Każdemu zdarzy się gorszy dzień. Ja miałam taki dziś.
Wracam od lekarza, z objawami grypy, temperatura 39 stopni, mdłości, bóle mięśni. Wczłapałam się do tramwaju, kilka wolnych miejsc rozeszło się z szybkością błyskawicy. Zostało jedno z naklejką, żeby ustąpić miejsca starszym.
Ruszyliśmy, na następnym przystanku wsiadł starszy pan z małżonką, małżonka zajęła miejsce naprzeciw mnie, panu ustąpić chciał mężczyzna siedzący siedzenie dalej. Oczywiście pan odmówił, bo to tylko dwa przystanki, a jemu ciężej wstać niż postać chwilę.
Siedzę z telefonem w ręku, szukając najbliższej apteki, żeby wykupić receptę, starsi państwo wysiedli. Nagle słyszę rozmowę kobiety koło 50-tki z facetem koło 40-tki. Szła mniej więcej tak:
- Popatrz pani jaka gówniara niewychowana, nawet nie zapytała czy nie facet nie chce usiąść, tylko w telefonie dłubie.
- Ta dzisiejsza młodzież! kto to widział, tylko telefony i telefony, młoda jest postać by mogła.
- Tak, mogła by dupę ruszyć, a nie na tych durnotach siedzieć.
- Rodzice wychować nie umieli, teraz się na innych odbija!
- Tak, pewnie nigdy nawet w dupę nie dostała, bezstresowe wychowanie, co to wyrasta z gówniarzy..
Trzeba było zobaczyć minę komentatorów, kiedy blada jak ściana, powstrzymując falę wymiotów, przez co oczy zaszły mi łzami odwróciłam się do nich i łamiącym się głosem powiedziałam pierwsze co przyszło mi do głowy.
- Jestem sierotą, dziękuję, że mi państwo przypomnieli. I uciekłam z tramwaju na najbliższym przystanku, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.. :)
Mam 30 lat, więc miło usłyszeć od prawie rówieśnika, że się jest gówniarą.
P.S. Moi rodzice żyją i mają się całkiem dobrze :)
Kiedy mój mleczak dawał o sobie znać, że się rusza i za chwilkę będzie się wyprowadzać, wydarzyła się pewna sytuacja, którą mocno zapamiętałam.
Zostałam sama w domu. W tym wieku zostawałam nie na długo, na maks godzinę. Zawsze miałam jednak obok siebie telefon z karteczką na której był numer mamy, bym dzwoniła w razie jakiejś sytuacji.
Gryząc wesoło jabłko i czytając książkę, poczułam pewien ruch w ustach. Odkładając wszystko i biorąc telefon do ręki, podeszłam do dużego lustra, otworzyłam szeroko usta i zaczęłam szukać co się stało. Odkryłam, że to mój mleczak trochę się rusza.
Wybrałam więc numer mamy i dzwonię do niej. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Mamo... - zaczęłam.
- Co kotku? - zapytała.
- Chodź szybko, coś strasznego się dzieje - mówię z paniką w głosie.
- Co? Co się dzieje?
- Nie, nie mogę przez telefon. Chodź proszę szybko!
Po tym mama się rozłączyła. Wpada do domu po kilku minutach, zadyszana i z siatkami pełnymi produktów.
Patrzę na nią i mówię:
- Wydaje mi się, że ząb mi się rusza...
Jest to moje pierwsze wyznanie, zawsze gdy o tym myślę mam ochotę uderzyć siebie w twarz. Zawsze byłem bardzo uczuciowym chłopakiem. Chce się podzielić z wami widokiem, którego nie potrafię zapomnieć.
Był to poniedziałek ja jako uczeń drugiej klasy liceum wstałem z rana, żeby przygotować się do szkoły. Po opuszczeniu toalety, byłem gotowy do wyjścia. Odwiedziłem jeszcze kuchnie gdzie był mój tata i ten widok wraz z krótkim dialogiem zapamiętam do końca życia.
