiadłem z małą przed telewizorem i zająłem się szukaniem czegoś ciekawego. Dodam tylko, że dziecko to, pomimo swojej maleńkości, jest bardzo stanowcze.

Kiedy sprzątaczka wyszła, a ja byłem zajęty telefonem (taak, XXI wiek, te sprawy) dziecko, jak dziecko - drzwi zamknięte = natychmiastowa potrzeba wejścia do tego pokoju. Najpierw próbowała otworzyć klamką = za wysoko. Później siłą = zamek nie pozwala.

Więc co zrobiła?

Rozbiegła się ok. 10 metrów, po czym z impetem przywaliła głową w drzwi.
Nie, nie płakała. Po chwili wstała, zrobiła groźną minę do drzwi wyrażającą "to jeszcze nie koniec", po czym usiadła na swoim foteliku i zaczęła się bawić.

Rozumowanie dzieci nadal pozostawiam w katalogu "do zrozumienia".

#ciFCM

Akcja działa się w jednej ze studenckich stołówek. W kolejce przede mną stało kilku obcokrajowców. Kiedy przyszła ich kolej, zapytali w języku angielskim, które z dań to kurczak. Na to pracująca tam kobieta (po sześćdziesiątce) mówiła, wskazując palcem na potrawy: "to jest cziken, to jest cziken i to też jest cziken".
Było to zarówno zabawne, jak i urocze :D Ale najważniejsze, żeby się dogadać.

#xh67s

Pewnego razu byłam na spacerze z moją mamą i psem. Pies jak to pies, załatwia swoje sprawy na dworze. Jestem jednak dość dużym leniem i nie zawsze zdarza mi się sprzątać psią kupę, w przeciwieństwie do rodzicielki, która robi to za każdym razem.

I tak szłyśmy powoli, gdy po drugiej stronie ulicy mama zauważyła mężczyznę, którego pies właśnie załatwiał się na trawie przy chodniku. I mówi do mnie - "Zosia, czekaj. Zobaczymy, czy posprząta". Priorytety mojej mamy zawsze mnie zadziwiały...
I tak stałyśmy pośrodku chodnika wgapione w srającego psa. Gdy skończył, jego właściciel wyciągnął z kieszeni chusteczkę. Oczywiście mama nie została dłużna i dorzuciła swoje kilka groszy - "Widzisz, ten pan sprząta, weź z niego przykład!".

Jednak chwilę potem ten sam mężczyzna podszedł do psa, wytarł mu odbyt chusteczką, po czym zostawił ją razem z odchodami z ziemi.
Mina mojej mamy była bezcenna :D

#jRHzf

Było to w liceum. Obok naszego ogólniaka znajdował się park, do którego wszyscy chodziliśmy na długiej przerwie na papierosa.

Pierwsza klasa liceum, długa przerwa, poszedłem z koleżanką na plac zabaw, żeby zapalić. Siedzimy sobie na huśtawkach, palimy, rozmawiamy. Niedaleko bawią się jakieś przedszkolaki (obok tego parku znajduje się też kilka przedszkoli). Nagle podchodzi jakiś dzieciak, na oko pięć lat, wielki, gruby, na oko pogromca całego przedszkola, przed którym drżą nawet tenisówki w szatni, i spycha mnie z huśtawki, jęczy, krzyczy, szarpie mnie, zaciska pięści, ściąga mnie siłą, jęczy dalej i krzyczy, i ślini się, i szarpie mnie, i wrzeszczy. Myślę sobie, "nie ustąpię przecież gówniarzowi, kultury trochę, niech dzieciak poprosi jeśli chce wejść, a nie zachowuje się jak upośledzony". I siłuję się o huśtawkę z pięciolatkiem. Na co odwraca się opiekunka z przedszkola krzycząc "Kacper, przestań! Kacper, nie wolno bić nikogo, bo chcesz się huśtać!".

