Jestem milionerem, przynajmniej teoretycznie. Od kilku lat gram na symulatorach inwestowania. Taki symulator to giełda w skali 1:1. To samo, tylko że nie wydajesz prawdziwych pieniędzy, a wirtualne. Wszystkie mechaniki, cała gospodarka to wierna kopia. Zarobiłem już w ten sposób po przeliczeniu ok. 2,6 mln z zaledwie 10 tys. początkowych środków. Gram bardzo ryzykownie, inwestuję w nowe technologie, akcje wysokiego ryzyka itp. Biję wszelkie rekordy zysków i jak uważają inni gracze (w większości ambitni uczniowie uczący się podstaw inwestowania lub studenci aspirujący do zajmowania się giełdą po skończeniu studiów) stracę wszystko.
Ja z kolei nie mam żadnego doświadczenia z biznesie. Wmawiam tam wszystkim, że jestem maklerem na Wall Street i zajmuje się tym dla hobby, bo swoje już zarobiłem i teraz pracują dla mnie inni. Po wynikach nikt nie śmie w to wątpić. A jaka jest prawda? Pracuję za średnią pensję jak wszyscy i nie robię nic związanego z moim hobby. Nigdy w życiu nie zainwestowałem nic, nie zarobiłem też na tym ani grosza. Teoretycznie mógłbym to zrobić, ale ryzyko jest ogromne. W końcu to nie stabilna lokata, tylko wywalenie tysięcy w coś, co ma może 1% szans na powodzenie. W symulacji nic mnie nie powstrzymuje od robienia ryzykowniejszych rzeczy, ale tam nie gram naprawdę. Więc siedzę po 8 godzin dziennie w pracy, a po powrocie do domu zmieniam się w rekina biznesu.
To takie anonimowe wyznanie kogoś, kto nigdy nie dorobi się ferrari, willi i nie zostanie królem nowojorskiej czy choćby warszawskiej giełdy.
W wieku 5 lat miałem sytuację, że mnie rodzicielka zdenerwowała i na złość otworzyłem okno w pokoju, ściągnąłem spodenki, klęknąłem na parapecie i zacząłem sikać..
Dodam, że mieszkałem w domu jednorodzinnym parterowym i miałem na wprost okna przystanek autobusowy, a akurat wtedy było dużo ludzi, bo wracali z pracy...
Mam specyficzne marzenie. Chciałabym iść do więzienia i zobaczyć, ile wytrzymam. Oczywiście nie mam zamiaru robić niczego złego, ale marzy mi się poznanie życia więźniów jako więzień. Przemoc, hierarchia społeczna i tym podobne - naczytałam się dużo, ale nie wiem, dlaczego mnie to nie odstrasza. Wręcz przeciwnie, uporczywie chciałabym tam trafić.
Uwaga, będzie obrzydliwie :D
Parę dni temu byłam z przyjaciółką na placu zabaw koło szkoły i była tam grupka chłopców, na oko 8-9 lat.
Z tego co słyszałam kłócili się o to, który jest najodważniejszy, i nagle jeden z nich wziął butelkę, którą trzymał w ręce, wylał zawartość, wyciągnął ze spodni swojego "kolegę", nasikał trochę do butelki, a później to wypił.
Przysięgam, myślałam, że zwymiotuję.
Ale przez kolegów został okrzyknięty tym najodważniejszym :)
Myślicie, że wasi rodzice kłócą się o wszystko?
Pobijcie nieodzywanie się do siebie i spanie u rodziny przez dwa tygodnie. Pokłócili się o to, na którym kanale będą oglądać reklamy...
Czekając dzisiaj na przystanku autobusowym, widziałam, jak mężczyzna siedzi i karmi gołębie.
Niby nic dziwnego, ale po pewnym czasie złapał jednego z ptaków, skręcił mu kark, włożył do torby i uciekł z miejsca zdarzenia.
Moje miasto pozdrawia.
Byłam w domu mojego chłopaka i już mieliśmy TO zrobić. Spytałam go tylko, czy ma przy sobie prezerwatywę, odpowiedział "czekaj, zaraz sprawdzę", po czym usiadł na łóżku i zaczął piskliwym głosem nawoływać "kondooooonku... gdzie jesteeeś?". W tym momencie otworzyły się drzwi i stanął w nich jego tata i piskliwym głosem zakwilił "tuuuutaj! jestem tuuuutaj" trzymając w ręku prezerwatywę...
Chyba przejdzie mi ochota na seks na najbliższe... do końca życia.
Dziś wstałam z łóżka niczym Mike Tyson po walce: opuchnięte lewe oko, opuchnięta górna warga. Mąż omal nie dostał zawału - raz mu się zdarzyło przez sen "zdjąć" mnie z łokcia, przepraszał wtedy chyba z miesiąc.
Cały dzień robi za mnie wszystko: obiad, zakupy, pranie, odkurzanie. Dostałam w prezencie trzy nowe książki (kocham czytać), potężny bukiet kwiatów i lody o smaku zielonej herbaty.