Tata ze łzami w oczach stoi i przygotowuje śniadanie. Patrzy na mnie i mówi:
- Adrianku... babcia nie żyje.
Na co ja odpowiedziałem tylko :
- TAK?!... *chwila ciszy*
- Wychodzę do szkoły
I poszedłem nie zwracając uwagi na nic.
Był to pierwszy raz, gdy widziałem tatę jak płakał. Zawsze gdy o tym myślę brzydzę się sobą i swoim zachowaniem. Jak mogłem do taty nie podejść i go przytulić, wesprzeć. Od tamtego dnia zawsze mam tą scenę przed oczami i nie potrafię tego wymazać. Czuje, że nie zachowałem się jak jego syn.
W gimnazjum wpadłem w wiry złych nawyków. Byłem wiecznie zdołowany i nic mnie nie cieszyło (przed znajomymi udawałem, że jest inaczej) a także mój sen był bardzo zaburzony. Myślałem, że to wszystko z powodu tego, że jestem beznadziejny, a to była depresja (zdiagnozowano ją dopiero pod koniec drugiej klasy).
Miałem w tamtym okresie kolegę (nazwę go F) z którym się świetnie dogadywałem mimo iż zawsze byłem koszmarnie nieporadny relacjach miedzy ludzkich. Kiedyś podczas pewnej długiej rozmowy, w której F próbował mi pomóc (narastające poczucie beznadziejności) przewinął się wątek używek i tego jak obydwoje ich nienawidzimy z powodu wspomnień z dzieciństwa. Nie całe dwa miesiące później stałem się największym w szkole narkomanem.
Odciąłem się od F i zacząłem się zadawać z ludźmi którzy chcieli poćpać lub dostać zniżkę. Teraz chodzę do liceum i rzuciłem nałóg dla nowych znajomych. Nie wiele po moim zwycięstwie z nałogiem moi nowi znajomi mnie zlali. Napisałem do F i się umówiliśmy na wypad do miasta.
Od dawna nie czułem takiego prostego głupiego szczęścia jakie czułem podczas naszego spotkania i szlajania się po mieście, a potem w ulewie wracania do mnie spędzeniu całej nocy na słuchaniu muzyki i gadaniu o zwykłych sprawach. Potem odważyłem się poruszyć temat mojej narkomani poprzez przepraszanie go, że tak go beznadziejnie potraktowałem. Jego odpowiedź sprowadzała się do zdania "Nigdy się na tobie nie zawiodłem, a jedyne komu wtedy zaszkodziłeś jesteś ty sam".
Chyba w końcu znalazłem przyjaciela, który jest po prostu najlepszy. Nie wiem jak to się dalej potoczy, ale mam nadzieje, że to będzie przyjaźń na wieki.
Jestem wychowawcą na kolonii, opiekuję się głównie grupą żeńską. Dopiero w połowie turnusu zorientowałem się, że dziewczyny potrafią masturbować się do mojego zdjęcia na facebooku. To raczej one powinny napisać owe wyznanie, zdziwiłbym się, gdyby nie było im wstyd.
Kilka lat temu umówiłem się na randkę z moją przyjaciółką. Kiedy wróciłem z pracy miałem jeszcze 4 godziny do spotkania, więc postanowiłem się zdrzemnąć. Była wtedy u mnie siostra z dzieciakami. Tego dnia bachory zajęte były kolorową kredą.
Położyłem się na kanapie w salonie i zasnąłem. Niestety, kiedy się obudziłem miałem niewiele czasu do spotkania, zaspałem. No nic, dzwonię, że mogę się spóźnić, wskakuję na motocykl i po 15 minutach jestem. Moja dama podchodzi do mnie, ja zdejmuję kask...
- Janek... Masz coś chyba na brodzie...
Zaczęła zanosić się śmiechem, ja nic nie rozumiałem. Podała mi lusterko. Pomyślałem, że jak tylko wrócę do domu, to dzieciaki zabiję.
Cała moja długa broda, moja duma, była pokolorowana na tęczowo kredą...
