#Ngwxy

Był słoneczny ranek, godzina 10, wakacje. Znudzona ja (5 lat) bawieniem się sama wyszłam za bramę i zaczepiłam wtedy dopiero co poznanego chłopaka, który miał 7 lat. Jechał sobie rowerem ze sklepu a ja postanowiłam go poznać i pojechać z nim aby bawić się razem.

Dowiedziałam się, że mieszka niedaleko mnie, ma młodszą od siebie siostrę- w moim wieku. Ja uradowana, że poznam kogoś nowego i będę miała się z kim bawić postanowiłam, że biorę rower i jadę z nim nie mówiąc o tym rodzicom.
Poznawszy jego siostrę zaczęłam się z nią bawić, zapominając o całym świecie i o tym, że nikt nie wie gdzie jestem ani nie myślałam o tym, że czas wracać do domu.

Najpierw bawiliśmy się w domu. Lalki, sceny z bajek, w chowanego pośród mebli w pokoju, przebieranie się. Ale jak to dzieciom szybko się to znudziło i postanowiłyśmy, że wyjdziemy na dwór. Obie miałyśmy przy sobie rowery to postanowiłyśmy wyjść pojeździć na nich na jej dużym podwórku.

Przychodzi wieczór, godzina 20. Zachciało nam się biegać po polnej drodze, obok jej domu, która prowadziła w kierunku mojej miejscowości.
Akurat trafiliśmy na moich rodziców jadących autem i mnie szukających.
Szukali mnie wszyscy z rodziny oraz policja. A ja nie wiedząc co zrobiłam, że każdy jest na mnie zły, ale i jednocześnie płacze opowiadałam siedząc z rodzicami w aucie jak to super się bawiłyśmy.

I właśnie tak poznałam swoją przyjaciółkę.

#Pq8Ka

Czytałem na tym portalu wiele historii o zdradach. Nie sądziłem, że kiedyś i mnie to spotka...

Mam 27 lat, mieszkam i pracuję w Warszawie. Zarabiam dobrze, mam własne mieszkanie, w którym jeszcze tydzień temu mieszkałem z moją byłą już narzeczoną. Do tego interesuję się wszelkiej maści gadżetami szpiegowskimi, mini kamerki i inne tego typu bajery. To tak słowem wstępu.

Od pewnego czasu moja była zachowywała się dość dziwnie. Chowała telefon, wychodziła do drugiego pokoju, gdy ktoś dzwonił. Podzieliłem się swoimi rewelacjami z kumplem, który zasugerował mi, że może szykuje coś na naszą rocznicę. Uspokoiło mnie to trochę, bo fakt, takowe wydarzenie zbliżało się wielkimi krokami. Ale dalej coś nie dawało mi spokoju.

Okazja do sprawdzenia teorii nadarzyła się 2 tygodnie temu. Szef wysłał mnie na 4-dniowe szkolenie po za miasto, więc chcąc, nie chcąc musiałem wyjechać. Ale przed wyjazdem, zainstalowałem kilka mini kamerek w domu. Sądziłem, że to głupie, tak własną narzeczoną śledzić. Nie mieć do ukochanej osoby odrobiny zaufania. Ale moje cholerne przeczucie się nie myliło.

Zjechałem do domu kilka godzin wcześniej niż planowano, więc miałem akurat chwilę, by przejrzeć z grubsza nagrania. Przy okazji rzuciła mi się w oczy nowa pościel w sypialni. Moja była nie wróciła jeszcze wtedy. Dzwoniła, że musi dłużej zostać w pracy.
Więc zabrałem się za oglądanie. Na początku było zniesmaczenie, że tak ją podglądałem, ale później kopara mi opadła. Moja narzeczona zabawiała się z jakimś fagasem w naszym łóżku w sypialni, podczas mojej nieobecności...

