#5ZvdE

Kiedy miałam szesnaście lat, upił mnie partner mojej matki...
Działka, ognisko... Mama położyła się spać, bo wypiła kilka piw i źle się poczuła. Z Adamem zawsze miałam super kontakt. Rozpieszczał mnie, dawał prezenty, myślałam o nim jak o ojcu.

Goście się rozeszli, a my postanowiliśmy jeszcze posiedzieć. Chciałam mu się zwierzyć, że poznałam fajnego chłopaka, bo to on, nie mama, zawsze dowiadywał się pierwszy o moich prywatnych sprawach. Miał po prostu inne podejście. Mama moje zauroczenia obracała w żart, on zawsze uważnie słuchał i doradzał jak prawdziwy przyjaciel...
Zaproponował, że otworzy mi piwo. Wiedziałam, że mama się nie dowie, bo Adam mnie nie wyda. Zawsze byłam jego "niunią", krył mnie, gdy narozrabiałam.

Siedzimy, gadamy... Z jednego piwa zrobiły się dwa. Zaczęło mi szumieć w głowie...
I wtedy on zaczął to mówić... Że bardzo się zmieniłam, że staję się piękną kobietą i że widząc mnie jak opalam się w kostiumie ma nieraz ochotę abym zajęła miejsce mojej mamy...

Zaczął opowiadać, że miał kiedyś romans z młodziutką dziewczyną z Rosji. Że była jak petarda, a w łóżku wyprawiała takie rzeczy, o jakich mojej matce w życiu się nie śniło. Po czym spytał, jakie rzeczy robiłam już z chłopcami i czy sprawia mi to przyjemność...

Po tym pytaniu zwymiotowałam. Prosto pod jego nogi.Po czym uciekłam do mieszkania i zabarykadowałam się w pokoju.
Matce nic nie powiedziałam. Wiedziałam jaka jest i że muszę załatwić to inaczej.
Następnego dnia wróciliśmy do domu.

Wychodząc do koleżanki przypadkowo zostawiłam w swoim pokoju na łóżku otwarty pamiętnik.
Wiedziałam, że mama tam wejdzie, bo będzie szukała rzeczy do prania...

Kiedy wróciłam wieczorem było już po wszystkim.
Nie było ani Adama, ani jego rzeczy...
Mama leżała na kanapie i cicho płakała. Kiedy do niej podeszłam, powiedziała coś, co zapamiętam na zawsze...
- Dlaczego wczoraj mi nie powiedziałaś? Jeden dzień krócej oglądałabym tego zwyrodnialca...

Teraz mama jest sama... Od tego czasu minęło piętnaście lat, a ona boi się zaufać kolejnemu facetowi. Mówi, że nie chce dla swojej wnuczki takiego dziadka, jak ojciec, którego wybrała dla swojej córki...

#VRJuE

Moi rodzice nie byli dobrym małżeństwem, często kłócili się i w efekcie doprowadziło to do rozwodu. Miałem wtedy 5 lat i zostałem z mamą. Mimo że tata ze mną nie mieszkał, odgrywał bardzo ważną rolę w moim życiu. Parę lat po rozwodzie mama ponownie wyszła za mąż i urodziła moją siostrę. Moje relację z ojczymem i matką były poprawne, jednak zdecydowałem, że na czas liceum zamieszkam z tatą zagranicą.

Mieszkaliśmy we dwoje. Któregoś razu szukałem czegoś w jego pokoju, kiedy to natrafiłem na czarne pudełko. Pamiętałem je z dzieciństwa. Ciekawość wzięła górę i otworzyłem. Na pierwszy rzut oka wypełnione było jakimiś śmieciami. Stare bilety do kina, pocztówki, suche kwiaty. Pod tą stertą znajdowały się koperty i zdjęcia. Widniał na nich mój tata i nieznajoma mi prześliczna brunetka. Oboje uśmiechnięci, przytuleni, całujący się. Miałem wrażenie, że nigdy nie widziałem ojca tak szczęśliwego jak na tych zdjęciach. Następnego dnia spytałem kim jest osoba ze zdjęcia. Niechętnie, ale opowiedział mi historię.

