#MIVXQ

Nie wiedziałam, co kupić mojej mamie na urodziny. W rodzinie mamy dość luźne podejście do spraw prezentów, więc poprosiłam ją, żeby znalazła coś, co jej się podoba i podesłała mi link, to jej to wtedy kupię.

Nie spodziewałam się, że dostanę link do sklepu z gadżetami erotycznymi. Moja mama chce na urodziny wielkie, różowe dildo. Dopisała tylko, żebym nie mówiła nic tacie.

No chyba nie powiem...

#CfZTf

Będąc małym brzdącem spałam sobie słodko w moim ukochanym pokoju. Z racji tego, że było upalne lato, okno zawsze było otwarte na oścież.

Ja, 8-letni gówniarz śpię sobie w najlepsze, aż nagle jakaś czarna postać wchodzi mi do pokoju. Przerażenie, panika nie wiadomo co jeszcze. Do rodziców nie ucieknę, bo przecież wariat w oknie w każdej chwili może skoczyć na mnie i zabić. Moja mała głowa podpowiedziała, że najbezpieczniej będzie podciągnąć kołdrę pod nos i wycofać się na sam koniec łóżka. Kurczak mały siedzi cały osrany, że zaraz zostanie zabity, aż tu nagle... Wariat w oknie zna moje imię! Głos wydał mi się znajomy, ale no nic, siedzę i boję się dalej. Wpełzło do pokoju czarne zło, którym okazała się moja cudowna, nachlana i jakże rozważna siostra. Niestety na imprezie dość mocno zakrapianej alkoholem zgubiła klucze i stwierdziła, że najlepiej będzie wejść przez moje okno, bo w innym wypadku rodzice się obudzą i zobaczą, że nieletnia córeczka jest pijana.
Tak więc przez własną kochaną siostrę w wieku 8 lat prawie dostałam zawału.

#990G6

Mój brat jest instruktorem nauki jazdy. Kilka miesięcy temu podwoził mnie pod szkołę. Było jakoś przed 7, bo miałam na pierwszą zmianę. Wyobraźcie sobie: dobra widoczność, pusty plac, z jednym jedynym słupem na środku, oznakowanym zresztą.
Wiecie co zrobił mój brat, instruktor nauki jazdy z licencją?
Wjechał w ten słup.

Ulubiona anegdota przy rodzinnych spotkaniach.

#VBdse

Moi rodzice jakiś czas po zakończeniu studiów postanowili zamieszkać za granicą. Od zawsze było to ich marzeniem. Początkowo moja mama znalazła pracę w jednej z organizacji pozarządowych, natomiast tata, w związku z tym, że jest artystą, współpracował z pewną agencją. Wynajmowali małe mieszkanie i żyli skromnie, ale za to szczęśliwie.

Po jakimś czasie mój tata podłapał doła. Jego prace nie przypadały do gustu klientom i był często krytykowany, nie zarabiał wiele. Załamał się, siedział w domu, nie rysował, nie projektował, coraz częściej mówił o powrocie do Polski. Brakowało im pieniędzy, ale moja mama nie chciała pożyczać od rodziców. Porzuciła więc swoją słabo płatną, aczkolwiek satysfakcjonującą pracę w fundacji i zatrudniła się w knajpie, najpierw jako sprzątaczka, potem jako kelnerka. Harowała jak wół, ale mimo wszystko starczało jej siły na wspieranie taty. W międzyczasie rodzina ojca, jak również matka mojej mamy, rzucali kąśliwe uwagi w jej kierunku, wyśmiewali to, że jest kelnerką/sprzątaczką, mimo że była najlepszą studentka na roku, że marnuje życie, że nikt z naszej rodziny nigdy nie pracował jako "sługa", wychwalali natomiast mojego tatę za to, że jest artystą i pracuje zagranicą i świetnie sobie radzi. Nie mieli pojęcia, że to dzięki niej mają mieszkanie i jedzenie, a tata nowe płótna i przybory do malowania. Mama mimo wszystko ignorowała złośliwe uwagi, chroniła ojca, nie chciała, żeby nazywali go nieudacznikiem, bo załamałby się zupełnie.

