Na studiach mój Tata poznał najlepszego przyjaciela. Żeby nie stracić kontaktu ze sobą, postanowili, że zostaną chrzestnymi swoich dzieci. Gdy miałem 5 lat mój Tata został chrzestnym córki swojego przyjaciela. Odwiedzaliśmy się dosyć często gdy byliśmy dziećmi, potem jak już mieliśmy po "naście" lat kontakt się urwał, bo wiadomo nikt nie chciał przesiadywać na imprezach z dorosłymi.
Któregoś razu, kiedy byłem na przepustce ze szkoły oficerskiej, akurat odwiedził nas przyjaciel Taty z rodziną. Była tam też, już osiemnastoletnia chrześnica Taty - nie można powiedzieć, dziewczyna była śliczna, mądra i zabawna. Świetnie nam się gadało. W związku z tym, że impreza się mocno przeciągnęła, a przyjaciel ojca mieszkał jakieś 1,5 godziny drogi od nas, moi rodzice zaoferowali im nocleg. Odstąpiłem swój pokój dziewczynie, a sam przeniosłem się na dół do salonu. Kiedy wszyscy już spali uświadomiłem sobie, że nie mam ze sobą telefonu i musiałem wejść do mojego pokoju. Na moim łózko spała dziewczyna w przykusej bluzeczce, która odsłaniała jej tyłek i piersi.
Zszedłem na dół i co tu dużo gadać... Dziewczyna piękna, a moim jedynym towarzystwem przez ostatnie miesiące była gromada facetów. Natura wzięła górę. To wystarczyło, żeby zacząć się masturbować. Jechałem już jakiś czas na ręcznym i zupełnie nie zauważyłem, kiedy powód mojej masturbacji zeszedł na dół. Przestraszyłem się i stanąłem na równe nogi. Dziewczyna uśmiechnęła się i powiedziała "widzę, że nie tylko Ty stoisz na baczność", a potem poszła do kuchni po wodę.
Następnego dnia nie mogłem jej spojrzeć w oczy i w zasadzie do dzisiaj się trochę krępuję w jej obecności.
2 rano, lotnisko. Po nieprzespanej nocy miałam wracać do domu z innego kraju. Podchodzę do check-in'u i kładę walizkę na wadze. Pani z obsługi coś tam wstukała w komputer i mówi do mnie:
- To jeszcze poproszę paszport i rączkę do podstemplowania.
Podałam grzecznie paszport i wyciągam rękę w jej stronę (równocześnie zastanawiając się od kiedy stemplują pasażerów).
- Ale nie pani rączkę, tylko walizki.
Środek nocy robi swoje.
Podczas dzisiejszych ćwiczeń w parku, dane mi było usłyszeć, że mam fajny tyłek i muszę częściej chodzić w legginsach.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż jestem ponad 50-letnim mężczyzną.
Nie lubię kłamać. Nienawidzę wręcz. Nie umiem tego robić, zawsze po mnie widać każde kłamstwo, zaczynam się stresować, czerwienić i mam ogromne wyrzuty sumienia.
Dlatego jestem prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która do 18. roku życia klikała "nie" przy komunikacie "Czy masz ukończone 18 lat?"...
Moja bratanica ma obecnie 7 lat. Jak to dziecko, jest nieznośna podczas zakupów. Raczej - była. Płakała o wszystko, kupić to, kupić tamto, rzucała jakby w za dużo pokemonów się nagrała (co w sumie trochę by tłumaczyło), no ale nie ważne. Pewnego dnia, byłyśmy 1 raz (niestety) razem na zakupach. Ja jako 17 letnia ''doświadczona'' jedynaczka, oczywiście wiem co i jak się zachować z małą rozwrzeszczaną szakalicą.
Już po 5 minutach zaczęło się ''ja chcę to, ja chcę tamto''... po 1000000 powiedzeniu jej że dostanie jajko z niespodzianką jak ogarnie tyłek na miejsce i po prostu będzie cicho a rezultatów brak, wykończona stwierdziłam, że zacznę ją ignorować - ale na nic. Nie dało się skupić, ludzie patrzyli na mnie jak na wyrodną matkę, która nie daje swojemu zagłodzonemu (szkoda, że nie popatrzyli na jej wielki bandzior od tych jajek) dziecku kawałki kromki.
