#6Uqm0

Mam traumę (jak połowa anonimowiczów), boję się osłów. A to dlatego, że parę lat temu ugryzł mnie taki jeden. Wydarzyło się to podczas jasełek, gdzie multum ludzi oglądało jak dzieci śpiewają. Ja byłem tam z młodszym bratem, który chciał nakarmić biedne stworzenie. Wziął ze stołu obok ciasto. Ale jego rączka była za krótka. Więc nie myśląc, postanowiłem, że mu pomogę. I tak oto w ten sposób, osioł zamiast ciasta, postanowił zjeść mi rękę.

Ale nie to najlepsze. Brat w bek, bo przecież mogłem stracić kończynę. No i wszystkie oczy na nas. Mnie boli jak cholera, bo jednak silne są te zwierzęta. Przyszło dwóch opiekunów tego stwora - jeden otwierał mu paszczę, drugi wyciągał mi rękę... Taki wstyd. Ale nie spaliłem buraka, ręką mnie bolała, nie myślałem o wstydzie. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że wtedy miałem 22 lata. Noż kurna, Stary dziad pogryziony przez wściekłego osła, tego jeszcze nie grali.

Cóż, pozostaje mi tylko.... - A nie, już nie jestem tematem numer jeden w mojej kochanej miejscowości. Kurcze jak ja kocham zwierzęta, zwłaszcza salami ;)

#69SPf

Wraz z narzeczonym mamy 1,5 roczną córeczkę. Zazwyczaj przed wieczorną kąpielą, pozwalam jej pobiegać chwilę po domu bez pampersa. Tak też zrobiłam i dzisiaj, po czym udałam się do kuchni dokończyć smażenie obiadu na jutro. 

Nagle dobiega do mnie głos narzeczonego: "Co ty tam właściwie przygotowujesz, bo mała mi to właśnie przyniosła i zastanawiam się czy jeść, wygląda trochę dziwnie". Zbaraniałam. Przecież nie dawałam jej nic w łapę do jedzenia... 

Okazało się, że córka zrobiła kupę, po czym wręczyła ją tatusiowi do zjedzenia, a ten się nie zorientował, bo kupa zawierała dość duże niestrawione kawałki stałego pokarmu.

Nie, ostatecznie jej nie zjadł, a ja zamiast mu pomóc, pierwsze co zaczęłam robić to "pamiątkowe zdjęcia" :p

#4sSNa

Dużo tu opowieści o snach, więc ja też coś dorzucę!

Kiedy moja babcia zmarła na raka okazało się, że wcale nie była taka biedna jak się wszystkim zdawało. Była oszczędna. Mojej mamie i jej bratu w spadku zostawiła sporą sumę. Po równo.

Moja mama dla mojego ojca wyprowadziła się na drugi koniec Polski. Wujek zamieszkał z babcią po rozwodzie. Opiekował się nią kiedy zachorowała, ale był też alkoholikiem. Po śmierci babci minęło ledwie pół roku kiedy wujek również zmarł.

Mama jako jedyna spadkobierczyni otrzymała również tę część spadku po babci, która należała do wujka. Oczywiście wujek zdążył uszczuplić swoją część, ale z wyliczeń mamy na koncie brakowało więcej niż powinno i nikt nie wiedział gdzie się ta reszta podziała. Mama przy okazji sprzątania przetrząsnęła z kuzynką cały dom babci, ale nie znalazły nic.

Ale którejś nocy miałam sen. Śniło mi się, że jestem w domu babci i chodzę od pokoju do pokoju. Słyszę, że ktoś mnie woła i wchodzę do pokoju wujka. Stoi tam taki smutny i zgarbiony. Wyciąga palec przed siebie i mówi "powiedz mamie, żeby szukała za biblioteczką". Z samego rana opowiedziałam mamie sen, ale stwierdziła, że przecież w biblioteczce też już szukały. Przejrzały każdą książkę z osobna. Zadzwoniła jednak do swojego kuzyna, który miał zajmować się domem babci żeby niczego nie wyrzucał.

Mama pojechała do domu babci dopiero po kilku miesiącach. Zadzwoniła do mnie wtedy i jeszcze nie dowierzając oznajmiła, że znalazła brakujące pieniądze!

Plik banknotów był schowany...w pudełku po kasecie wideo. Całe pudło tych kaset znajdowało się pomiędzy bokiem biblioteczki a ścianą, czyli patrząc od drzwi wejściowych...za biblioteczką!

Mama raczej wyrzuciłaby całe pudło nie zaglądając tam gdyby nie to, że wujek przyszedł do mnie we śnie ;) A to nie jedyny taki sen z wujkiem i babcią.

#Pfy5j

Historia sprzed kilku dni, teraz dopiero poznałam sedno sprawy więc prezentuję całość.

Wychodzę z pracy o 18:00, naprzeciwko drzwi sklepu, w którym pracuję, znajduje się przystanek, z którego odjeżdżam, mam 10 minut czasu, więc zwykle siedzę na przystanku i słucham muzyki, czekając na mój środek transportu. Tego dnia było nieco inaczej (nie wzięłam słuchawek z domu), więc siedzę i przyglądam się wszystkiemu wkoło.

