#IgiCl

Mama poprosiła mnie, abym w drodze ze szkoły zaszła do sklepu po parę produktów na kolację. Tak się złożyło, że tego dnia nie czułam się najlepiej, dlatego od razu po zajęciach postanowiłam jak najszybciej spełnić prośbę rodzicielki i udać się do domu.

Wchodząc do marketu poczułam, że długo tam nie pobędę. Zaczęło mi się zbierać na wymioty. W pośpiechu zaczęłam wybierać pieczywo, warzywa, jakieś przyprawy. Nastał moment, w którym nie mogłam już wytrzymać i pozostawiając koszyk na ziemi zaczęłam biec do wyjścia. Zatrzymał mnie jednak ochroniarz twierdząc, że jestem złodziejką. Nie przekonały go tłumaczenia, że źle się czuję i szybko muszę wyjść. Trzymał mnie za ramię i tylko ponaglał pytanie co ukradłam.
Co zrobiłam? Zarzygałam mu całą koszulę.

#4Uh1G

Uwaga: Historia nie zawiera - Sebka, Karyny, Miłości, Ślubu, "I mam z nim dwójkę dzieci, a trzecie w drodze" ani kalafijora.

Moja ciocia postanowiła odwiedzić na weekend moją mamę, a ze względu że nie miała z kim zostawić dwójki swoich dzieci, to postanowiła z nimi przyjechać. Przyjechali, witamy się, po chwili ciocia już z mamą sączą winko, a mi przypadło zaopiekować się kuzynami. Starszy gra w jakąś grę, a młodszy, wyjątkowo spostrzegawczy, lubi zwierzątka wszelkiego rodzaju, najważniejsze dla niego, żeby były "grubiutkie", "pulchniutkie" i "słodziutkie". No to Google grafika i mówi mi:
- A pokaż mi koteczka - więc wpisuję "koteczki", mały skacze z radości w ogóle rozbawiony na całego.
- A mogę zobaczyć pieseczka?
Więc znów wpisuję "pieseczek" i mały dosłownie tarza się ze śmiechu, i tak było wiele razy z szynszylą, chomikiem i tak dalej, i tak dalej. I nagle mówi mi:
- A teraz czarne walenie.
Znów bez zastanowienia wpisałem "czarne walenie", czyli następne zwierzątko z jego ulubionej kolekcji.

Nagle mam oczy jak spodki, wyświetliły się tak jak chciałem, czarne walenie, jednakże nie o takich myślałem. Mam przed sobą obrazy czarnych, którzy się masturbują.
Młody pochyla się i mówi "Ale co ten pan robi, dziwne te walenie",  ja zamykam laptopa w mgnieniu oka, jedynie myśląc "Jezus, Maria, skrzywiłem mu psychikę do końca życia. Co ja powiem cioci? Że wpisałem walenie i...".
Myśląc tak dobrą minutę co teraz mam zrobić, wyszedłem z pokoju wraz laptopem, od razu "Wyczyść dane przeglądania" (ze względu, że laptop należy do matki, to nie chcę z nią przeprowadzać rozmowy typu: "Synu, wiem, że dojrzewasz..."), wpisałem teraz w przeglądarkę prawidłowo "czarne walenie ZWIERZĘTA"  i wróciłem do pokoju jakby nigdy nic, dalej pokazując mu inne zwierzątka.
Przez resztę dnia jak patrzył na mnie tak dziwnie, trochę się zamyślając, myślałem tylko "A jeśli teraz przeze mnie ma autyzm?" Mam nadzieję, że szybko zapomni o tych widokach...

#qYBQ8

Skur***yństwo ludzkie nie zna granic.