Po jakimś czasie dzięki jej uporowi i o ironio jednemu z ludzi, których poznała podczas swojej "uwłaczającej" pracy w knajpie, ojciec stanął na nogi. Zaczęło się im powodzić. Mama mogła wrócić do pracy w fundacji. W dosyć krótkim czasie została jednym z ważniejszych managerów i osiągała coraz to większe sukcesy. Świetnie łączyła życie zawodowe z wychowaniem mnie i mojej siostry. Zawsze ma dla nas czas i nas wspiera. Ojciec szczęśliwie zawsze bardzo docenia co zrobiła dla niego i naszej rodziny. Słusznie traktuje ją jak królową. Za to rodzina ojca, mimo wielu sukcesów mojej mamy, nierzadko traktuje ją pobłażliwie. Wypomina bycie kelnerką itd. Mama na ogół zamienia ich uwagi w żart, dla niej nie jest to ważne, jednak mnie zawsze to irytowało.

Ostatnio dostałam się na studia związane ze sztuką. Oczywiście dziadkowie od strony taty tłumaczyli mój sukces tym, że to zasługa jego i jego cudownych genów. Powiedziałam, że owszem, talent mam po tacie, ale zawsze największym wsparciem dla mnie była mama, to ona nauczyła mnie ciężkiej pracy, wytrwałości i że gdyby nie jej świetnie płatna praca, pewnie musiałabym pracować jako kelnerka, żeby było mnie stać na kursy przygotowawcze.
Oczywiście przekazali ojcu, że ma niewdzięczną córkę.
On ku ich zaskoczeniu przyznał mi rację, dziadkowie aż się zapowietrzyli z powodu tej "obrazy". ;P

#QC20y

Mam 22 lat. Mając 9 lat przeprowadziłam się do Stanów Zjednoczonych na stałe z rodzicami.

Po 4 latach mieszkania tu moja mama odeszła. Pamiętam, że to był piątek wieczorem, zbliżała się zima, widziałam moją mamę pakującą torby i walizkę, a w nich wszystkie swoje rzeczy. Spytałam, czy gdzieś wyjeżdżamy, a ona odparła, ''nie, kochanie, nie, idź poczytaj książkę'', wiec poszłam. W salonie spytałam taty czemu mama się pakuje, zaśmiał się i powiedział, że pewnie robi porządki.

Minęło ok. 10 minut, po czym on poszedł do sypialni, ale mamy już nie było. Ślad po niej zaginął. Tylko otwarte drzwi (w sypialni rodziców były otwierane drzwi, gdzie można było wyjść na ogród, w tym wyjść z domu). Szukaliśmy jej w całym domu, po ogrodzie, w okolicy, tata zadzwonił na jej telefon, ale włączyła się sekretarka. Mama nie miała przyjaciółek, wiec nie mogliśmy się skontaktować z nikim. Rodzice zawsze się dobrze dogadywali, byliśmy kochającą rodziną, mówiliśmy sobie wszytko... Spytałam taty czemu mamy nie ma, a tata odpowiedział, że na pewno wróci, przy mnie był twardy, ale widziałam, że płakał, widząc to też płakałam.

Minął dzień, dwa, tydzień. W szkole byłam pozbawiona koncentracji, chęci uczenia się, moje oceny spadły, a zawsze miałam A i B. Pewnego dnia po powrocie ze szkoły mój tata czytał karteczkę, miał całe czerwone oczy, przytuliłam go. Był to list, tata poszedł na ogródek, po czym ja zaczęłam go czytać, pamiętam to do dziś: ''Może teraz płaczecie, ale co to mnie już teraz obchodzi? Chciałam tylko wam przekazać, że już nie chcę mieć z wami nic do czynienia, z tobą i z tą cholerną córką. Wszystkie te lata stracone z wami... Nie piszę tego, byście się już nie martwili o mnie, tylko dlatego, żebyście wiedzieli co tak naprawdę myślę, a myślę, że zmarnowaliście mi życie. Nic to mnie nie obchodzi, jak sobie poradzicie. Ja zaczynam nowe życie. Nie powiem wam powodu. Nie szukajcie mnie. I mnie już nie zobaczycie''.
Również zaczęłam płakać. Czytałam ten list codziennie przez rok. 5 lat temu spaliłam go w kominku.
2 lata temu rozpoczęłam studia ekonomii w San Francisco, wyprowadziłam się z Chicago, po uczelni poszłam na zakupy, po czym widzę ją. To była ona. Nic się nie zmieniła. W głowie miałam milion myśli, że ona tu jest, jak? Chciałam krzyczeć, płakać...

Nie podeszłam. Nie podejdę. Poszłam do kasy, wyszłam ze sklepu bez słowa, tak jak ona wyszła z domu.

#5J2Fc

Sytuacja miała miejsce jakieś 2 lata temu.