W pewnym momencie przed nami staną gościu. Przyznam szczerze - wyglądał ''strasznie''. Łysy, przypakowany, na oko 40-tka na karku, wysoki. Gdyby nie to, że widziałam obok niego żonę sama bym się przestraszyła. Gdy mały pierdziel znowu zaczął wyć, gościu zwrócił się do niej spokojnie ''jeszcze raz zapłacz, a Cię wezmę''. Tyle w zasadzie wystarczyło. Młoda nie płakała, nie była zła. Przez całą drogę powrotną nie powiedziała nawet najmniejszego słowa.
Do dzisiaj jest grzeczna (przynajmniej na zakupach) i trochę schudła. (;))) ) Nie wiem kim byłeś gościu, ale dzięki Ci wielkie, uratowałeś 50% mojego kieszonkowego + biedne nerwy jedynaczki (jedynacy zrozumieją!)
Mam znajomego który jest dostawcą. Śmiga z towarem od miasta do miasta. Bardzo uczynny człowiek i wielce pomocny.
Pewnego razu zabrał «na stopa» młodą kobietę. Żal mu się jej zrobiło, bo jakaś taka chuda, nie wysoka. W czasie podróży zwierzała mu się, że długo jest sama, proponowała zapłatę w naturze. Znajomego coś zaniepokoiło. Zadzwoniła do niego kobieta ze sklepu skąd zabierał autostopowiczkę... Ma jechać do następnego sklepu jak najszybciej. Nigdzie się nie zatrzymywać, pod sklepem nie panikować, policja czeka.
Okazało się, że kobietka uciekła z psychiatryka. Był w tak wielkim szoku, że nie pamiętał jak mu powiedzieli kogo zabiła - matkę czy dziecko. Mówił "raz jeden jedyny zabrałem kogoś i takie coś, myślałem że nie przeżyję".
Jako dziecko lubiłam rożnego rodzaju figurki, szczególnie takie gipsowe, pokryte szkliwem lub malowane. Miałam też niezłą kolekcję. Dlatego też lubiłam przydrożne kapliczki czy anioły na cmentarzach. Nie ze względów religijnych, tylko estetycznych. Najbardziej jednak podobały mi się misternie wykonane gipsowe figury w kościelnym żłobku podczas każdego Bożego Narodzenia. Obok całej figuralnej sceny stały dwie duże figury-skarbonki w kształcie aniołów - takie, co to wrzuca się monetę, mechanizm zaskakuje i anioł kiwa głową.
Miałam takiego fioła na ich punkcie, że w moim szczenięcym, bodajże cztero-pięcioletnim umyśle zaświtał mi plan. Od tego czasu podczas każdych imienin i innych uroczystości, które moi rodzice hucznie wyprawiali, ubierałam się w ręczniki imitujące powłóczyste szaty anielskie, stawałam nieruchomo przy schodach, w rozmodlonej pozie, z koszykiem stojącym przede mną. Każdy z gości musiał wrzucić do koszyka kasiorę, żebym go przepuściła. Jak wrzucił, ukłoniłam się jak anioł ze skarbonki.
Byłam rozczulająca. "Jakie pocieszne maleństwo!"...
Wrzucano grubą kasę ;) Muhaha!
Ech, przedsiębiorcza od dzieciństwa. ;)
Tak się jakoś złożyło, że ilekroć jestem z rodzicami w jakimś sklepie budowlanym czy podobnym (wiecie, typu Leroy Merlin czy Castorama), to zawsze kupujemy przynajmniej jednego, małego kwiatka.
Ostatnim razem też tak było. Staliśmy z Tatą przy kasie, Tata dumny dzierżył dwa nowe nabytki. Pani ekspedientka zapewne chciała być dla mnie miła i stwierdziła z czarującym uśmiechem:
- Ojejciu, jakie urocze kwiatuszki. Takie śliczne jak pani!
No, aż mi cieplej na sercu. To były małe, okrągłe, włochate kaktusy.
Każde dziecko w swojej karierze ma na koncie jedzenie dziwacznych rzeczy.
Ja jadłam masło, ale wiecie... Brałam opakowanie masła, łyżkę siadałam i żarłam ze smakiem. Wpierdzielałam też popiół. Jednak moja starsza siostra bije wszystkie historie, które znam.
Moja siostra jadła suche kurze kupy.
Smacznego.
Moja prababcia gdy była w ciąży, uszyła dla mojej babci misia. Babcia nie rozstawała się z misiem i nie potrafiła bez niego zasnąć. Gdy urodziła moją mamę podarowała misia jej. Tak wyszło, że aktualnie misia mam ja, a mam 29 lat i jestem w 7 miesiącu ciąży ;)
Dodaj anonimowe wyznanie