#XCzfK

Dołuje mnie niesamowicie znieczulica ludzka.

Historia ta miała miejsce kilka lat temu. Idę koło bloku, w którym mieszkam, na spotkanie ze znajomymi. Przede mną idzie pani - jedna z nóg wykrzywiona, drugą ledwo ciągnie po chodniku. W pewnej chwili złapała się za kontener na śmieci i się przewróciła. Niewiele myśląc podbiegam do niej (okazało się, że to sąsiadka z bloku obok, miła, ciężko pracująca pani po 50), powiedziała, że nie może się ruszać, że nie czuje nóg. Pytam się jej, czy coś się stało wcześniej i w międzyczasie dzwonię po karetkę (odebrali po ponad 20 min).

Pani powiedziała, że zahaczyła o wystająca płytę chodnikową jak wracała ze spotkania z koleżanką. Więc sytuacja poważna, kobieta nie czuje nóg, nie może się ruszyć, za to odczuwa bardzo silny ból kręgosłupa.

Widzę jakieś babska po przeciwnej stronie ulicy, pytam się, czy mogą mi pomóc, bo muszę unieruchomić tę panią (bo z bólu próbowała się poruszać), żeby nie doszło do innych uszkodzeń, a te cholerne babska tylko zaczęły się śmiać i powiedziały, że mają lepsze rzeczy do roboty i że ona pewnie jest pijana i żebym ją zostawiła, bo takim ludziom nie warto pomagać.

Zatkało mnie. Miałam ochotę zetrzeć im te uśmieszki z twarzy. Kobiecina mi krzyczy z bólu, płacze. Fakt, wypiła jedno piwo - tak powiedziała, nawet nie było od niej czuć alkoholu, ogólnie babka zadbana, ale widać, że ciężko pracująca. Te baby dalej się śmieją, pokazują na nią palcami. Karetka przyjechała, zabrali ją.

Po 3 miesiącach spotkałam tę panią. Jeździ na wózku. Już nigdy nie będzie chodzić. Podziękowała mi za pomoc. Czasem widujemy się w parku i rozmawiamy. Przykre, że większość ludzi jest tak zapatrzona w siebie i szufladkują innych jak tylko ich zobaczą...

#Is6ge

W swoim 24-letnim życiu 3 razy uniknęłam śmierci.

Pierwszy raz, mając lat 13. Późnym wieczorem, wracając ze szkoły (tryb zmianowy), napotkałam na poboczu wujka, który zaproponował mi podwózkę do domu. Z tego punktu miałam do siebie około 4 km, więc zgodziłam się bez wahania. Wujek palił papierosy, natomiast ja nie znosiłam tego zapachu. Pojechaliśmy tak około kilometra i w związku z zapachem unoszącym się w samochodzie postanowiłam wysiąść. 300 m dalej wujek miał wypadek. Uderzył w drzewo i wypadku nie przeżył.

Próba nr 2. Mając lat 18 wybrałam się ze znajomymi do jednego z kolegów na tzw. domówkę. Chłopak mieszkał w starej kamienicy, której elewacja wymagała nie lada odbudowy. Było koło godziny 22.50, kiedy zabrakło alkoholu. Na ochotnika na pójście do sklepu zgłosiłam się ja. Wracając z niego zobaczyłam 4 karetki, kilka straży pożarnych, tłum ludzi i kłęby kurzu i dymu. W kamienicy wybuchł pożar. Kilku z mieszkańców zginęło, w tym jeden ze znajomych, a 3 z nich wylądowało w szpitalu.

Próba ostatnia. Kilka miesięcy temu (dokładnie w lutym) zostałam postrzelona z wiatrówki przez dwóch bawiących się sprzętem chłopaków na oko 14-letnich. Obudziłam się w szpitalu. Co usłyszałam? "To był cud, że przeżyłaś. Tylko 3 mm dzieliły śrut od serca".

Nie wiem, czy to mój anioł stróż, czy taki przypisany mam los, ale boję się, że kolejna próba skończy się źle...

#OvMKO

A więc występowałem w szkole na apelu na zakończenie roku, grając na gitarze i śpiewając. Zaśpiewałem piosenkę "Chodź pomaluj mój świat". Nie jest ona zbyt trudna, więc wszystkiego się dobrze wyuczyłem.
Szło mi świetnie... Aż do refrenu który leci:
 "Więc chodź, pomaluj mi życie
Niech świat mój się zarumieni
Niech mi zalśni w pełnym słońcu
Kolorami całej ziemi".
Niestety ja zaśpiewałem
"Niech mi stanie w pełnym słońcu".
.