Lato, Kraków, pętla autobusowa przy Dworcu Głównym. Siedzę w autobusie (sam tył przy oknie) i czekam spokojnie na odjazd - wszystko cacy, ludzi mało, już się cieszę z wygodnej podróży, gdy do środka wchodzi żul i siada koło mnie. No pięknie: z trzech stron szyba, a z czwartej niemiłosiernie śmierdzący menel - uduszę się na bank. No ale nic, to tylko 15 minut, wytrzymam jakoś.

Smród był tak nieziemski, że aż ukradkiem obczaiłam gościa: facet dosyć młody, nieumyty i zarośnięty niemiłosiernie, flanelowa, brudna koszula w kratę wymiętolona do granic możliwości, dziurawe jeansy wyszurane do maksimum, buty trzymające się na sznurówkach, a do tego typowa menelowa czapeczka oraz rozpadający się w oczach plecak. No rasowy żul.

Ruszyliśmy, a gościu schylił się do swojego plecaka - myślę: "Pewnie wyciągnie jakąś bułkę", a on... wyciągnął, ale najnowszy model tableta na rynku!
W tym momencie moja szczena przebiła się przez autobus i zatrzymała się na podziemnych instalacjach wodnych. Ale dobra, myślę sobie: "Może go ukradł albo znalazł?". Tymczasem żulek wszedł na fejsa i zaczął go przeglądać.

Siedzę jak głupia kilka minut i wpatruję się w to zjawisko starając się ogarnąć rozumem co właśnie rozgrywa się na moich oczach. Nagle *bzzzzyt*- słychać wibracje, po czym żulek wyciąga z kieszeni najnowszego Ajfona i mówi: "Już jadę do domu". Na następnym przystanku wysiadł, a ja z szoku nie otrząsnęłam się do dzisiaj.

Tak że tego, w ten oto sposób spotkałam najbardziej odjechanego hipstera w moim życiu.

#qShyx

Dzisiaj byłam na zbieraniu malin. Dosyć wymagająca praca, szczególnie kiedy jest gorąco. Jednak dzisiaj pomimo wysokiej temperatury miałam naprawdę wyjątkowy i przyjemny dzień.

Przy dzisiejszej pracy pomagał mi przesympatyczny chłopak. Pierwsze dni był nieśmiały, jednak dzisiaj odważył się i zagadał. Co chwilę podrzucał mi do koszyczka kilka malin, opowiadał o swoich zainteresowaniach i kilka razy zapewniał, że jestem naprawdę fajna i nigdy nie miał lepszej koleżanki. Po pracy pożegnał się i jeszcze raz powiedział, że jestem super.

Nigdy nie dostałam więcej komplementów niż tego dnia - od syna mojej pracodawczyni, pięcioletniego chłopczyka :)

#uZtLb

Ostatnio moja mama wysłała mi zdjęcie nowo narodzonej córeczki mojego kuzyna. Noworodki nie działają na mnie rozczulająco, wiec zapytałam mamy, czy ja też byłam takim brzydkim, czerwonym i pomarszczonym stworem. Moja mama odpowiedziała:

"Nie zastanawiało cię nigdy dlaczego z tatą zaczęliśmy ci robić zdjęcia dopiero jak skończyłaś 6 miesięcy?".

:/

#5srrP

Od października będę studiować kryminologię. Gdy powiedziałam dziadkowi o co w tym chodzi, był zafascynowany.

Pewnego dnia usłyszałam jego rozmowę z jakimś znajomym i wywiązał się dialog "A ty wiesz, że moja wnuczka będzie KRYMINALISTĄ?".

Chyba jednak dziadkowi się nie podoba mój kierunek  :)

#tIgHw

Postanowiłem podzielić się z Wami swoją anonimową historią, głównie dlatego, że z jej głównego obiektu już się wyleczyłem. A więc do dzieła.

Każdy z nas ma jakieś fetysze - jedni lubią wąchać stopy, inni uprawiać seks na parapecie w stroju papugi. Jednak mój fetysz był chyba najbardziej kuriozalnym z możliwych. Otóż moim fetyszem był... taniec irlandzki. I to nie za sprawą samych tancerek. Po prostu sposób w jaki tańczą wydawał mi się dziwnie podniecający.

Pierwszy raz zrobiłem sobie dobrze pod taniec irlandzki (wtf?).

Były nawet takie okresy, że całkowicie odkładałem panie w skąpych i seksownych ubraniach i jechałem na ręcznym pod taniec irlandzki.

Wiecie o tym tylko ja i wy.

Chyba nie jestem do końca normalny.
Dodaj anonimowe wyznanie