#9Sx53

Wyznanie z kategorii bolesnych.

Kraków, 2014, pora letnia. Kto żyje lub miał styczność z większymi miastami, ten pewnie zwrócił uwagę, że w krawężnikach są montowane niskie, metalowe słupki, tak by kierowcy nie parkowali na chodnikach.

Idziemy z kumplem do rynku na spotkanie ze znajomymi. W pewnym momencie, po drugiej stronie jezdni słyszymy krzyk kobiety "Złodziej, ukradł mi torebkę, łapcie go!". Facet pędzi, jakby go żona z wałkiem goniła. W ręku dzierży ukradzioną chwilę wcześniej zdobycz. Ktoś ruszył za nim w pościg. Złodziej w pewnym momencie obraca się, by zorientować się, czy faktycznie ktoś za nim biegnie, zbacza z idealnie prostego kierunku i centralnie nadziewa się przyrodzeniem i dolną częścią podbrzusza na wspomniany wcześniej słupek. Po czym z impetem ląduje na chodniku. Tak bolesnego zderzenia w życiu nie widziałem i na sam widok, aż mnie coś w tych okolicach zabolało. Kumpel jedynie dodał: "K*rwa, ja też to poczułem." Po czym obaj wybuchnęliśmy śmiechem.
Złodzieja zaraz dopadło kilka osób. Nie musieli go jakoś szczególnie usadzać na tyłku. Ból go tak paraliżował, że praktycznie nie mógł się ruszyć

PS Jak widać, słupki nie służą tylko do blokowania wjazdu na chodnik. Do obalania kieszonkowców również się nadają :D

#5Q5fd

Dwa lata temu urządziłem sobie spacer do lasu, niestety w lesie musiałem za potrzebą więc stanąłem sobie obok drzewka i zrobiłem co miałem zrobić.
Po powrocie do domu zauważyłem jednak niepokojące zmiany na moim sprzęcie. Zadomowiło się tam bowiem małe zwierzątko, które nazywa się kleszczem.

Oczywiście poszedłem z tym do lekarza. Nie uważałem jednak, że wyciąganie kleszcza może być tak kompromitującą sytuacją.
Wszedłem do gabinetu a tam pan doktor wraz z jedną z pielęgniarek. Ułożyłem się wygodnie w miejscu gdzie miał być przeprowadzony zabieg.
Doktor się przygotowywał i kazał pokazać gdzie jest ta mała istotka. Jego oczy rozszerzyły się do wielkości piłeczek tenisowych, kiedy ukazałem mu miejsce spoczynku kleszczyka. 

Zabieg przebiegł szybciutko, więc mogłem z prędkością światła z powrotem ubrać spodnie. Wtem pielęgniarka zapytała się doktora gdzie miałem to coś. Doktor płaczący ze śmiechu wykrztusił z siebie, że był on na FUJARZE. Oczywiście pielęgniarka i doktor w śmiech, lecz pan doktor powiedział to na tyle głośno, że reszta osób czekających do gabinetu też to usłyszała i widać było, że też rozbawił ich mój problem.

#G4wNa

Historia nieprawdopodobna, a jednak miała miejsce.

Kilka miesięcy temu poznałam fajnego gościa. Nazwijmy go Igor. Przystojny, inteligenty i czarujący - marzenie wielu kobiet. Zostaliśmy parą, czym byłam strasznie usatysfakcjonowana.

W końcu nadszedł czas przedstawienia go rodzinie. Wybrałam rodzinny obiad, na którym byli moi rodzice, siostra, brat, dwie ciotki i mąż jednej z nich. Na spotkanie najpierw przyszłam sama. Mój ukochany doszedł potem. Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, szybko poleciałam je otworzyć i razem kierujemy się do salonu, w którym trwał obiad. Obwieszczam wszystkim:
- Poznajcie Igora, mojego partnera.
Nagle jedna z ciotek, która jest starą panną, prawie zakrztusiła się kawą. Wykrztusiła:
- Igor, czy to ty?!
Mój ukochany w tym momencie zbladł. Potem wyznał mi, że dwa lata temu miał romans z ową ciotką...

Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. Ciocia ma 57 lat, a mój partner 25.

#kwyau

Kilka słów o manipulacji – część pierwsza

Ostatnio w Internecie zamieszczony został cieszący się oglądalnością filmik, który mówił o tym, co Polacy sądzą o pomysłach UE. Zawierał on mój wizerunek. Nagranie to sugeruje, że prowadzący pytał WSZYSTKICH ankietowanych o „Wprowadzenie CYFR ARABSKICH do szkół”, ale czy aby na pewno wszyscy udzielający odpowiedź dostali tak właśnie sformułowane pytanie? Nie.

