#SmW25

Wielu z nas mają rodzeństwo. Ja też mam, dwójkę, ale mowa będzie o 8 lat starszym bracie.

Z reguły dzieci powinny być traktowane równo. Mama mówi, że wszystkich kocha i traktuje po równo. Ale to bzdura. Brat dosłownie dręczył mnie, wyzywał od grubasów, brzydali, jak byłam młodsza potrafił nawet uderzyć, a jak ja płakałam, bądź mu odpowiedziałam, to mama kazała mi go przepraszać, bo mu przykro.

Jak byłam w podstawówce byłam naprawdę rozdrażniona, byłam kłębkiem nerwów. Podczas jednej awantury spowodowanej przez to, że znowu mi dokuczał nie mogłam wziąć nawet oddechu, robiło mi się ciemno przed oczami, upadłam na podłogę, mama chciała dzwonić na karetkę, ale brat powiedział że udaję. Uwierzyła mu. Zostawiła mnie na podłodze. Miałam może 10 lat, on 18. A to nie była najgorsza sytuacja.

Jak miałam 16 lat poznałam mojego pierwszego chłopaka, zresztą jestem z nim do teraz. Jak mama się o tym dowiedziała to powiedziała "mogłabyś z im zerwać? Bo Arkowi przykro będzie, bo on dziewczyny nie ma do tej pory". Tak, według niej to normalne pytać o takie rzeczy. Zresztą odkąd jestem w związku to matka i brat są tylko gorsi. Raz leżałam chora, z wysoką temperaturą w łóżku oglądając jakieś ścierwo typu "ukryta prawda". Nagle wpadł brat, zaczął komentować mnie, serial, a potem znowu mnie, że się puszczam, że jestem "k**wą". Do tej pory mnie nie przeprosił, a minął już rok. Matka jest zła, bo ja jestem przewrażliwiona i to normalne, że rodzeństwo sobie dokucza, bo ona z wujkiem sobie też dokuczali. Ale bez przesady, ja nie jestem laską, która daje dupy za pieniądze, mam jednego chłopaka od 2 lat, wcześniej żadnego, czy miał on prawo wyzywać mnie od k**ew?

Mimo tego matka nadal sądzi, że nas równo traktuje. Mama jest na mnie zła często jak nie chce z nią rozmawiać, ale to opiszę w innych wyznaniach. Teraz opiszę sytuację z przedwczoraj, która mnie zabolała najbardziej.

Przeziębiłam się i boli mnie gardło, tak że naprawdę nie mam ochoty nic mówić. Robiąc kanapki z chłopakiem, mama przeszła obok i zaczęła znowu zadawać jemu jakieś pytania. Ja dalej kontynuowałam robienie kanapek, na to ona zapytała się dlaczego jestem obrażona. Powiedziałam, że gardło mnie boli i po prostu się źle czuję. Ona po prostu obrażona zeszła piętro niżej do brata i tak niby że do niego mówi, ale specjalnie głośno powiedziała żebym mogła to usłyszeć dokładnie - "dobrze, że ty taki nie jesteś jak ona, jesteś najlepszy z nich wszystkich (w sensie rodzeństwa)". W tym czasie już wracała na górę, kontynuowała swoje zdanie, nadal do niego mówiąc - "dobrze że Ty szanujesz mamusię, a nie tak jak córka".

Boli. Nawet nie wiecie jak takie coś może boleć, ta świadomość bycia niekochanym, bycia gorszym, przez całe życie.

#NKLgL

Ostatnio przeglądając jutuby przypomniała mi się pewna sytuacja.

Byłam na kolacji u siostry mojego chłopaka, na której to mieliśmy się poznać. Wraz z mężem są nieco starsi od nas, więc obawiałam się, że niekoniecznie spotkanie będzie luźne. Jednak całkiem niepotrzebnie, bo rozmawiało się bardzo luźno i na wszystkie tematy. W pewnym momencie szwagier mojego chłopaka zaczął mówić o polityce. Siostra chłopaka się ulotniła, a sam chłopak kompletnie polityką się nie interesuje i wszyscy o tym wiedzą, zresztą tak jak i ja, ale tego już wszyscy nie wiedzieli. Poza podstawową wiedzą nie jestem w stanie wymienić zbyt wielu nazwisk.
Szwagier jakby nie przejął się tym, czy są to moje tematy i bezpośrednio zwracał się do mnie (w zasadzie kierował do mnie swój monolog), aż nagle chciał coś powiedzieć o pewnym polityku, zapominając jego nazwiska. Zaczął opowiadać, że taki jeden w podobnym do niego wieku i opisywać jego wygląd. Nagle mój trybik załapał.
- Iksiński? - spytałam.
- Oooo. Tak, ten, kurcze on mówił takie rzeczy, że...
- Chodzi ci o to, gdy powiedział (tutaj opis)?
- No, no. A kojarzysz może wypowiedź Zetsińskiego na temat (tutaj temat)?
- Kiedy powiedział, że... (tutaj opis)
- Tak, bo wiesz, według mnie... (i zaczął swoją długą przemowę)

Szczerze mówiąc chyba nikt się nie spodziewał, że będę cokolwiek wiedziała, nawet mój chłopak wydawał się zszokowany, przecież wiedział, że kompletnie nie orientuję się w świecie polityki, a tu proszę, jednak jakąś wiedzę mam.