I tylko ta lepsza część mnie walczy ze sobą, by mu wyznać, że to nie on, a komary... jestem silnie uczulona.
No, może jutro. ;)
Miłość jest ślepa.
Jako dziecko nigdy nie zwracałem uwagi na ten fakt, dopiero jako nastolatek uświadomiłem sobie, że mój ojciec jest ponadprzeciętnie przystojny.
Kobiety na ulicy się za nim obracają, wszystkie moje koleżanki wzdychają na jego widok, a jak po raz pierwszy przyszedł do szkoły na wywiadówkę zamiast matki, to podobno rodzicielki innych osób z mojej klasy tak go obsiadły, że ten nawet nie był w stanie się dowiedzieć co jego pociecha (czytaj ja) narozrabiała w szkole.
Tata jednak zawsze to wszystko ignoruje, z kobietami rozmawia elegancko, ale zdawkowo, wszystkie próby flirtu od razu przerywa informując, że ma żonę i poprawiając obrączkę na palcu.
Moją mamę nosi na rękach, przynosi kwiaty, ciągle gdzieś zaprasza, zupełnie jakby dopiero się zakochał. Większość kobiet może tylko marzyć o takim traktowaniu, a moja mama... No właśnie, moja mama.
Mówiąc delikatnie jest kobietą, której w urodowej loterii się nie poszczęściło, a można by wręcz rzec, że przegrała.
Jak to się więc stało, że moi rodzice się ze sobą związali?
Ojciec za młodu mając lat 20 potrafił korzystać ze swojego uroku osobistego, który w połączeniu z jego intelektem dawał powalające efekty.
Nie było dziewczyny, która byłaby w stanie się mu oprzeć. Tatuś szalał po całości, najładniejsze dziewczyny, starsze, młodsze, mężatki. Każda, która wpadła mu w oko, kończyła z nim w łóżku.
Piękne kobiety oraz duża ilość alkoholu, od którego nie stronił (po co czekać na weekend, skoro napić można się już teraz, jak to podobno mawiał za młodu) sprawiły, że moi dziadkowie stwierdzili, że mają dość utrzymywania dziwkarza i alkoholika, po czym wyrzucili go z domu.
Nie mając co ze sobą zrobić i mając tylko trochę drobnych w kieszeni, wpadł na najlepszy pomysł życia i postanowił się upić, jednak nie byle czym. Wypił jakiś napój, po którym stracił wzrok i przytomność.
I w takim oto stanie znalazła go moja matka pod swoim płotem.
Zlitowała się nad nim i wzięła go do swojego domu, gdzie go umyła, przebrała i położyła do własnego łóżka.
Jak ojciec odzyskał świadomość, wpadł w histerię, że stracił wzrok, jednak moja matka go uspokoiła i tak siedzieli i rozmawiali.
Od tego momentu ojciec nie chciał nawet na chwilę odchodzić od poznanej dziewczyny. Pozwoliła mu u siebie zostać (pomimo potężnych kłótni z rodziną, ale to inna historia).
I tak sobie żyli przez kilka dni. Chodzili na spacery, rozmawiali, a ojciec poznawał życie od nowa aż do momentu, gdy nagle odzyskał wzrok i ujrzał swoją wybrankę.
Spojrzał na mamę i... i się rozpłakał, co moja rodzicielka będąc świadoma swojego wyglądu źle zinterpretowała i dała mu w ryj.
Okazało się jednak, że były to łzy szczęścia, a nie przerażenia, co szybko zostało wyjaśnione, a miesiąc później tata się oświadczył i do dziś mówi, że może i wzrok odzyskał, ale nadal świata poza nią nie widzi.
Siedziałam ostatnio w domku i gotowałam obiad. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. W progu zastałam obcego mężczyznę, który grzecznie się przywitał i spytał, czy nie mam może zbędnych ubrań, bo on ma dziewczynkę mniej więcej w wieku mojej córki - powiedział patrząc z uwagą na mój skarb (lat 11), który właśnie pojawił się w przedpokoju. Pomyślałam sobie - OK, czemu nie, oddam gościowi kilka nienoszonych egzemplarzy, może mała potrzebuje i będzie nosić. Proszę, żeby chwilę poczekał.
Po paru minutach wychodzę na klatkę schodową i podaję panu reklamówkę z ubrankami. Ten wyrywa (!) mi ją, rozgrzebuje zawartość, po czym nagle... łapie mnie za nadgarstek i z jakimś obłędem w oczach pyta, czy mam może jeszcze rajstopki...
zielone... Bo on chce takie SEKSI (!!!)
Wyrwałam się i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Tak mi niedobrze jak wracam myślami do sytuacji i jak wyobrażam sobie dlaczego chciał seksi ubranko dla małej dziewczynki. Cieszę się, że nie zdecydowałam się zapakować mu styranych nieco staniczków mojej córki.
Jeszcze tego samego dnia wychodząc na klatkę znalazłam wysypany worek z czyimiś ubraniami. Może moje rozrzucił gdzieś indziej.
Dodaj anonimowe wyznanie