Całkiem niedawno, bo jakieś dwa tygodnie temu, jak spacerowałem z dziewczyną po plantach, zaczepił nas gość o rudych włosach z mikrofonem i zadał mi pytanie, którego sens był następujący „co sądzisz o wprowadzeniu JĘZYKA ARABSKIEGO do szkół?”. To co odpowiedziałem w skrócie miało mniej więcej takie przesłanie: Jak ktoś chce, to niech się uczy języka jaki mu pasuje, mi to nie przeszkadza, ale… i teraz mógłbym już nie cytować, bo ten fragment jest zawarty w filmie, ale pokuszę się: „ja akurat bym był niezbyt chętny, żeby w tym kierunku poszerzać swoją edukację”. Później na to samo pytanie odpowiedziała moja dziewczyna, ale jej wizerunku na szczęście nie nadużyli. I wszystko było spoko, no bo co? Odpowiedziałem przecież co uważam na postawiony temat i w mojej wypowiedzi przecież nie było nic, czego mógłbym potem żałować, że powiedziałem. Generalnie myślałem, że jest OK… Do czasu.

Kilku znajomych wysłało mi link mówiąc, że jestem na filmie i o co z tym chodzi? Oglądnąłem nagranie, przeanalizowałem sytuację i szok. Zauważyłem, że zostałem zmanipulowany, bo obcięto moją wypowiedz tak, że jest totalnie wyrwana z kontekstu i jest niezbieżna z meritum tego co mówiłem. Dodatkowo nagranie sugeruje, że wszyscy odpowiadali na pytanie o „Wprowadzeniu CYFR ARABSKICH do szkół”, co w połączeniu z moją wypowiedzią, usiłuje przedstawić mnie jako kogoś, kto jest na tyle głupi, że nie potrafi zrozumieć tak prostego pytania. Ale co to za problem? Najwyraźniej gość o włosach koloru przypominającego rdzę nie widzi różnicy w odpowiedziach o „cyfrach arabskich” i „języku arabskim” w szkołach i podpina wszystkich pod to samo pytanie. Na nagraniu jeśli sobie obejrzycie jeszcze raz to na pewno wyłapiecie kilka osób, które ewidentnie dostały takie samo pytanie jak ja. Dziwnym trafem przed każdym z tych odpowiedzi jest wycięty fragment zadawania pytania przez prowadzącego. Przypadek? Moim ulubionym fragmentem jest jak jeden z ankietowanych mówi, że „Polacy nie gęsi, iż swój język mają” . Jeśli ktoś nadal uważa po oglądnięciu fragmentu z tym gościem, że on również dostał pytanie o „cyfry arabskie”, to lepiej niech się rozpędzi i bardzo mocno uderzy głową o ścianę – może pomoże ;)

W następnej części dowiecie się jak wyglądała korespondencja z fanpagem rudego „dziennikarza”. Zapraszam ;)

#xKd2P

Dawno, dawno temu, gdy chodziłam jeszcze do 2 klasy podstawówki, w szkole były zajęcia muzyczne. Pewnego dnia nauczycielka poprosiła o przyniesienie swoich ulubionych piosenek, które mieliśmy zaśpiewać przed klasą.

Nad swoją piosenką nie myślałam długo. Ale nie myślcie, że była to jakaś melodyjka z bajek czy z płyty dla dzieci (piosenki o motylkach i sikaniu do szuflady dziadka jakoś do mnie nie trafiały), moją ukochaną piosenką było "The End" autorstwa The Doors. Zawdzięczam to moim rodzicom, którzy są ogromnymi fanami legendarnego Morrisona.

No i nastał dzień mego występu. Dumnie przyniosłam płytę pani i czekałam na chwilę chwały. Co z tego, że praktycznie wszystkie słowa wymyślałam i śpiewałam tak, żeby było zgodne z muzyką. Jednak jeden fragment znałam doskonale...
Father, yes son,
I want to kill you
Mother… I want to… f*ck you!

Wyobraźcie sobie 8-latkę wyjątkowo głośno wykrzykującą ten fragment :')
I nie, pani nie była zadowolona z mojego występu.

#EMqMi

Przepraszam za stylistykę wyznania, ale już mam łzy w oczach...
Byłam typową zbuntowaną nastolatką. Alkohol, używki, imprezy. Rodzice byli (są) bardzo bogaci, nie brakowało mi niczego.

Od kilku lat miałam chłopaka, którego kochałam ponad wszystko. W pewnym momencie zdarzyło się - wpadliśmy. Miałam 16 lat, on 18. Co tu robić? Wychować? Oddać? Aborcja? Nie... Byłam zła, ale nie posunęłabym się do zabójstwa. Prawda była taka, że nie chciałam tego dziecka, ale postanowiłam (przy ogromnym wsparciu chłopaka) urodzić je i oddać do adopcji. Rodzice gdy się dowiedzieli wyrzucili mnie z domu. Przez całą ciążę mieszkałam u chłopaka. Jego rodzice, choć również niezadowoleni, bardzo nas wspierali. Na te 9 miesięcy całkowicie zrezygnowałam z alkoholu i imprez. Dziecko nie może cierpieć przez nałóg matki.