Cała anonimowość polega na tym, że tak naprawdę nigdy nie widziałam tych przemówień w całości, a znam je tylko z remixów na YouTube, gdzie przemówienia polityków były przerobione na znane piosenki.

No nic, nie będę się z tym zdradzać, nie muszą wiedzieć, że 22-latkę bardziej od polityki interesują remixy na jutubach. ;)

#ruAej

Będzie o używaniu firmowego sprzętu do celów prywatnych...

Jestem "Panem od komputerów" i obsługuje kilka sporych firm (outsourcing it).
Pewnego dnia zostałem wezwany do "naprawy komputera" Pani Z. Pracował wolno, poczta w Outlook chodziła koszmarnie... próby szybkiej naprawy spełzły na niczym... Zostałem po godzinach i zacząłem szukać przyczyny... Znalazłem 2 GB nagich zdjęć Pani Z w elementach wysłanych do co najmniej kilkunastu osobników (nieznanej płci)... Na dysku w folderze moje dokumenty było ich znacznie więcej i wszystkie z profilem użytkownika próbowały wędrować na serwer centralny, skutecznie spowalniając pracę w sieci tego komputera. Zrobiłem czystkę z kopią bezpieczeństwa w miejsce, które na serwer nie było replikowane a w notatkach zlecenia wpisalem:" czyszczenie ze zbędnych danych". Poinstruowałem Panią Z aby mniejsze zdjęcia wysyłała, jeśli już musi i aby potem kasowała celem uniknięcia draki...

Tak, backup mam do dzisiaj, a Pani Z zmieniła z czasem pracę (plotka niesie, że zarabia ciałem) ... Po pewnym czasie odkryłem, że nie tylko w tej firmie są fajne laski mające swoje nagie fotki "schowane w folderze moje dokumenty"... Pozdrawiam Was serdecznie :)

#MUAzA

Przed moimi narodzinami rodzicom wiodło się ciężko. Mieli marzenia, ale nie mieli grosza przy duszy. Często chodzili głodni, pakując wszystkie zarobione pieniądze w swój wymarzony dom. Ich właśni rodzice nie wspierali ich ani trochę. Mówili im, że to szaleństwo, a domu nigdy nie skończą - ci jednak uparcie dążyli do celu.

Udało im się! Dom powstał, a wtedy urodziłam się ja. Wszystko to dzięki wzajemnej miłości i wytrwałości w marzeniach. Brzmi zbyt pięknie, prawda? Cóż, z roku na rok wiodło ma się coraz lepiej, rodzice pięli się wyżej i wyżej na drabinie kariery, co pozwoliło nam na stopniowe ulepszanie naszych warunków życia i "rozpieszczania" mnie.

Gdy miałam jakieś 12 lat, zauważyłam mocną zmianę, zwłaszcza u taty. Z wesołego, życzliwego człowieka stał się strasznym gburem, nawet dla mnie - ukochanej córeczki. Uważał, że to niesprawiedliwe, że dostaję wszystko czego chcę (tak naprawdę nigdy wcześniej życiu go o nic nie prosiłam - sam mi to kupował, wiedział, co mi się marzy), chociaż przecież nic nie robię. Szkoła i zajęcia domowe oczywiście nie liczyły się wcale, ale o tym później.

Gdy dojrzałam już na tyle, by mieć już własne zainteresowania, które wykraczały poza "lalki i misie", w ogóle nie potrafiłam porozumieć się z moimi rodzicami. W ich oczach zawsze pierwsze skrzypce grał pieniądz. W sumie uważałam to za fair, chociaż naprawdę przeszkadzał mi fakt, że nie obchodziło ich co chcę robić, a ile to kosztuje, a przecież sami udowodnili mi, że marzenia i rodzinna miłość są najważniejsze.

