Od X lat przebywam za granicami naszego pięknego kraju. Jestem w długim, wieloletnim związku z fantastycznym facetem. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem najszczęśliwszą i czuję się najbardziej docenioną kobietą na świecie. Mamy plan się pobrać w kościele.
A teraz historia właściwa. Dopiero jakiś czas temu moi rodzice mieli okazję odwiedzić swoją córkę, czyt. mnie. Zawsze było coś. W końcu przyjechali. Oczywiście wypadało im przedstawić wybranka mojego życia. Chłopak stanął na wysokości zadania, był na każde wezwanie: a tu zawieź, a tu pokaż. Wieczór w barze? Nie ma najmniejszego problemu.... Teściowie rzecz święta. Prezenty, podarki, wspólny czas. Wszystko wydawałoby się iść super! Myślę: no, już nawet się polubili! Teraz będzie tylko lepiej. I wiecie co? Pomyliłam się....
Pewnego wieczoru miałam okazję zostać sama z rodzicami przy wieczornym piwku. Fala ich żalu i cebulactwa popłynęła jak lawina wprost na mnie, że to wstyd, że co ludzie pomyślą... Sami za swoich młodych lat przebywali na emigracji w najróżniejszych krajach Europy, a nawet innych kontynentów, więc mieli okazję poznać najróżniejszych ludzi....
Wiecie co zawiniło?
To, że miłość mojego życia ma inny kolor skóry niż biały...
Wstyd mi za taką mentalność.
Kojarzycie wyznanie #rvKuX? Tak, to znowu ja. Przeczytałam wszystkie komentarze pod moim poprzednim wyznaniem. Wiele osób pisało, że zachowanie mojej "bratowej" jest normalnie, że jej troska o mnie jest słodka i nie powinnam narzekać, bo jestem przecież dzieckiem ("masz 19 lat i myślisz, że jesteś dorosła?"). Poprzednie moje historyjki to tak naprawdę kropla w morzu mojej męki. Dziś postaram się wam jeszcze bardziej określić jak wygląda życie z moją "bratową".
1. Wróciłam ze szkoły. Ona siedziała z moimi rodzicami w salonie. Rozpoczęła się dyskusja na temat mojego stroju. Powiedziała, że to niedopuszczalne, żeby nosić się na czarno, kiedy nie ma się żałoby... "A poza tym co to za ciemny lakier na paznokciach?!". Nie jestem żadnym metalem, po prostu przypadkowo założyłam czarne rurki i czarną koszulkę...
2. Wyrzuciła paczkę chipsów, którą sobie kupiłam. Powiedziała, że to puste kalorie... Dała mi 2 pomarańcze.
3. Próbowała mi wcisnąć, że psychologia to najlepszy kierunek studiów, więc powinnam zrezygnować z moich planów i iść na psychologię jak ona...
4. Czasami mówi do mnie jak do kilkumiesięcznego dziecka. Trudno mi to wyjaśnić, ale myślę, że wiecie jak to się robi. Miałam na sobie takie podarte jeansy. "Hehehe, a kto ci podarł te spodnie? Wściekły piesek? Hihihi".
5. Teksty typu "Ale wiesz, że w życiu nie ma nic za darmo? Na studiach nikt nie będzie cię za rękę prowadził. Nie myśl, że wyjedziesz i już imprezki. NAUKA NAUKA NAUKA!".
6. Rozmawiałam z mamą. Rzuciłam pomysł, że kupię sobie jakieś tam buty. "Zrobią ci się haluksy, poza tym wiesz... Na obcasie to trzeba umieć chodzić".
7. Spotkała mnie z chłopakiem w pizzerii. Krzyknęła "Spoko, jak coś, to was nie widziałam, hehehe". Następnie zadzwoniła do mojej mamy i jej o tym powiedziała. Tak po prostu.
Dosłownie dwa dni temu zapytałam jej, czemu traktuje mnie w ten sposób. Udawała, że nie wie o co chodzi. Stwierdziła, że jestem przewrażliwiona i powinnam się "ogarnąć", bo przecież nie jestem dzieckiem.
Miałam dziś cholernie ciężki dzień. Żeby się trochę rozweselić, puściłam sobie film z mojego wesela od tyłu...Najbardziej podobał mi się moment kiedy ściągam obrączkę, wychodzę z kościoła, wsiadam do samochodu i odjeżdżam w cholerę!
Wracam sobie dzisiaj z pracy autobusem. Godzina 20. Ciemno na dworze. Standardowo mam słuchawki na uszach i wpatruję się w okno. Autobus się zatrzymał. Myślałam, że ktoś wysiada lub wsiada. Ale widzę, że kierowca wstaje. Wybiegł z autobusu, a wręcz wyskoczył, jakby go stado Murzynów goniło, zdążył przykucnąć obok rowu i niczym król na tronie z miną zwycięstwa oddaje się rozkoszy fizjologicznej. W autobusie zrobił się duży chaos. Większość osób siedziała po drugiej stronie, co uniemożliwiało im dostrzeżenia całej sytuacji. Z oddali słyszałam różne spekulacje pań zwanych potocznie moherami. "A może serce ma chore i wyszedł się przewietrzyć?" - spekulowały.