Chodziłam do liceum z dziewczyną, która miała dość mocno zniekształconą twarz, nie wiem, czy był to wynik choroby genetycznej, czy czegoś innego. Głupio było pytać o takie rzeczy. Na początku bardzo nas się wstydziła, zapewne przez problemy w gimnazjum. Wraz z dziewczynami szybko jednak jej udowodniłyśmy, że dla nas nie liczy się już wygląd, tylko jej charakter. Z chłopcami było w tym przypadku gorzej i na początku próbowali jej dogryzać, ale gdy wszystkie dziewczyny stanęły za nią, to i oni postanowili dać jej szansę. Okazało się, że Beata to naprawdę świetna dziewczyna i właściwie nikt nie zwracał uwagi na jej wygląd.

Myślałam, że do liceum chodzą już dojrzalsze osoby, ale niestety się myliłam. Pewnego dnia przeglądając jedną z popularnych stron z memami natrafiłam na zdjęcie Beaty, oczywiście z bardzo niesympatycznym komentarzem dotyczącym jej wyglądu. Musiał je zrobić ktoś ze szkoły, bo w tle było widać korytarz szkolny. Myślałam, że mnie krew zaleje jak to zobaczyłam. Jak można było być taką ku**ą i zrobić coś takiego innej osobie? Wystawić ją na pośmiewisko na popularnej stronie, gdzie ona sama może to zobaczyć? Gdzie może przeczytać te wszystkie obleśne komentarze?

Zaczęłam działać szybko, napisałam do moderatorów strony z "prośbą" o natychmiastowe usunięcie tego zdjęcia, była to raczej groźba, oraz objechałam ich z góry na dół za to, że pozwalają, by coś tak krzywdzącego wchodziło na ich stronę główną. Koleżanki z klasy również zareagowały w ten sam sposób. Pod zdjęciem koleżanki opierniczyłyśmy tego idiotę, który wstawił to zdjęcie. Jak się możecie domyślić nasze komentarz zostały zminusowane.

Moderatorzy odpisali nam dosyć szybko tłumacząc, że nie odpowiadają za treści umieszczone na swojej stronie (what?!), że to użytkownicy decydują co trafia na główną, a co nie. Ale o dziwo zapewnili o usunięciu tego zdjęcia, które wkrótce zniknęło z tej strony.
Wtedy do mnie dotarło, że przecież nie tylko ten kutas co wrzucił zdjęcie był winny tej sytuacji, ale także kilkanaście czy może nawet kilkadziesiąt osób, które klikały na plusy. Nie rozumiem jak można robić coś takiego innym ludziom, czy oni kurde chcieli się dowartościować cudzym kosztem?

Beata na szczęście o niczym się nie dowiedziała, jednak musiał się trafić w szkole jakiś pajac, który wspomniał jej coś w stylu, że została gwiazdą internetu. Wytłumaczyliśmy jej, że to tylko taki głupi żart. A po lekcjach koledzy z klasy bardzo dosadnie wytłumaczyli śmieszkowi, że wyśmiewanie się z innych osób może boleć, zwłaszcza jego. Nie wiemy, czy to on był sprawcą tego zamieszania, ale dostał dla zasady.

#RE5kb

Opowiem wam teraz historię sprzed 4 lat, która wprawia mnie w zażenowanie do dziś. Byłem wtedy ze swoją dziewczyną na zakrapianej imprezie u kolegi z pracy. Zabawa była przednia, wszyscy się świetnie bawili, wypiliśmy też sporo alkoholu.

Niektórzy (między innymi ja) trochę za dużo. Po powrocie do domu nabraliśmy z dziewczyną ochoty na seks, a że wyobraźnię mieliśmy wybujałą, to potrafiliśmy wymyślić grę wstępną w najróżniejszej formie. Wziąłem bitą śmietanę z lodówki i wysmarowałem dziewczynę w że tak powiem różnych miejscach i zlizywałem z niej tę śmietanę. Jednym z tych miejsc był jej tyłek.

Zlizana bita śmietana w połączeniu z alkoholem źle na mnie podziałała. Podczas zlizywania śmietany z tyłka mojej dziewczyny puściłem ogromnego pawia. To był moment. Nie zdążyłem zrobić nic. Obrzygałem łóżko, plecy, nogi i tyłek mojej dziewczynie. Dosłownie narzygałem jej do dupy...
 
