Kiedy byłam mała, mój tata przez jakiś czas nie mógł pracować, co wiązało się ze słabszą sytuacją finansową. Mama wtedy powiedziała mi, że przez jakiś czas będziemy mieć mniej pieniędzy. Więc wtedy w mojej małej główce narodził się pewien pomysł. A mianowicie miałam skarbonkę, w której znajdowały się moje oszczędności, czyli drobniaki i trochę grubsze pieniądze. Tak więc przez jakiś czas, dopóki tata nie wrócił do pracy, codziennie wrzucałam mamie do portfela sumy takie jak 5 zł, później były to dziesiątki albo dwudziestki. A wszystko po to, żeby "mamie nie było smutno".
Ot, taka historia z dzieciństwa. :)
PS Mama nadal nie wie.
PPS Nie, nigdy się nie domyśliła. :D
Nie mam pojęcia od czego zacząć...
Minęło już sporo lat od tego wydarzenia. Zawsze chciałem o tym komuś powiedzieć, ale nigdy nie potrafiłem. Dziwne, że piszę to tutaj, ale chciałbym, żeby ktoś poznał tę krótką historię.
Miałem naście lat, kiedy mój brat popełnił samobójstwo. Powodów mogło być wiele, żaden nie był nigdy potwierdzony. Nie było listu pożegnalnego, jedynie SMS do ojca z przeprosinami...
Zmieniło to moje życie, sposób postrzegania wielu rzeczy, ale przede wszystkim... Gdyby mój brat tamtego wieczoru nie odebrał sobie życia, zrobiłbym to ja, dzień później. Zostałem przy życiu, bo wtedy zrozumiałem, że na nikim nie wywiera to wrażenia, a problemy zostają tak jak były. Że jedna śmierć zwykle niczego nie zmienia. Ta przynajmniej uratowała czyjeś życie.
Od wielu lat jestem w szczęśliwym związku, życie wspaniale mi się układa, a na co dzień jestem raczej spokojną i nieco wycofaną osobą. Co ważne w tym wyznaniu, od października będę na ostatnim roku psychologii, specjalizacja: psychologia kliniczna.
Jednak jak każdy, mam w swoim życiu pewne sekrety, o których nikt nie wie. A przynajmniej do niedawna tak było.
Jednym z moich brudnych sekrecików jest oglądanie porno. Jednak mimo że jestem heteroseksualną posiadaczką wspaniałego faceta u swojego boku, nie kręcą mnie filmiki, na których kobieta poznaje faceta na czarnej kanapie podczas castingu, a na koniec się pobierają (OK, poniosło mnie, takie combo). Kręcą mnie jedynie... gejowskie filmy porno! Nic, poza moim ukochanym, nie jest w stanie mnie tak mocno rozpalić, jak oglądanie dwóch facetów w akcji.
Nigdy się tym nikomu nie chwaliłam, tajemnicę tę skrywałam skrzętnie i miałam zamiar pójść z nią do grobu. Niestety, jak to w życiu bywa - plany się zmieniły. Nici z najlepszymi gejowskimi pornolami pod poduszką w trumnie - wydało się.
Wiecie jak?
Mieszkam sama, ale klucze do mojego mieszkania ma mama. Pewnego pięknego dnia, kiedy w salonie mojego mieszkania dosyć głośno grał telewizor, a ja w pokoju obok oglądałam równie głośno (nie ja byłam głośno, wyluzujcie) gejowskie porno, do mieszkania, po uprzednim dobijaniu się kilka minut, wparowały mama z babcią. Jakież było ich zdziwienie, kiedy ujrzały swoją słodką i niewinną (jasne) córkę/wnuczkę, w skupieniu oglądającą dwóch zapinających się facetów, którzy pomagali sobie różnymi dziwnymi zabawkami.
Na tym nie kończy się historia. Jako że w życiu nie zostawiłabym tak tej sprawy i po prostu musiałam się z niej wykręcić, do głowy od razu przyszło mi gładkie kłamstwo (uwierzcie, nie była to zaplanowana wymówka).