I nagle jedno dziecko rozwiało wszelkie wątpliwości "Mamo, ten pan jeszcze nie umie srać do kibelka, tak jak nasz piesek do kuwety, i dlatego wyszedł na spacerek, żeby zrobić kupę?!" - krzyknęło na cały autobus :D
Wyznanie kobiety, która chodzi w nocy do łazienki z królikiem przypomniało mi pewną sytuację.
Pamiętam, że jak byłam młodsza, noc po kupnie królika, wzięłam go na ręce, poszłam do łazienki, a on się wyrwał i wpadł do muszli. Był malutki, światło wyłączone, ja przerażona, bo go nie widzę i chyba się utopił. Z płaczem obudziłam mamę, która natychmiast wyskoczyła z łóżka, włączyła światło w łazience, a tam nic. I wtedy usłyszałyśmy dźwięk skrobania o pręty klatki. Tak, królik siedział bezpiecznie w klatce, a ja chyba lunatykowałam... pierwszy i ostatni raz.
W knajpie zauważyłam dwóch fajnych facetów.
Siedziałam tak sobie, rzucałam na nich okiem, z torebki wyciągnęłam sztyft do ust i zaczęłam seksownie kręcić nim wokół ust.
Co chwilę zerkali na mnie, cel niby i osiągnięty...
Szkoda, że zamiast sztyftu nivea wyciągnęłam tampon i kręciłam nim sobie przy twarzy.
O tym jak coś się skończyło...
30.03.2009r. Ok godz 7 rano... Walenie do drzwi, łzy w oczach i chaotyczna wypowiedź. Niewiele zrozumiałam, ale wiedziałam, że muszę tam być. Szybka akcja i 7.20 jesteśmy na miejscu. Szok, niedowierzanie... A przecież byliśmy na to przygotowani... Łzy same cisną się do oczu. Patrzę na Twój błądzący ale spokojny wzrok, widzę przyśpieszony płytki oddech... Następuje chwila opanowania. Łzy przestają płynąć. Chwytam Cię za lodowatą dłoń i jedyne co jestem w stanie z siebie wydusić to "Kocham Cię". Po tych słowach odwracasz wzrok, jakbyś chciała pożegnać się z resztą. O 7.40 ze spokojem na umęczonej cierpieniem twarzy wydajesz z siebie ostatnie tchnienie. W Twoim bezwładnym ciele nie ma już żadnej iskierki życia. Odeszłaś na zawsze po miesiącach walki, zostawiając trójkę małoletnich dzieci pod moją opieką. Wtedy bardzo długo nie pojawiły się u mnie łzy.
Teraz po 8 latach śmiem stwierdzić, że im dłużej Ciebie nie ma jest mi ciężej to wszystko znosić. Czas biegnie, niby żyje się normalnie, ale przychodzi taka chwila, że wszystko bierze w łeb. Powracają wspomnienia, tęsknota jest nie do opisania, a żal ściska serce...
Tak bardzo mi ciebie brakuje Mamo...
Na egzaminie z matmy napisałem, że dla uproszczenia obliczeń liczba pi jest u mnie równa 5. Najlepsze, że zaliczyłem!
Mój chłopak jest mistrzem komplementów. Na naszym pierwszym spotkaniu oznajmił mi, że... pachnę jak kościół. Postanowiłam, że na drugie spotkanie popsikam się innymi perfumami. Jednakże... usłyszałam, że pachnę jak - uwaga, uwaga - dom jego babci! Później było tylko gorszej, a ja psikałam się dziesiątkami różnych perfum.
Kiedy usłyszałam, że pachnę jednak jak jego własna babcia, myślałam że na tym się skończy. Ale nie, gdzie tam. Pewnego dnia postanowiłam nie psikać się żadnymi perfumami. "A co tam!"- pomyślałam sobie. Wiecie co usłyszałam? Że pachnę jak... pasza dla świń.
Szczerze, nawet lubię czekać na kolejne zapachowe skojarzenia, bo to robi się coraz ciekawsze.
Ostatnio byłam świadkiem czegoś naprawdę bardzo pięknego i godnego podziwu. Otóż w sklepie spożywczym w kolejce przede mną stał starszy pan (wyglądał na bezdomnego, miał ze sobą wózek z kocem i poduszką itp.), a za nim dziewczyna w młodym wieku i jej matka. Kasjerka skasowała mu tę jedną bułkę, którą wziął. Okazało się, że brakowało mu zaledwie 1 grosza do zakupu. Myślicie, że podarowała mu go? Nie.
Zabrała bułkę i powiedziała, że do sklepu bez pieniędzy się nie przychodzi. Dziadek wyszedł. Kiedy matka i córka miały już zapłaciły za swoje zakupy i czekały na resztę, kasjerka spytała, czy może być jej winna (tej matce) jednego grosza. Ta już chciała się zgodzić bez wahania, jednak córka sprzeciwiła się. Mina pani sprzedawczyni - bezcenna. Pospiesznie poszła do koleżanki i wzięła od niej z kasy tego grosza. Oddała im i wyszły ze sklepu. Wracając do samochodu zobaczyłam, jak te dwie kobiety wychodzą z piekarni obok i zmierzają w kierunku tego starszego pana.
Niewiele mogłam dostrzec z powodu tych siatek, ale kupiły mu około trzech, czterech chlebów. Tak bardzo im dziękował, uśmiechał się. Dzięki nim wiem, że na świecie są jeszcze dobrzy ludzie. I to właśnie od takich jak one powinniśmy brać przykład.
Dodaj anonimowe wyznanie