Przez długi czas czułem zażenowanie będąc w towarzystwie mojej dziewczyny. Na szczęście przetrwaliśmy tę próbę i dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy dwuletniego synka, a ja mam najwspanialszą żonę na świecie.

#TbEYV

O tym jakiego imienia dla swojego kochanego zwierzaczka NIE dawać. A więc od początku.

Mam bardzo ciekawą rodzinkę, kilkoro jej członków jest naprawdę stukniętych. Ach, no i mieszkam w przeuroczej wiosce, o której może innym razem, zwanej Kielcami. Tyle tytułem wstępu.

Otóż tydzień temu z Krakowa przyjechało do nas wujostwo - kochana ciocia Anka z wujaszkiem Zbyszkiem. Posiadają oni swojego ukochanego pieska, olbrzymiego owczarka, który jednak jest łagodny jak baranek i muchy by nawet nie skrzywdził. Jest naprawdę niezwykły. Z racji tego, że mój wujek to typowy śmieszek, to kochany piesek wabi się Diabeł. No ale to jeszcze nie sedno mojej opowieści.

Zawsze gdy przyjeżdżają ze swoim pieskiem do nas do Kielc, ja jako początkujący przewodnik wycieczek za każdym razem wybieram jakieś konkretne miejsce do zwiedzania, które pokazuję mojej rodzince. Hmmm... Gdzie ich tu tym razem zabrać? Geopark na Wietrzni już był, Kadzielnia też, Podkarczówka... No i w końcu wpadłem na genialny w moim mniemaniu pomysł - zrobimy wyjazd do klasztoru na Czerwonym Krzyżu! A więc do dzieła, plecaki zapakowane, prowiant, kijki do chodzenia, uśmiech na twarzy, bilety... No więc w drogę.

Ja, kochane wujostwo oraz przeszczęśliwy Diabeł dotarliśmy koło 15 do klasztoru mnichów na Czerwonym Krzyżu. Przepiękny widok wokoło, cudna pogoda, słoneczko grzało, wiatr delikatnie smagał włosy, wokół klasztoru snuli się w ciszy mnisi i księża, jedni spacerowali, inni byli pogrążeni w modlitwie. My sobie oczywiście po cichu przed klasztorem spacerujemy, gdy nagle nasz piesek coś zobaczył lub usłyszał i w mgnieniu oka, nawet nie zdążyliśmy zareagować, zaczął biec za kapliczkę na drugą stronę, potem w krzaki, później jeszcze w inną stronę, a na koniec do lasu... I tutaj się zaczyna właściwa historia - mój wujek, który ma gruby, głęboki, donośny na kilka mil głos i jest bardzo wrażliwy na punkcie swojego psa, bo kiedyś prawie mu zginął, zaczął z całej siły biec jak szalony po terenie przed klasztorem i wymachując na wszystkie strony rękami, rzucając za siebie cały ekwipunek, na oczach obecnych mnichów, wydzierał się jak oszalały: "Diabeł!!! Diabeł, gdzie jesteeeeś ?!? Kur*aaa, Diabeeeł!!! Nie zostawiaj mnie, Diabeł! Chodź tu natychmiast, Diabeł!!".

Hmmm... Cóż mogę powiedzieć... Facet biegnący jak opętany przez teren zakonu obok mnichów i wydzierający się wniebogłosy w ten sposób... Nie sposób mi teraz ująć w słowa przerażenie mnichów na widok mojego "oszalałego" (a może raczej "opętanego") wujka :D

P.S. Kochany Diabeł się oczywiście odnalazł, ciocia, jak zwykle zawsze opanowana, użyła gwizdka na ultradźwięki i Diabeł szybciutko wrócił. ;)

#PkAD1

Odkąd pamiętam wszyscy powtarzali mi, że jestem nieufna, a wręcz opryskliwa w kontaktach towarzyskich. Pewnie zdziwiliby się, słysząc, że czasami taka opryskliwość jest ogromną zaletą.