W końcu nie mogłam sobie pozwolić już na nic. Nie chciałam kieszonkowego, bo ojciec patrzyłby na mnie krzywo, gdzie bym nie wydała. Stwierdził, że jestem nierobem, cały czas siedzę przy kompie (jestem tłumaczką i pisarką, komputer to większa część mojej pracy), chociaż nigdy nie chciał spojrzeć co ciekawego tam piszę. Wielokrotnie przy mnie wspominał, że jestem zapewne "podmieniona w szpitalu" i "tępa", bo kiedy ja siedzę w domu - on ciężko pracuje. Próba przekonania go, że mam naukę, obowiązki domowe czy marzenia, do których dążę, kończyła się wyśmianiem, a zignorowanie wydanego grosza grzechem. Gdy nie zdałam egzaminu na prawo jazdy przez głupotę, przyznaję, moja mama obraziła się na mnie i płakała, a ojciec powiedział, że celowo sabotuję jego pracę....

Ojciec wymyślał mi coraz więcej obowiązków, przez co miałam mniej czasu na hobby i mojego ukochanego, którego swoją drogą nie akceptował, bo był biedny i "nie chce, żeby skończył na moim utrzymaniu" (pracował tak ciężko jak mój ojciec, chociaż za dużo mniejsze pieniądze).

Dziś doszło już do tego, że wprost przyznają mi, że kosztuję za dużo, bo jem, piję i wypełniam przestrzeń. Nie wiem, co się z nami stało i z naszą rodzinną miłością.
Chcę, by było jak dawniej.

#L6xth

Od dziecka często i przewlekle cierpiałam na zapalenia dróg moczowych, wiecie z czym to się wiąże - nie mogłam utrzymać większej ilości moczu, właściwie jak miałam co nieco w pęcherzu, to od razu po wstaniu leciało po nogach... przykre.

No i w gimnazjum na lekcji religii zaczęło mnie cisnąć, a ja nie miałam jak wstać, wiedziałam co się stanie.
Po wspólnej modlitwie na koniec lekcji wszyscy wyszli, a ja... co miałam robić? Ledwo wstałam, zaciskając uda na maksa. Nie dało się iść. Nie wiem czego siostra się domyślała i czy dobrze - coś kręciłam o bólu brzucha itp. - w każdym razie dała mi klucz od sali i powiedziała, żebym jej oddała jak będę mogła, po czym wyszła. Mając szczerą nadzieję, że w klasach naprawdę nie ma kamer, z dziką ulgą nasikałam do kosza. Nie chciało się zatrzymać, nie wiem, ile wysikałam, ale dużo.
Wyszłam spokojnie z klasy z nieziemską ulgą, oddałam siostrze klucz.
Nie mam pojęcia co pomyślała.

Współczuję szkolnym paniom sprzątaczkom, siostrę uwielbiam do dziś, świetna babka. ;)

#rqA9A

W pierwszych wspomnieniach, jakie zapamiętałem (ok. 2 rok życia) "patrzę" na siebie w trzeciej osobie (trochę jak w grach serii GTA). Dopiero nieco później ktoś "przełączył kamerę" i od tego czasu obserwuję świat własnymi oczami, jak przystało na grę FPP, którą jest życie.

Pierwsze moje świadome myśli, pierwsze wewnętrzne rozterki dotyczyły właśnie tego, jak to było możliwe, że dawniej patrzyłem na siebie z zewnątrz, a teraz patrzę ze środka. Najpierw zastanawiał mnie sam fakt tej zmiany. Z biegiem lat zacząłem się zastanawiać raczej, jak to w ogóle było możliwe, że patrzyłem na siebie zewnątrz.

Aż zrozumiałem: w domu moich dziadków, u których mieszkaliśmy z rodzicami przez jakieś dwa i pół roku od mojego urodzenia, od zawsze w ramkach stało kilka zdjęć autorstwa mojego dziadka, zapalonego fotografa, przedstawiających oczywiście mnie, w różnych "fazach rozwoju". Ja leżący w łóżeczku, ja stojący przy drabinkach, ja w wózku, ja stawiający pierwsze kroki na spacerze, ja bawiący się klockami... Chłonny umysł małego berbecia "wchłonął" sceny z tych zdjęć jako swoje własne wspomnienia. Odgadnięcie tajemnicy tego fenomenu zajęło mi 37 lat i 10 dni.

#Iu9vo

Od kiedy byłam dzieckiem, wyobrażałam sobie mój ślub, w zabawach powtarzałam słowa przysięgi podając imię chłopaka, w którym w tym czasie się kochałam. Z wiekiem zaczęłam powtarzać przysięgę w myślach, przy każdym kolejnym chłopaku, a było ich paru. Mój ostatni związek był na tyle poważny (trwał kilka lat), że miałam pewność, iż skończy się ślubem. Codziennie przed zaśnięciem mówiłam sobie: "Ja, Anna, biorę ciebie, Edwarda, za męża"... I TAK przez parę lat.

Rozstaliśmy się, a ja mając teraz nowego narzeczonego żyję w strachu, że w dzień naszego ślubu pomylę imiona i w czasie ceremonii wypowiem imię byłego.
Dodaj anonimowe wyznanie