Lubej to na szczęście nie przeszkadzało, chyba.
Zakończenie w stylu anonimowych: jesteśmy zaręczeni.
Pewnego razu jak byłem małym dzieckiem, zapomniałem wyjąć pieniędzy z kieszeni od spodni, a mama wzięła te spodnie do prania.
Jak się o tym dowiedziałem to bałem się, że zostanę oskarżony o pranie brudnych pieniędzy...
Wychowałem się w centrum Olsztyna, w pobliżu był zamek i starówka najlepsze miejsce dla chłopców do zabawy w berka albo tym podobne.
Kiedyś ganiając się przy zamku starałem się uciec po murze, który wyglądał w ten sposób ze jedna seria cegieł wystawała następna się chowała i tak na zmianę, próbując zejść po nim łapiąc się pierwszej ceglanki u góry zobaczyłem tylko jak ona leci w dół a ja od razu za nią.
Spadłem z wysokości około 7 m , leżałem tam na dole i nie mogłem złapać tchu, koledzy zanieśli mnie na taki wielki drewniany stragan. bo był wtedy jakiś jarmark albo coś w tym stylu i tam dochodziłem do siebie dość długi czas, potem wstałem i pobiegłem się dalej bawić. Rodzice nie wiedzą do tej pory.
Działo się to kilka dni temu ale złość trzyma mnie do tej pory. Jak wyglądam? Niski, siłownię omijam szerokim łukiem, ogólnie nie ma się czego bać. Wracam z pracy, zmiany albo od 8-17 albo 17-2, niestety tym razem miałem II zmianę. Godzina prawie 3 na zegarku gdy wysiadłem z nocnego autobusu razem z jakąś kobietą którą pierwszy raz w życiu widziałem. Niestety nie podjeżdża on pod mój docelowy przystanek i resztę drogi trzeba przejść z buta. Mało tego jedyna droga z tego miejsca do mojego domu prowadzi przez ledwo oświetlony las. Słuchawki na uszy i jazda.
Normalnie przechodzę go w jakieś 5 minut, ale z racji zmęczenia po pracy i braku światła podróż trwałaby jakieś 15 minut. No właśnie, trwałaby gdyby nie wspomniana wcześniej kobieta. Idąc przed siebie miałem ją totalnie gdzieś, nie obchodziła mnie ani trochę, jedyne co zaprzątało moją głowę to cieplutkie łóżko. Moje półsenne marzenie zostało przerwane przez gaz pieprzowy tejże paniusi i waleczne okrzyki o jeba*ych gwałcicielach.
Od dziecka miałam okropne łaskotki, potrafiłam nawet posikać się ze śmiechu, gdy ktoś torturował mnie w ten sposób. Jednak to, co zdarzyło się jakiś czas temu, przebija każdą sytuację wynikłą z mojej "przypadłości".
Ja i mój chłopak zdecydowaliśmy się w końcu na coś więcej, byłam nieco zestresowana, ze względu na to, że był to mój pierwszy raz. Wszystko szło gładko, buziaczki, pieszczoty, idealna atmosfera. Wreszcie wyskoczyliśmy z ciuszków i mój chłopak zaczął wykonywać coraz śmielsze ruchy.
W pewnym momencie, jego dłoń zaczęła smyrać moją talię, nie mogąc powstrzymać śmiechu, parsknęłam mu w twarz. Zdziwiony, dalej mnie dotykając, zapytał co się dzieje. Ja nie mogąc nic wymówić przez śmiech, spojrzałam tylko wymownie w dół, gdzie jeździł rękoma. On jednak najprawdopodobniej uznał, że mój wzrok powędrował w kierunku jego małego przyjaciela, bo speszony i z urażoną miną zaprzestał swoich czynności, odsuwając się.
Tak właśnie cała atmosfera gdzieś przepadła, a ja musiałam zapewniać mojego chłopaka, że nie szydziłam z jego sprzętu. Przy następnym podejściu odpuścił sobie smyranie.
Dodaj anonimowe wyznanie