W końcu nadszedł ten dzień, maleństwo chce na świat. Poród był ciężki. Mimo, że nic wcześniej na to nie wykazywało, córeczka urodziła się chora. Bardzo chora. Lekarze kazali się pożegnać - nie przeżyje tej nocy. W tym momencie coś we mnie pękło. Kochałam to maleństwo całą sobą. Prosiłam, żeby walczyła, nie umierała... I dała radę. Minął jeden dzień, drugi... Sandrusia żyła, ale walczyła na OIOM-ie. I tak przez pierwsze trzy miesiące życia. To była nasza iskierka, nasza radość. Kochaliśmy ją ponad wszystko.

W końcu stan malutkiej się poprawił. Została przeniesiona na normalny oddział, na którym spędziła kolejne pół roku. Diagnoza była obszerna. Gdybym miała wymienić wszystkie wady i choroby Sandruni to nie starczyłoby dostępnych znaków.

Raz na zawsze zapomniałam o moim dawnym życiu. Nie było imprez, używek, znajomych. Była Sandra. Do dziś nie mogę uwierzyć jakim cudem takie maleństwo uniosło tyle kabelków, rurek, cierpienia i płaczu.
W końcu, po 8 miesiącach mogliśmy dostać wypis do domku! Tyle radości, pakowania. Jutro będziemy wszyscy razem, już tak na zawsze!

Historia zakończyła się tragicznie. W nocy, kilkanaście godzin przed planowanym wyjściem stan Sandrusi pogorszył się. Rozpoczęła się kolejna walka o jej życie. Niestety, serduszko przestało bić...

Mam 19 lat. Nie jestem jak normalna dziewczyna w moim wieku. Nie spotykam się z przyjaciółmi. Nie chodzę na imprezy, nawet nie na urodziny. Nie chodzę po galeriach. Ale codziennie przemierzam tą samą drogę. Na cmentarz - do mojej ukochanej córeczki. Mimo terapii nie potrafię normalnie żyć. Nigdy nie pogodzę się z jej śmiercią...

#drVTK

Pewnego słonecznego dnia wybrałam się z przyjaciółką na zakupy do pobliskiego centrum handlowego, z racji że zbliżało się lato, miałyśmy w planach zmieniać swoją garderobę (na miejsce grubych swetrów włożyć lekkie bluzeczki).

Chciałyśmy zaoszczędzić trochę czasu, więc rozdzieliłyśmy się (ona buszowała w swoich ulubionych sklepach, a ja w swoich). Po wyczerpujących łowach spotkałyśmy się w jednej z naszych ulubionych sieciówek. Zauważyłam, że moja przyjaciółka oprócz torebki ma pełną siatkę, zajęta polowaniem na superokazje nawet nie przyszło mi do głowy aby zapytać co się w niej znajduje. Po paru minutach weszłyśmy razem do przymierzalni (miałyśmy tam niemałe zamieszanie z rozmiarami wybranych ciuchów).
 
Przy wyjściu ze sklepu moja torebka zaczęła piszczeć. Na początku myślałam, że to żart. Przybiegł ochroniarz, okazało się, że w mojej torebce znajduje się droga bluzka. Moja przyjaciółka mi ją tam włożyła, po sprawdzeniu monitoringu udało mi się wybronić, tym bardziej że w jej siatce znajdowały się inne kradzione ubrania.
 
Moja przyjaciółeczka obraziła się na mnie, że ją wydałam, a nie przyjęłam jej winy na siebie. Twierdzi, że nie zachowałam się jak przyjaciółka i nigdy mi nie wybaczy.

Po tej sytuacji jestem ostrożniejsza, a grono ludzi, którym ufam zmniejszyło się.
Nauczyłam się tego by walczyć o swoje i nie dać się wrobić w coś czego nie zrobiłam, a co do słów, jakie wypowiedziała moja eksprzyjaciółka - pogodziłam się z tym, jaką zimną suczą jestem ;)

#Vaeyn

Akcja rodem z taniego pornola...
Grubo po 22 siedzę sobie na przystanku, czekam na autobus słuchając muzyki. Przysiadł się do mnie jakiś chłopak.

- Pójdziemy na kawę?
- Niekoniecznie, wracam właśnie do domu.
- Daleko to?
- Kawałek.
- A może pojedziemy do mnie, to blisko - 3 przystanki.
- Nie, dzięki.
- Czemu? Odpoczniemy, napijemy się winka..
- Nie, bo po pierwsze jadę do domu po pracy, jestem zmęczona, a po drugie - nie znam cię, gościu...
I w tej chwili poczułam się dość dziwnie słysząc:
- A zrobisz mi lodzika? Chodź, pójdziemy tu w krzaczki...


Nooosz k@#%a. Byłam w takim szoku, że nawet w pysk mu nie dałam... ;/
Dodaj anonimowe wyznanie