Kiedy ujrzałam przerażone i zbulwersowane miny dwóch najważniejszych kobiet w moim życiu, zapauzowałam pornola i jak gdyby nigdy nic, ze stoickim spokojem powiedziałam:
- Tyle razy mnie pytałyście, co ja robię na tych swoich studiach i jakie mam plany. Teraz wiecie - będę seksuologiem, zapisałam się na podyplomówkę, a to jest część pracy domowej, jaką zadał nam online nowy profesor...
Mama z babcią oczywiście dopytały o cele takiego ćwiczenia, wszystko im skrzętnie wytłumaczyłam dalej brnąc w kłamstwo. Na myśl o tym, że zapytają mnie skąd zadania domowe w wakacje od jeszcze niepoznanego profesora (według kłamstwa studia powinnam zacząć od października) oblewał mnie zimny pot, ale żadne pytanie w tym stylu nie padło - wydaje mi się, że widok gołych fujar i owłosionych tyłków zdecydowanie odebrał im mowę.
Czekam, aż przy rodzinnym spotkaniu zaczną o tym opowiadać. No i chyba rzeczywiście czeka mnie ta podyplomówka...
W pewne wakacje między kolejnymi klasami podstawówki trafiłem do szpitala. Nie pamiętam nawet co dokładnie mi było, ale spędziłem tam ze dwa tygodnie.
Mama przychodziła do mnie codziennie. Pewnego razu przyjechała ciocia z mężem, przywieźli też ze sobą moją babcię. Byli u mnie niecałe 15 minut. Dlaczego? Babcia stwierdziła, że jak już odbębniła swój obowiązek, to nic jej tu nie trzyma i ciocia z wujkiem mają już ją odwieźć, co też bez sprzeciwu zrobili. Zrozumiałbym, gdyby nie chcieli mi przeszkadzać w szpitalu, bo w końcu miałem tam odpoczywać i zdrowieć, ale babcia na głos powiedziała, że jej już się nie chce.
Miałem wtedy jakieś 8 lat i brutalnie dotarło do mnie, że babcia ma ulubione wnuki, a ja jestem tym ostatnim. Udowadnia mi to do dzisiaj. Może to nic specjalnego, ale ja spędzałem noce zastanawiając się co takiego zrobiłem nie tak, że babcia mnie nie kocha.
W 3 klasie gimnazjum na ostatniej piątkowej lekcji miałam basen. Jako iż "zależało mi na wyższej ocenie", zawsze, jako jedyna, lub jedna z kilku, chodziłam na tę lekcję.
To bujda, którą wymyśliłam. Tak naprawdę gdy byłam sama, a wuefistka wychodziła poplotkować z innymi nauczycielami, zdejmowałam dolną część stroju, rozkraczałam nogi przed miejscem, skąd leciała woda pod bardzo dużym ciśnieniem do basenu i przeżywałam chyba najlepsze orgazmy w życiu.
Ostatnio przyszła do nas dziewczyna mojego kolegi, która jest absolutną przeciwniczką glutenu. Gdy tylko zobaczy białe pieczywo, mąkę, biały makaron, napis ''gluten'' w składzie czegokolwiek, dostaje napadu histerii, no bo jak można coś takiego jeść. Uprzedzam, że nie cierpi ona na celiakię - po prostu chce być ''modna''.
Na swoje kilkumiesięczne koty mówię żartobliwie ''gluty'' albo ''gluteny''. I tak ta koleżanka sobie siedzi, czeka na mojego kumpla i bawi się z jednym z glutów. A że przyszła pora karmienia moich kotów, wołam ich słowami: "Gluteny, do mnie". Dziewczyna spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem, jednak co mnie to obchodziło. Apogeum nastało dopiero wtedy, gdy czytałem skład mojej ulubionej przyprawy, gdzie oczywiście napisana była uwaga, że produkt może zawierać GLUTEN! I na nieszczęście chciałem zażartować, zatem podstawiam jednemu z kotów tę przyprawę pod nos i mówię: "Zobacz, jesteś w tej przyprawie!". Po tych słowach koleżanka wstała, zaczęła na mnie wrzeszczeć, że nie szanuję jej światopoglądu, że się z niej wyśmiewam, że specjalnie nazywam tak swoje koty, by zaczęła ten gluten jeść i że pewnie na nią też mówię gluten.