Wiedziałem, że to koniec. Ale znając moją niedoszłą, przyszłą teściową, musiałem to zakończyć w taki sposób, by nie była w stanie wybronić córeczki. Wiedziałem do czego ta baba jest zdolna. Więc zmontowałem co ciekawsze kawałki w całość i zabrałem ze sobą, gdy pojechaliśmy do jej rodziców na coniedzielny obiad. Wykorzystując moment, zaproponowałem, że pokażę filmik, który montowałem od jakiegoś czasu

No cóż, reakcje przyszłych niedoszłych teściów przeszły moje oczekiwania. O ile ojciec byłej zachował się jak facet z jajami i próbował mnie przeprosić za to, co zrobiła jego córka. Nieudolnie, bo nieudolnie, ale było mu cholernie wstyd. A jego żona? Stwierdziła, że to moja wina, bo cytuję: "Gdybyś bardziej dbał o moją Olusię, to nie musiałaby Ci przyprawiać rogów"

Wstałem i pojechałem do mieszkania. Zapakowałem wszystkie jej rzeczy w torby na śmieci i wystawiłem za drzwi. Następnego dnia nie poszedłem do pracy, tylko wymieniłem zamki. I siedziałem cały dzień jak kołek. I siedzę tak nadal, od 5 dni. Myślę, czy nie wziąć z miesiąc wolnego w pracy i nie jechać do rodziców, by trochę odpocząć od tego wszystkiego. I spróbować oswoić się z myślą, że kobieta którą kochałem, zdradziła mnie w moim własnym łóżku...

#7PexO

Dużo wyznań o snach i dziwnych sytuacjach powiązanych z nimi więc podzielę się swoim.

Dzień przed chrztem swojego syna poszedłem do spowiedzi i ze 100% szczerością podczas rozmowy z księdzem powiedziałem, ze postaram się być lepszą osobą...

Przez cały dzień nie było żadnej rozmowy ani żadnej wzmianki o sklepie, kasie itd.
Tej nocy przyśniło mi się, że pani w sklepie pomyliła się o 100zł na moją korzyść. Ojciec zwrócił jej uwagę a ja wkurzony syczę przez zęby "ciiiii po co mówiłeś?!" Po czym pani ponownie wydaje mi o 100zł za dużo! Po raz kolejny ojciec zwraca jej uwagę, a ja wkurzony na maksa "PO CO SIĘ ODZYWAŁEŚ??"

Następnego dnia po chrzcie całą rodzinką udaliśmy się do restauracji na posiłek itd. Czas zapłacić rachunek – 749 zł i 50 gr. Zapłaciłem 800 zł i czekam na resztę. Dostałem 50zl i pani powiedziała, że resztę musi przynieść z drugiej kasy bo w tej niema. Trochę zmęczony nie zdążyłem zareagować, że może sobie darować te 50 gr. Pani wróciła z resztą i co? Jak się możecie domyślać - przyniosła mi 100zł i przeprasza, że musiałem czekać itd.

Pomyślałem sobie, że "ktoś ma górze" chyba sobie robi jaja i chce mnie sprawdzić jaki szczery byłem podczas spowiedzi :) Powiedziałem pani, że mi źle wydała i reszta się nie zgadza... 2 razy łamiącym się głosem pani powtórzyła niepewnie, że "wydała mi 50 zł i poszła na górę i przyniosła jeszcze 100 zł, które trzymam właśnie w ręce"

Nie wytrzymałem i z uśmiechem pomalutku wytłumaczyłem pani, że nie wydala za mało tylko za dużo :)

Naprawdę mina tej pani bezcenna. Dobry humor miałem chyba jeszcze przez tydzień. Wiem, że pani kelnerka zapłaciłaby z własnej kieszeni :( Pozdrawiam wszystkie przemęczone kelnerki...

#9xM7r

Mam bliznę na twarzy. Ale co w tym dziwnego? Każdy ma! Po trądziku, walce na patyki, po wpadnięciu w krzaki, ugryzieniu kota.
Ale to nie tak.

Urodziłem się z naczyniakiem, takie czerwone coś na policzku, okropne. Rósł, rósł, a potem zaczął maleć. Oczywiście nigdy nie miał zniknąć cały, ale sam fakt, że się zmniejszył cieszył moją rodzinę. Do czasu.

Pewnego dnia jechałem na rowerku dla dzieci. Wiecie, cztery kółka, patyk z tyłu, aby to matka jeszcze mogła trzymać dziecko. Mama odbierała telefon z pracy, więc ja popędziłem. Szybko. Za szybko. Przejechałem cały krawężnik twarzą. Mięso, krzyk dziecka, wszystko zdarte do kości. W dodatku wszystko w jednym miejscu - naczyniak i blizna.