Poznali się na studiach, byli parą i jak powiedział - spędził z nią 3 najpiękniejsze lata swojego życia. Rozstali się przez głupotę (głównie jego). Otóż X dostała kilkumiesięczne stypendium zagranicą. On początkowo pogodził się z rozłąką, jednak strach przed tym, że X może odejść wziął górę i zamiast wspierać ją - obraził się, rzadko odzywał. Dużo imprezował, aż w końcu jakaś "życzliwa" osoba powiedziała dziewczynie, że mój tata ją zdradził (co nie było prawdą). X obraziła się zupełnie. Po jej powrocie próbował się skontaktować, ale nie mogli dojść do porozumienia. Od tamtego czasu nie mieli ze sobą kontaktu. Rozstanie odcisnęło na nim piętno i od tego czasu nie był w stanie się już w nikim zakochać. Rzadko poruszałem temat X, bo wiedziałem, że dla taty są to bardzo ciężkie rozmowy.

10 lat później, kiedy skończyłem już studia, tata zachorował na raka. Rokowania nie były dobre. Opiekowałem się z nim na zmianę z jego partnerką. Któregoś wieczora tata wspomniał o X. Wtedy w mojej głowie zrodził się plan. Postanowiłem mu sprawić radość i odnaleźć X. Wcale nie było to takie trudne. Podobnie jak tata mieszkała zagranicą, miała męża i 2 córki. Umówiłem się na spotkanie przez jej asystentkę. Gdy tylko pojawiłem się w drzwiach jej gabinetu, X powiedziała, że wyglądam znajomo. Opowiedziałem jej historię, a ona po namyśle zgodziła się na odwiedziny.
Tata, gdy tylko ją zobaczył zalał się łzami, nigdy nie widziałem jak płacze. Jej wizyta trwała 5 dni, rozmawiali całymi dniami, wybaczyli sobie. Ostatniego dnia pożegnali się i obiecali, że spotkają się niebawem.

Tego dnia X zginęła w wypadku drogowym jadąc na lotnisko. Nie powiedziałem o tym tacie, ale wydaje mi się, że coś przeczuwał. Jego stan pogorszył się i zmarł 3 później.

#77f0t

Na sezon pracuję w kawiarence w jednej z większych nadmorskich miejscowości.
Pewnego spokojnego dnia nasz punkt odwiedza swoista familia. Rodzinka, sztuk 6, rodzice i dzieci w wieku przedszkolnym, jedno niemowlę. Dzieci jak to dzieci, bawią się, piszczą, generalnie w sezonie norma. Jednakże...
Podaję mamie kawę, jedno z dzieci trzymało niemowlę, które raczkami chwytało słomkę. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować dziecko włożyło słomkę do swojej słodkiej paszczy. Maluszek wbił sobie tę nieszczęsna rurkę w gardło (słomka zakończona była taką "łyżkę"). Krew z gardła poleciała, dziecko się dusi, nie może złapać oddechu. Matka krzyczy, płacze, lamentuje, ja wykręcam 112, a ludzie?

"Przepraszam, można loda?"
"Ile jeszcze mam czekać na tego gofra?"
"Pani jest w pracy? Proszę odłożyć telefon!"

Ludzie, serio? Czy ta głupia gałka czy gofr jest tyle warta?

#OPExA

Witam, dziś podzielę się swoją historią.

Otóż mając 7 lat, na urodziny dostałem swój wymarzony rower. Bardzo szczęśliwy pojechałem na jazdę próbną tego cacka.
Gdy tylko skręciłem za blok, wjechał we mnie jakiś wariat, i dalej nie pamiętam co się wydarzyło, ale z opowiadań rodziców wynika, że facet, który we mnie wjechał, uciekł z miejsca wypadku porzucając zakrwawione dziecko ze złamanymi nogami obok poskręcanego roweru.

Od tamtego dnia ciągle poruszam się na dwóch kołach, już nigdy nie stanąłem na nogi i lekarze nie przewidują poprawy.

Więc pamiętajcie, że wsiadając do auta nie jesteście odpowiedzialni tylko za swoje życie, ale i innych. Chwila nieuwagi może zniszczyć czyjeś życie.

#9Qhiu

Ostatnio poznałam pewną Karinę. Była osobą sprzątającą (nie lubię określenia sprzątaczka) na siłowni, w której pracuję. Cóż, łudziłam się, że te Wasze Karyny to jednorazowe egzemplarze, ale wkrótce okazało się, że i ta jednak niewiele odbiega od reszty.

