#2QAm1
Z teściami i ze szwagierką zawsze miałem minimum dobry kontakt. Razem z żoną jesteśmy/byliśmy rodzicami chrzestnymi syna szwagierki (7 lat).
Siostra żony, czyli moja szwagierka (2 lata starsza niż ja) jest rozwódką, gdzie facet narobił tylko masę problemów i długów, a z synem prawie się nie spotyka.
Przechodząc do meritum, po krótkim i uproszczonym przedstawieniu sytuacji... Szwagierka bez owijania zaczyna mnie rwać. Nie powiem, że mi to się nie podoba, bo zawsze mieliśmy się ku sobie i żyliśmy jak brat z siostrą, ale teraz bez ceregieli mnie rwie i zbytnio się z tym nie kryje nawet przy teściach (którzy albo tego nie widzą, albo udają, że nie widzą).
Siostra żony od zawsze mi się podobała, bo to piękna i mądra kobieta, ale czy taki związek nie byłby dziwny?
Jak mogliby zareagować jedni i drudzy rodzice?
Czy ludzie mogli by coś gadać?
Sam nie wiem jak do tego podejść, ale mam wrażenie, że uczucie i troska jakim darzyliśmy się przez lata jak szwagier/brat/siostra wskoczyło na poziom wyżej, a w ostatnim czasie zdecydowanie zaczęło dochodzić do tego pożądanie z obu stron.
Boję się, bo to mega dziwna moim zdaniem sytuacja, ale nie ukrywam, że darzę ją jednak uczuciem i ona wiem, że z wzajemnością.
To że mielibyście teraz być razem nie jest dziwne. Straszne jest to że piszesz że zawsze mieliście się ku sobie
Posiadanie męża/żony nie sprawia, że inni ludzie przestają być atrakcyjni. Nasz partner jest wyborem, którego dokonujemy codziennie, mimo że czasem życie wystawia nas na różne pokusy.
@PrzezSamoH to co opisujesz, to co innego. Stwierdzenie "mieliśmy się ku sobie" nie oznacza, że uważamy tę osobę za atrakcyjną i tyle. To mówi, że te osoby były sobą nawzajem zainteresowane i mogło dojść do czegoś więcej. Ja też uważam, że brat mojego faceta jest bardzo przystojny, ale nie "mamy się ku sobie". A związek z siostrą zmarłej żony (zakładam) nawet dla tego faceta po czasie byłby naprawę dziwny, ja bym widziała wszędzie mojego zmarłego partnera w takiej osobie. No chyba, że nie kochał nigdy swojej żony.
Pomijając kontekst, PrzezSamoH, jak pięknie to ujęłaś ❤
Emma, może była między nimi chemia ale wybrał i tak tę, z którą się ożenił. To że mieli się ku sobie nie oznacza, ze kombinowali coś na boku. PrzezSamoH pięknie napisała, niezależnie od kontekstu ;)
W żadnym wypadku. Może to nawet lepiej dla Waszych dzieci, łatwiej zaakceptują w roli nowych partnerów ciotkę i wujka niż kompletnie obcych ludzi. Obydwoje jesteście wolni i nikogo nie skrzywdzi ten związek. Ja widzę same plusy.
Ta, a jak córka podrośnie, wejdzie w wiek dojrzewania to będzie super szczęśliwa, że ojciec przerzucił się na ciotkę :) Myślę, że mimo wszystko w jakiś sposób taki obrót spraw mógłby ją kiedyś zaboleć.
Ja z kolei nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autor jest jej kołem ratunkowym.
głębokie a dlaczego miałaby być nieszczęśliwa, że bliska osoba zastępuje jej matkę? Dzieci trudniej akceptują osoby, których nie znają, bo boją się, że rodzić będzie ich teraz mniej kochał/zauważał itp.
To się nazywa lewirat i występuje w judaizmie. Jeśli kobieta zostaje wdową to żeni się z nią jego brat.
Zawsze powtarzałem, że to niegłupi chłopak😉... tylko żarty pisze takie do których trzeba mieć dystans jak stąd do księżyca 🤣
W wielu społecznościach plemiennych tak było, np u Indian północnoamerykańskich
Był kiedyś taki film, gdzie mąż głównej bohaterki, który miał żydowskich korzenie, zginął. Żeby dziewczyna mogła na stałe zostać w jakiejś żydowskiej wspólnocie na zadupiu (a szukała schronienia, bo jej mąż był uwiklany w ciemne sprawki), musiała ohajtac się ze szwagrem. Który notabene był jakieś 15 lat od niej młodszy i miał lat 11 xD Komedia była fajna niestety tytułu nie pamiętam.
Tylko że on nie jest bratem jej męża, tylko mężem jej zmarłej siostry. Prawidłowa nazwa to sororat.
egzemita Występował u Starożytnych Izraelitow, a nie w judaizmu- duża różnica. Nie był jednak prawem, ale sposobem na przeżycie dla kobiety, ze tak to określę. Później takich związków zakazano (i także już w starożytności). Miało to uchronić od bratobojstwa. Ta zasadę używano w późniejszym okresie. Najpopularniejszym był ten z Henrykiem VII Tudorem. Jedyny powód dla którego mógł poślubić wdowę po swoim bracie Arturze tj. Katarzynę Aragonska był fakt, ze ich małżeństwo nie zostało skonsumowane (czyli nota bene było nieważne). Później Henryk użył tego samego argumentu, żeby unieważnić małżeństwo z Katarzyna, mówiąc ze jednak ich małżeństwo zostało skonsumowane. Takie związki uważano za kazirodcze. Szwagier/szwagierka zwracali się nawet do siebie na per siostro/bracie.