Więc oczywiście cała gimbaza w śmiech, żeby tego było mało, na końcu miałem powiedzieć małe podziękowania dla dyrektorek i nauczycieli (ponieważ była to 3 gimnazjum) i mówiąc to z burakiem na twarzy oczywiście, co się stało?
STANĄŁ MI, kiedy dyrektorka, której dziękowałem, odwróciła się tyłem do mnie sięgając po nagrodę dla mnie, wypinając się do mnie dupskiem. Moim fartem miałem spodnie, w których było to wyraźnie widać, jako że nie narzekam na wielkość mojej maczugi...
Ech, mam nadzieję, że wszyscy o tym zapomną. :__:

#AYJ2C

Mam pewną koleżankę, nazwijmy ją Paulina. Zawsze mi się podobała i bardzo ją lubię, ale nie w taki romantyczny sposób. Krótko mówiąc, bardzo chętnie bym wszedł z nią w relacje typu "friends with benefits", ale jakoś nigdy nie wierzyłem, że to może się zdarzyć. Żartowaliśmy na ten temat wielokrotnie, ale nie braliśmy go na poważnie i nic z tego nie wynikało.

Aż do pewnego dnia, kiedy to nagle napisała do mnie "Wiesz co? Od dwóch miesięcy nikogo nie mam i w sumie brakuje mi seksu. Jestem pewna, że chętnie mi pomożesz z tym problemem ;> Co ty na to? Nauczę cię, jak obchodzić się z kobietami :P Mogę spotkać się w czwartek". Oczywiście nigdy w życiu nie byłem tak chętny komuś pomóc i odpisałem "no jak chcesz to czemu by nie", udając, że wcale nie czekałem na to od dawna.

Środa wieczór, jedyne o czym mogę myśleć to mój jutrzejszy długo wyczekiwany seks z Pauliną, aż tu nagle dostaję wiadomość.
"Przepraszam cię Kuba, od wczoraj mam chłopaka i wiesz, nie mogę go zdradzić. Mam nadzieję, że się nie gniewasz :("

Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek mnie coś tak rozczaruje jak ta wiadomość.

#mv35T

Jarmark Dominikański, tłum ludzi w tym ja razem dziadkami. Chodziliśmy tak sobie dobrą godzinę, gdy mój kochany dziadek uznał, że on nie chce iść dalej, ale za to chętnie usiądzie i napije się zimnego piwka. Babcia w pierwszej chwili nieco marudziła, ale po kilku minutach zgodziła się. PUF, dziadek ozdrowienie w kościach i pędzi przez tłum.
Gdy już go dogoniłyśmy, on już siedział przy stoliku z trzema piwami... W ten ja dostrzegam anioła... Wysoki, brunet z niesamowitymi zielonymi oczami, który cóż... Zbierał puste kubki po piwie, ale to nie było ważne. Facet ideał, po prostu cud, miód i orzeszki. Nie mogłam się na niego napatrzeć, po prostu nie mogłam, więc korzystając z chwili gdy krzątał się przy naszym stoliku postanowiłam do niego zagadać.
Z bliska miał jeszcze piękniejsze oczy, tak piękne, że serce mi skakało do gardła, a nogi miękły od tak... I PUF magia rozmowy, chłopak sięgnął po długopis zza fartucha kelnerskiego i zaczął pisać swój numer na mojej ręce... I wtedy cała magia musiała prysnąć, bo moja jakże kochana babcia musiała na głos powiedzieć, że mój Romeo ma podrobione Nike i za tani zegarek...
I tak o to zostałam bez dwóch ostatnich cyfr na ręce, bo chłopak po tym komentarzu odwrócił się na pięcie i poszedł sprzątać stoły na drugim końcu placu...

#shw3Z

To był początek liceum. Poznałam kumpele. Zaprzyjaźniliśmy się. Niedługo potem zakochała się w moim bracie. Sielanka. Wymarzona bratowa. 

Strzała amora trafiła tez we mnie. Moim wybrankiem był jej sąsiad. Motyle w brzuchu, zauroczenie. Tak, zdecydowanie mój ideał. Poświeciłam dla niego wszystko. Moja przyjaciółka cieszyła się ze mną moim szczęściem. 

Chyba aż za bardzo. Poniosło ją, prosto do łózka mojego księcia. Pozdrawiam z miłosnego czworokąta.
Dodaj anonimowe wyznanie