#2Ha4y

Kilka lat temu pracowałam w punkcie pośrednictwa, w którym udzielane były kredyty różnych banków. Była to moja druga praca w życiu na jakąkolwiek umowę. Bardzo się ucieszyłam mogąc zacząć pracę, która była związana z kierunkiem studiów.
Na rozmowie kwalifikacyjnej nie było nic co mogłoby wzbudzić moje wątpliwości. Jak całe przedsięwzięcie wyglądało naprawdę, dowiadywałam się z każdym kolejnym dniem po trochu.

Jednym z momentów, które zapadły mi w głowie było kiedy doświadczona współpracownica powiedziała, że są 2 prawdy: jedna nasza, druga dla klienta.
Głównym hasłem firmy było to, że można otrzymać kredyt mając zaległości w bazach oraz komornika. I głównie takie osoby przychodziły po ofertę. Wyglądało to tak, że z osobą, która przyznała się do którejś z tych rzeczy, spisywało się pseudo wniosek, który nie był przekazywany dalej. Taką osobę wpisywało się na listę, aby potem druga pracownica zadzwoniła z ofertą. Ktoś może pomyśli: jak to z ofertą? Przecież wniosek nie przekazany, a do tego brak zdolności. Ano z wymyśloną ofertą, która ma wymyślony warunek: przyprowadzenie drugiej osoby, bez negatywnej historii kredytowej, żeby "podnieść zdolność".
Wyglądało to tak, że no Pani X z komornikiem przyprowadza koleżankę Y. Koleżanka Y wypełnia wniosek do konkretnego banku i to ona podpisuje umowę kredytową. Potem podpisują nic nie wartą umowę o przeniesieniu zobowiązania na Panią X. W przypadku braku spłaty taka umowa w żaden sposób nie chroniła Pani Y.
Wnioskowało się zawsze o wyższą kwotę niż klient chciał, a nadwyżka była wynagrodzeniem dla pośrednictwa. Klient mógł chcieć chociażby 2 tysiące, a wnioskowało się o 10.

Jednak osoby z długami cieszyły się z każdej złotówki bez względu na cenę. Nieważne, że np. dostając 10 tysięcy mają do oddania bankowi 40 tysięcy (chyba, że w ogóle nie będą płacić to wtedy zapłaci osoba, która w rzeczywistości podpisywała umowę). Takie osoby miały przeświadczenie, że skoro to będzie kredyt, a nie chwilówka, to nie ma się czego obawiać.
Właściciele firmy nie robili sobie z tego nic. Po samym wyglądzie widać było, że chętnie korzystają z pieniędzy dosłownie zdartych z biednych ludzi i ich naiwności.
Byli również na tyle bezczelni, żeby instalować wszędzie kamery z nagrywaniem dźwięku i na podstawie nagrań udzielali rad w jaki sposób skuteczniej nakłaniać klientów do przyprowadzenia drugiej osoby i jak sprzedać im tą całą historyjkę z przeniesieniem kredytu.

Warto też dodać, że pracownicy nigdzie nie składali swoich podpisów, nie mieli żadnych pełnomocnictw. Przyjeżdżali do nas doradcy z banków, którzy wiedzieli jak proces wygląda, jednak nie mieli oporów, żeby się pod tym podpisać.
Każdy dzień w tym miejscu był dla mnie niczym kara.
Bądźcie uważni, jeden podpis za dużo i można zmarnować sobie życie.
zjemcikota Odpowiedz

Ludzie często są sami sobie winni. Branie kredytów, na które ich nie stać, a potem 'kazali podpisać, jo nie wiedzioł!'...

ohlala

@Krilan2

Twoje porównanie działa tylko w jednej sytuacji. Aby działało, musielibyśmy wiedzieć, jak dokładnie wyglądał cały proces i podpisywane dokumenty. Bo jeśli pożyczkobiorcy byli okłamywani, no to ok, nie ma w tym ich winy (są głupi, ale to wrodzone).
Jeśli natomiast otrzymywali wszystkie informacje, a dalej decydowali się wziąć pożyczkę, to Twoje porównanie jest z tyłka.

zjemcikota

Krilan2, rozumiem, że kobieta godzi się na gwałt i podpisuje się na papierku, który tę zgodę wyraża? Porównanie wyjęte z dupy. Każdy kto bierze kredyt czy pożyczkę, dostaje info jakie są jego warunki i na co się godzi. Według ciebie to to samo co gwałt? Lecz się człowieku.

Uzurpatorka

@Krilan2 do brania takich kredytów i mówienia "kazali podpisać" bardziej pasuje jak kobieta pójdzie do jakiegoś szpetnego menela i poprosi o seks z braku lepszych możliwości, a po wszystkim będzie krzyczała, że to był gwałt, bo ona miała chcicę i nie myślała. I tak, wtedy to byłaby jej wina i żaden gwałt.