I poszła sobie, gluten jeden.
Kojarzycie może sklep IKEA?
Mają tam takie miejsce dla dzieci nazywane "piekłem w kulkach".
Rodzice zostawiają tam dziecko pod opieką pracownika IKEA i odbierają po zakupach, żeby nie targać ze sobą "gówniaka", który ciągle marudzi.
Ostatnio byłem tam razem z dziewczyną i jej młodą kuzynką (6 lat).
Jak nie lubię dzieci, to tego dzieciaka po prostu uwielbiam, potrafi już czytać i pisać, nawet nie popełniając specjalnie błędów, praktycznie mały geniusz (zła).
Przed zakupami wpadłem na pewien pomysł, w którym młoda chętnie postanowiła uczestniczyć.
Na takiej naklejce, którą przykleja się dziecku na pierś, żeby można było rozróżnić kto jest kim, napisałem jej "500+".
Młoda została przeze mnie wyposażona we flamaster i kilka takowych nalepek.
Starannie przepisała "500+" i w trakcie zabawy poprzyklejała nowym znajomym w "Piekle z Kulkami", zabierając te oryginalne z ich imionami.
Wyobraźcie sobie teraz nasze miny, jak po zakupach odebraliśmy młodą, a z głośników dochodzi głos pracownicy IKEA mówiący, "Proszę się zgłosić po 500 plusa...".
Odliczałem dni do momentu, w którym będę mógł zdjąć aparat na zęby. Rodzice o tym wiedzieli, więc postanowili zrobić mi domową imprezkę z okazji końca moich mąk.
Kiedy wszedłem do domu po powrocie od dentysty, było już tam sporo ludzi, a ja chciałem podskoczyć w drzwiach i z wielkim uśmiechem zrobić "Ta dam!".
Mniej więcej to zrobiłem, tylko walnąłem głową we framugę, a potem wyrżnąłem gębą o marmurowy schodek i połamałem sobie 4 zęby.
Kilka miesięcy temu na moim osiedlu powstała mała budka z pizzą. A że pizza była dobra i miałam blisko, to często tam ucztowałam. Ostatnio także złożyłam wizytę i wzięłam się za konsumowanie mojej margerity.
Idą nowi klienci. Dresy. I to nie te przyjazne, anonimowe. Zamawiają pizzę i niezbędne do ich życia paliwo (czyt. piwo). Przechodzą koło mojego stolika i... jeden gościu zabiera mi kawałek pizzy. Cóż, nie widziałam siebie w konfrontacji z pięcioma Sebkami, a że nie byłam w najlepszym nastroju, kończyłam to co mi zostało na talerzu.
Placek zjedzony, pora się zbierać. Żegnam się ze sprzedawczynią, ale ona każe mi podejść. Podchodzę, a ona daje mi kawałek pizzy. Cóż, miły gest, dziękuję jej bardzo, ale najlepsze było dopiero przede mną. Gdy już odeszłam kawałek, patrzyłam, jak dresy odbierają swój posiłek. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Te, a w tej pizzy kawałka brakuje (niecenzuralne słowa). Gdzie on jest?
- A nie ma...
Wtedy pracowniczka wskazała na mnie (trochę się przeraziłam, bo jeszcze by mnie gonić zaczęli), a ja na ich oczach właśnie skończyłam jeść. Na szczęście dali sobie spokój.
Cóż, nie gustuję w hawajskiej, ale ten ananasowy trójkąt zjadłam ze smakiem.
Jeśli zastanawiacie się jaki jest najgorszy film porno jaki można zobaczyć i nic poza "2 girls 1 cup" nie przychodzi Wam do głowy, to wyobraźcie sobie mnie siedzącego w nocy ze sprzętem w ręku, który ogląda jakieś retro porno z klubu dla swingersów i widzi tam swoich rodziców, wujka, ciocię i paru "przyjaciół rodziny" w mocno ślizganej akcji. Jak to zobaczyłem to, słowo harcerza, zwymiotowałem na swojego zaganiacza.
Dodaj anonimowe wyznanie