Niby koniec wyznania, ale nie wyobrażacie sobie jak trudno żyje się z takim czymś na twarzy. Mimo że jestem bardzo gadatliwy i wybijam się z tłumu, to jest mi strasznie trudno przełamać lody. Wiem jak wyglądam. Wiem, że nigdy się to nie zmieni. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zdaję sobie sprawę z tego, że nikt mnie nie pokocha. Nie wierzę, że ktoś kocha za charakter, bo nie oszukujmy się, mimo pierwszego wrażenia - blondyn z niebieskimi oczami, mniam - potem następuje kolejne, dziewczyna patrzy na drugą część twarzy, a wszystko się psuje. I już charakter nawet nie pomoże.

Wiecie co jest najgorsze? Jak ktoś pyta. Jak ktoś uświadamia mi, że jestem inny, że jestem okropny, obrzydliwy. Nie jest tak, że nie mówię - każdemu po czasie opowiadam całą historię ze szczegółami, ale takie pytanie na rozpoczęcie znajomości strasznie mnie dołuje. Tak samo jest z docinkami typu: "Masz coś na twarzy", "Ale ci poharatało mordę", "Ale jesteś szpetny" etc. Staram się to ignorować, ale wiecie - wszystko ma swoje granice.

Najlepiej pamiętam sytuację, kiedy kłóciłem się z byłym już przyjacielem, a on w pewnym momencie zarzucił do mnie tekstem "Przynajmniej nie mam spierdolonej twarzy". Wtedy pierwszy raz się rozpłakałem. Nie wiem czemu, chyba dlatego, że własny przyjaciel ma takie zdanie. Najbliższa ci osoba.
Dodatkowo nie umiem tego zaakceptować. Teraz jestem w liceum. Przez tyle lat się tego nie nauczyłem i chyba nie nauczę.

Nie wiem po co piszę to wyznanie, po prostu jest mi smutno, a znajomym głupio się żalić kolejny raz. A ja naprawdę chciałbym być na tyle silny, żeby powiedzieć mojej wybrance (serio, miłość od pierwszego wejrzenia, idealna) co czuję. Ale ja będę tylko płakać i żalić się na moją brzydotę.

A żeby nie było tak ponuro, na zakończenie dodam, że piszę to wyznanie nie bez powodu - dzisiaj jest Halloween, a ja nie muszę się zastanawiać za kogo się przebiorę - w tym roku będę Harveyem Dentem z Batmana.
Tyle dobrego :)

#dobOm

Jestem rudy i jestem typowym nołlajfem. W szkole zwykle siedziałem sam grając na telefonie, a po powrocie do domu jadłem i siadałem przed kompa. Spędziłem tak praktycznie całe życie, ponieważ nikt nie lubi rudych, a ja od podstawówki do końca gimnazjum byłem w klasie samych "cwaniaczków" i byłem jedynym, który nie potrafi się obronić (przed 14 facetami...).

Idąc do liceum postanowiłem zmienić swoje życie o 180 stopni, zacząłem ostro trenować i w połowę pierwszej klasy było widać, że jestem dobrze wysportowany.

Teraz jestem w 3 klasie, maturalnej. Moje życie się zmieniło. Jestem rudym wysportowanym nołlajfem, który nie potrafi się obronić przed grupą innych napakowanych kolesi.

#BdX1m

Pewnej zimy, gdy miałem 12 lat, wraz z kolegami rzucaliśmy się śnieżkami na podwórku. Po chwili zabawy usiedliśmy na chwilę pogadać. Powiedziałem wtedy:
- W filmach widziałem, że język się przylepia do słupa w zimie, nie wierzę w to. A wy?
- Ja też, chodź, spróbujemy, ale ty pierwszy.

Podszedłem i to zrobiłem. Niestety język się przylepił, a dwóch kolegów podeszło i zrobiło to samo, bo myśleli, że ich wkręcam.
Te 30 min czekania, aż sąsiadka przyjdzie i nam pomoże, było bardzo nieprzyjemne...

#sN10M

O tym, jak zepsuło się nam łóżko.
Kupiliśmy nasze małżeńskie łoże w jednym z tych drogich, ekskluzywnych sklepów. Pełen wypas, ozdobna rama, do tego materac warty chyba ze trzy moje pensje. Mięciutko, wygodnie, jednym słowem - szlachta ma się wysypiać!
Sytuacja zdarzyła się akurat wtedy, gdy miałem parę dni urlopu. Pewnego ranka moja małżonka zauważyła, że środek materaca tak jakby trochę się ubił i wyraźnie po jego środku zrobił się dołek. Pomyślałem sobie, że to kwestia pękniętej sprężyny. Przed oczami stanęła mi wizja wbijającego mi się w dupę żelastwa. O, nieeee! Trzeba szybko działać. Wyprawiłem więc małżonkę do pracy i zakasałem rękawy. Materac był na gwarancji, więc niewiele myśląc chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do salonu, w którym łóżko kupiłem. Wspaniała obsługa, doprawdy. W kilku słowach powiedziałem jaki jest problem, a pani po drugiej stronie powiedziała, że już wysyła do nas ekipę.