PrawieTakSamo

Bo ludzie NIE CHCĄ czytać, ani SŁUCHAĆ. Jak widzę ile razy podczas mojej pracy najpierw jest zniecierpliwienie, kiedy dłużej coś tłumaczę, bo oni "ufają na słowo". A nieraz tydzień później przychodzi mój kl bądź kolegi/koleżanki obok razem z umową, aby dopytać, a czemu tam jest napisana taka kwota, jak miało być za darmo. Nosz kurna. Dobrze, że są flamastry i potem tylko pokazujesz, że zakreślone i drugi raz objaśniasz to samo.

mamyczas Odpowiedz

No nie wiem, zastanowiłby się nad legalnością takiej działalności z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, czy takie warunki nie wypełniają znamion wyzysku z art. 388 kodeksu cywilnego, bo niewątpliwie następuje tutaj wykorzystyanie przymusowego położenia strony, bo branie np. 10 000 z koniecznością oddania 40 000, gdy wiadomo, że taka osoba nie pójdzie do innej instytucji kredytowej i nie może wziąć innego świadczenia w innym banku (pomijam kwestie instytucji parabankowych czy patrkredytowych). Po drugie, zastanowiłbym się, czy umowa o przeniesieniu zobowiązania nie narusza art. 83 kodeksu cywilnego, to jest czy nie dałoby się jej podważyć jako umowy zawartej w sposób pozorny. Po trzecie, przyjrzałbym się postanowieniom tych umów pod kątem listy klauzul abuzywnych (niedozwolonych), których katalog mamy w art. 385 z indeksem 3, gdyż według mnie postanowienia umowy mogłyby je naruszać. Po czwarte, zastanawiam się, jak miałoby wyglądać pośrednictwo komornika i czy jego ewentualna "pomoc" nie stoi w sprzeczności z kodeksem etyki zawodowej.

To tylko kilka przyczyn, a można by jeszcze poszukać w innych ustawach np. w ustawie o prawach konsumenta. Na moje albo ktoś ostro kręci w wyznaniu albo bank/banki trochę kręcą na siebie bat :)

Hexa

Dość głośna sprawa jakies 4 lata temu, myślę ze spokojnie można znaleźć szczegółowe informacje na tem temat. Proces opisany przez autorkę pokrywa sie idealnie z formą działania tej firmy, wyjątkiem jest rekrutacja - w moim mieście juz na rozmowie kwalifikacyjnej upewniali sie, iż kandydatka (rzadko zatrudniali mężczyzn, raczej dość atrakcyjne kobiety) nie ma oporów moralnych przed doprowadzaniem innych ludzi do ruiny finansowej. Dodatkowo zwykle dziewczyny miały świadomość, że w zrobią fajną kasę, ale w finansowce i w mieście gdzie pracowały raczej są spalone. Policja w jednym momencie wparowała do placówek w całym kraju (dorobili sie orzez lata S.A.) i wyprowadziła całe ekipy w kajdankach. Ale wałek był spory, kazali podpisywać weksle in blanco osobie ktora była przyprowadzana, żeby na nią wziąć kredyt, klient deklaracje wekslowa widział może przez sekunde, nigdy więcej w życiu, nie dostawał swojej kopii, po czym gdy wniosek przechodził i papiery do kredytu byly przygotowane, pracownik informował ze jeśli kredytu się nie weźmie i nie zapłaci z niego za "doradztwo" to z wekslem przyjdzie komornik.

anula3366 Odpowiedz

Wątpię aby firma jeszcze funkcjonowała.. a z drugiej strony zadziwia mnie to, że ludzie nie patrzą co podpisują. Skoro według prawa mają pełną zdolność do czynności prawnych, podpisując dokumenty są one ważne, a jak zaczyna się problem to tłumaczenie, że osoba nie wiedziała co podpisuje..

Corazwiecejpustki Odpowiedz

Jest na to okreslenie. Bandytyzm.

Awtroil Odpowiedz

Kiedyś mało co nie pracowałem w tego typu firmie. Po tym jak pierwszego dnia szkolenia powiedziano mi jak ma wyglądać moja praca zrezygnowałem. Jestem zbyt uczciwy, żeby tak naciągać ludzi.

Misiujejagody Odpowiedz

Pracowałem nie tak dawno jako, tzw. "Menda telekomunikacyjna", firma oferuje właśnie pomoc osobom widniejącym w bazach w uzyskaniu pożyczki. Zbierając przy tej okazji "niezbędne" informacje i dane osobowe aby usprawnić pracę i kontakt jednego doradcy, który ma przygotować najkorzystniejszą ofertę. Bajo Bongo... zwykłe zbieranie i aktualizacja bazy danych osobowych. W pierwszej kolejności przekazywane do dziesiątek parabanków i innych. Do tej przerażony jestem, że ludzie telefonicznie, osobie, która dzwoni do niego tak o z dupy podają między innymi wysokość dochodów, zarówno udokumentowanie jak i nie, zasiłki, świadczenia itd, stanowisko na jakim pracuje (o ile w ogóle), ile ma dzieci, czy posiada nieruchomość, numer pesel, numer dowodu itp... Żal mi wielu naprawdę, bo dla wielu finanse to delikatna sprawa i nie raz ktoś płakał do słuchawki. Jak przypomnę sobie ten okres to się brzydzę sobą, jestem osobą co unika kłamstwa jak ognia.

TheDeadOne Odpowiedz

Lichwa

Dodaj anonimowe wyznanie