Miałam może 9 lat, był zwyczajny, słoneczny dzień, poszłam do osiedlowego sklepu, a mama obserwowała mnie z okna. Zrobiłam te zakupy, akurat złożyło się że na ulicy było pusto, ruch zamarł. Nagle zza rogu wyłonił się wysoki mężczyzna z gazetą pod pachą i jak, teraz już wiem, przesadnie szerokim uśmiechem pedofila. Wtedy wydawał mi się uśmiechniętym, miłym panem i pamiętam, że nawet pomyślałam, że mógł się zgubić...

Zaczął do mnie coś mówić, pytać, czy nie chciałabym zobaczyć wesołego miasteczka (!!!), a mówił jakoś śmiesznie (zapewne był to niemiecki akcent, chociaż tego nie mogę być pewna). Rzuciła mi się za to w oczy jego gazeta w obcym języku. Ale najbardziej zdziwiło mnie kółko wycięte na okładce gazety. Skojarzyło mi się, że szpiedzy na filmach używali takich gazet do śledzenia. Uśmiechnięty pan chwycił mnie za rękę i powiedział, że nic się nie stanie jak później wrócę do domu.

Wiecie co zrobiłam? Pchnęłam bramę domu obok, kompletnie obcego domu i krzyknęłam "Mamo, jakiś pan do ciebie!", wyrwałam mu się i wlazłam do obcego ogródka, który na szczęście był gęsto obrośnięty drzewami, przyczaiłam się pod jakimś drapiącym krzakiem i obserwowałam go.
Facet z miejsca ruszył biegiem do samochodu, który stał na włączonym silniku, kilka metrów od miejsca, gdzie próbował mnie złapać.

I tutaj apel. Uczulajcie rodzeństwo, dzieci na takie sytuacje! Wystarczy moment nieuwagi albo dziecięcej naiwności. Ufać trzeba bliskim, a nie miłym panom na ulicy...

#OWRyp

Mój tata pracował jako kierowca w polskiej znanej firmie, potem go zwolnili. Mama powtarzała nam, że to dlatego, że tata przyszedł pijany do pracy.

Nie wie, że podsłuchałam jej rozmowę z babcią i wiem, że został zwolniony dlatego, że uprawiał seks w autobusie z jakąś dziewczyną...

#CFuMh

Końcówka wakacji, a więc trzeba kupić książki. Szłam właśnie na targ trochę zaśmieconą ulicą, gdy spostrzegłam małą dziewczynkę w brudnym i za dużym ubraniu. Miała co najmniej 8 lat. Podeszłam do niej. Miała na sobie sukienkę z kilku materiałów podartą gdzieniegdzie. Trzymała w ręce puszkę, a obok niej leżał brudny pies. Żal chwycił mnie za serce, więc wrzuciłam do tej puszki 20 zł przeznaczone na zeszyty do szkoły.

Wtedy stało się coś niespodziewanego.
Dziewczynka wstała i pobiegła do wysokiej kobiety ubranej w najnowsze i zapewne drogie ubrania, krzycząc "Mamo, zarobiłam pierwsze 20 złotych!".
Kobieta pogłaskała dziewczynkę po głowie, zabrała jej te pieniądze i kazała wracać na miejsce dalej "pracować".

Wkurzyłam się i podeszłam do kobiety żądając wyjaśnień, ale ona tylko wzruszyła ramionami i nie wiedziała o co mi chodzi.
Krew mnie zalała.

No kobieto, skoro masz kasę, to po co każesz dziecku udawać biedną?!

#LPBIg

Jako dziecko wkładałam do buzi różne dziwne rzeczy. W przedszkolu połknęłam pierścionek, aby opiekunka go nie znalazła, zjadłam garść leków sądząc, że to cukierki. A jakby ktoś się zastanawiał jak smakuje trutka dla szczurów, to jest na tyle pyszna, że trafienie do szpitala nie powstrzymało mnie od zjedzenia jej po raz drugi.
Pozdrawiam tych, którzy uczą się na swoich błędach.
Dodaj anonimowe wyznanie