Nagle moją uwagę przykuł motocyklista, który przejechał przez chodnik obok przystanku, następnie trawnik i podjechał do ławki, która stoi kilka metrów za przystankiem. Zwracał na siebie uwagę, bo za przystankiem jest mały park i rzadko ktoś tam nawet rowerem jeździ (nie ma tam ścieżek rowerowych), a co dopiero ogromnym "ścigaczem". Zsiadło z niego ogromne chłopisko (ponad 2 m wzrostu) potężnie zbudowany, efekt zwiększył jeszcze ten strój z ochraniaczami. Zgasił motocykl, zdjął kask, ogarnął wzrokiem okolice, po czym usiadł na ławce w dość dziwny sposób, ani to na kraju, ani na środku, tak jakby zostawił obok siebie miejsce dla kogoś. Po chwili wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki jakiś zmięty kawałek papieru (najprawdopodobniej zdjęcie), przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nie, po czym z jego oczu popłynęły łzy. Było to dobrze widać, bo całą ławkę oświetlało zachodzące słońce. Siedział tak jeszcze przez chwilę, mnąc w rękach to zdjęcie, po czym schował je z powrotem do kurtki, wstał, ubrał kask i rękawice, odpalił motor i pojechał.

Wszystkiego bym się po kimś takim spodziewała, ale nie tego... Cała sytuacja była na tyle dziwna, że nie mogłam o niej zapomnieć, aż w końcu opowiedziałam ją koleżance, która pracuje w tym samym sklepie co ja, tylko dłużej. Okazuje się, że jak zwykle w takich przypadkach ta historia ma głębsze dno. Jak pewnie część już się domyśla, zdjęcie przedstawia ukochaną tego motocyklisty, którą zwykle odbierał z tego przystanku, czekał wtedy na nią właśnie na tej ławce. Ta zwykle wysiadała z tramwaju, ubierała kask, wsiadała na motocykl i jechali dalej. Jednak pewnego dnia, gdy szła z uczelni na tramwaj, pijany kierowca potrącił ją na przejściu dla pieszych. Tego dnia nie wsiadła już do tramwaju i nie przyjechała na miejsce. Zmarła na miejscu...

Od tej pory facet przyjeżdża na miejsce, siedzi chwilę i odjeżdża i tak kilka razy w miesiącu. Morał dopowiedzieć może sobie chyba każdy sam.

#CfK2c

Dziś przyszła kolej na moje wyznanie. A jest ono o mojej cioci i babci - na potrzebę tej historii nazwijmy je Patrycja i Małgorzata, dokładniej o tym, jak to się stało, że moja ciocia urodziła się dwa razy.

Zacznijmy od tego, że moja babcia jest bardzo przyzwoitą osobą. Wzięła ślub z moim świętej pamięci dziadkiem, a kilka miesięcy później przyszła na świat moja ciocia. Co prawda urodziła się po ślubie, ale każdy, kto policzyłby 9 miesięcy w tył wiedziały, że została poczęta jeszcze przed nim. Co zrobiła moja babcia Gosia? Poszła w odpowiednie miejsca i wpisała w dokumenty Pati dwa miesiące późniejszą datę urodzenia! :D Brawo babciu!

Pati (tak, mówię o mojej cioci po imieniu) żyła w przekonaniu, że urodziła się w czerwcu - obchodziła wtedy urodziny, nawet pesel miała inny. Było tak do niedawna. Ciocia Pati skończyła czterdzieści kilka lat i dopiero wtedy dowiedziała się, że urodziła się w kwietniu. To samo w sobie nie jest śmieszne, śmieszny jest powód, przez który Pati się o tym dowiedziała.

Moi drodzy anonimowi, zaraz pękniecie. Kojarzycie feng shui? No właśnie. Moja ciocia postanowiła zrobić sobie przemeblowanie, zgodnie z zasadami feng shui, a jak (chyba) wam wiadomo, potrzebna jest do tego konkretna data urodzin. Gdy moja babcia dowiedziała się, że Pati "robi feng shui", spanikowała i przyznała się. 40 parę lat. ._____. Babciu.

Kończąc mój wywód, powiem tylko, że moja ciocia zaczęła się z tego strasznie śmiać, a od tego czasu urządza dwie imprezy urodzinowe, "bo urodziła się dwa razy". Taka tam rodzinna historia, ale gdy dowiedziałam się, że to tylko przez feng shui, to parsknęłam.

PS. Ciocia Pati w końcu nie zrobiła przemeblowania.

#klc6W

Miałam 6 lat, gdy dostałam zieloną papużkę falistą - Kubusia. Kochałam go nad życie. Jadał z mojego talerza, siadał na ramieniu i był mi jak brat. Pewnego dnia wróciłam ze szkoły i zobaczyłam, że Kubusia nie ma. Następne dni były dla mnie tragedią. Sąsiadka, która go przez przypadek wypuściła wchodząc do naszego mieszkania, była skazana na moje chłodne spojrzenia i tygodniowe milczenie.

Po 7 dniach horroru wróciłam do domu i usłyszałam ćwierkanie. "To na pewno Kubuś!" - pomyślałam. Wyrywał się, bał, był w szoku.
- Kubuś walczył z wróblami i gołębiami przez tydzień, żeby do ciebie wrócić! - powiedział tata.

Byłam dumna z mojej ptaszyny.


Dziś mam 21 lat. Dowiedziałam się, że mój wyjątkowy Kubuś to były 3 Kubusie...
Dodaj anonimowe wyznanie