Karyna była taką idiotką, że myślała, iż po zgaszeniu światła kamera przestaje nagrywać, wyłącza się, jest za ciemno, żeby pracowała itp. itd... Generalnie kretynka.

Kiedy pogasiła wszystkie światła, przeszła za ladę naszej recepcji. Wtedy włączył się tryb nocny. Karyna spojrzała jeszcze w kamerę, upewniwszy się, że ta jej "nie nagrywa", dobrała się do naszej kasetki. Forsa trafiła do kieszeni, Karyna szczęśliwa wzięła worki ze śmieciami i wyszła.

W robocie jej od dwóch dni nie było, zapomniała chyba, że "matki boskiej pieniężnej" - czyt. wypłata, jest dopiero dziesiątego, więc jeszcze będzie musiała się do nas pofatygować, no chyba że za te cztery dychy było warto stracić pracę, szacunek i zaufanie u paru osób, a może i wypłatę.

Koleżanka skomentowała: Kuźwa, a ja zawsze myślałam, że jak kraść, to miliony!

#7NMKu

Poniedziałek rano, dzwoni babcia strasznie zdenerwowana. Opowiada o tym, że córka i siostra sąsiadki zginęły w wypadku. Dziewczyna odebrała z lotniska swojego narzeczonego, który był obcokrajowcem i jechali do domu na zaręczyny, razem z ciotką tej dziewczyny i jej synem. Pół godziny od domu w tył ich auta wjechał jakiś gówniarz z taka siłą, że z samochodu nie zostało prawie nic.
Wiadomo, chłopak za pieniążki ojca - prokuratora - woził się niezłą furą i tatuś już nie raz wyciągał go z kłopotów... Uciekł pieszo z miejsca wypadku, zostawiając nie tylko tych ludzi, ale też swoich kolegów na pastwę losu. Do tego ukrywał się trzy dni, a policja nie mogła go znaleźć! W końcu musiał ustalić z tatusiem jakąś wersję wydarzeń.

Taka sprawiedliwość - gdyby ojciec nie wyciągał go z poprzednich wykroczeń, może nie zabiłby trzech osób!

Tragedia ogromna, wiadomo, ale dzisiaj babcia poruszona całkowicie tym wszystkim dowiedziała się, że po wypadku ktoś dodatkowo okradł tych ludzi! Jesteście w stanie sobie to wyobrazić? Auto trzeba było ciąć, więc na pewno nie zrobił tego ktoś przypadkowy... Rozumiecie.
Zginęły pieniądze i wszystkie dokumenty. Ojciec tego obcokrajowca przeleciał zabrać ciało syna, ale nie może, bo nie ma dokumentów...

Brak mi słów na to wszystko, jakim trzeba być bydłem, żeby zrobić coś takiego?

#gdapi

Wykupiłem ostatnio w jednej z sieci komórkowych (tej z pomarańczą w nazwie) internet na kartę. Zadowolony wróciłem do domu i czekałem na kuriera. Tak jak mi powiedziano w salonie, goniec miał się pojawić w przeciągu 48h i tak też było. Otwieram przesyłkę, patrzę, a tam sama karta bez "mydełka" emitującego Wi-Fi.

No nic, patrzę do umowy i rzeczywiście mobilny router jest płatny dodatkowo. Na całe szczęście miałem w domu dwa takie urządzenia, więc nigdzie nie dzwoniłem, tylko zabrałem się do konfiguracji. Wkładam do jednego z routerów, podłączam USB i niby fajnie, pięknie wszystko działa, tylko sieci nie ma. No nic, wkładam do drugiego - podobna sytuacja.

Postanowiłem zadzwonić na infolinię. Do czasu tej rozmowy myślałem, że ludzie tam pracujący mają zrobione jakieś kursy i podstawową wiedzę na temat produktów oferowanych przez ich pracodawcę. Myliłem się.
Odebrała, jak to zazwyczaj bywa, dosyć miła i młoda pani. Opowiadam jej całą sytuację. Chwila ciszy, po chwili ona mówi: "Proszę pana, z tego co mi wiadomo, internetowej karty SIM nie musi pan wkładać do żadnego urządzenia. Karta jest samowystarczalna. Wystarczy, że będzie leżała obok laptopa czy telefonu i bezprzewodowy internet powinien działać. Jeżeli pan wsadzi tę kartę do szuflady w biurku, to też powinien mieć pan internet".