Pół godziny później słyszę dzwonek do drzwi. Myślałem, że to ci goscie od pękających sprężyn. A tu, proszę - z niezapowiedzianą wizytą wpadła moja mama z teściową zobaczyć, jak sobie radzę na urlopie. Zaparzyłem kawę, wyjąłem ciasteczka maślane. W międzyczasie znowu usłyszałem dzwonek do drzwi. Tym razem przyjechali panowie ze sklepu, aby zabrać nieszczęsny materac.
Sypialnię mamy dość małą, a łoże olbrzymie. Matki stanęły więc w drzwiach i zaczęły dyrygować. Jedna przez drugą, jak jacyś dwaj wszystkowiedzący brygadziści.

- Pan weźmie z tej strony i przesunie to w lewo.
- No, co ty, Grażynka? Wtedy się w zaklinuje o szafkę. To trzeba z drugiej strony i obrócić!
- Ależ Jadziu, szafkę się przesunie i pięknie wszystko wyjdzie!

Panowie fachowcy mieli jednak swój plan. Bez trudu podnieśli materac i wynieśli go na korytarz. I wtedy oczom moim, mojej mamy, teściowej i obu panów, którzy wrócili do pokoju, aby wręczyć mi pokwitowanie, ukazało się to, co leżało pod łóżkiem. A były to dwa średniej wielkości wibratory, pokaźny korek analny, półlitrowy słoik z lubrykantem oraz olbrzymie, czarne dildo (kupiłem je żonie na rocznicę - poważnie!). Wszyscy stali i w ciszy patrzyli na te skarby.
Mnie już wtedy w domu nie było. Biegłem przed siebie dobre dwa osiedla dalej. Jak najszybciej mogłem. Bez celu. Z nadzieją, że prześcignę tę straszliwą żenadę.

Od tamtego wydarzenia minął rok. Sklep nigdy nie dał mi znać co z moim materacem (luz, kupiłem nowy). Mamy do tematu nie wracają, aczkolwiek czasem robią delikatne aluzje, szczególnie podczas spotkań rodzinnych. A żona? Olała to i uważa, że zdecydowanie przesadziłem wpadając w panikę. Hah, może i faktycznie mogłem z nonszalancką szczerością powiedzieć wtedy coś w stylu: "Bo, mamusie wiedzą - Klaudia lubi trójkąty, a jest monogamistką, więc wielki, silikonowy fiut i trochę wyobraźni załatwia sprawę!".
O, losie słodki...

#Ix1rb

Mam 3 siostry. I nas, i naszą matkę łączy jedno: wszystkie miałyśmy beznadziejne zaręczyny.

Mama: Tata przed ślubem cywilnym (mama była już w 7 miesiącu ciąży) dał jej po prostu pierścionek, by nie było, że się nie oświadczył.

Najstarsza siostra: Sama sobie pierścionek kupiła, bo się wkurzyła. Data ustalona, prawie wszystko załatwione, a ten się nie oświadczył. Ślub był, ale brak zaręczyn ma wypominany do dzisiaj

Siostra nr 2: Podczas oglądania telewizji."Karolinka, sprawdź, czy ci pasuje. Jak ci się spodobał, to sobie weź na zaręczyny". Pasował jak ulał.

Ja: Po stosunku wiadomo jakim. "Czy chciałabyś sprawdzić jak to jest z narzeczonym, a za parę miesięcy z mężem?". Szkoda, że nikt tego nie nagrał, chciałabym zobaczyć swoją minę

Siostra nr 3: Tu to już w ogóle Meksyk, bo znali się bardzo krótko. Ślub tylko cywilny jeszcze. Zaręczyny: Jedna z randek zapoznawczych. "Proszę, to prezent dla ciebie, pasuje ci do oczu".

Nikt z nas się nie rozwodzi, małżeństwa bardzo szczęśliwe. Wniosek: Im gorsze zaręczyny, tym lepsze małżeństwo. Po naszych obserwacjach wychodzi, że tak...
Dodaj anonimowe wyznanie