#2bn0H
Rodzice Oliwii nigdy nie zgadzali się na żadne zwierzę, mimo że ona bardzo marzyła, by mieć kotka. Ja miałam jednego kota i chomika. Postanowiłyśmy, że skoro rodzice się nie zgadzają, to same przyniesiemy im kotka, mówiąc, że znalazłyśmy go w śmietniku. Wpadłyśmy na pomysł, że zarezerwujemy kotka na jakieś stronie hodowlanej blisko naszego miasta. Oliwia długo pisała z panią, która była właścicielką hodowli. Udało się. Pani podjechała i podała jej kota. Był on w kartonie i by było bardziej wiarygodnie, chciałyśmy wrzucić do tego kartonu trochę ziemi i zanieść go rodzicom Oliwii, mówiąc, że znalazłyśmy go na śmietniku.
W tym samym czasie jak stałyśmy pod śmietnikiem, chodnikiem szła moja ciocia i spytała, co tam mamy, na co ja odpowiedziałam, że znalazłyśmy w śmietniku kotka. Ciocia od razu zabrała nam karton i zaniosła go mojej mamie. A mama powiedziała, że kot zostaje u nas...
Oliwia się popłakała. Udawała, że jej mama do niej zadzwoniła i zgodziła się wziąć tego kotka. Moja mama nie chciała już go oddać.
Oczywiście po paru dniach moja mama dowiedziała się o wszystkim. Była zła, wiadomo, ale szybko jej przeszło.
Dziś kotek ma już 9 lat i bardzo dobrze się trzyma. A ja do tej pory zastanawiam się, jak trzeba być tak nieodpowiedzialnym, by dać kota dziecku bez rozmowy z rodzicem i zweryfikowaniem, gdzie kot będzie się znajdował.
2 koty w domu - chomik był pewnie mega szczęśliwy.
"hodowla".... Za kota z hodowli płaci się średnio 3 - 4k w zależności od rasy i jakości hodowli może być też znacznie więcej. Z pseudohodowli chodzą po jakieś 500zł. Więc nie był to kot z hodowli, tylko od walniętego rozmnażacza, który zwyczajnie pozbył się jednego z problemów, mając w dupie gdzie trafi.
To było prawie 10 lat temu. Ceny były wtedy zupełnie inne niż dziś, a poza tym to był zwykły dachowiec, a nie kot rasowy. Nie wiem też, skąd założenie, że była to jakaś profesjonalna hodowla. Po prostu wziełyśmy zwykłego kota za darmo, co wtedy nie było niczym niezwykłym.
10 lat temu ceny wcale niższe nie były - zresztą cena zależy od bardzo wielu czynników, od kwestii rasy, czy kot jest hodowlany, przez to jakich ma przodków itp. itd. więc w obrębie jednej rasy można by i znaleźć rodowodowego (z prawdziwym, normalnym rodowodem, z szanującej się i dobrej hodowli) za 500 zł (z haczykiem, że będzie pohodowlany i będzie miał np. 10 lat), jak i "pełnowartościowego za 10k. (utytułowany, sprawdzony reproduktor, dający wartościowe i zdrowe potomstwo, bez śladu chorób genetycznych - oczywiście wszystko potwierdzone badaniami)
A skąd pomysł o "hodowli"? Pozwól, że cię zacytuję:
"jakieś stronie hodowlanej blisko naszego miasta. Oliwia długo pisała z Panią, która była właścicielem hodowli."
Nazwanie osobnika, który zwyczajnie ma wywalone na sterylizację i zwyczajnie pozbywa się tego, co się urodziło hodowcą, jest niczym innym jak błędem rzeczowym - na identycznej zasadzie możnaby stwierdzić, że zwierzęta hodowlane jeżdżą sobie do hospicjum dla zwierząt, mając na myśli rzeźnię - w końcu efekt końcowy ten sam...
Napisałam „hodowla”, bo tak to wtedy zostało przedstawione i tak to zapamiętałam. Nie weryfikowałam po latach, czy była to legalna hodowla, pseudohodowla czy zwykły rozmnażacz. Jeśli użyłam niewłaściwego określenia, to przyjmuję to, ale nie o tym było moje wyznanie.
I jeszcze jedna rzecz – warto czytać ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałam, że to ja pisałam z tą panią. Wyraźnie jest napisane, że pisała z nią Oliwia. Ja nie miałam dostępu do jej telefonu, więc nie mogłam wiedzieć, jak wyglądała ta rozmowa ani jak ta osoba się przedstawiała.
Obydwie macie rację. To że była to hodowla zasugerowała autorka, ale to prawda, jak można mieć tak bardzo w doopie koty żeby dać jakiegoś dziecku.... Kot miał szczęście że twoja mama go zabrała, aczkolwiek jednak powinna porozmawiać z mamą Oliwii.
jak by nie rozumiem dlaczego nie mogłaś powiedzieć mamie, żeby oddała tego kota