Egzemita Żeby nie było niedopowiedzen. Lewirat był dozwolony tylko jeśli zmarły brat nie posiadał żadnych dzieci. Żadnych dzieci z żona i z jakimikolwiek innymi. Córki także się zaliczały. Wybrany brat musiał mieć wspólnego ojca z bratem, a nie matkę. Dodatkowo i brat i wdowa musieli być płodni, aby spłodzić dzieci. Miało to na celu kontynuowanie rodu. Ale mimo wszystko w Torze jest widoczny zakaz spółkowania z żona, wdowa brata. Lewirat był wyjątkiem, ale tylko w takim przypadku.
Dlatego nie mylmy lewiratu z zenieniem się z wdowa po bracie, bo było to o wiele bardziej skomplikowane niż się komuś może wydawać. Jest więcej zasada co do lewiratu, ale musiałabym się trochę rozpisać.
Wdowa mogła tez nie poślubiac brata męża wykonując ,,halizah”. I najczęściej to właśnie taki obrządek wykonywano. Lewirat był bardzo rzadki.
tak, i dziecko z takiego malzenstwa "po bracie" jest uznawane jakby bylo dzieckiem zmarlego, a nie aktualnego meza
w ogole jest taka przypowiesc odnosnie malzenstw i zycia po smierci
bylo sobie 7 braci, jeden sie ozenil- zmarl bezdzietnie, pojal ja za zone drugi- zmarl bezdzietnie itd, az doszlo do 7
i pytanie- czyja ona bedzie zona po smierci jak wszyscy sie tam gdzies w tym raju spotkaja?
bazienka, coś mi w głowie dzwoni na temat tej przypowieści. Zdaje się, że pan od magicznej fermentacji wtedy na koniec wyjaśnił, że w niebie nie ma czegoś takiego jak sakrament malzeństwa, więc wielokrotna wdowa spotykając się w zaswiatach ze zmarłymi mezami nie byłaby żoną żadnego z nich. Zresztą nawet w przysiedze małżeńskiej jest fragment "dopóki śmierć was nie rozlaczy". No, przynajmniej był kiedyś, nie wiem jak teraz.
Bóg przyszedł na ziemię by wypełnić przeznaczenie, umarł męczeńską śmiercią by odkupić grzechy wszystkich ludzi, jeden Sprawiedliwy za winy nikczemnych, a dla ciebie klonie to jest pan od magicznej fermentacji...
Jeśli uczucia są szczere, to raczej nie ma problemu. Choć obawiam się trochę, że oboje poszliście po prostu do najbliższej osoby płci przeciwnej, jak Was zabrakło "drugiej połówki". Według mnie powinniście się zastanowić, skąd się biorą Wasze uczucia i pomyśl też, czy ona nie chce Cię jakoś wykorzystać, bo jakoś brzmi podejrzanie to "rwanie bez ceregieli".
Sformułowania "zawsze mieliśmy się ku sobie" i "żyliśmy jak brat z siostrą", zwłaszcza zestawione koło siebie w tym samym zdaniu, brzmią nieco... dziwnie.
Jamie by się nie zgodził.
Moge byc szczesliwy ale ludzie mogli by cos gadac. Nie, lepiej odpusc. Przeciez uczucia ludzi sa wazniejsze.
Raczej nie, ale bardziej mnie martwią te problemy finansowe, które ma po mężu.
O tym samym pomyslalam w pierwszej kolejności, Beziu. W każdym razie autor tak to opisał, że "rwanie" przez szwagierke wygląda na zaplanowaną akcję. Wyratowanie z problemów i seks w bonusie.
Według mnie to trochę chora sytuacja.
Dlaczego nie?
Nie wydaje Ci się to dziwne? Mi strasznie.
Mi też nie wydaje się to dziwne. Ty nie masz żony, ona nie ma męża, dobrze wiecie dlaczego, więc nie było tu mowy o jakiejś zdradzie. Nie jesteście w żaden sposób spokrewnieni, a jak się macie ku sobie to chyba ważniejsze jest wasze szczęście, niż co inni powiedzą. A nawet jak będą temu przeciwni, to możecie zerwać z nimi kontakt.
Wydaje się dziwne, bo kiedyś takie związki uważano za kazirodcze. Stad tez np. Małżeństwo Zygmunta Augusta z siostra zmarłej żony, było dosyć skandaliczne, a miejmy na uwadze ze to był król, a nie zwykły obywatel. Także dla niego zrobiono wyjątek, ale i tak ludzie tego zbytnio nie akceptowali. Generalnie zasada wywodzi się ze Starego Testamentu. Nie mam pojęcia czy dalej w prawie kanonicznym taki związek jest tak postrzegany. W każdym razie pokazuje ci autorze tło historyczne. Myśle, ze na pewno wiele osób może to uznać za ,,dziwne”. Aczkolwiek jak dla mnie, nie jesteście spokrewnieni, oboje jesteście dorośli i jesteście wolni. Także róbcie co chcecie. To twoje życie i dopóki nikogo nie krzywdzisz to nikt nie ma prawa ci niczego zabraniać.
Moja prababcia wyszła ponownie za mąż za brata swojego zmarłego męża. Dożyli razem szczęśliwie 98 lat. Nikt im nigdy z tego powodu nie ubliżał, wręcz chwalili, że dzięki temu dzieci będą traktowane jak swoje, a nie jak drugiego sortu.
Jak dla mnie to brzmi jakby szukała głupiego co spłaci za nią długi.