 Widzę, że wychowawczyni podeszła, więc zrobiłem młodemu miejsce, kucam, uśmiecham się i mówię do niego "Mały, jeśli chcesz się pohuśtać, wystarczy tylko powiedzieć".
Na co jego nauczycielka odwraca się do mnie z kamienną twarzą:
- On nie mówi...

#K3MLw

Mam 19 lat i 10 lat starszą siostrę. Moja siostra od kilku lat stara się zajść w ciążę. Trzy razy poroniła, a raz musiała usunąć, bo była to ciąża pozamaciczna. Jak na ironię losu, mając do skończenia szkołę i plany na przyszłość - wpadłam. Nie wiedziałam, jak powiedzieć komuś, kto tyle czasu stara się o dziecko. Jakąś godzinę temu zastałam siostrę w moim pokoju, całą zapłakaną. Szukała słuchawek i znalazła test ciążowy. Nigdy nie widziałam takiej zazdrości w jej oczach.

To jest niesprawiedliwe, że niektórzy męczą się latami, a jakiś smarkacz wpadnie na jakiejś imprezie.

#Cgz90

Tę historię opowiadała mi moja mama.

Gdy miałam nieco ponad 2,5 roku, urodziła się moja siostra, byłam taka zazdrosna, że zaczęłam... srać za łóżkiem, pod oknem, wszędzie gdzie popadło, a kiedy widziałam, że mama już znalazła bądź poczuła mój prezent, podchodziłam do kołyski, wskazywałam na siostrę palcem i mówiłam z naburmuszoną miną - "dzidzi".
Gdy zrozumiałam, że mama odkryła tajemnicę kupy, powzięłam inne działania.
Zaczęłam te moje prezenciki wkładać maleńkiej siostrze do kołyski.
Ani ja, ani mama nie wiemy, co ja właściwie chciałam tym osiągnąć.

To jeszcze nie koniec opowieści o kupie, do której jak widać miałam umiłowanie za młodu.

Gdy miałam jakoś 4 lata, byłam już dużą i mądrą pannicą, ale nadal chorobliwie zazdrosną o siostrę i znowu wpadłam na plan zniszczenia jej w oczach mojej mamy.
Moja siostra zaczęła już siadać na małym nocniczku, ale strasznie się bała i mama powoli ją uczyła i właśnie pewnego dnia, kiedy oddawała się tej czynności, a ja myślałam, że mamy nie ma w pobliżu, usiadłam przed siostrą po turecku i spokojnie powiedziałam mniej więcej coś takiego - "Jak zrobisz kupkę do tego nocniczka, to ugryzie cię w pupę, ucieknie i będziemy musieli jej wszyscy szukać. Kupka lubi być tylko w pieluszce, bo tam jest jej ciepło i bezpiecznie".
Moja mama oczywiście miała młodą na oku, to i usłyszała, jaka ta starsza siostra jest mądra i pomocna...

Takie rozmowy i historie ostatnio są u mnie w domu dosyć popularne, bo już czas zastanowić się nad specjalizacją i mama wraz z siostrą sugerują mi bardzo mocno proktologię (dziedzina medycyny zajmująca się m.in. chorobami jelita grubego i odbytnicy).

Ot, takie gówniane wyznanie z dzieciństwa ;)

#zVfz0

W pewien letni, upalny dzień postanowiłam, że ubiorę do szkoły luźną, zwiewną sukienkę. Kiedy wracałam z lekcji, zerwał się duży wiatr. Zdecydowałam się więc na założenie plecaka na oba ramiona, coby sukienkę trochę przytrzymać.

Po drodze minęłam nieziemsko przystojnego chłopaka. Kiedy obejrzałam się za nim, on też na mnie patrzył. Więcej. Nawet zaczął do mnie machać i iść w moją stronę. Podchodzi do mnie, szeroko się uśmiecha, otwiera swe boskie usta, z których padają następujące słowa:
- Twoje majtki są urocze, ale chyba niestety nie zasługują na aż tak widoczną ekspozycję.

Tak, plecak przytrzymał sukienkę, ale podwiniętą do góry. Paradowałam po mieście w różowych majtkach w groszki.
Dodaj anonimowe wyznanie