Myślałem, że parsknę śmiechem. Oczywiście podziękowałem pani za udzielone wskazówki i się rozłączyłem. Opowiadałem historię znajomym, stwierdzili, że to nie może być prawda i mało nie padli ze śmiechu.

Czy technologia się tak rozwinęła, że karta SIM ma wbudowany router? :D

#dsk8B

Podczas wesela, gdy składałem życzenia młodej parze, podszedłem do pani młodej, powiedziałem standardowo "wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia" i zbliżyłem się, aby wymienić trzy całusy. Następnie podszedłem do pana młodego, powiedziałem to samo i również zbliżyłem się, pan młody zrobił to samo. Myślał, że chcę go uściskać. Nie mam pojęcia co miałem wtedy w głowie, ale chciałem go pocałować tak samo jak jego żonę i pocałowałem go w szyję. On spojrzał tylko dziwnie, a ja z burakiem na twarzy, dezorientacją i głupim uśmieszkiem wywołanym stresem odszedłem. Przez cały czas trwania imprezy czułem się dziwnie widząc jego spojrzenie. Mam nadzieję, że nikt więcej nie zauważył głupoty, którą zrobiłem.

#IwCwy

Poznałam przystojnego chłopaka, długo pisaliśmy, wydawał się miły, elokwentny i dobrze wychowany.

Na pierwszym spotkaniu przez cały czas opowiadał o swojej byłej "szmacie", o tym, jak ją w zemście upił i "zostawił zarzyganą", oraz o technikach morderstw, jakie można niepostrzeżenie zastosować, by ofiara umierała w męczarniach, a sam sprawca za bardzo się nie napocił.
Wyborna pogawędka.

#cKoNr

Opowieść z cyklu "dobre Sebki", chociaż mogła skończyć się gorzej.

Zaznaczę, że jestem niska (150 cm), ogólnie wyglądam dość dziecinnie, mimo że osiemnastka dawno skończona.
 
Wracam sobie do domu z synem, lat parę. Po drodze do mojego domu jest przejście podziemne. Gdy już miałam wchodzić po schodach, z hukiem pod naszymi stopami roztrzaskała się butelka z piwem, rozbryzgując zawartość naokoło. Dosłownie metr dalej i albo ja, albo syn mamy rozwaloną głowę. Patrzę w górę, dwaj autorzy - typowe Sebki, jeden łysy - schodzą sobie najspokojniej w świecie. Krew we mnie zawrzała, wizja syna na pogotowiu dała kopa i ja, taka sobie mała blondyneczka, zaczynam mało kulturalnie "Pan rzucił tą butelką? A jakby dziecku się coś stało, jest pan normalny? Weź pan stąd wypieprzaj, bo po policję dzwonię, albo sama ci tak wpieprzę, że zobaczysz!".
Zanim się zorientowałam co ja właściwie wygaduję, nie mając żadnych ewentualnych szans w starciu z kimś takim - ewentualnie sam mógłby przecież przydzwonić mi tak, że leżę - już było za późno, na szczęście Sebek tylko odburknął i poszedł dalej. Ja trzęsąc się ze złości wróciłam do domu.

Pech chciał, że tego samego wieczoru musiałam wyjść z domu. Ulica pusta, ciemno. No, ale kto idzie z naprzeciwka w wesołej grupce? Mój łysy od butelki... Grupka zatrzymała się, otoczyli mnie, łysy też przystaje, najwyraźniej pamiętając. Łapie mnie za ramię, a ja w sekundę mam przed oczami ostatnią wigilię, bombonierkę z komunii i tak dalej. Myślę - pięknie, no to po mnie.

Nagle łysy wybucha: "Przepraszam panią najmocniej! Ja naprawdę przepraszam! Mi jest tak głupio za to co zrobiłem! Pani miała rację! Ja już tak nie będę! Ja wiem, głupi jestem! Ale pani wybaczy, ja jestem nawalony, przepraszam! Liczyłem na to, że jeszcze panią spotkam i to pani powiem!" - i dalej mnie obejmować i klepać po plecach jedną ręką, bo w drugiej ma niedokończonego kolejnego browca. Jego towarzysze zgodnym szmerkiem w tle "przepraszamy, przepraszamy".
Po czym wesoło poszli do monopola :)
Kamień mi z serca, że taki finał. Mogło być gorzej.
Dodaj anonimowe wyznanie